czwartek, 26 listopada 2015

KOBIETY, GRECZYNKI I DAMARIS

Podczas drugiej podróży misyjnej, Paweł wraz z współpracownikami, odwiedził Tesaloniki, Bereę i Ateny. Pośród trudności, drwin i wywoływanych przeciw Pawłowi rozruchów, Ewangelia zdobywała serca ludzi. Wśród tych, którzy prawdziwie uwierzyli, były kobiety. Dużo kobiet. Łukasz trzykrotnie w siedemnastym rozdziale Dziejów odnotowuje ten fakt. W Tesalonikach do Pawła, przyłączyło się "niemało wybitnych kobiet", w Berei czytamy o wierze wielu "wybitnych Greczynek", a w Atenach wśród tych, którzy uwierzyli była kobieta Damaris. Narracja Łukasza uderza w stereotypowy pogląd, że Nowy Testament i chrześcijaństwo dyskryminuje kobiety, spychając je na drugi lub trzeci plan. Nic bardziej mylnego. Nowy Testament wielokrotnie podkreśla ważną rolę i miejsce kobiet w Bożym planie zbawienia. Prawdziwe piękno i wartość życia kobiety tkwi w życiu pełnym oddania i posłuszeństwu Chrystusowi (podobnie, jak prawdziwe piękno i wartość życia mężczyzny). Wiele kobiet z Biblii może stanowić wzór i przykład do naśladowania. Spotykamy je wśród bohaterów wiary (Sara, Rahab), proroków (Miriam, Anna), a nawet sędziów i wojskowych dowódców (Debora). To, co nadaje tożsamość kobiecie, to nie "wymyślne uczesanie, złote klejnoty, czy okazałe szaty" (1 Ptr 3,3), lecz bycie i trwanie w Chrystusie. "Odnaleźć się w Nim" (Flp 3,9), to powinno być pragnieniem i dążeniem każdego mężczyzny i każdej kobiety. Niezależnie od wieku, pochodzenia czy statusu materialnego. Wszystko inne to "marność i pogoń za wiatrem", jak mawiał Kohelet.

czwartek, 19 listopada 2015

WYDARZYŁO SIĘ W FILIPPI...

W 16. rozdziale Dziejów Apostolskich możemy przeczytać jak Ewangelia „przekracza” obszar Azji i jej przesłanie dociera do Europy. Stało się to za przyczyną pewnego Macedończyka, który ukazała się we śnie Pawłowi i prosił go „Przepraw się do Macedonii i pomóż nam” (Dz 16, 9). Paweł zrozumiał, że to widzenie (sen) jest wezwaniem do głoszenia Dobrej Nowiny o Chrystusie w tej właśnie części świata. Choć owoce służby w Azji były zachęcające – „Kościoły umacniały się w wierze i z każdym dniem rosła ich liczba” (Dz 16, 5), to jednak w Bożym planie była właśnie Macedonia. Areną dla przedstawienia Bożej drogi zbawienia stało się najważniejsze miasto cesarstwa rzymskiego w tej części imperium – Filippi.
W Filippi, pośród przeciwności, światło Ewangelii zajaśniało dla Lidii – kobiety handlującej purpurą i pewnego strażnika więzienia. Tych dwoje łączy coś jeszcze poza autentycznym nawróceniem i „otwartym sercem” na Ewangelię. Łączy ich podobny owoc nawrócenia do Chrystusa – gościnność. Lidia otworzyła swoje serce dla Chrystusa, ale także otworzyła swój dom dla Pawła i jego towarzyszy: „wstąpcie i zamieszkajcie w moim domu…” (Dz 16, 15). Stróż więzienia uwierzył Panu i „wprowadził Pawła i Sylasa do swojego domu, zastawił stół i wraz z całym domem cieszył się, że uwierzył Bogu” (Dz 16, 34). Owocem nawrócenia jest gościnność – otwarty dom i zastawiony stół dla braci. Autor listu do Hebrajczyków przypomina: „Nie zapominajcie o gościnności” i dodaje „Dzięki niej niektórzy, nieświadomi tego gościli aniołów” (Hbr 13:2). Gościnność to przywilej służenia w praktyczny sposób. Otwarty dom i  zastawiony stół to wyraz praktycznej miłości, którą możemy okazywać sobie jako uczniowie Chrystusa.

środa, 11 listopada 2015

OD ZAMĘTU I NIEPOKOJU DO POCIESZENIA I RADOŚCI

W 15 rozdziale Dziejów Apostolskich Łukasz opisuje zamieszanie i niepokój jaki wywołali przybysze z Judei wśród braci z Antiochii. Wywodzący się z pogan chrześcijanie z Antiochii, w ocenie Judejczyków, nie kwalifikowali się do zbawienia. Ich zdaniem, potrzebowali obrzezania i zachowywania Prawa Mojżeszowego. Na tym tle "doszło do kłótni i ostrych dyskusji pomiędzy nimi (przybyszami z Judei) a Pawłem i Barnabą (liderami kościoła w Antiochii)" (Dz 15, 2).
Odpowiedzialność za rozstrzygnięcie sporu wzięli na siebie apostołowie i starsi z kościoła w Jerozolimie. "Zebrali się apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę" (Dz 15, 6). Łukasz w swojej relacji, przytoczył dwie mowy dotyczące spornej kwestii - mowę Piotra i Jakuba (tzw. Jakuba Młodszego). Piotr argumentując za włączeniem pogan do kościoła przywołał działanie Boga z domu Korneliusza, gdzie Duch Święty został udzielony poganom, słuchającym poselstwa o zbawieniu dzięki łasce Pana Jezusa (Dz 10). Jakub powołał się na argumenty Pisma i potwierdził doświadczenie Piotra słowami: "Zgadzają się z tym słowa Proroków..." (Dz 15, 13-18).
Działanie Boga i Pisma. One wyznaczają kierunek naszej wierze. Pan Jezus spierając się z saduceuszami w kwestii zmartwychwstania powiedział: "Czyż nie dlatego błądzicie, że nie znacie Pisma ani mocy Boga?" (Mk 12, 24). Biblia i działanie Boga są ze sobą spójne. Słowa Pisma znajdują potwierdzenie w Jego dziełach. Sposoby Jego działania i przejawianie się Jego mocy znajdują oparcie w Bożym Słowie. Tu nie ma sprzeczności. Nasza wiara i nasze chodzenie za Chrystusem powinny być mocno osadzone w Słowie Bożym i doświadczeniu Jego mocy (Bożego działania). W obliczu przeróżnych "prądów błędnej nauki głoszonej przez ludzi przewrotnych i przebiegłych, którzy łudzą fałszem" (Ef 4, 14) należy zachowywać trzeźwość i stateczność opartą na Piśmie. To, co jest zgodne z Pismem znajduje swoje potwierdzenie w Bożym suwerennym działaniu. Często mamy wiele przeróżnych koncepcji na temat wiary, zbawienia, Boga i praktyki chrześcijańskiego życia. Warto zawsze to, w co wierzymy konfrontować z Jego Słowem i szukać potwierdzenia w Bożym sposobie postępowania na przestrzeni dziejów. Tak dziejów Izraela, jak i dziejów nowotestamentowego Kościoła.
Argument oparty na Słowie i Bożym działaniu zażegnał spór. Mieszkający w Antiochii chrześcijanie wywodzący się z pogan doznali pocieszenia i mogli na nowo przeżywać radość płynącą z ufności pokładanej w Chrystusie.
Wyrażam przekonanie, że tym więcej będziemy doświadczać pocieszenia i radości, im więcej nasza wiara będzie znajdować oparcie w Jego Słowie i Jego autentycznym działaniu. 

środa, 4 listopada 2015

OD PERGE AŻ DO DERBE

Teren dzisiejszej Turcji stał się celem pierwszej wyprawy misyjnej Pawła i Barnaby. Odważnemu głoszeniu dobrej nowiny o Chrystusie towarzyszyły przejawy Bożej mocy. W Ikonium "Pan potwierdzał słowa swojej łaski znakami i cudami, które za Jego sprawą działy się przez ich ręce" (Dz 14,3). W Listrze, cierpiący na bezwład nóg człowiek, który słuchał przemawiającego Pawła został uzdrowiony "Paweł, gdy mu się przyjrzał i dostrzegł, że mam on wiarę, aby być uzdrowiony, zawołał do niego: Stań prosto na nogi! Wówczas człowiek ten zerwał się i zaczął chodzić" (Dz 14,9-10). Uzdrowienia są doskonałą ilustracją dobrej nowiny o zbawieniu. Bóg zastaje nas w miejscu naszej bezsilności i niemocy, aby obdarzyć życiem, przywrócić nadzieję i okazać swoją zadziwiającą przychylność. "Byłem ślepy, teraz widzę", "Byłem chromy, teraz chodzę", "Byłem głuchy, teraz słyszę", "Byłem martwy, teraz żyję". To przystoi Bogu. Czynić dobro, uzdrawiać i uwalniać. O swoim zwiastowaniu Chrystusa Paweł pisał w następujący sposób: "dobra nowina dotarła do was nie tylko w Słowie, ale także w mocy, w Duchu Świętym i z wielką siłą przekonania." (1 Tes 1, 5). A w innym miejscu: "W swojej mowie i poselstwie nie posługiwałem się słowami mądrości. Zależało mi raczej na działaniu Ducha i mocy, aby wasza wiara nie opierała się na mądrości ludzkiej, ale na mocy Boga" (1 Kor 2, 4-5).
Tak głoszona dobra nowina, pośród licznych trudności i prześladowań, zdobywała serca słuchaczy; "poganie cieszyli się i wyrażali z uznaniem o Słowie Bożym..." (Dz 13, 48), "W Ikonium uwierzyło spore grono Żydów i Greków" (Dz 14, 1), w Derbe "pozyskali znaczną liczbę uczniów..." (Dz 14, 21).

Jaka płynie z tego lekcja dla nas, pokolenia chrześcijan XXI wieku? 
Nic nie ma większej radości, jak możliwość udziału rozgłaszaniu dobrej nowiny o zbawieniu w Chrystusie.
Nie ma szlachetniejszego dzieła ponad głoszenie Słowa "w porę i nie w porę, aby poprawić, upomnieć, zachęcić - z całą cierpliwością, umiejętnie" (2 Tm 4, 2).
Boży wzorzec piękna pozostaje niezmienny: "O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: Twój Bóg zaczął królować" (Iz 52,7).
Wciąż także potrzeba modlić się, aby "Słowo Pana szerzyło się i było cenione..." (2 Tes 3, 1).

"A Temu zaś, który według mocy działającej w nas może uczynić o wiele więcej ponad wszystko, o co prosimy lub o czym myślimy, Temu niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie, po wszystkie pokolenie - na wieki. Amen" (Ef 3, 20-12)


środa, 28 października 2015

ANTIOCHIA SYRYJSKA

Żyjąc współcześnie, jako chrześcijanie może nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zawdzięczamy pewnemu wydarzeniu, które miało miejsce w położonej na terenie dzisiejszej Turcji miejscowości o nazwie Antiochia.
Antiochia Syryjska była trzecim co do wielkości ośrodkiem miejskim w starożytności (po Rzymie i Aleksandrii). Szacuje się, że mieszkało tam około pół miliona ludzi. Z tekstu Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że właśnie w Antiochii dobra nowina o Panu Jezusie znalazła podatny grunt w sercach pogan (Greków), i właśnie w tym mieście po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami (Dz 11,19-26).
Antiochia stała się miejscem, z którego wyrosła pierwsza (nie wymuszona prześladowaniami i czynnikami zewnętrznymi) praca misyjna kościoła. Dlaczego Antiochia? Dlaczego nie Jerozolima? Wszak w Jerozolimie byli apostołowie. Wszak w Jerozolimie istniał wielotysięczny i wciąż rozwijający się kościół? Przecież właśnie tam, po zmartwychwstaniu Jezus nakazał uczniom głoszenie Ewangelii, "aż po krańce ziemi".
Tekst Biblii nie tłumaczy dlaczego. Łukasz zanotował jedynie, że w Antiochii Duch Święty powiedział: "oddzielcie mi Barnabę i Saula do tego dzieła, do którego ich powołałem". Najwyraźniej Pan Bóg znalazł w osobie Pawła (Saula) i Barnaby odpowiednie naczynia, "przydatne dla Pana, gotowe do wszelkiego dobrego dzieła" (2 Tm 2,21).
Co wyróżniało chrześcijan w Antiochii?
Kościół w Antiochii był przepełniony prostotą wiary i autentyczną miłością do Boga. Kiedy ewangelia zdobywała serca mieszkańców Antiochii, kościół w Jerozolimie wysłał tam Barnabę, który miał dla wierzących bardzo proste zalecenie, aby "całym sercem trzymali się Pana" (Dz 11,23). Potem czytamy, że antiocheńscy chrześcijanie przekazali pomoc materialną kościołom w Judei (przejęli się zapowiedziami o głodzie w tamtym regionie). Ich miłość była praktyczna. W takiej właśnie atmosferze, w miejscu gdzie ludzie "całym sercem trzymają się Boga" i gdzie miłość wyrażana jest nie tylko słowami, ale czynami, Pan Bóg znalazł właściwy grunt i odpowiednich ludzi, by powierzyć im pracę misyjną. Pracę, która swoim zasięgiem objęła ogromny obszar Imperium Rzymskiego. Z Antiochii ewangelia o zbawieniu w Jezusie dotarła do Europy! Czyż to nie piękne? Dla mnie więcej niż piękne, bo wiem co zawdzięczam Bogu, który "w swoim miłosierdziu, kierując się swą wielką miłością, mnie martwego z powodu upadków (grzechów) ożywił wraz z Chrystusem. Bo z łaski jestem zbawiony" (Ef 2,4-5).
Soli Deo Gloria!

niedziela, 25 października 2015

HEROD AGRYPPA I

Król Herod Agryppa I, wnuk Heroda Wielkiego (tego, który rządził w chwili narodzin Jezusa), skończył swoje życie w tragicznych/ żałosnych okolicznościach. Łukasz zanotował "Zmarł stoczony przez robaki" (przekład Biblii Gdańskiej, jest bardziej dosadny: "Będąc roztoczony od robactwa, zdechł"). Nikt raczej nie życzyłby sobie takiego zwieńczenia ziemskiego życia i politycznej kariery. O tym bez wątpienia smutnym losie Heroda wspomina również historyk żydowski Józef Flawiusz. Król rozpoczął swoje rządy w Palestynie w 41 roku po Chrystusie. Rządził tylko do roku 44. Z tekstu Dziejów Apostolskich możemy wyczytać, że nagły zgon Heroda był poprzedzony wielkim zebraniem, na którym władca wygłaszał mowę do zgromadzonego ludu. Wtedy właśnie zdarzyło się całe nieszczęście. Wielka przemowa, zgromadzony wokół tłum, który woła: "To głos Boga, nie człowieka!". Herod przekroczył pewną granicę, której przekroczyć nie powinien. Uznał, że miejsce i pozycja, które zajmuje pozwalają mu przyjmować cześć i uwielbienie należne jedynie Bogu. Ilu współczesnych władców, prezydentów, ludzi autorytetu ma w pamięci słowa z Księgi Daniela: "Niech imię Boga będzie błogosławione przez wszystkie wieki, bo On jest mądry i potężny. On ustanawia kolejność pór i czasów, obdarza królów władzą i ją im odbiera, daje mądrość mędrcom, uczonych napełnia wiedzą." (Dn 2,20-21)? Miejsce autorytetu, które przynależy ludziom z racji pełnionych funkcji publicznych, nie jest dane raz na zawsze. Ostateczny głos w kwestii sprawowania władzy ma Bóg. "On obdarza królów władzą i On ją im odbiera". Ci, którzy nie nauczyli się tej lekcji mogą mieć poważne kłopoty. Herod ich doświadczył. "Dosięgnął go anioł Pana, bo nie oddał chwały Bogu" (Dz 12,23). Kilkusetletnia prawda reformacji głosi "SOLI DEO GLORIA" (Jedynie Bogu chwała). I dobrze będzie jeśli tak właśnie pozostanie, dobrze dla nas - obywateli, i dobrze dla rządzących. 
Problem przyjmowania chwały od ludzi nie dotyczy tylko ludzi władzy w państwie, lecz jest często problemem ludzi kościoła. Jesteśmy pouczeni przez Słowo, aby okazywać szacunek tym, którzy przewodzą ("A prosimy was, bracia, abyście darzyli uznaniem tych, którzy pracują wśród was, są przełożonymi waszymi w Panu i napominają was; Szanujcie ich i miłujcie jak najgoręcej dla ich pracy. Zachowujcie pokój między sobą." - 1 Tes 5,13), jednak ten szacunek nie może przerodzić się w taki rodzaj uznania i czci, który należny jest jedynie Bogu. Słudzy Pańscy Nowego Testamentu łączyli świadomość Bożego autorytetu spoczywającego na nich z postawą pokory i uniżenia. Widzimy to w postawie i słowach Piotra - apostoła Jezusa. Taki właśnie wzór do naśladowania został nam przekazany.
"A gdy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu naprzeciw, padł mu do nóg i oddał mu pokłon. Lecz Piotr podniósł go mówiąc: wstań, ja też jestem człowiekiem" (Dz 10,25-26)
"Starszych, którzy są wśród was, proszę, jako również starszy i świadek cierpień Chrystusa oraz uczestnik chwały, która ma się objawić. Paście stado Boga, które jest wśród was, doglądając go nie z przymusu, ale dobrowolnie, nie dla brudnego zysku, ale z ochotą; I nie jak ci, którzy panują nad dziedzictwem Pana, lecz jako wzór dla stada. (...) Wszyscy zaś wobec siebie bądźcie poddani. Przyobleczcie się w pokorę, gdyż Bóg się pysznym sprzeciwia, a pokornym łaskę daje." (1 Ptr 5,1-5)

środa, 14 października 2015

BARNABA

Postać Barnaby z Dziejów Apostolskich jest bardzo ciekawa. Poznajemy go w czwartym rozdziale tej księgi, jako lewitę z Cypru imieniem Józef. Imię Barnaba ("Syn Zachęty") zostało mu nadane przez apostołów, kiedy okazał hojność dzieląc się swoimi dobrami z wierzącymi w Jerozolimie. W rozdziale dziewiątym Barnaba zaryzykował swoją reputację przyprowadzając do apostołów w Jerozolimie Saula - świeżo pozyskanego dla Chrystusa faryzeusza i prześladowcę kościoła. Nikt nie dowierzał Saulowi i jego przemianie. Czytamy, że "wszyscy się go bali i nikt nie chciał wierzyć, że stał się uczniem" (Dz 9,26). Barnaba jednak uwierzył. Barnaba jednak gotów był zaryzykować. Barnaba "przygarnął" Saula, kiedy ten nie mógł znaleźć wsparcia wśród innych uczniów w jerozolimskiej wspólnocie. Barnaba dostrzegł w Saulu coś, czego nie potrafili dostrzec inni. Dostrzegł w jego życiu autentyczność Bożego działania.
Wreszcie Barnaba odszukał Saula w Tarsie, aby znaleźć w nim współpracownika i pomocnika w służbie na rzecz rozwijającego się kościoła w Antiochii (Dz 11,22-26).
Otwartości, braterstwa, zespołowości i zaufania wobec innych warto się uczyć od Barnaby.
Paweł (znany wcześniej jako Saul), być może zachęcony przykładem Barnaby, napisał kilka (kilkanaście) lat później: "przygarniajcie jedni drugich, podobnie jak Chrystus przygarnął was dla chwały Boga" (Rz 15,7).
Wciąż potrzebujemy "Synów Zachęty". Potrzebujemy ich spotykać i potrzebujemy się nimi stawać.

środa, 7 października 2015

KORNELIUSZ I BÓG, KTÓRY ZASKAKUJE

Historia Korneliusza zapisana w dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich jest niezwykła. Została dokładnie udokumentowana przez autora księgi - Łukasza. Bogobojny, sprawiedliwy, miłosierny i hojny rzymski żołnierz stał się "bramą", przez którą ewangelia dotarła do pogan. Dziś wydaje się to takie oczywiste, że Polacy, Francuzi, Finowie, Chińczycy i wszelkie nacje mogą czerpać z dobrodziejstw dzieła zbawienia, które dokonało się w Chrystusie. Jednak dla ówczesnych związane było to z przełamywaniem stereotypów i kulturowych barier. Żydzi nie przestawali z ludźmi innej narodowości. Poganie byli poza Bożym wybraniem i przymierzem. Pomimo zapowiedzi, że ewangelia będzie głoszona "aż po krańce ziemi", trudno było sobie wyobrazić, że jej poselstwo będzie rozbrzmiewało wśród pogan. Przecież Żydzi żyli rozproszeni "po krańce ziemi"... A jednak Pan Bóg wymknął się utartym schematom i "sztywno" przyjętym założeniom. Pomimo uprzedzeń i początkowej niechęci, Piotr poszedł spotkać się z Korneliuszem, jego krewnymi i najbliższymi przyjaciółmi. Słuchający mowy Piotra doświadczyli mocy i obecności Boga. Poganie zostali włączeni do Bożej rodziny. Ewangelia przełamała bariery narodowościowe. Autor Dziejów zanotował, że wydarzenie z domu Korneliusza "zaskoczyło tych wszystkich wierzących, którzy byli Żydami". To właśnie przynależy Bogu - "zaskakiwanie wierzących". On objawia siebie w miejscach, o których my powiedzielibyśmy "o tym nie może być mowy". A jednak. Jak dziś Bóg może nas zaskoczyć? Jakie bariery dziś stawiamy Jemu? Jakie "zagrody" wybudowaliśmy dla Jego działania? W jakie szablony "wcisnęliśmy" Boga? Bogu niech będą dzięki, że On pozostaje Bogiem, a my ograniczonymi ludźmi, którym często wydaje się, że wiedzą i rozumieją. A może potrzebujemy się zmieniać i dostosowywać do Bożego sposobu myślenia?

środa, 16 września 2015

BOŻE UPODOBANIE

W swojej mowie obronnej, stając naprzeciw oskarżycieli, Szczepan opowiada historię Izraela (Dz 6,8-7,60). Powołuje się na postać Abrahama, Izaaka, Jakuba i jego synów. Dużo uwagi poświęca Mojżeszowi, wspomina Jozuego, Dawida i Salomona. Mówiąc o Salomonie i jego dziele budowy Świątyni, cytuje słowa proroka Izajasza mówiącego w imieniu Boga: "Niebo jest Moim tronem, a ziemia podnóżkiem Moich stóp. Jakiż dom Mi zbudujecie, mówi Pan, albo gdzie jest miejsce Mojego odpoczynku?". Właśnie, dobre pytanie: Gdzie jest miejsce Bożego odpoczynku? Odpoczynku rozumianego, jako miejsce Bożego zadowolenia, radości i upodobania. Gdzie Bóg znajduje przyjemność swojego przebywania? Czy zadowalają Go przepiękne historyczne katedry? Czy zadowalają Go nasze nabożeństwa i nasza liturgia? Czy zadowalają Go nasze rozmowy, modlitwy i wzajemne relacje? W czym Bóg znajduje upodobanie i radość? Dla mnie to ważne i kluczowe pytanie. Najważniejsze ze wszystkich. Czytając Biblię znajduję obiekt szczególnego Bożego upodobania. Ewangelista Mateusz opisując chrzest Jezusa w wodach Jordanu i towarzyszący temu wydarzeniu głos z Nieba, zanotował: "I rozległ się głos z Nieba: To jest Mój Syn, w którym mam upodobanie" (Mt 3,17). Boże upodobanie było i jest w Jego umiłowanym Synu. Jak ja mogę doświadczyć Bożego upodobania, zadowolenia i Bożej radości. Jest tylko jeden sposób: Być w Chrystusie. To właśnie dlatego Paweł z taką gorliwością zabiegał: "Owszem, wszystko uznaję za stratę dla znakomitości poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana, dla którego wszystko utraciłem i uznaję za gnój, aby zyskać Chrystusa. I znaleźć się w Nim..." (Flp 3,8-9).
Obyśmy wszyscy mogli znaleźć się w Nim - w miejscu Bożego upodobania i Bożej radości.

środa, 9 września 2015

PEŁNIA DUCHA - DZIEJE APOSTOLSKIE 6,1-7

Wobec narastającego problemu pośród wierzących w Chrystusa w Jerozolimie, jakim było zaniedbywanie wdów Hellenistów przez Hebrajczyków, podjęto decyzję powierzenia "służby przy stołach" siedmiu kompetentnym osobom. Ich kwalifikacje określono następująco: "Wybierzcie więc, bracia, siedmiu mężczyzn, cieszących się dobrą opinią, pełnych Ducha Świętego i mądrości! Im zlecimy to zadanie."
I co się okazało? A mianowicie, że tacy ludzie się znaleźli! Kościół nie miał problemu, aby dokonać oceny i wyboru tych, którzy odzwierciedlali założone cechy. Dobra opinia, rozumiem. Mądrość, jakoś da się ocenić. Ale pełnia Ducha? Jaką miarą zmierzyć pełnię Ducha w człowieku, który jest uczniem Chrystusa? Najwyraźniej ten dylemat nie odnosił się do wierzących w Jerozolimie.Łukasz - autor księgi Dziejów Apostolskich, relacjonuje: "Wybrano Szczepana, człowieka pełnego wiary i Ducha Świętego, oraz Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa, a także Mikołaja, prozelitę z Antiochii."
Zatem chrześcijaństwo i służba chrześcijańska, to przede wszystkim sprawa Ducha. Pełni Ducha.
Wiele lat temu, na studiach, czytałem z moim przyjacielem list Jana, w którym napisał: "Przez to poznajemy, że w Nim (w Bogu) jesteśmy, a On w nas, iż Ducha swego nam dał" (1J 4,13) Ten werset stał się przyczyną mojego poszukiwania nie wiedzy o Bogu, ale doświadczenia Boga. Te słowa sprawiły, że zadałem sobie pytanie: "Czy mam Ducha Świętego?". Jeśli tak, to co jest przekonywującym dowodem na prawdziwość tego stwierdzenia? Czy jest takie doświadczenie Boga, które nie pozostawia wątpliwości w kwestii posiadania Ducha? Księga Dziejów, w sposób szczególny podkreśla rolę Ducha Świętego w życiu tych, którzy stali się uczniami Chrystusa. Kiedy Paweł z Tarsu spotkał nazywających się uczniami Pana mężczyzn w Efezie (Dz 19,1-7), zadał im proste pytanie: "Czy wzięliście Ducha Świętego, kiedy uwierzyliście?"
Warto zadawać sobie pytania, szczególnie te, które mogą okazać się kluczowe dla naszego życia. A jeszcze lepiej znać na te kluczowe pytania odpowiedź.

sobota, 29 sierpnia 2015

HUDSON TAYLOR

Służba Hudsona Tylora jest mi znana z książek. Czytałem o jego pasji dla Chin, jego wierze i determinacji, aby nieść Ewangelię. Jego misja była pierwszą, która zaniosła światło Chrystusa do wnętrza Chin. Ale historia, którą przeczytałem niedawno o Hudsonie Tylorze poruszyła mnie najbardziej ze wszystkich historii, które o nim czytałem. Pochodzi ona z książki pt. "Gdy Bóg milczy". Wciąż myślę o tym, co przeczytałem:

W roku 1900 Hudson Taylor wielki pionier misji w Chinach przeżył nerwowe załamanie. W tym czasie przemawiał w Bostonie i zaczął powtarzać wielokrotnie dwa zdania: "Możesz zbyt mało ufać Panu, ale nie możesz ufać Mu zbyt mocno" oraz "Jeśli my nie dochowujemy wiary, On pozostaje wierny, albowiem samego siebie zaprzeć się nie może" (2 Tm 2,13).

Hudson Taylor cały czas powtarzał te dwa niezwykłe zdania, aż w końcu sprowadzono go ze sceny. Powrócił do Londynu, a potem na polecenie lekarza przeprowadził się do Szwajcarii w stanie całkowitego wyczerpania umysłowego i fizycznego. Tam, gdy miał 58 lat, dotarła do niego straszna wiadomość o misjonarzach i dwudziestu jeden dzieciach, którzy zostali zamordowani w czasie powstania bokserów. Jego starzejące się serce i wyczerpany umysł nie mogły znieść tej wiadomości. "Nie mogę czytać; nie mogę myśleć; nie mogę nawet modlić się", przyznał się żonie, "ale mogę ufać".

Patrząc wstecz, widzimy że ufność Hudsona Taylora była uzasadniona: krew męczenników stała się nasieniem chińskiego Kościoła, który od tego czasu rozrósł się i stał się jednym z najżywszych i pełnych poświęcenia odłamów chrześcijaństwa we współczesnym świecie. Ale wtedy załamany z powodu przerwania życia tak wielu ludzi, morderstwa dzieci i uciszenia świadectwa ewangelii Hudson Taylor nie widział żadnej nadziei w tragedii. Lata modlitwy wstawienniczej i działań ewangelizacyjnych w Chinach pozornie spełzły na niczym. Hudson Taylor nie mógł zrobić nic, mógł tylko ufać, spoczywając bezradnie w ramionach Tego, który "pozostaje wierny", mimo że on zwątpił.
Źródło: Pete Greig, Gdy Bóg milczy, Wyd. W Wyłomie

Zastanawiam się jak wielu tych, którzy wiernie służyli i służą Chrystusowi, przeżywało i przeżywają podobne doświadczenia.

Jak trudno modlić się i ufać, kiedy przez wiele lat wciąż na nowo przychodzimy do Boga szukając Jego interwencji, bez wyraźnego rezultatu...

Jak ujrzeć przejaw Bożej łaski, kiedy słyszymy o tragediach dotykających bliskich nam ludzi?
Czasami nasze emocje i myśli nie są w stanie znieść tego, co słyszymy i czego doświadczamy w otaczającej nas rzeczywistości.

Zwątpienie, strach, niepowodzenie... A jednak pośród wszystkich tych rzeczy pozostaje On. Ten, który pozostaje wiernym i Ten, do którego należy ostatnie zdanie. Nawet, jeśli dziś wydaje nam się, że wszystko zaprzepaszczone. Nie podołaliśmy. Nie udźwignęliśmy. A jednak On wciąż pozostaje Bogiem. Panem Panów. Tym, któremu można ufać, nawet jeśli już nie potrafimy właściwie myśleć i modlić się.