poniedziałek, 15 stycznia 2018

MOJA "MAŁA OJCZYZNA" Z REFORMACJĄ W TLE

Nieopodal mojego rodzinnego Gostynina znajduje się niewielka wieś Gaśno (52°25'11"N, 19°30'08"E). Okolicznym mieszkańcom miejscowość ta znana jest głównie z pomnika upamiętniającego śmierć 49. powstańców styczniowych z oddziału Józefa Łakińskiego, którzy zginęli 12 marca 1863 r. Autorem obelisku jest gostyniński rzeźbiarz Tadeusz Biniewicz. Ale jest jeszcze inny, ciekawy, wątek historyczny związany z Gaśnem. Otóż miejscowość, podobnie jak wiele innych na Mazowszu, została założona przez osadników holenderskich (tzw. Olędrów). Choć Mazowsze, mając na uwadze rdzennych mieszkańców, pozostawało w czasie reformacji (i wciąż jest) bardzo katolickie, to jednak, za sprawą kilku fal osadniczych, swoją obecność zaznaczyli tu protestanci, którzy zmienili nieco oblicze „arcykatolickiego Mazowsza”.

Kolonizacja olęderska w Polsce, w tym także na Mazowszu, związana jest bezpośrednio z ruchami reformacyjnymi i emigracją menonitów z terenów Fryzji i Północnych Niderlandów. Nazwa „menonici” pochodzi od jednego z przywódców XVI-wiecznej reformacji, urodzonego we Fryzji, Menno Simonsa (1496-1561). Z całą pewnością tej postaci należy się ważne miejsce w historii Kościoła, obok takich reformatorów jak Ulrich Zwingli (1484-1531), Jan Kalwin (1509-1564) czy Marcin Luter (1483-1546). Osoby identyfikujące się z nurtem holenderskiej reformacji i naukami Menno Simonsa nazywali siebie „braćmi”, a w literaturze poświeconej historii Kościoła określani są też jako anabaptyści („nowochrzczeńcy”).

Menno Simons

Simons urodził się Witmarsum we Fryzji – małej miejscowości położonej kilkanaście kilometrów od Morza Północnego. Był katolickim duchownym i dwanaście lat służył jako parafialny ksiądz, w tym pięć lat w rodzinnym Witmarsum. Odejście od doktryn Kościoła rzymskiego, w przypadku Menno Simonsa, było długim i trwającym kilka lat procesem. O swojej duchowej odnowie wspominał: „Bóg miłosierdzia, przez Swą obfitą łaskę okazaną mi nędznemu grzesznikowi, dotknąwszy mego serca, dał mi nowy umysł, upokorzył mnie w bojaźni przed Nim, pouczył mnie abym siebie poznał, wybawiając z drogi śmierci i łaskawie wezwał mnie na wąską drogę życia, do społeczności z Jego świętymi. Jemu chwała na wieki, amen”. Najprawdopodobniej w styczniu 1536 roku został ochrzczony przez zanurzenie, zgodnie z wprowadzoną w XVI-wieku przez anabaptystów praktyką. Mniej więcej w tym samym czasie ożenił się, a swoje ostatnie 25 lat życia poświecił służbie duszpasterskiej wśród „braci” i głoszeniu prawd Ewangelii. Dużo podróżował przekraczając granicę Niderlandów, przebywał w północno-zachodnich Niemczech (niektórzy podają, że zawitał też do Gdańska), publikował książki i broszury, a o owocach swojej działalności pisał tak: „nie tylko wiele dumnych, upartych serc ukorzyło się, wielu nieczystych stało się czystymi, wielu pijaków porzuciło picie, wielu chciwców stało się hojnymi, wielu okrutnych łagodnymi, a bezbożnych pobożnymi, ale także przez nasze świadectwo, które zwiastujemy, nawróceni, wierni ludzie poświęcili swoje dobra i wydali ciała na tortury i śmierć”.

Niderlandzki (i nie tylko) ruch reformacyjny rozwijał się pośród męczeństwa wielu chrześcijan. O prześladowaniach, podkreślając ich duchową (demoniczną) inspirację, Menno Simons pisał: „Szatan musi oskarżać i mordować, ponieważ, jak uczy Pismo, taka jest jego prawdziwa natura i dzieło”. Więzienie, wymyślne tortury, zmuszanie do aktów seksualnych były tragiczną rzeczywistością z którą musieli zmierzyć się zwolennicy reformacji. Wśród świadectw męczenników znana jest historia, utopionego w beczce, Jorisa Wippe, którego ciało wisiało głową w dół na murze miasta Dortrecht. Wippe w pożegnanych słowach zwracał się do dzieci: „zobowiązuje was, Joos i Hanken, abyście razem z Barbelken, waszą posłuszną siostrą, opiekowali sie waszymi małymi trzema siostrzyczkami i Pierkenem, uczcie ich czytać i pracować, aby wzrastały we wszelkiej sprawiedliwości ku chwale Bożej i zbawieniu swoich dusz”.

Tolerancyjna Polska i arcykatolickie Mazowsze

Niepokojeni (prześladowani) w Europie Zachodniej menonici znajdowali schronienie na ziemiach polskich. XVI-wieczna Polska („kraj bez stosów”), na tle innych państw Starego Kontynentu, była tolerancyjnym i otwartym na przybyszów krajem. Olędrzy byli cennymi osadnikami, gdyż doskonale radzili sobie z powodziami, osuszaniem terenów zalewowych i przystosowaniem ich do upraw rolnych. Religijność menonicka była bardzo praktyczna i przejawiała się m.in. opieką nad starcami i biedakami, zgodnie z regułą: „w naszej wspólnocie opiekujemy się ubogimi w ten sposób, że chorych, biednych, wdowy i sieroty naszej wspólnoty wspieramy radą i czynem tak długo, jak długo brakuje im środków do życia”. Menonici, jak pisze Wojciech Marchlewski w książce „Menonici. Życie codzienne od kuchni”, „jeszcze w XVII wieku postrzegani byli przez swoich sąsiadów jako ludzie o wyjątkowej moralności, surowej obserwie i purytańskich obyczajach. Całkowicie wstrzymywali się od picia alkoholu i palenia tytoniu; używali bardzo skromnych i prostych ubrań w barwach ciemnych i szarych”.

Gaśno jest jedną z ponad 100 miejscowości Mazowsza ujętych w katalogu zabytków osadnictwa holenderskiego w Polsce. Menonici, a także przedstawiciele innych grup wyznaniowych wyrosłych na gruncie reformacji, zmienili nieco strukturę wyznaniową Mazowsza. Choć biskup płocki, Wojciech Baranowski, w 1595 roku zapewniał, że wszyscy mieszkańcy (diecezji płockiej) są katolikami „za wyjątkiem jednego szlachcica z Prus nazwiskiem Finck, który znalazł opiekę u starosty płockiego”, a „w innych miastach województwa płockiego nie ma w ogóle protestantów” oraz twierdził, że „do miast województwa mazowieckiego nie są dopuszczani ani protestanci ani żydzi”, to jednak, głównie za sprawą menonitów, sytuacja miała się zmienić. Zachowane po dziś dzień, na Mazowszu, materialne ślady przybyszów z Fryzji i Niderlandów można znaleźć m.in. na trasie wytyczonego „Olęderskiego Szlaku Turystycznego nad środkową Wisłą”. Żyjący na Mazowszu menonici, z całą pewnością, pozostawili też po sobie duchowe dziedzictwo. Wierzę i oczekuję, że na Mazowszu – dziś największej „białej plamie” na mapie ewangelikalnego chrześcijaństwa – powstawać będą liczne Kościoły (wspólnoty) składające się, według słów Menno Simonsa „z wybranych przez Boga Jego świętych i umiłowanych, którzy obmyli swoje szaty w krwi Baranka, którzy narodzili się z Boga i są prowadzeni Chrystusowym Duchem, którzy są w Chrystusie a Chrystus jest w nich, którzy słuchają Jego Słowa i wierzą mu, a w swej słabości żyją zgodnie z Jego przykazaniami, cierpliwie i w cichości wstępując w Jego ślady”.

wtorek, 2 stycznia 2018

WSPANIAŁE LATA 80. i 90. WYBIERAM NADZIEJĘ!

Koniec lat 80. i początek lat 90. miał dla mnie szczególne znaczenie. Rok 1989 był czasem politycznego przełomu w Polsce. Obserwowanie wydarzeń tamtych dni ukształtowało moją wrażliwość polityczną. Zwycięski ruch „Solidarności” z hasłami demokratyzacji życia, prawdy historycznej czy obywatelskiego działania, wzbudzał nadzieję na lepszą rzeczywistość. Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier w powojennej Polsce, był symbolem zmian, które miały przynieść wolność i ukształtować nowy ład społeczny oparty na sprawiedliwości, szacunku, uczciwości i prawdzie. Bez żalu wysłuchałem przemówienia Mieczysława Rakowskiego, który na zakończenie obrad XI Zjazdu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (styczeń 1990), powiedział: „Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyprowadzić”. Partia, która uosabiała komunistyczny reżim przestała istnieć. Miało być po nowemu. Lepiej. Sprawiedliwiej. A nade wszystko mieliśmy zyskać poczucie obywatelskiej wspólnoty.

Przełom lat 80. i 90., poza wydarzeniami politycznymi, przyniósł jeszcze zmiany mojej świadomości religijnej. Poszukiwanie realności Boga stało się ważnym celem życiowym. Tekst Biblii, którą otrzymałem w dniu moich osiemnastych urodzin, miał się stać wkrótce źródłem fascynacji i poznania Tego, którego działanie tak opisywał autor, mojego ulubionego, Psalmu 91: „On sam cię wyzwoli (…) Okryje cię swymi piórami i schronisz się pod Jego skrzydła. Jego wierność – to puklerz i tarcza. W nocy nie ulękniesz się strachu…”.

Wchodząc w dorosłość miałem przywilej obserwować duchowe przebudzenie, którego uczestnikami byli w większości młodzi ludzie (uczniowie szkół podstawowych, średnich i studenci), w tym ci, których znałem z najbliższego otoczenia. Elementem tego ożywienia było zmienione i ukierunkowane na relację z Bogiem życie wielu osób oraz przejawianie się darów duchowych takich jak: mówienie innymi językami, prorokowanie, uzdrawianie czy rozróżnianie duchów. Widziałem ludzi, którzy doświadczali Boga w niezwykły i nieznany mi wcześniej sposób. Słyszałem wypowiadane pod natchnieniem Ducha słowa, które ujawniały ukryte myśli i były odpowiedzią na zmagania i troski oraz przynosiły rozwiązanie tam, gdzie dotąd wydawało się, że nie ma nadziei. Te doświadczenia kształtowały u mnie nowy obraz Boga, który przestał być odległym, niedostępnym i nieosiągalnym bytem. Jawił się On jako ktoś bliski i zainteresowany, aby wprowadzić do mojego życia emocjonalną i duchową stabilizację. Przyszedł taki moment kiedy ciężar grzechu, pod którym żyłem i którego obecności doświadczałem, został usunięty. Świadomość Boga – Ojca i realność Jego łaski, która objawiła się w odkupieńczej śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, nadała mojej egzystencji nowy kierunek. Zyskałem w życiu cel. Pragnienie kochania i cenienia Chrystusa ponad wszystko, wypełniało mnie i nadawało sens mojej egzystencji.

Inaczej niż z nadziejami politycznymi, które w wielu aspektach okazały się płonne, mogę powiedzieć, że ufność i wiara zakorzenione w Chrystusie wciąż pozostają trwałym fundamentem, na którym chcę budować moją codzienność – tę teraźniejszą i przyszłą. Nie znajduję nic bardziej pewnego niż Jego obecność i przepełnione obietnicami Jego Słowo. Miłość Chrystusa i Jego przebaczenie są najbardziej realnym doświadczeniem w moim życiu. Na różne sposoby, czasami bardzo nieudolnie, próbuję dzielić się prawdą o Jego łasce. Nie należę do elity intelektualnej, finansowej i nie sytuuję się na szczycie drabiny społecznego prestiżu. Moja rzeczywistość, to małe miasteczko w centrum Polski i praca podobna tej, którą wykonuje wielu moich rodaków. Żyję zwyczajnym życiem. Jednak pośród tej „zwyczajności” poczytuję sobie za największy przywilej znać Chrystusa i chcę mówić za Pawłem z Tarsu: „Teraz już nie żyję ja, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne moje życie jest życiem wiary w Syna Bożego, który mnie umiłował i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga”.

Jestem wdzięczny Bogu, za przywilej poznania Go i doświadczenia tej szczególnej radości, o której pisał psalmista: „O, jak szczęśliwy jest ten, któremu przebaczono nieprawość I którego grzech został zakryty!”. Tę radość znajduję w Jezusie Chrystusie.

sobota, 30 grudnia 2017

PRZEBACZONE GRZECHY

Po zmartwychwstaniu Pan Jezus spotkał się z uczniami i, w relacji podanej przez autora Ewangelii, „tchnął na nich i powiedział: Przyjmijcie Ducha Świętego. Grzechy tych, którym je przebaczycie, są im przebaczone, a tych, którym je zatrzymacie, są zatrzymane” (J 20,22-23).

W dniach swojej ziemskiej służby Chrystus pozostawił przykład postępowania, jak myślę związany z praktykowaniem powyższego polecenia odnoszącego się „odpuszczania i zatrzymywania” grzechów.

Do sparaliżowanego człowieka, którego przyjaciele przynieśli, by dać mu możliwość spotkania z Jezusem, powiedział: „Człowieku, twoje grzechy zostały ci odpuszczone” (Łk 5,20). Prowadząca niemoralne (grzeszne) życie kobieta, która przyszła, aby rozlać na stopy Jezusa pachnący olejek alabastrowy, usłyszała z Jego ust: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała” (Łk 7,47). Do innej kobiety przyłapanej na cudzołożnym czynie, kiedy jej oskarżyciele – domagający się ukamienowania – wycofali się ze swojego zamiaru, Pan Jezus powiedział: „Ja też cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8,11).

Istotą dzieła Jezusa jest przebaczenie. Z krzyża wybrzmiały takie słowa konającego Jezusa: „Ojcze, przebacz im…”. Odpuszczenie grzechów spotka się z docenieniem u tych, który zasmakowali jego śmiercionośnej siły i zniewolenia.

Żyjący pod ciężarem grzechu mogą doświadczyć pełnego mocy stwierdzenia: „Zostało ci przebaczone”. Dlaczego? Jak to? Ponieważ Jezus umarł i zmartwychwstał. Ponieważ „On sam w swoim ciele zaniósł nasze grzechy na krzyż. Uczynił to po to, abyśmy martwi dla grzechów, żyli dla sprawiedliwości” (1 Ptr 2,24).

Krzyż nie jest wołaniem potępienia dla grzeszników, wręcz przeciwnie, objawia niezmierzoną dobroć i przebaczenie okazywane przez Boga tym, którzy wołają: „Boże, okaż miłosierdzie mnie, największemu z grzeszników”. Czytając słowa Jezusa o „zatrzymywaniu i przebaczaniu grzechów” nie straćmy z oczu prawdy o tym, że Jego działem jest przebaczenie. On wciąż pozostaje Zbawicielem i „przyjacielem celników i grzeszników”.

Kościół wciąż pozostaje tym szczególnym miejscem, w którym grzesznik może usłyszeć pełne nadziei przesłanie: „Wiarygodna to Słowo, warte przyjęcia z całą otwartością, że Chrystus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników” (1 Tm 2,15).

środa, 27 grudnia 2017

GDZIE JESTEŚ?

W biblijnym opisie upadku człowieka pojawia się pytanie, które zadaje Pan Bóg „przechadzający się po ogrodzie (Edenie) podczas powiewu wiatru”. Pan Bóg woła mężczyznę (Adama) i pyta: „Gdzie jesteś?”. Jego uwaga koncentruje się na nieobecności człowieka w miejscu wyznaczonym mu przez Stwórcę. Pan Bóg zwraca uwagę na fakt, że człowieka nie ma tam, gdzie powinien być. 

To ciekawe, bo częściej w historii słyszymy pytanie, które zadają ludzie: „Boże, gdzie jesteś?”. Wraz z tym pytaniem pojawia się cała lista zarzutów: „Gdzie jesteś, kiedy w świecie obecne jest cierpienie, choroba, wojna, przemoc, nienawiść…”.

Problemem świata, w którym żyjemy nie jest nieobecność Boga. Bóg się nie ukrył i nie zataił prawdy o sobie. Paweł z Tarsu dowodzi, że ludzie mają skłonność do zakłamywania prawdy o Bogu, a przecież „to, co można wiedzieć o Bogu, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. To bowiem, co w Bogu niewidzialne – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata staje się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych. Dlatego ludzie ci nie mają wymówki”.

Bóg jest tam, gdzie być powinien. Jego dziełem jest zapewnienie człowiekowi nadziei, życia i błogosławieństwa. Pełnia tych dobrodziejstw zawiera się w Chrystusie. Istotą dzieła, które dokonało się w Chrystusie jest to, że jako obcy i wrogowie przez nasze myśli i czyny, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez krew Jego krzyża. Lista długów została anulowana. Darowane zostały nam wszelkie grzechy – Bóg usunął je, przybijając do krzyża. Śmierć została pokonana. Życie i przebaczenie triumfuje. Pełne mocy: „Wykonało się!” rozbrzmiewa z kart Ewangelii. Bóg, bogaty w miłosierdzie, objawił pełnię łaski i przebaczenia w Chrystusie. Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Tyrania grzechu została złamana. Chrystus rozbroił diabelskie zwierzchności i władze. Wszystko gotowe. Autorzy nowego testamentu na wszelkie sposoby i rozlicznymi słowami rozgłaszają triumf Chrystusa „Pierworodnego spośród umarłych i Władcy królów ziemi, który nas miłuje i który swoją krwią uwolnił nas od naszych grzechów”.

W obliczu Bożego dzieła, zapewniającego zbawienie, życie, przebaczenie, wolność od grzechu i stanowiącego źródło wiecznego błogosławieństwa, pojawia się wciąż aktualne pytanie: „Człowieku, gdzie jesteś?”.

WYPACZONY OBRAZ

W dalekim kraju mieszkał sobie pewien artysta-malarz, który z zamiłowaniem oddawał się swojej twórczej pasji. Gdyby powiedzieć o Jego dziełach, że były ładne, to jakby nic nie powiedzieć. Z obrazów emanowało zachwycające piękno. Malarz zawarł w swoich dziełach wszystko to kim sam był. A znany był jako dobry, prawy, odważny, wrażliwy, oddany wszelkiej słusznej i szlachetnej sprawie. Taki właśnie przekaz miały obrazy, które tworzył – były doskonale dopracowane w najmniejszym szczególe i promieniowały urokiem szlachetnej duszy ich twórcy.

Tymczasem w kraju naszego artysty wybuchła wojna, w rezultacie której wszystkie jego dzieła zostały zagrabione. Niektóre zostały całkowicie zniszczone. Ocalałe trafiły w ręce pewnego człowieka, który tak dalece zaingerował w pierwotną treść dzieł, że nie urzekały już one pięknem i doskonałością, ale raczej przemawiały do oglądających swoją brzydotą i niechlujstwem. Niestety za tę brzydotę obwiniano naszego artystę. Negatywne komentarze pojawiały się obficie: „Cóż to za niepasujący do siebie zestaw kolorów!”, „Jakie rozmazane kształty!”, „Ależ okropne obrazy na których widać tylko szarość i czerń…”, „Ich twórca musiał być kompletnym nieudacznikiem”, „Z pewnością nie są to prace zasługujące na jakąkolwiek uwagę. Tragiczne!”.

Mijały miesiące, lata i dekady, które utrwaliły negatywny wizerunek naszego twórcy w opinii kolejnych pokoleń ludzi. W podręcznikach szydzono z braku jakiejkolwiek wrażliwości artystycznej malarza, a prezentowane dzieła stały się synonimem wszystkiego co złe i pozbawione choćby ułamka artyzmu. Nazwisko malarza wypowiadano z politowaniem, złością, pogardą i szyderstwem.

Kiedy imię naszego malarza zostało już całkowicie zszargane i obarczone najgorszymi epitetami pojawił się ktoś, kto twierdził, że jego dalecy przodkowie znali twórcę i zapewniał, że te krytykowane dzieła są tylko jakimś falsyfikatem, który szkodzi prawdziwemu wizerunkowi artysty. Jako dowód pokazywał zachowane zdjęcia oryginalnych obrazów. Choć były to tylko fotografie, to jednak zawierały tak wielki ładunek piękna i doskonałości, że niektórzy oglądający doświadczali szczególnego i wzniosłego „poruszenia serca”, które towarzyszyło im podczas, choćby przelotnego, na nie spojrzenia.

Człowiek, który dysponował zdjęciami oryginalnych obrazów mistrza postanowił stworzyć galerię, nazwaną imieniem artysty, która mogłyby odkłamać rozpowszechniany o malarzu przekaz. Jednak zdecydowanej większości ludzi łatwiej było żyć stereotypami. Utrwalony i negatywny wizerunek naszego twórcy był wygodny dla wszystkich, którzy chcieli w nim widzieć jedynie żałosnego i pozbawionego choćby cienia talentu malarza. Dla większości, nasz mistrz, pozostawał kimś zasługującym na politowanie i był zdecydowanie niewartym zainteresowania, chyba tylko po to, aby dać upust nienawiści i pogardy. Dziwne, że nikt nie chciał podjąć wysiłku, aby zweryfikować swoje niewłaściwe poglądy…

Ta niedoskonała historia chce przekazać ważną treść.

Nieskończenie dobry i doskonały Bóg jest twórcą, który chciał być rozpoznany w dziełach, które stworzył. Tymczasem jego „obrazy” – ludzie – zostały skażone brzydotą grzechu. Ludzie, choć stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, stali się „samolubni, rozkochani w pieniądzu, chełpliwi, wyniośli, bluźnierczy, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, nieczuli, nieprzejednani, skorzy do oszczerstw, niepohamowani, okrutni, gardzący tym, co dobre, zdradzieccy, bezmyślni, nadęci…”.

Grzech wypaczył prawdę o Bogu, utrwalając negatywny i fałszywy wizerunek samego Stwórcy. Bóg przestał być postrzegany jako źródło miłości, prawdy i dobra. A jednak istnieje możliwość poznania Go takim, jakim jest On naprawdę. Problemem jest fakt, że tylko nieliczni zdobywają się na wysiłek, aby odkryć prawdę o Tym, który chce dać się poznać każdemu kto ma odwagę poddać weryfikacji utrwalone na Jego temat wyobrażenia i poglądy. Jego dzieła, podobnie jak On sam, nie noszą znamion brzydoty, której przejawem są: kłamstwo, wykorzystanie, nienawiść, chciwość, obłuda i wiele innych. Na przestrzeni lat, dekad i wieków, wielu z tych, którzy powoływali się na znajomość Boga i nazywali się Jego „namiestnikami” i „reprezentantami” przekazało fałszywy i wypaczony obraz tego Kim On jest.

Niektórzy „w Imię Boga” nie wahali się mordować i wykorzystywać innych dla swoich prywatnych i samolubnych celów. Ponieważ czynili to z Jego imieniem na ustach, wielu zaczęło te niegodziwości przypisywać samemu Bogu. Jednak był to tylko falsyfikat i tragiczne w skutkach kłamstwo. Aby Go poznać trzeba spojrzeć poza utrwalony stereotyp, choćby ten reprezentowany przez Richarda Dawkinsa: „Bóg Biblii jest prawdopodobnie najmniej przyjazną postacią całej literatury pięknej: zazdrosny i dumny z tej zazdrości; małostkowy, niesprawiedliwy, nie znający przebaczenia pedant; roszczeniowy, krwiopijczy zwolennik czystek etnicznych; mizoginiczny, homofobiczny, rasistowski, mordujący dzieci, ludzi w ogóle, czy też synów w szczególności, zsyłający plagi, megalomański, sadomasochistyczny, kapryśnie manifestujący brak zrozumienia despota”.

Abyśmy mogli przejrzeć i zobaczyć jak jest naprawdę, zostały nam dane Ewangelie. Cztery teksty, których wspólnym tematem jest On – Jezus Chrystus. Jeden z Ewangelistów napisał: „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, On uczynił Go znanym”. Słuchając słów Jezusa, przyglądając się Jego życiu (dziełom) i uczestnicząc, wraz z autorami Ewangelii, w wydarzeniach jakim były Jego śmierć i zmartwychwstanie, otrzymujemy możliwość dostrzeżenia prawdy o Bogu. Ta prawda przemawia między innymi w takich stwierdzeniach: „Największą miłość okazuje ten, kto swoje życie oddaje za przyjaciół” i „Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.

Uwolnienie od niewoli grzechu przynosi jeszcze jeden skutek – Boży obraz w człowieku może zostać odbudowany, gdyż „każdy kto pozostaje w Chrystusie nowym jest Stworzeniem”. To „nowe stworzenie” – człowiek żyjący w więzi i relacji z Bogiem – jest przemieniane i odnawiane na doskonały obraz Tego, który tchnął życie i objawił swoją chwałę. Żyć w Chrystusie i prezentować właściwy obraz Boga wobec całego stworzenia to cel i zadanie powierzone wszystkim, którzy doświadczyli Jego łaski.

„Stworzenie więc ufnie oczekuje objawienia się synów Bożych (…) w nadziei, że zostanie wyrwane z zepsucia, które je zniewala, do wolności, którą jest chwała dzieci Bożych”

piątek, 22 grudnia 2017

ZŁY LUTER I DOBRY PAPIEŻ, CZYLI...

Zły Luter i dobry papież, czyli protestanccy heretycy (schizmatycy, odszczepieńcy) mają wrócić na łono prawdziwego i jedynego Kościoła.

W różnych „profesjonalnych” dyskusjach o protestanckiej reformacji przejawia się taki komentarz: "Świętowanie 500-lecia Reformacji to błąd. Jedynym prawdziwym Kościołem jest Kościół katolicki". Taka wypowiedź została m.in. przytoczona w programie TVP „Warto rozmawiać”. Program był wyemitowany 9 listopada i został opatrzony takim wstępem: Czy katolicy, tak jak papież Franciszek, mają dziękować za „dary reformacji”, uważając luteranizm za lekarstwo dla Kościoła? A może tradycyjnie powinniśmy widzieć w Lutrze rozłamowca, heretyka i wcielenia zła?

Otóż Kościół katolicki nie jest „jedynym prawdziwym Kościołem”. Nigdy nie był takim. Jeśli mamy jakikolwiek szacunek do historii, to trzeba uczciwie przyznać, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa Kościół rzymski (z biskupem Rzymu) istniał równolegle obok Kościołów w innych miastach, w tym największych miastach cesarstwa: Antiochii, Efezie, Aleksandrii, Lyonie, Kartaginie, Konstantynopolu i innych.

Prymat biskupa Rzymu, tak podnoszony przez Kościół katolicki, jest jedynie katolickim poglądem i nie trzyma się on prawdy historycznej. Przykładowo w III wieku toczył się w Kościele spór pomiędzy Cyprianem (biskupem Kartaginy) a Stefanem I (biskupem Rzymu). Władza (autorytet) Rzymu nie rozciągała się na inne miasta (biskupstwa).

Piotr apostoł nie był też żadnym pierwszym papieżem. Wystarczy przeczytać tekst nowotestamentowy (Dzieje Apostolskie, List Pawła do Galatów, Pierwszy i Drugi List Piotra), aby się o tym przekonać. Jedynie narracja katolicka każe nam wierzyć, że kolejni biskupi Rzymu byli papieżami - następcami apostoła Piotra. E.E. Cairns w swojej historii Kościoła („Z chrześcijaństwem przez wieki. Historia Kościoła powszechnego”) zauważa: „We wczesnym Kościele biskupa Rzymu uważano za jednego z wielu biskupów, którzy byli sobie równi pod względem rangi, władzy i funkcji. Między rokiem 313 a 450 biskupa Rzymu zaczęto traktować jako pierwszego wśród równych. Poczynając jednak od wstąpienia na tron biskupa Leona I w roku 440, biskup Rzymu zaczął domagać się zwierzchnictwa nad innymi biskupami”.

Różnice w Kościele, szczególnie te pomiędzy Wschodem a Zachodem istniały od samego początku. Przykładem są dyskusje o kanoniczności niektórych ksiąg biblijnych. Przykładowo kanoniczność Listu do Hebrajczyków nie budziła większych wątpliwości w Kościele Wschodnim, natomiast była obiektem dyskusji w Kościele Zachodnim. Odwrotnie było z Księgą Objawienia Jana (Apokalipsą).

Do dziś wschodnie chrześcijaństwo ma w swoim kanonie księgi (np. dwa listy św. Klemensa Rzymskiego czy Pasterz Hermasa), które nie zaliczane są do natchnionych w obrębie tzw. Kościoła Zachodniego.

Rzymskie papiestwo z czasem zyskiwało władzę i wpływy na równi z władzą polityczną, co już samo w sobie jest, delikatnie mówiąc, czymś obcym nauce Chrystusa i Nowego Testamentu. Historycy uznają, że Grzegorz zwany Wielkim (540-604 r. n.e.) utwierdził duchową zwierzchność biskupa Rzymu i uczynił Kościół zachodni potęgą polityczną, na tyle silną by w późniejszych wiekach kontrolować władzę świecką (ciekawa koncepcja).
W 1054 roku dokonał się rozłam pomiędzy Kościołem na Wschodzie i na Zachodzie. Patriarcha Konstantynopola nałożył klątwę na biskupa (papieża) Rzymu i jego następców. Wcześniej patriarchę Konstantynopola Michała Cerulariusza wyklął Leon IX.

Historia Kościoła nie jest historią katolicyzmu. Katolicyzm jest jednym z wielu nurtów szeroko rozumianego chrześcijaństwa.Czy teologicznie poprawnym? Pozostawiam to sumieniu tych, którzy są częścią Kościoła rzymskiego.

Reformacja zrodziła się w środowisku ludzi będących częścią zachodniego chrześcijaństwa. Jej dorobkiem na gruncie teologicznym było przywrócenie właściwego miejsca Biblii w nauczaniu i praktyce chrześcijańskiej.

Ja się cieszę z protestanckiej Reformacji i uznaję w niej wartość dla cywilizacji europejskiej. Tym samym nie podzielam katolickich głosów jakoby była ona „katastrofą cywilizacyjną”. Nie podzielam też opinii profesora Johna Rao z nowojorskiego Uniwersytetu Świętego Jana, który stwierdził, że „protestantyzm to straszliwa katastrofa, której założenia i skutki nie są do pogodzenia z Kościołem (katolickim). Protestanci są o tyle na złej drodze, o ile z własnej woli podążają za ideami protestantyzmu. Katolicy zaś są o tyle na dobrej drodze, o ile za tymi ideami nie podążają”.

Kiedyś jeden z portali historycznych wyprodukował koszulkę z podobizną Lutra i napisem „Nie płakałem po papieżu”. Nie wiem czy Luter wypowiedział takie słowa, ale z perspektywy historycznej przyznaję rację takiemu sformułowaniu. Co nie znaczy, że w tradycji katolickiej nie znajduję nic godnego uwagi. Staram się widzieć historię Kościoła w całym i szerokim jej spektrum. Natomiast przekonania i praktykę wiary chcę czerpać ze źródła jakim jest Biblia. Dlatego protestancka zasada „Sola scriptura” jest mi niezwykle bliska.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

PAWEŁ Z TARSU - PO PROSTU Z JEZUSEM ŻYĆ

Przez wiele lat trudził się, by uczynić poselstwo o Jezusie – ukrzyżowanym i zmartwychwstałym – znanym w ówczesnym społeczeństwie. Przemierzył tysiące kilometrów. Odbył liczne podróże piesze i drogą morską. Dotarł (prawdopodobnie) aż do Hiszpanii. Założył wiele wspólnot chrześcijańskich, w tym te znane z tekstu Nowego Testamentu: w Koryncie, Efezie, Tesalonice czy Filippi. Zwalczał szerzące się w Kościele herezje. Był zaangażowany we wsparcie materialne na rzecz ubogich chrześcijan w Jerozolimie. Miał ogromne osiągnięcia w służbie uzdrawiania chorych, przez jego ręce Bóg objawiał niezwykłą moc. Odważnie składał świadectwo o Jezusie przed możnymi ówczesnego świata. Pod wpływem jego nauki, już w czasie jego życia, znajdowało się tysiące osób.

Tak w skrócie można przedstawić życie Pawła z Tarsu.

U kresu swoich dni zapisał, gorzko brzmiące, słowa: „Wszyscy mnie opuścili”.

Czy stracił coś ze swojej apostolskiej gorliwości? Czy odszedł od prawd, które z takim oddaniem głosił w miastach Imperium Romanum? Czy popadł w grzech, który zrujnował jego opinię w oczach innych wierzących? Nic z tych rzeczy.

Temu gorzkiemu wyznaniu: „Wszyscy mnie opuścili” towarzyszyły też takie słowa: „Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę - zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy”.

Najwyraźniej uznanie w oczach ludzi nie zawsze idzie w parze z Bożą aprobatą.

Życie apostoła Pawła – Żyda, faryzeusza, obywatela Rzymu, a przede wszystkim apostoła Chrystusa Jezusa - uczy, że największą wartością jest aprobata Tego, którego Królestwo sięga poza doczesność i znikomość tego wieku.

Ludzka przychylność i uznanie to przemijające dobra. Dziś możesz być „cenionym i poważanym”, jutro opuszczonym i lekceważonym przez tych samych, którzy okazywali ci zainteresowanie. O tę aprobatę nie warto zabiegać. Jest jednak uznanie, o które należy się troszczyć i jego pragnąć. Tym uznaniem jest Boża przychylność i Jego pochwała. Jak nią zyskać? Ze wszystkich listów Pawła, które nam pozostawił, przebija się takie oto proste stwierdzenie: „w Chrystusie”. Istotą Bożej aprobaty jest „być w Chrystusie”. Nie można się rozczarować, jeśli nasze życie powierzymy Jemu i zbudujemy je wokół relacji i bliskości z Chrystusem. Wszystko inne to „gonitwa za wiatrem”.

Życia w Chrystusie, tak po prostu – zwyczajnie i codziennie, życzę sobie i innym.

piątek, 15 grudnia 2017

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

Bóg jest tym, który błogosławi.  W tekście biblijnym traktującym o „dziejach stworzenia nieba i ziemi” (Rdz 2,4) Bóg błogosławi istoty żyjące i człowieka. Jego błogosławieństwo jest wyrazem przychylności, łaski, miłości, upodobania i stanowi o szczególnej więzi pomiędzy Nim a tymi, którzy są powołani do życia z Jego woli. 

Bóg błogosławi: Adama i Ewę, Noego i jego rodzinę, Abrama i w nim wszystkie narody ziemi, Izmaela, Izaaka, Jakuba i Józefa. Błogosławieni przekazują błogosławieństwo innym, wśród nich są ojcowie (rodzice), którzy błogosławią swoich synów i córki. Wśród zapisanych na kartach Księgi Rodzaju błogosławieństw są słowa, podeszłego wiekiem Jakuba, skierowane do Józefa:

„Józef jak drzewo owocowe, jak drzewo owocowe przy źródle, jego gałązki pną się po murze. Pomnożą się jego prześladowcy, nękać go będą łucznicy. Jednak łuk jego pozostanie mocny i silne jego ramiona, dzięki potężnemu Bogu Jakuba, Pasterzowi, Skale Izraela. Bóg twego ojca będzie ci pomagał, Bóg Wszechmocny ci pobłogosławi: błogosławieństwami nieba z góry, błogosławieństwami głębin leżących na dole, błogosławieństwami piersi i łona. Błogosławieństwa twego ojca będą mocniejsze od błogosławieństw gór odwiecznych, od wspaniałości dawnych pagórków. Niech spłyną one na głowę Józefa, na głowę księcia wśród swoich braci”.

Wciąż jest wiele przestrzeni, aby błogosławić. Kogo? Kiedy? Gdzie? Każdego, zawsze i wszędzie. Dlaczego? Ponieważ taka jest Boża natura, wszak  „On sprawia, że słońce wschodzi dla złych i dobrych i zsyła deszcz dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.

środa, 22 listopada 2017

SIŁA GRZECHU I MOC ODKUPIENIA

Kadr z filmu pt. "Zniewolony"
Obejrzałem niedawno film „Zniewolony” (ang. „12 Years a Slave”), który opowiada o losach Solomona Northupa. Bohater filmu stał się ofiarą podstępu i chciwości pewnych ludzi. Jako wolny człowiek, mąż i ojciec dwójki dzieci, został sprzedany właścicielowi niewolników na plantacji w Luizjanie. W niewoli spędził 12 lat. Doświadczył skrajnego upokorzenia i był świadkiem przedmiotowego i niezwykle okrutnego traktowania podobnych jemu osób – niewolników. 

Ludzka niegodziwość to smutny fakt historyczny i stały element teraźniejszości.

Nienawiść, segregacja rasowa, chciwość, morderstwo to niechlubne owoce niezależności i niewdzięczności wobec Boga. Zaślepieni i zachłyśnięci własną „wielkością” od pokoleń wołamy: „Nie potrzebujemy Ciebie Boże! Chcemy urządzać świat po swojemu!”. Tam, gdzie poszanowanie Boga przestaje być wartością pojawiają się: „niesprawiedliwość, zło, niegodziwość, zazdrość, chęć mordu, niezgoda, podstęp, złośliwość, oszczerstwo” i wiele innych. Lista tych „owoców” została szeroko przedstawiona w Liście do Rzymian autorstwa Pawła z Tarsu. 

„Lecz”

Pośród tej całej listy niegodziwości, będących udziałem człowieka, pojawia się pełne mocy nowotestamentowe stwierdzenie: „LECZ”. Uwikłani we wszelkie możliwe zło, jako „chodzące trupy” – niezdolni do czynienia tego co dobre – możemy usłyszeć takie oto słowa: „Lecz Bóg, hojny w swym miłosierdziu, kierując się swą wielką miłością, którą nas obdarzył, i to nas, martwych z powodu upadków, ożywił wraz z Chrystusem. Bo z łaski zbawieni jesteście”. 

Pośród „przytłaczającej mocy ciemności” i wszelkiego, nawet najgorszego zła, wciąż przemawiają słowa zapisane w Liście do Rzymian: „Bóg natomiast daje dowód swej miłości do nas przez to, że gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł”. To jest niepojęte.
To za sprawą krzyża (śmierci i zmartwychwstania) Jezusa rozlega się donośny okrzyk: „Oto wszystko czynię nowym!”. 

Historia ludzkości to z jednej strony opowieść o ludzkiej niemoralności i degeneracji, z drugiej zaś o niezwykłym odkupieniu, w którego centrum pozostaje osoba Jezusa Chrystusa. Bóg nas „wrogo nastawionych, pochłoniętych czynieniem zła, pojednał w ziemskim ciele Jezusa przez Jego śmierć, aby postawić nas przed sobą jako świętych, nieskazitelnych i nienagannych”.
Wzburza mnie ogrom ludzkiej niegodziwości, w tym tej mojej własnej. Lecz nie mogę przejść obojętnie wobec wielkości i mądrości Boga, który „w Chrystusie świat ze sobą jedna, nie poczytując ludziom ich upadków”. 

Tej niezwykłej, zbawiającej i odkupieńczej łaski, doświadczył kiedyś pewien zdemoralizowany handlarz niewolników – John Newton. Kiedy znalazł przebaczenie dla swoich grzechów, napisał znany hymn „Cudowna łaska” (ang. „Amazing grace”):

Cudowna Boża łaska ta
Zbawiła z grzechów mnie
Zgubiony nędzny byłem ja,
Lecz teraz cieszę się.

Ta łaska wlała Boży strach
W kamienne serce me
I wtedy zobaczyłem w łzach,
Żem na przepaści dnie.

Lecz łaska podźwignęła mnie
I naprzód wiedzie wciąż
Przez ciemne i burzliwe dnie
Tam gdzie Ojcowski dom.

O, Boże dzięki, dzięki Ci
Za cudną łaską Twą
Do nóg Twych padam w kornej czci,
Niebiosa chwałą brzmią


W upadłym i pełnym niegodziwości świecie ludzkiej chciwości wypatruję „zadziwiającej łaski Bożej”. Ta łaska wciąż jest skuteczna wobec zbrodni, nienawiści i wszelkiego grzechu. Wiem, bo sam doświadczyłem tej łaski.

NADZIEJA

Wśród przyszłych wydarzeń jest też takie, które autorzy biblijni nazywają "Dniem Pana", w którym, według słów zapisanych w Drugim Liście Piotra, "podstawy świata stopnieją w ogniu, ziemia odpowie za swoje działania i człowiek zda sprawę ze swoich dokonań" (Nowe Przymierze, przekład Piotra Zaręby).

"Ten Dzień" nadejdzie jak "złodziej w nocy". Choć nieoczekiwanie, to jednak nie bez zauważalnych rezultatów. Ów Dzień zakończy stary porządek rzeczy i wyznaczy początek nowej rzeczywistości. Tą rzeczywistością, oczekiwaną i upragnioną przez chrześcijan, jest "nowe niebo i nowa ziemia, w których mieszka sprawiedliwość".

W tej nadchodzącej nowej rzeczywistości, w której ukazane zostanie całe piękno Bożego odkupienia, kiedy "nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju (...) i nic przeklętego", zostaną ogłoszone słowa: "Zbawienie, chwała i moc należą do naszego Boga, gdyż słuszne są Jego wyroki (...) Pan, nasz Wszechmogący Bóg, objął panowanie!".

Smutek, cierpienie, choroba, śmierć należą do "starego porządku", który przeminie. Radość, uzdrowienie, życie i błogosławieństwo to obietnica Tego, który ogłosił: "Oto wszystko czynię nowym".

Tak więc pozostaje NADZIEJA, a "nadzieja nie może zawieść, ponieważ miłość Boga wypełniła nasze serca przez Ducha Świętego, który jest nam dany".

środa, 15 listopada 2017

FAŁSZYWI NAUCZYCIELE

Podróbki i falsyfikaty stały się częścią życia społeczeństw. Niestety są też one obecne w kościelnej rzeczywistości. 

Pośród ostrzeżeń przed fałszywymi nauczycielami, które pojawiają się w Drugim Liście Piotra, podane są cechy ludzi wprowadzających „zgubne herezje” (2 Ptr 2,1). Wyeksponowane są dwie z nich: chciwość i rozwiązłość seksualna.

Przejawem chciwości może być pragnienie czyichś dóbr i chęć życia cudzym kosztem (takie pasożytnictwo). Biblia podkreśla wartość pracy, której skutkiem jest zapewnienie utrzymania sobie i hojność wobec tych, którzy znaleźli się w potrzebie. Wzorem w tej kwestii pozostaje apostoł Paweł, który pozostawił takie świadectwo: „Nie pożądałem srebra ani złota, ani niczyjej szaty. Sami wiecie, że te ręce służyły potrzebom moim oraz tych, którzy byli ze mną. Przez to pokazałem wam, że w ten sposób pracując, trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który sam powiedział: Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu” (Dz 20,33-35).

Rada jest prosta. Jeśli spotkasz kogoś, kto w imię „duchowej posługi” bardziej jest zainteresowany twoim portfelem niż twoim duchowym rozwojem – uciekaj.

Seksualna rozwiązłość i niemoralność (pedofilia, homoseksualizm, cudzołóstwo) spotyka się ze zdecydowanym potępieniem autorów Nowego Testamentu. Choć żyjemy w kulturze akceptacji pozamałżeńskich relacji seksualnych, to jednak Boże standardy w tej dziedzinie nie uległy zmianie: „Bóg bowiem osądzi uprawiających prostytucję i cudzołożników” (Hbr 13,4).

Chciwość i rozwiązłość seksualna to najbardziej jaskrawe wyróżniki fałszywych nauczycieli. Nie ma sensu ufać komuś, jako "duchowemu autorytetowi" jeśli w jego życiu obecne są te dwie destrukcyjne postawy. Destrukcyjne dla tych, którzy tak żyją i dla tych, którzy dają się takim „nauczycielom” wymanewrować na bezdroża.

Wobec fałszywych nauczycieli Piotr formułuje ostre słowa: „Od dawna jednak wyrok na nich jest przesądzony. Ich zguba nadciąga” (2 Ptr 2,3).

czwartek, 9 listopada 2017

GRZECH I ODKUPIENIE

W tzw. „Nowym Przekładzie Dynamicznym” Listów Jana znajduje się takie tłumaczenie wersetu z 1 J 1,9: „Jeśli jednak zgadzamy się z Bogiem w kwestii naszych grzechów, to znaczy, gdy przyjmujemy Jego punkt widzenia, wówczas On - zgodnie ze swoją obietnicą - całkowicie je nam odpuszcza i okrywa nas sprawiedliwością Jezusa, która w oczach Najwyższego oczyszcza nas z wszelkiej nieprawości”.

Przyznanie Bogu słuszności co do naszej kondycji, której zasadniczym wyróżnikiem jest uporczywa skłonność do czynienia zła, jest pierwszym krokiem ku wolności w Chrystusie.

Wciąż na nowo uczę się przychodzenia do Boga jako praktykujący grzesznik. Nie mam nadziei poza Chrystusem, który jest moją „sprawiedliwością i uświęceniem, a także odkupieniem”.

Brzydota grzechu jest faktem. Jan zobaczył tę ohydę grzechu w postaci Wielkiej Babilonii: „ujrzałem kobietę, która siedziała na szkarłatnej Bestii. Bestia miała siedem łbów i dziesięć rogów, a na ciele pełno bluźnierczych imion. Kobieta zaś była ubrana w purpurę i szkarłat. Ozdobiona złotem, drogocennymi kamieniami i perłami, trzymała w ręku złotą czaszę wypełnioną ohydą i plugastwem swego nierządu. Na czole miała wypisane imię-tajemnicę: wielka Babilonia, matka nierządu i ohydy ziemi (...) Stała się gniazdem demonów, więzieniem wszystkich duchów nieczystych, więzieniem wszelkiego nieczystego ptactwa, więzieniem wszelkich nieczystych i obrzydliwych zwierząt. Bo wszystkie narody upiły się odurzającym winem jej rozpusty, królowie ziemscy uprawiali z nią nierząd, a handlarze ziemscy wzbogacili się dzięki jej wielkiemu przepychowi”.
Niezbyt zachęcający obraz.

Ale brzydota grzechu nie musi być ostateczną rzeczywistością. Jan w swojej wizji ujrzał też piękno Bożego okupienia. To piękno jest udziałem wszystkich będących w Chrystusie. Apostoł zobaczył Oblubienicę (Kościół), którą „ubrano ją w lśniący, czysty bisior, a tym bisiorem są sprawiedliwe czyny świętych”.

To piękno Bożego odkupienia stanowi niezmiennie przedmiot mojego zachwytu i podziwu. Wciąż na nowo odkrywam doniosłość tych prostych słów zapisanych na kartach Ewangelii: „Chrystus umarł za nasze grzechy według Pism” i "Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie". Grzech i jego destrukcyjna siła, wiodąca ku śmierci, jest wciąż obecny w upadłym świecie, jednak nie pozostaje wyłączną rzeczywistością tego świata. W tekście biblijnym rozlega się doniosłe i pełne mocy: „LECZ!”: „lecz Bóg w ogromie miłosierdzia i swojej wielkiej miłości, jaką nas umiłował, przywrócił nam życie razem z Chrystusem, chociaż przez grzechy byliśmy pogrążeni w śmierci. Wasze zbawienie z łaski zostało dokonane”.

Zbawienie i życie są w Chrystusie.

Cenię Ewangelię, którą Marcin Luter nazwał „największym skarbem Kościoła” (teza 62).