wtorek, 20 września 2016

CHRZEŚCIJAŃSKI ANTYSEMITYZM

Na portalu racjonalista.pl przeczytałem tekst Mariusza Agnosiewicza pt. "Podłoże hitlerowskiego antysemistyzmu".

Autor pisze: "Zaródź antysemityzmu znajduje się już w Nowym Testamencie, w szczególności w Ewangelii Jana, gdzie żydom przypisywane jest wszystko co złe. Jest zrozumiałe, że nowa sekta, która odrywała się właśnie od swego judaistycznego korzenia chętnie korzystała z takiej frazeologii i że naturalnie niejako musiała dyskredytować ów korzeń aby się usankcjonować. Dla niektórych pobożnych chrześcijan jest to trudne do pomyślenia, iżby ich Pismo Święte mogło być preludium dwudziestowiecznego szału antyżydowskiego. Mówią: Biblia „nie uczy" nienawiści do Żydów, lecz każe wszystkich miłować. Jednakże jest to tak jak w przypadku telewizji, która „nie uczy", aby po obejrzeniu brutalnego i wypaczającego rzeczywistość filmu iść na ulicę i mordować ludzi. Tym niemniej jest oczywiste, że właśnie na takie zachowania wpływa. Chodzi o tworzenie pewnej mentalności, klimatu. Klimat taki Biblia niewątpliwie wytworzyła, lub przynajmniej istotnie go podsyciła. Oto widzimy szereg scen ukazujących tendencyjnie żydów jako sprawców wszelkiego zła i przewrotności."

Podobne argumenty słyszałem już od innych "oświeconych" autorów. Czytam Biblię od ponad dwudziestu lat, prawie codziennie i obcowanie z tekstem biblijnym, w szczególności z NT nie ukształtowało we mnie postawy antysemityzmu. Jest jakby inaczej. Wyrosłem w środowisku, w którym nie mówiło się pozytywnie o Żydach, jednak od czasu kiedy tekst biblijny stał się mi bliski, moja postawa wobec Żydów ewoluowała w kierunku zdecydowanie pozytywnym. Czytając Biblię stałem się jednocześnie obserwatorem i uczestnikiem losów potomków Abrahama. Nowotestamentowi autorzy nie zaszczepili we mnie wrogości wobec Żydów. Biblia (Stary i Nowy Testament) nie ukazuje Żydów w sposób tendencyjny, jako sprawców wszelkiego zła i uosobienie przewrotności. Tekst biblijny upatruje zło w podstępnym i zepsutym sercu człowieka, niezależnie od etnicznej przynależności jego właściciela. Mówił o tym dobitnie Jezus, a doskonały wykład na ten temat dał też Paweł z Tarsu (Żyd, faryzeusz, "Hebrajczyk z Hebrajczyków") w Liście do Rzymian (polecam pierwsze trzy rozdziały).

Podobnie Biblia ukazuje potrzebę zbawienia, nie czyniąc różnicy pomiędzy Żydem a gojem (Nie-Żydem). A nawet w tym powołaniu do zbawienia jakby "faworyzuje" Żydów, jak to ujął Paweł z Tarsu: "Ewangelia jest mocą Boga dla zbawienia każdego, kto wierzy: najpierw dla Żyda, potem dla Greka..."

Biblijne chrześcijaństwo i antysemityzm wykluczają się. Nie ma takiej możliwości, aby obcowanie z tekstem biblijnym uczyniło z czytelnika antysemitę. Chyba, że ktoś pochodzi do tego tekstu z góry przyjętym założeniem i uprzedzeniem.

Jezus Chrystus, którego nazywam moim Panem i Zbawicielem, jest Mesjaszem, który uosabia mesjańskie obietnice dane Żydom przez Jahwe - Boga Izraela. On jest Mesjaszem Żydów.
Wciąż aktualne pozostaje ostrzeżenie przekazane przez Zachariasza: "Ten, kto dotyka ciebie (naród żydowski) - dotyka źrenicy mojego (Bożego) oka". Uczenie doktryn antysemickich na podstawie Biblii jest jakąś tragiczną pomyłką, co przyznaję, miało miejsce w tradycji i historii.
Jako chrześcijanin nie wchodzę w "buty" Żydów i nie staję z nimi w jednym szeregu świętując szabat, Paschę, czy inne święta. Nie oczekuję też od Żydów, uznających w Jezusie Mesjasza i Zbawiciela, porzucenia swojej odrębności etnicznej, tradycji i kultury.

Jestem skłonny, by stwierdzić poza wszelką wątpliwość, że gdybyśmy mieli w Polsce kulturę czytania i rozważania Biblii, to postawy antysemickie pozostawałby na marginesie życia społecznego. Trudno być antysemitą, kiedy jest się chrześcijaninem czytającym Biblię. Z mojego punktu widzenia jest to niemożliwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz