poniedziałek, 15 marca 2021

HIRAM I SYBIL BINGHAM

Małżeństwo HIRAM I SYBIL BINGHAM, oprócz łączącej ich miłości ku sobie nawzajem, połączyła pasja do misji i ewangelizacji. Na fali tej pasji – w październiku 1819 roku – wypłynęli statkiem na Hawaje, stając się częścią pionierskiej grupy protestanckich misjonarzy, którzy mieli pragnienie niesienia Dobrej nowiny o ratunku w Chrystusie na tych odległych pacyficznych wyspach (wówczas nazywanych Wyspami Sandwich). 

Poznali się w mieście Goshen, w hrabstwie Lichfield, w stanie Connecticut. Zbliżyła ich pasja do głoszenia Ewangelii. Pobrali się dwa tygodnie od dnia, w którym się poznali. Osiem dni po ślubie byli na statku płynącym na Hawaje. Na tych pacyficznych wyspach spędzili 21 lat. Pracowali nad rozwojem kultury i budowaniem relacji z rdzennymi Hawajczykami, zakładali szkoły misyjne, organizowali pomoc medyczną i pomagali stworzyć pisemny język hawajski. Hiram przetłumaczył na miejscowy język popularne amerykańskie hymny, teksty szkolne i książki biblijne. Sybil intensywnie służyła Hawajczykom, prowadząc spotkania modlitewne, które regularnie przyciągały setki miejscowych kobiet. Pracowała też jako nauczycielka i położna. W 1841 roku małżeństwo wróciło do Nowej Anglii, ze względu na zły stan zdrowia Sybil, i nigdy już nie powrócili na Hawaje. 

Mieli siedmioro dzieci – wszystkie urodziły się na Hawajach. Ich wnuk – Hiram Bingham III zasłynął jako odkrywca Machu Picchu – najlepiej zachowanego miasta Inków w peruwiańskich Andach.

sobota, 6 marca 2021

DOBRY UCZYNEK WZGLĘDEM JEZUSA

Wśród opisów dotyczących ostatnich dni życia i publicznej działalności Pana Jezusa, autorstwa Marka, pojawia się relacja z wydarzenia, które miało miejsce w Betanii w domu Szymona Trędowatego. W chwili, kiedy Jezus „spoczywał przy stole” podeszła do Niego „pewna kobieta, która miała alabastrowe naczynie z prawdziwym olejkiem nardowym” (zob. Mk 14,3). Samo pojawienie się kobiety nie wywołało żadnego poruszenia wśród przebywających w domu. Nie wiemy, przynajmniej z relacji Marka, nic o tożsamości tej kobiety. W jego narracji pozostaje ona anonimową kobietą z „prawdziwym” olejkiem nardowym. Podkreślenie autentyczności tego olejku ma znaczenie, bo w starożytności bywało, że podrabiano nard zastępując tę oryginalną i cenną woń tańszą podróbką. Wyraźna rekcja otoczenia pojawiła się, gdy kobieta „rozbiła naczynie i wylała olejek na głowę Jezusa”. Autor Ewangelii zanotował, że „niektórzy z obecnych tam OBURZALI SIĘ” dostrzegając w czynie tej kobiety marnotrawstwo i niczym nieuzasadnioną ekstrawagancję. Ktoś szybko obliczył wartość, nierozsądnie roztrwonionego, olejku na ponad 300 denarów, co stanowiło roczne wynagrodzenie robotnika. Zatem odnosząc to do dzisiejszych realiów było to około 30-40 tysięcy złotych. „Słusznie” zauważono, że „można było przecież ten olejek sprzedać, a pieniądze rozdać ubogim”. W oczach obserwatorów, włączając w to – w świetle relacji ewangelisty Mateusza – uczniów Jezusa, kobieta zasługiwała na naganę. Ich słuszny i „jedynie prawdziwy osąd” nie podlegał przecież dyskusji. Nie było się nawet nad czym zastanawiać. Kobieta postąpiła skandalicznie, głupio i nierozsądnie. Ktoś taki jak ona nie mógłby się zaliczać do grona uczniów Jezusa. Widzieli i nie rozumieli… Gdzieś w tej „wnikliwej” obserwacji wydarzenia umknęło im to, co najważniejsze. 

Pan Jezus miał zupełnie inne spojrzenie na tę sytuację. Inaczej ocenił postawę i czyn wspomnianej kobiety. Jego słowa mocno kontrastowały z bezwzględną i potępiającą oceną uczniów. Ewangelista zanotował takie słowa Nauczyciela: „spełniła DOBRY UCZYNEK WZGLĘDEM MNIE”. I dalej Chrystus wyjaśnił: „Zawczasu namaściła Moje ciało na pogrzebanie”. Jej piękny czyn (gr. „kalon ergon”) wpisywał się w misję i ostateczny cel publicznej działalności Jezusa. Ona, w przeciwieństwie do pozostałych – obecnych w domu Szymona Trędowatego – zdawała się właściwie rozumieć to, co Jezus zapowiadał trzykrotnie swoim uczniom: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, zostanie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i nauczycieli Prawa i zostanie zabity” (zob. Mk 8,31; 9,31-32; 10,33-34). Kobieta, która w oczach uczniów zasługiwała na naganę, widziała coś, czego oni dostrzec nie potrafili. Rozpoznała trafnie Jego mesjańskie powołanie do cierpienia i haniebnej śmierci na krzyżu. Jej czyn uwypuklał prawdę o tym, że „Syn Człowieczy przyszedł, aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu” (Mk 10,45). A Pan Jezus zapewnił, że „gdziekolwiek na świecie będzie głoszona Ewangelia, będzie się również opowiadać o tym, co zrobiła ta kobieta, aby o niej pamiętać”. 

Uczniowie, obecni przy Jezusie przez trzy lata, wciąż mieli problem z trafną oceną sytuacji i niezbyt wyraźnie dostrzegali kreślony przez Nauczyciela cel Jego mesjańskiej działalności. Oddanie i „ekstrawagancka” miłość anonimowej kobiety wpisywały się najprecyzyjniej jak tylko to możliwe w wydarzenia pozostające w samym centrum misji Jezusa. „Kobieta z pachnidłem” swoim czynem wskazała na mające nastąpić ukrzyżowanie, pogrzeb i zmartwychwstanie Jezusa. 

Czy nie jest tak, że – jako uczniowie Jezusa – wciąż cierpimy na brak właściwego zrozumienia Bożych planów i w naszej „krótkowzroczności” pochopnie oceniamy innych w ich oddaniu Bogu? Czy nie jest tak, że „idąc za Jezusem” czasami nie dostrzegamy tego co dla Niego jest najważniejsze, bo przysłaniają to nam nasze ambicje i plany? Kiedy Pan Jezus komunikował uczniom o celu swojej misji – wspominając odrzucenie, wzgardę i śmierć jakich miał doznać w Jerozolimie – w odpowiedzi słyszał pytania uczniów na temat tego kto z nich miałby być najważniejszy w Królestwie i komu miałyby przypadać zaszczyty u Jego boku. Tymczasem kobieta z Ewangelii zdawała się widzieć właśnie tylko Jego i jedynie Jemu poświęciła całą swoją uwagę, „spełniając wobec Niego dobry uczynek”. Jezus był dla niej wszystkim i to Jego plany – choćby niezrozumiałe w ludzkich oczach – pozostawały dla niej czymś prawdziwie wartym uwagi. Anonimowa kobieta z Ewangelii Marka uczy mnie, że CELEM ŻYCIA JEST ON. A spośród wszystkich „dobrych uczynków” najbardziej godne pochwały są te, które czynione są z myślą o Nim, dla Niego i wobec Niego. 

Rozpoznać Jego wolę, Jego plany i zamysły w naszym pokoleniu i postawić Go w centrum życia jednostek, grup społecznych i narodów to największe zadanie dla Kościoła.

piątek, 5 marca 2021

HISTORIA BIBLIJNA

CZYM JEST BIBLIA?

NAJWIĘKSZE I NAJWAŻNIEJSZE POSELSTWO. TRUD I RADOŚĆ GŁOSZENIA

We wstępie do komentarza Apokalipsy Jana, prof. Michał Wojciechowski napisał: „Pierwsze słowo Apokalipsy, które potem stało się jej tytułem, brzmi po grecku «apokalypsis». Oznacza to odsłonięcie, objawienie. Autor chciał więc rozjaśnić umysłu odbiorców, a nie zaciemnić! Apokalipsa jest symboliczna, ale nie mętna. (…) Czy Apokalipsa dotyczy głównie dalszej przyszłości? Dopiero końcowe rozdziały istotnie kierują ku niej. Trzon księgi przedstawia sytuację w czasach historycznych. (…) Nie ma w Apokalipsie «rozkładu jazdy» końca świata”. 

Treść Apokalipsy Jana nie różni się zasadniczo od innych tekstów Nowego Testamentu – Ewangelii czy Listów. Jej przesłaniem pozostaje Boże panowanie – Jego Królestwo, które stało się realne i jeszcze nastanie w swojej pełni. WIODĄCYM TEMATEM, KTÓRYM ZAJMUJE SIĘ AUTOR APOKALIPSY JEST PIĘKNO I MAJESTAT BOGA ORAZ NADZIEJA ODKUPIONYCH – „ludzi z każdego narodu i wszystkich plemion, i ludów, i języków, którzy opłukali swoje szaty i wybielili we krwi Baranka”. 

Sercem Apokalipsy pozostaje przesłanie DOBREJ NOWINY O RATUNKU W CHRYSTUSIE, która potrzebuje być głoszona pośród „ludów, narodów, języków i wielu królów”. W 10. rozdziale Apokalipsy, pod obrazem „potężnego anioła” kryje się osoba Jezusa Chrystusa – posłanego przez Ojca, by wykonać Jego wolę i zrealizować plan odkupienia. Świadczą o tym boskie atrybuty tego „Bożego posłańca”: „tęcza wokół głowy”, będąca znakiem przymierza i przywołująca pojawiający się już w Apokalipsie obraz „tęczy wokół Tronu” Boga (Ap 4,3), „oblicze jaśniejące jak słońce” i „nogi jak słupy ognia”. Anioł („Boży posłaniec”), opisywany przez Jana, postawił swoją „prawą nogę na morzu, ale lewą na ziemi”, co ukazuje zakres jego siły i panowania nad całym stworzeniem, wszak Bóg „poddał Jezusowi wszystko i nie zostawił niczego, co nie byłoby mu poddane” (Hbr 2,8). Jego donośny głos przyrównany jest do ryku lwa, pod którego symbolem kryje się mesjańska godność i autorytet Chrystusa („zwyciężył Lew z plemienia Judy, Ten z pokolenia Judy, korzeń Dawida”). Anioł ma „w swojej ręce otwarty zwój”, któremu poświęcone są ostatnie wersety dziesiątego rozdziału Apokalipsy: „A głos, który usłyszałem z nieba, ponownie przemówił do mnie. Powiedział: Idź, weź ten zwój, który jest otwarty w ręce anioła, stojącego na morzu i na ziemi. Podszedłem więc do anioła i poprosiłem, żeby mi dał mały zwój. On zaś powiedział: Weź i zjedz go. Poczujesz gorycz w żołądku, ale w twoich ustach będzie on słodki jak miód. I wziąłem ten mały zwój z ręki anioła, i zjadłem go, a był w moich ustach słodki jak miód. Kiedy jednak go zjadłem, stał się gorzki w moim żołądku. I mówią mi: Musisz znowu prorokować o ludach, narodach, językach i wielu królach” (Ap 10,8-11). 

Tym proroctwem – poselstwem, które ma być głoszone „aż po krańce ziemi” do wszystkich ludzi jest EWANGELIA O JEZUSIE CHRYSTUSIE. Ewangelia jest tym „silnie potwierdzonym proroczym słowem, przy którym mamy trwać jak przy lampie, która świeci w ciemności” (2 Ptr 1,19). Apokaliptyczny obraz „połknięcia zwoju” nawiązuje powołania proroka znanego z Księgi Ezechiela (Ez 2,1-3,10). Ten, który głosi przesłanie musi „wypełnić” się tym przesłaniem. Wiarygodność głoszącego związana jest z tym, jak on sam żyje głoszonym przez siebie poselstwem. Poselstwo, które miał głosić Jan – autor Księgi Objawienia – miało stać się integralną częścią jego życia. A treść poselstwa była „jak miód” w ustach Jana, ale stała się „goryczą” w jego wnętrzu. Trud i radość. Choć Ewangelia niesie z sobą „słodycz”, będąc proklamacją triumfu Boga nad grzechem, przekleństwem, Diabłem i śmiercią, to głoszący to poselstwo często doświadczają goryczy, tak jak doznał tego Paweł z Tarsu: „mam wielki smutek i nieustanny ból w swoim sercu”. Ten ból i „gorycz” związany był z faktem odrzucenia Ewangelii przez wielu jej słuchaczy. 

Tak, mamy – jako Kościół – poselstwo, które zasługuje by być zwiastowane po całym okręgu ziemi. O tym poselstwie tak pisał Paweł z Tarsu, wspominając swój pobyt w Koryncie: „przyszedłem głosić wam tajemnicę Boga nie za pomocą górnolotnych słów lub mądrości. Postanowiłem bowiem będąc wśród was nie znać niczego innego, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Dla niektórych te słowa są „zgorszeniem” czy „głupstwem”, ale niezależnie od reakcji niektórych, PRZESŁANIE O CHRYSTUSIE – umarłym i zmartwychwstałym – POZOSTAJE SŁOWEM PRAWDY PROWADZĄCYM DO ZBAWIENIA. 

Dziesiąty rozdział Apokalipsy Jana odczytuję w świetle słów Pana Jezusa skierowanych do apostołów po Jego zmartwychwstaniu: „Idąc więc, czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, co wam nakazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”. 

Ewangelia – Dobra nowina o ratunku w Chrystusie – pozostaje najcenniejszym poselstwem z jakim człowiek może się zetknąć.

sobota, 27 lutego 2021

CZASY KOŃCA. CZUWAJCIE!

Trzynasty rozdział Ewangelii Marka nazywany jest często „mową eschatologiczną”, czyli mową o „końcu czasów”. Ta najdłuższa, zanotowana przez ewangelistę, wypowiedź Pana Jezusa związana była z rozmową, którą Nauczyciel odbył z czwórką swoich uczniów. Choć w tej rozmowie – z Piotrem, Jakubem, Janem i Andrzejem – na pierwszy plan wysuwały się bliskie, mające nastąpić w ciągu jednego pokolenia, wydarzenia dotyczące zniszczenia Jerozolimy i świątyni, to jednak pojawił się też w niej element zdecydowanie dalszej przyszłości. Tym, będącym poza zasięgiem ludzkich dociekań co do „dnia i godziny”, wydarzeniem jest przyjście Syna Człowieczego. Dzień, gdy On przyjdzie „w obłokach z wielką chwałą i mocą” i kiedy Bóg „zgromadzi swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi po kraniec nieba”. 

Siedzący na Górze Oliwnej uczniowie usłyszeli, że zanim nastąpi „ów dzień” – dzień, kiedy dopełnią się wszystkie dzieła Boga i nastaną „nowe niebiosa i nowa ziemia, w których mieszka sprawiedliwość” – dokonają się dramatyczne wydarzenia skutkujące zniszczeniem jerozolimskiej świątyni tak, że „nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Te słowa o zniszczeniu musiały mocno zdziwić uczniów, którzy nie kryli swojego zachwytu nad okazałością i majestatem najważniejszego dla Żydów miejsca na ziemi – świątyni w Mieście Dawida. Kompleks świątynny, z czasów Jezusa, był jedną z najwspanialszych budowli starożytnego świata. Świątynię wzniesiono z ogromnych białych kamieni, a niektóre z nich ważyły ponad pięćset ton. Przybywającym pielgrzymom świątynia jawiła się z oddali jako majestatyczna góra okryta śniegiem. Jej budowa trwała ponad czterdzieści lat… Tymczasem Pan Jezus zapowiedział, że „nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. 

Kiedy ewangelista Marek opisał pobyt Pana Jezusa w Jerozolimie i toczące się tam spory pomiędzy Nim a przedstawicielami elity żydowskiej przytoczył również słowa Nauczyciela z kamieniem w tle: „Nie czytaliście tych słów w Piśmie: «TEN właśnie KAMIEŃ, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach»”. Ty odrzuconym kamieniem jest oczywiście sam Pan Jezus – nierozpoznany jako Mesjasz i odepchnięty przez przywódców Izraela. 

Kamienie, które stanowiły obiekt zachwytu dla wielu wśród żyjących w czasach Jezusa, tworzące świątynię jerozolimską miały być „zwalone”, ale Bóg zaplanował wzniesienie okazalszej, piękniejszej i wiecznie trwałej świątyni „nie ręką ludzką uczynionej”. PIĘKNO TEJ ŚWIĄTYNI nie jest związane z potężnymi kamieniami i złotymi zdobieniami, ale TKWI W DZIELE PANA JEZUSA – JEGO ŚMIERCI I ZMARTWYCHWSTANIU. 

Zniszczenie świątyni w Jerozolimie, zgodnie z zapowiedzią Pana Jezusa, dokonało się to podczas trwającej w latach 66-70 wojny żydowskiej, której kulminacją było oblężenie Jerozolimy przez Rzymian pod dowództwem Tytusa zwieńczone splądrowaniem i zburzeniem miasta. Zburzona została świątynia, a z jej kamieni uczyniono stertę gruzu. W tym czasie okrutnej rzezi i „ucisku, jakiego nie było do początku stworzenia” zginęły setki tysiące Żydów, a dziesiątki tysięcy stało się niewolnikami. 

Świątynia w Jerozolimie była sercem żydowskiego życia religijnego, ale jej wpływ miał dotyczyć także narodów. Świątynia reprezentowała miejsce przebywania Boga pośród Bożego ludu. Kiedy król Salomon wybudował pierwszą świątynię prosił Boga: „Niech Twoje oczy będą zwrócone w nocy i dzień ku temu domowi”. Świątynia miała być miejscem modlitwy i szukania Bożego oblicza zarówno dla Żydów, jak dla narodów spoza Izraela. Salomon prosił: „Jeśli cudzoziemiec, który nie należy do Twojego ludu Izraela, a który przybędzie z dalekiego kraju, aby się modlić w tym domu, Ty usłysz w niebie, w miejscu Twojego przebywania. Niech wszystkie ludy ziemi poznają Twoje imię i niech postępują w bojaźni przed Tobą na wzór Twego ludu, Izraela. Niech się dowiedzą, że ten dom – świątynia – nosi Twoje imię”. 

Zniszczenie świątyni, rozumianej jako miejsce spotkania nieba z ziemią, było kataklizmem o niespotykanej skali i swego rodzaju „końcem świata”. 

Choć, zgodnie z zapowiedzią Jezusa, ze świątyni w Jerozolimie „nie został kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”, to jednak wciąż istnieje świątynia, której centralnym elementem pozostaje „żywy Kamień, wybrany przez Boga i okryty chwałą”. Stało się tak zgodnie z zapowiedzią Boga: „Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a ten, kto weń wierzy, nie zawstydzi się!”. 

W tej „mowie eschatologicznej”, z trzynastego rozdziału Marka, wybijają nade wszystko treści dotyczące nadejścia Bożego Królestwa, którego manifestacja związana jest z osobą Jezusa Chrystusa – Jego śmiercią na krzyżu, zmartwychwstaniem, wniebowstąpieniem i mającym nastąpić powrotem w chwale. CHRYSTUS UMARŁ, CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ, CHRYSTUS POWRÓCI W CHWALE. Te trzy, pozostające w zależności ze sobą, stwierdzenia odnoszą się do chrześcijańskiej ufności i nadziei. 

Wiara i nadzieja były, są i będą konfrontowane z dramatycznymi wydarzeniami takimi jak „wojny i odgłosy wojenne”, „trzęsienia ziemi i klęski głodu”, prześladowaniami naśladowców Chrystusa i pojawianiem się fałszywych nauk i zwodniczych koncepcji. Wiara i nadzieja wymagają pielęgnowania i czujności. Pan Jezus zakończył swoją „eschatologiczną mowę” kilkukrotnym użyciem słowa: „CZUWAJCIE!”. 

Jako chrześcijanie pozostajemy ludźmi ufności i nadziei, które łączymy z Jezusem – umarłym i zmartwychwstałym, który pokonał grzech i śmierć. Choć świat „drży w posadach” i „moce nieba bywają wstrząśnięte”, to wiara i nadzieja pokładane w Chrystusie pozostają silnym fundamentem w życiu chrześcijan. Ten fundament pozwolił ostać się całym pokoleniem chrześcijan minionych wieków i pozostaje oparciem dla nas, żyjących współcześnie. 

Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci w chwale. Rzeczy dokonane zwiastują i zapowiadają te, które wciąż mają się dokonać: „ujrzycie Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą”. Wierzymy i mamy nadzieję, o której tak pisał Paweł z Tarsu: „na wezwanie Boga, na głos archanioła i dźwięk trąby, sam Pan zstąpi z nieba i najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie. Potem my, którzy pozostaniemy jeszcze przy życiu, razem z nimi zostaniemy porwani na obłokach, w powietrze, na spotkanie z Panem i odtąd już na zawsze będziemy z Panem. Pocieszajcie się więc nawzajem tymi słowami”.

wtorek, 23 lutego 2021

W TO WIERZĘ (CREDO)

Oryg. „This I believe / The Creed” Hillsong Worship 
Słowa i muzyka: Matt Crocker i Ben Fielding 
Tłumaczenie: Melania Król i Maja Nowotnik 

Wykonanie: 
Piotr Płecha – wokal, instrumenty klawiszowe, przygotowanie zespołu 
Anna Maria Mbayo – dyrygent, przygotowanie chóru 
Chór: Gospel Life + uczestnicy warsztatów chóru ODNFEST 

sobota, 20 lutego 2021

NIEDALEKO OD KRÓLESTWA BOŻEGO...

Choć środowisko faryzeuszy i uczonych w Piśmie zwykle odnosiło się krytycznie do działalności Pana Jezusa i było dalekie od sympatii względem Niego, to w ewangelicznej relacji Marka możemy znaleźć jedną rozmowę Nauczyciela z Nazaretu z przedstawicielem wspomnianej grupy, która była naznaczona życzliwością. Będąc pod wrażeniem odpowiedzi jakich Jezus udzielał swoim oponentom, nauczyciel Prawa zapytał Go: „Które ze wszystkich przykazań jest pierwsze?” (Mk 12,28). W odpowiedzi usłyszał, że największe są dwa przykazania. Pierwsze: „Będziesz miłował Pana, swego Boga, z całego swego serca, całej swojej duszy, całym swoim umysłem i z całej swojej siły” oraz drugie: „Będziesz miłował swego bliźniego jak samego siebie” (Mk 12,30-31). A kiedy nauczyciel Prawa zgodził się z Jezusem, mówiąc: „Dobrze, Nauczycielu, zgodnie z prawdą powiedziałeś. JEDEN jest i nie ma innego poza NIM. Miłować Go z całego serca, całym umysłem i z całej siły i miłować bliźniego jak samego siebie o wiele więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary” (Mk 12,32-33), z ust Mistrza usłyszał taką zachętę: „Niedaleko jesteś od Królestwa Boga” (Mk 12,34). 

Niedaleko od Królestwa Boga... Blisko… Tuż, tuż... A jednak czegoś brakowało… Zatem, aby być w Królestwie nie wystarczyło uznać mądrości Jezusa. Nie wystarczyło uznać słuszności Jego wypowiedzi i zachwycać się nad trafnością Jego sądów. To wciąż za mało. Czego w takim razie potrzeba? Odpowiedź, jak się zdaje, można znaleźć w wypowiedzi Jezusa umieszczonej przez autora Ewangelii tuż za przywołaną historią z uczonym w Piśmie. 

Pan Jezus, ucząc w świątyni, przywołał treść Psalmu 110, który w pierwotnym kontekście pełnił rolę tekstu śpiewanego podczas ceremonii obejmowania władzy przez królów judzkich, ale w czasach Jezusa ten Psalm uznawany był za proroctwo mówiące o mającym nadejść Mesjaszu. 

Bycie w Królestwie Bożym to nie tyle kwestia uznawania mądrości kryjącej się za słowami Jezusa, ale raczej WŁAŚCIWE ROZPOZNANIE TOŻSAMOŚCI Tego, który te – przepełnione mądrością – słowa wypowiada. BYCIE W KRÓLESTWIE BOŻYM ZWIĄZANE JEST Z OSOBĄ JEZUSA – rozpoznawanego jako Mesjasz i Król Izraela. To pytanie o tożsamość pojawiło się też w rozmowie, jaką Pan Jezus miał z Dwunastoma niedaleko Cezarei Filipowej: „Za kogo wy Mnie uważacie?” (Mk 8,29). Piotr, reprezentujący w tej sytuacji uczniów Jezusa, odpowiedział: „Ty jesteś Chrystus”. To tak, jakby Piotr odpowiedział Jezusowi: „Ty ucieleśniasz nadzieję Izraela. Ty uosabiasz mądrość, chwałę i majestat Boga. Ty jesteś tym JEDYNYM”. 

Królestwo Boże to nade wszystko ON – Pan Jezus Chrystus. Mesjańska godność Chrystusa pozostaje treścią tekstów Nowego Testamentu. ON – w dniach, kiedy sprawował publiczną służbę – był odpowiedzią na, obecną w Izraelu, tęsknotę za nastaniem sprawiedliwych rządów Boga. W NIM dokonało się ODKUPIENIE – przebaczenie grzechów. Przez NIEGO, dzięki NIEMU i w relacji z NIM możemy być nie tylko „niedaleko od Królestwa Boga”, ale przede wszystkim cieszyć się tym, że jesteśmy w tym Królestwie. Pisząc o Jezusie przypomniałem sobie słowa pewnej pieśni pt. „Powód by wątpić” (tytuł oryginalny: „One Reason”) Jasona Uptona: 

„Zwykle prosiłem o znak, by uwierzyć 
Lecz Bóg nigdy nie dał powodu, by w Niego wątpić 
Daj mi choć powód by wątpić, że On jest Mesjaszem 
Daj mi choć powód by wątpić, że On żywy jest 
Daj mi choć powód by wątpić, że jestem źrenicą – Jego oka 
Będę wierzył Mu 
Będę wierzył Mu dziś”.

poniedziałek, 15 lutego 2021

WIĘCEJ NIŻ MYŚLISZ

Kiedy Bóg kreślił swój zbawczy plan przed – wezwanym z Ur Chaldejskiego – Abramem, skierował do niego takie słowa: „Rozejrzyj się i popatrz z tego miejsca, w którym jesteś, na północ, na południe, na wschód i na zachód. Albowiem tę całą ziemię, którą widzisz, dam tobie i twemu potomstwu na wieki. Twoje potomstwo uczynię tak liczne jak proch ziemi. Jeżeli ktoś zdoła policzyć proch ziemi, to również twoje potomstwo będzie policzone”. A przy innej okazji Bóg zapowiedział Abrahamowi: „będę ci szczególnie błogosławił i obficie rozmnożę twoje potomstwo – niczym gwiazdy na niebie i niczym piasek nad brzegiem morza. Twoje potomstwo zwycięży swoich wrogów. Będą błogosławione w twoim potomstwie wszystkie narody ziemi, ponieważ Mnie posłuchałeś”. 

Boże plany nie dają się ogarnąć ludzkim zmysłom. Bo jak policzyć gwiazdy, których liczbę współczesna nauka szacuje na setki tryliardów? Czy jest możliwe, by usiąść w „prochu ziemi” i zliczyć ziarna piasku? Jako ludzie miewamy tendencję do limitowania tego co Bóg może lub czego nie może uczynić. Bywa, że chcemy „zawęzić” zakres Bożych dzieł przypisując im miarę naszych – ludzkich i ograniczonych – możliwości. Jednak On „wymyka się” naszym schematom i w swoich planach pozostaje – jak wyraził to Chris Tomlin w jednej z pieśni – „Niepojęty i Niezmierzony”. 

Prorok Izajasz zapisał takie słowa: „Czy nie wiesz i nie słyszałeś? PAN jest Bogiem Wiecznym, Stwórcą całego świata. Nie męczy się i nie nuży, niezgłębiona jest Jego mądrość”. Niezgłębiona mądrość Boga nie poddaje się ludzkim limitom, schematom i nawet najwznioślejszym planom czy marzeniom. W naszej znikomości wciąż jesteśmy zdani na „cząstkowe poznanie” i „wycinkową wiedzę”, a w rezultacie jesteśmy i będziemy wciąż zadziwiani rozmachem Bożych planów i ostatecznym rezultatem Jego dzieł. 

 Czy Abraham mógł pojąć, że Boże plany wobec niego dotyczą nie tyle oczekiwanego – przez podeszłych wiekiem Abrama i Saraj – syna, ale sięgają o wiele dalej. W tych planach byli ludzie z „każdego plemienia, języka, ludu i narodu” i „tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków”. Abraham myślał o synu zrodzonym z Sary, Bóg widział więcej i dalej niż ograniczone możliwości wzroku patriarchy. 

Ja ograniczony – ON NIEZMIERZONY 
Ja słaby – ON MOCNY 
Ja nierozumny – ON PEŁEN MĄDROŚCI 
Ja wątpiący – ON PEŁEN WIARY 
Ja krótkowzroczny – ON WIDZĄCY 

„Dlatego zginam moje kolana przed Ojcem, od którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi wywodzi swoje imię. Proszę, byście przez Jego Ducha zostali posileni mocą w wewnętrznym człowieku, stosownie do bogactwa Jego chwały. Proszę też, aby Chrystus przez wiarę zadomowił się w waszych sercach, abyście – zakorzenieni i ugruntowani w miłości – potrafili pojąć, wraz ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, wysokość i głębokość, i poznać wykraczającą poza zdolności poznawcze miłość Chrystusa – abyście zostali wypełnieni całą pełnią Boga. Temu zaś, który według mocy działającej w nas może uczynić o wiele więcej ponad to wszystko, o co prosimy lub o czym myślimy, Temu niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia – na wieki. Amen”.

czwartek, 11 lutego 2021

ODKUPIENI I ZACHOWANI OD DEMONICZNEJ MOCY

W 9. rozdziale Apokalipsy rozbrzmiewają dwa – z trzech zapowiedzianych wcześniej przez autora Księgi – „biada” (zob. Ap 8,13). W tych apokaliptycznych „biada”, skutkujących dramatem wśród ludzi, zdają się być obecne demoniczne siły uwolnione szatańską aktywnością: „zobaczyłem gwiazdę, która spadła z nieba na ziemię, i dano jej klucz do studni otchłani. I otworzyła studnię otchłani, i wzbił się dym ze studni, jak dym wielkiego pieca, i od dymu studni zostało zaciemnione słońce i powietrze. A z dymu wyszła na ziemię szarańcza i dano jej moc, jaką mają ziemskie skorpiony…”. 

Zło w Biblii jest osobowe i nie jest bezimienne. Choć postać Diabła została w popkulturze sprowadzona do śmieszności i bywa wykpiwana przez „racjonalnie myślących”, to jednak autorzy biblijni kreślą wyrazisty obraz skutków jego obecności i działania w świecie. Diabeł, wskutek grzechu, otrzymał dostęp do życia ludzi, stał się „panem tego świata”, „władcą tego świata ciemności”, „bogiem tego wieku” i nieprzejednanym wrogiem człowieka. Naturą Diabła jest „kraść, zarzynać i niszczyć”. To zniszczenie, jakie niesie jego obecność, wyczytać można właśnie w obrazach Księgi Objawienia. 

Autor Apokalipsy ujrzał uwolnioną demoniczną szarańczę, która „wyszła na ziemię i dano jej moc, jaką mają ziemskie skorpiony. Lecz powiedziano jej, aby nie czyniła szkody trawie na ziemi ani żadnej zieleni, ani żadnemu drzewu, a tylko ludziom, którzy nie mają pieczęci Boga na czołach. I polecono jej, aby ich nie zabijała, lecz aby byli męczeni przez pięć miesięcy. Męczarnie przez nią zadawane są jak męczarnie zadane przez skorpiona, gdy ugodzi człowieka. W owych dniach ludzie będą szukać śmierci, lecz jej nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, lecz śmierć ich omija. A szarańcza z wyglądu była podobna do koni przygotowanych do boju. Na głowach miała jakby wieńce ze złota, a twarze jakby twarze ludzi, włosy zaś jakby włosy kobiet, a zęby jakby zęby lwów” (Ap 9,3-8). 

Niszczycielska furia „demonicznej szarańczy” nie dotknęła jednak ludzi, o których autor Apokalipsy pisze, że mają „pieczęć Boga na czołach”. Ta swoista „pieczęć Boga na czołach” jest znakiem odkupieńczej obecności Boga i bywa wyrażona też obrazem „odziania w białe szaty”. Zbawcza obecność Boga staje się udziałem tych, którzy składają swoją ufność w Chrystusie. 

Choć żyjemy w świecie naznaczonym ciemnością i demonicznym uciskiem, to jednak możemy doświadczać wolności od diabelskiej władzy. Jan apostoł w swoim liście zapewnił chrześcijan, że „Zły ich nie tknie”. Chociaż Diabeł „trzyma ludzi w pętach niewoli i pod obuchem swej tyranii” (2 Tm 2,26), to jednak w Chrystusie zyskujemy WOLNOŚĆ. Tak, istnieje ciemność, zło, przekleństwo i zniszczenie. Ale pośród tych wszystkich rzeczy, naznaczonych obecnością i aktywnością Diabła, istnieje WIĘKSZA i LEPSZA rzeczywistość. Jest nią rzeczywistość ODKUPIENIA w Chrystusie, którą autor Księgi Objawienia opisał obrazem „pieczęci Boga na czołach”. Dlatego, za Pawłem z Tarsu, „dziękuję Ojcu, który uzdolnił mnie do udziału w dziedzictwie świętych w światłości. On mnie wybawił z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mam odkupienie, uwolnienie od grzechów”.