sobota, 18 lutego 2017

O PAPIESTWIE I JĘZYKU DEBATY W XVI WIEKU, CZYLI ROZWAŻAŃ O REFORMACJI CD.

Luter trzymający Pismo Święte przed papieżem (ulotka z XVI w.)
„Papież jest głową chrześcijan. Jest to stare bożyszcze, które okadzają z przyzwyczajenia. Niegdyś był on groźny nawet samym monarchom: składał ich z tronu równie łatwo, jak nasi wspaniali sułtani strącają królów Irymety lub Georgii. Ale dziś nikt go się już nie lęka. Mieni się dziedzicem jednego z pierwszych chrześcijan, zwanego świętym Piotrem: jest to w istocie bogate dziedzictwo; ma olbrzymie skarby i wielki kraj pod swą władzą”.
- Rica (Pers) w liście do przyjaciela (Monteskisz, "Listy perskie")

Reformatorzy, również polscy, postrzegali średniowieczną instytucję papiestwa jako źródło zła. Nadużycia władzy papieskiej były przedmiotem dysput i ostrych polemik.

W języku reformatorów określenie "papizm" jest synonimem katolicyzmu. Papista = katolik.

Wystąpienie Marcina Lutra przypadło na czasy Leona X (papieża w okresie od 11 marca 1513 roku do 1 grudnia 1521 roku). Leon X wznowił rozpisane na początku wieku przez Juliusza II odpusty, z których dochody przeznaczone były na budowę nowej Bazyliki świętego Piotra w Watykanie. Wystąpienie Lutra (95 tez) spotkało się ze stanowczą odpowiedzią Leona X, który 15 czerwca 1520 zagroził Lutrowi ekskomuniką. Marcin Luter spalił bullę publicznie w Wittenberdze (w grudniu 1520 r.), zaś Leon X w odpowiedzi opublikował (w styczniu 1521 r.) bullę: „Decet Romanum Pontificem”, ekskomunikującą Marcina Lutra. Znalazły się w niej takie słowa o Lutrze: „Niniejszym ogłaszamy, że jest on uznany za heretyka, podobnie jak pozostali, niezależnie od zajmowanego stanowiska lub godności, którzy wzgardzili troską o własne zbawienie i jawnie, w oczach całego świata, stali się zwolennikami niegodziwej i heretyckiej sekty Marcina Lutra, jawnie i otwarcie udzielając mu pomocy, rady i wsparcia, umacniając go w jego nieposłuszeństwie i zawziętości, albo utrudniając ogłoszenie Naszej bulli. Ludzie ci zaciągnęli kary ustalone w Naszej bulli i mają być słusznie uważani za heretyków i unikani przez wszystkich wiernych chrześcijan”.

W pismach Lutra można znaleźć ostre i nieprzyjazne komentarze wobec papiestwa. Dla Lutra papież to „Antychryst, ten, który strzyże owce, oszukańczy nauczyciel Pisma, hipokryta, mistrz oszustwa i złodziejstwa, łajdak czy łapówkarz”.
Nawet nasz Andrzej Frycz Modrzewski, czołowy polski myśliciel doby renesansu i przyjaciel króla Zygmunta Augusta, pisał: „nie pozostaje nam nic innego, tylko to, abyśmy, narody chrześcijańskie, opuścili rzymskiego antychrysta, razem z jego kliką”.

Nie inaczej, również „ostro” pisali papiści o reformatorach.

Naczelny szermierz kontrreformacji, jezuita Piotr Skarga, pisał: „A tą [wiarą], którą niedawno diabelski posłaniec i ślubów Bogu uczynionych gwałtownik, cielesny i rozpustny Luter przyniósł, a nie tylko jej cudami nie potwierdził, ale ją sprośnym żywotem pomazał, niech się słusznie brzydzą, bo nie jest to wiara Chrystusowa, ale tajemne i do pogaństwa wiodące bałwochwalstwo”. A także modlił się przeciwko "zaraźliwym sektom", czyli wpływom protestantyzmu: „Rozprosz, Panie Boże nasz, wszystkie zaraźliwe sekty (...) Ożywiaj, dobrotliwy Panie, pobożność katolicką, aby za czasów naszych i liczbą, i wysługą ludu się twego wiernego przyczyniało, a pobożność dobrych uczynków ich tę Rzeczpospolitą długo trzymała i od upadku broniła”.

Ze współczesnej perspektywy, słowa których używali uczestnicy sporu, wydają się nad wyraz obraźliwe i nie do przyjęcia, ale takim „ostrym” językiem dyskutowano w tamtych czasach.

Papiestwo (oraz reprezentowany przez papieży katolicyzm) poddane też było krytyce teologicznej. Jan Kalwin pisał, że tradycja papistów zaciemniła sens Pisma Świętego: „W papiestwie każdy starał się dorzucić swoje trzy grosze (...) Zdawało się, iż nie wystarczy, by podążać szczerze za Słowem Bożym, ale dobrze byłoby jeszcze z czymś je wymieszać”. A także: „Nie znaczy to, iż papiści całkowicie odrzucają Boga, ale że pragną stworzyć nową doktrynę, łącząc i mieszając wszystkie religie świata”.

Spór pomiędzy katolicyzmem a protestantyzmem (na gruncie teologicznym) oczywiście wciąż istnieje.

Cdn.

czwartek, 16 lutego 2017

WSPÓŁCZUCIE

Najczęściej na kartach Ewangelii w opisie uzdrowień i cudów dokonywanych przez Jezusa, inicjatywę mieli Ci, którzy potrzebowali pomocy. Potrzebujący przychodzili, aby doświadczyć uzdrowienia fizycznego, czy też uwolnienia od dręczących ich demonów. Czasami cuda dokonywały się w rezultacie wstawiennictwa osób - bliskich tym, którzy cierpieli.

Wśród czynów Jezusa, zrelacjonowanych przez autorów Ewangelii, są także takie, które dokonały się z inicjatywy samego Zbawiciela. Tak właśnie stało się w Nain, gdzie Jezus wskrzesił z martwych młodzieńca - jedynego syna pewnej wdowy. Nain, co tłumaczy się jako "Urocza", znajdowało się w południowej Galilei, około 40 km na południowy-wschód od Kafarnaum - miasta szczególnie bliskiemu Jezusowi z czasów Jego publicznej służby. Kiedy Chrystus tam przybył, był świadkiem jak kondukt pogrzebowy przekracza bramy miasta. Blisko zmarłego, niesionego na noszach, szła jego matka. Płakała. Towarzyszył jej ból i brak nadziei. Pochowała swojego męża, teraz musiała zmierzyć się ze śmiercią jedynego syna.

Jej cierpienie i łzy dostrzegł Jezus. Łukasz, autor Ewangelii, zanotował, że Pan był "wzruszony tym widokiem". Wzruszony podszedł do zmarłego z poleceniem: "Chłopcze, mówię ci: Wstań!". Życie wróciło. Moc śmierci została złamana. Przyczyna bólu i smutku kobiety została usunięta.

Współczucie jest ważnym elementem życia. Nie obce było ono Jezusowi w czasie Jego działalności. Współczucie jest cechą Bożego serca. Ustami proroka Zachariasza, Bóg zapowiedział: "Dlatego tak mówi PAN: Okażę współczucie Jerozolimie, mój dom zostanie w niej odbudowany - wyrocznia PANA Zastępów - i sznur mierniczy będzie rozciągnięty nad Jerozolimą. Ogłoś ponadto, że tak mówi PAN Zastępów: Moje miasta raz jeszcze będą opływać w dobra. PAN znów pocieszy Syjon i wybierze Jerozolimę". Kiedy Izrael przebywał w niewoli egipskiej, Bóg skierował do Mojżesza słowa: "Napatrzyłem się na niedolę mojego ludu w Egipcie. Usłyszałem ich krzyk z powodu ich poganiaczy. Znam jego cierpienia. Zstąpiłem więc, aby go wyrwać z mocy Egiptu...".

Wrażliwość jest cechą Bożego serca. On nie przygląda się z daleka, z obojętnością. On "współczuje", "doznaje bólu" i podejmuje działanie, aby usunąć źródło smutku i cierpienia. W Chrystusie Bóg utożsamił się z agonią, chorobą i cierpieniem człowieka. On "doznał" wszystkiego, czego doświadcza każdy człowiek. Wszystkiego z wyjątkiem grzechu. Jezus nie jest Supermenem z komiksów Marvela. Jego zdolność do niesienia pomocy wynika między innymi z faktu, że "doznał cierpień, sam będąc doświadczany". Autor Listu do Hebrajczyków nazywa Jezusa "Arcykapłanem, który może nam współczuć, gdy przeżywamy słabości, gdyż był doświadczony we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu".

Jestem wdzięczny Bogu za Jego współczucie, łaskę i miłosierdzie. Wiem, że kres wszystkiego tego, co stanowi źródło bólu i cierpienia ludzi jest nieuchronny. Nadchodzi czas kiedy Bóg otoczy swój lud opieką: "otrze wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju".

"Oto PAN! PAN! Bóg miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność..."

środa, 8 lutego 2017

W OCZEKIWANIU...

Jeżeli miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakiej wdzięczności możecie się spodziewać?

To tylko jedno z pytań, jakie stawiał Jezus słuchającym go uczniom podczas tzw. „mowy na równinie[1]”, którą przytoczył ewangelista Łukasz (znana jest też ona z Ewangelii Mateusza jako „kazanie na górze[2]”).

Pan Jezus, w skierowanych do uczniów słowach, zestawia doświadczenia doczesności z perspektywą wieczności. Doświadczeniom „ubóstwa”, „płaczu”, „niedostatku” i „odrzucenia”, które były i wciąż towarzyszą tym, którzy nazywają się uczniami Chrystusa, przeciwstawia rzeczywistość Królestwa Bożego. Jego cechą jest i będzie „nasycenie”, „pocieszenie” i „nagroda”.

Perspektywa Królestwa Bożego, które będzie „trwać na wieki[3]”, pozwala nam nieco inaczej spojrzeć na doświadczenia teraźniejszości i doczesnego życia. Czasami jako chrześcijanie, tak na ludzki sposób, przegrywamy i doświadczamy porażki. Jak inaczej nazwać sytuację, kiedy ze względu na miłość i relację z Chrystusem ludzie pozbawiani są życia, mienia i cierpią na wiele różnych sposobów. Jak nazwać sytuację, kiedy piątka misjonarzy ginie zamordowana przez Indian, podczas próby głoszenia im dobrej nowiny o Chrystusie? Młodzi mężczyźni pozostawiają swoje żony wdowami i czynią swoje dzieci półsierotami. Porażka... Więzienie, odrzucenie, skazanie na społeczne wykluczenie to historyczne i współczesne doświadczenie wielu chrześcijan.

To właśnie im Jezus przekazuje słowa nadziei i zachęty: „Szczęśliwi jesteście, ubodzy, gdyż wasze jest Królestwo Boże. Szczęśliwi, którzy teraz głodujecie, ponieważ będziecie nasyceni. Szczęśliwi, którzy teraz płaczecie, dlatego że będziecie radośni. Szczęśliwi jesteście, ilekroć was ludzie znienawidzą, ilekroć od siebie odłączą, znieważą i zniesławią wasze imię — z powodu Syna Człowieczego. Cieszcie się w tym dniu i z radości skaczcie do góry. W niebie czeka was naprawdę hojna zapłata. Podobnie bowiem ich ojcowie traktowali proroków[4]”.

Ludzie skoncentrowani na doczesności oczekują nagrody, zapłaty i zadowolenia w „tym życiu”. Często też mają dokładnie to, czego pragną. Podążanie za Chrystusem nie niesie z sobą obietnic bogactwa, dostatku we wszystkich dziedzinach życia czy powszechnej akceptacji. Może być i bywa, że właśnie ze względu na Chrystusa dzieje się „źle”. Autor Listu do Hebrajczyków tak opisał doświadczenia swoich adresatów: „Przypomnijcie też sobie dawniejsze lata, kiedy — już jako oświeceni — nie ulegliście mimo wielkich cierpień, czy to jako publicznie zawstydzani przez zniewagi i udręki, czy też jako stojący u boku tych, których tak traktowano. Bo przecież dzieliliście cierpienia z więźniami i z radością przyjęliście grabież swego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majątek lepszy — i trwały[5]”.

Z perspektywy doczesnego życia nie wygląda to najlepiej: więzienie, zniewagi, udręka i grabież mienia. Jednak w tym samych fragmencie pojawia się przekonanie o lepszym i większym błogosławieństwie i oczekującej nagrodzie. Gdzie i kiedy? W Królestwie Bożym, niewzruszonym i wiecznym, które obiecał Bóg tym, którzy Go miłują[6].

Jako chrześcijanie żyjemy w oczekiwaniu na nagrodę, szczęście, obfitość, nasycenie i radość w Bożej obecności. W obliczu tych obietnic okazujemy cierpliwość i ufność wobec wszelkiej chwilowej niewygody i cierpienia. Codzienne życie daje nam też okazję, aby przejawiać naturę Tego, którego nazywamy naszym Ojcem[7]. Jego natura jest miłować tych, którzy Go nienawidzą, błogosławić tym, którzy zeń szydzą, przebaczać tym, którzy proszą i okazywać miłosierdzie.

„Konstytucja” Królestwa, którą ogłosił Jezus, jest radykalna w treści: „Ja wam natomiast mówię: Nie odwzajemniajcie zła. Temu, kto ci wymierzy prawy policzek, nadstaw również lewy. Temu, kto cię pozywa do sądu i chce zabrać tunikę, zostaw także płaszcz. Kto by cię przymuszał, byś niósł jego ciężar jedną milę, nieś dwie mile. Temu, kto cię prosi, daj, i nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie coś pożyczyć. Wiecie, że powiedziano: Masz kochać swego bliźniego , a wroga mieć w nienawiści. Ja wam natomiast mówię: Kochajcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Tak czyniąc, zachowujcie się, jak przystało na dzieci waszego Ojca w niebie. On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz spada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bo jeśli okazujecie miłość tym, którzy was kochają, co wam wynagradzać? Czyż celnicy nie czynią podobnie? A jeśli pozdrawiacie tylko swoich braci, co w tym nadzwyczajnego? Poganie też to robią. Wy bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie[8]”.

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Obietnica mówi, że warto! Żyjmy dla chwały Boga i Jego Królestwa i oczekujmy wielkich rzeczy.


[1] Kazanie Jezusa należy do najbardziej znanych i najczęściej cytowanych. Zaczyna się od „błogosławieństw” i kończy przypowieścią o mądrym i głupim budowniczym.
[2] Zob. Mt 5–7.
[3] Zob. Łk 1,33.
[4] Łk 6,20–23.
[5] Hbr 32–34.
[6] Zob. Jk 2,5.
[7] Zob. 1 Ptr 1,17.
[8] Mt 5,39–48.

środa, 1 lutego 2017

FARYZEUSZE

"Rozpoczęli naradę, co by tu zrobić z Jezusem" (Łk 6,11)
Łk 6,1-11

Słuchanie nie zawsze oznacza chęć wysłuchania i zrozumienia. Bliskość fizyczna nie koniecznie przekłada się na bliskość serca. Podążanie nie musi być związane z naśladowaniem.

Faryzeusze towarzyszyli Jezusowi w Jego publicznej służbie. Byli jednak "zdystansowanymi" recenzentami dzieł i nauczania Chrystusa. Z czasem stali się Jego nieprzejednanymi wrogami. Konflikt na linii faryzeusze-Jezus jest wyraźnie zarysowany w narracji autorów Ewangelii.

W 6. rozdziale Ewangelii Łukasza faryzeusze zarzucają uczniom Jezusa łamanie szabatu poprzez zrywanie kłosów i spożywanie ziaren zbóż. Czy Prawo zakazywało takiej czynności? Nie. Ale ustna tradycja i "mądrość" faryzeuszy kwalifikowały ten czyn jako naruszenie szabatowego odpoczynku.

Kiedy Jezus nauczał w synagodze w szabat, zgromadzeni faryzeusze bacznie Go obserwowali, ale tylko po to, aby przekonać się czy przypadkiem nie będzie dokonywał w szabat uzdrowień. Szukali sposobności, by oskarżyć Jezusa. Uzdrowiony w synagodze człowiek, z bezwładem prawej ręki, nie był dla nich powodem do radości i wdzięczności wobec Boga. Faryzeusze byli "ogarnięci ślepym gniewem". Ich emocje sięgnęły zenitu. Jednak próżno doszukiwać się w postawie faryzeuszy pozytywnych uczuć. Ich serca przepełniała złość i niepohamowana agresja.

Jak to możliwe, aby na drodze podążania za Jezusem, słuchania Jego nauczania i oglądania Jego dzieł, jedyną refleksją był "ślepy gniew"? Postawa faryzeuszy zadziwia poziomem niechęci, tak wobec samego Jezusa, jak i wobec Jego nauczania oraz czynów.

W naszym pokoleniu również grozi nam niebezpieczeństwo posiadania "faryzejskiej" postawy. Skupienie na sobie i własnej religijności "udekorowanej" biblijnymi wersetami nie idzie w parze z naśladowaniem Jezusa i radością z doświadczania Jego obecności. Możemy przebyć nasze ziemskie życie, nazywając się chrześcijanami, a jednak być zarażonymi faryzejską obojętnością, krytykanctwem wobec Boga i Jego sposobów działania. Nasze wyobrażenia o Jego sposobach działania, nawet "uświęcone" wieloletnią tradycją, nie czynią z nas ekspertów od tego, co Bóg może a czego nie może czynić. Boży sposób działania przepełniony współczuciem wobec tych "którzy się źle mają" (grzeszników, trędowatych, chorych i cierpiących), może spotkać się z niezrozumieniem i odrzuceniem tych "jedynie prawdziwie wierzących". Co jeśli Boże działanie w naszym pokoleniu wymknie się naszym "schematom"? Co jeśli On nawiedzi nas swoją obecnością, a my zareagujemy "gniewem" i "oburzeniem", ponieważ nie będzie to odpowiadać naszemu zrozumieniu Jego sposobów działania?

Kiedy Bóg okazuje łaskę grzesznikom, uwalniając ich spod jarzma grzechu, gdy widzimy Boże współczucie wobec cierpiących i udręczonych chorobami czy demonicznym zniewoleniem, powinniśmy cieszyć się, gdyż "Jego Królestwo przyszło w mocy". Niech Bóg pozwoli nam przeżywać wiele radości z faktu, że "celnicy, grzesznicy i cudzołożnicy" doświadczają radości zbawienia oraz z powodu tego, że On okazuje miłosierdzie tym, którzy najbardziej jego potrzebują.

Obyśmy będąc blisko Bożych dzieł nie stwierdzili, na wzór faryzeuszy, że "tak się nie godzi", gdyż... Lista naszych oczekiwań i wyobrażeń nie ma znaczenia wobec suwerennego działania Ducha Świętego. Niech Bóg pozostanie Bogiem, a my Jego sługami. Nigdy odwrotnie.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

TOLERANCJA PO (STARO)POLSKU

Akt konfederacji warszawskiej
W XVI wieku Polska, wzorem wielu państw Europy, stała się areną polemik i dysput motywowanych religijnie. Wystąpienie Marcina Lutra i protestancka reformacja odcisnęły trwały ślad na europejskich społeczeństwach: od Francji aż po wschodnie rubieże Rzeczpospolitej. Polska stała się jednym z pierwszych odbiorców idei reformacyjnych. Wśród mieszczan szerzył się przede wszystkim luteranizm, zaś kalwinizm zyskiwał wpływy wśród polskiej szlachty. Wiele znamienitych rodów szlacheckich, wśród nich Radziwiłłowie, Ossolińscy, Zborowscy, Jazłowieccy, Sapiehowie, Fredrowie, Leszczyńscy czy Chodkiewiczowie, przeszło na stronę ewangelicką. Reformacyjne poglądy rozpowszechniali tacy wybitni Polacy, jak Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Andrzej Frycz Modrzewski czy Mikołaj Sęp-Szarzyński. Pomimo, często ostrych, sporów w Polsce kwitła tolerancja. Profesor Janusz Tazbir – polski historyk i badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji, określił Rzeczpospolitą Obojga Narodów „państwem bez stosów” (choć przypadki agresji wobec „innowierców” się zdarzały). Na ziemiach Rzeczpospolitej znajdowali schronienie wyznawcy różnych wyznań, również ci, którzy uciekali przed wyrokami katolickich sądów duchownych i trybunałów inkwizycyjnych.

W historii szesnastowiecznej i wielowyznaniowej Polski znajdujemy bardzo ważny akt prawny, który może, dla nas Polaków, być powodem do chluby. 28 stycznia 1573 roku uchwalono konfederację warszawską, która może uchodzić za wzór troski o dobro wspólnego państwa i jego obywateli. Zakładała ona m.in., że państwo nie będzie ingerować w sprawy wyznania swoich mieszkańców.

Dokument zobowiązywał do zachowania pokoju pomiędzy wyznawcami różnych wyznań chrześcijańskich, niewywoływania walk i wojen religijnych, niekarania różnowierców konfiskatą dóbr czy skazaniem na wygnanie lub więzienie. Wzywał także do powstrzymywania prób szerzenia nienawiści na tle wyznaniowym. Choć dokument nie zaspokajał ambicji wszystkich (na przykład nieprzychylni reformacji katolicy w Koronie nazywali go „wilczym”, „tyrańskim", „piekielnym” i „dzikim” prawem, ale także wielu luteran czy kalwinistów, zdaje się, nie miało stuprocentowej satysfakcji z jego uchwalenia), to jednak za jego sprawą Polska była postrzegana jako kraj „złotej wolności sumienia” (tak pisał Marcin Ruar – ariański działacz reformacyjny z Holsztynu).

Konfederacja warszawska nie tylko regulowała kwestię swobód religijnych, ale położyła podwaliny dla wolności zgromadzeń czy wolności słowa. Niestety, ostatecznie, nie zapobiegła wzrostowi nietolerancji wyznaniowej związanej z kontrreformacją. Wraz z umacnianiem się pozycji Kościoła katolickiego polskość zaczęto utożsamiać z katolicyzmem a zakres tolerancji wobec „inności” znacznie się zmniejszył. Kres tolerancji religijnej przyniosły wojny, które Rzeczpospolita w  XVII wieku prowadziła z protestanckimi Szwedami, prawosławnymi Moskalami czy muzułmańskimi Turkami. To właśnie w tym czasie ukuty został stereotyp Polaka-katolika.

O doniosłości aktu konfederacji warszawskiej świadczy to, że był on wielokrotnie przedrukowywany i tłumaczony na różne języki. Trafił też na Listę Światową Programu UNESCO „Pamięć Świata” (ang. Memory of the World) w roku 2003.

Link do audycji radiowej: http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1358433,Konfederacja-warszawska-czyli-jak-Polacy-uczyli-Europe-tolerancji

środa, 25 stycznia 2017

LEWI

„Wypatrzył celnika imieniem Lewi...” (Łk 5,27). Taką uwagę o Jezusie zanotował Ewangelista Łukasz. Czyli nie była to sytuacja typu: "Wybierz mnie! Wybierz mnie!". Celnik wykonywał swoje zwyczaje czynności. Dodatkowo były to czynności, które piętnowały Lewiego jako „wroga i społeczną hienę”. Celnicy byli urzędnikami wrogiej Izraelowi administracji. Niektórzy sugerują, że samo słowo "celnik" [hbr. mokhes] wywodzi się z rdzenia oznaczającego „ucisk” i „niesprawiedliwość”. Żydzi mieli powody, aby nienawidzić celników, którzy reprezentowali opresyjny system podatkowy narzucony przez Rzymian. Społeczna niechęć towarzyszyła celnikom.

A jednak Jezus „wypatrzył Lewiego”... I to w jakim celu! Zwrócił się do niego: „Pójdź za Mną!”. Powołał go jako ucznia, apostoła. Fuj! Celnik apostołem. Takie rzeczy się nie godzą.

Potem było jeszcze gorzej. Lewi zorganizował przyjęcie w swoim domu. Zaprosił znajomych. Bardzo ciekawe towarzystwo się zeszło: „Przy stole rozgościło się wielu celników oraz innych ludzi tego rodzaju”. „Ten rodzaj” faryzeusze nazwali grzesznikami. A Jezus tam właśni był. Jadł i pił (może wodę?) ze społecznymi wyrzutkami. Ze społecznie wykluczonymi.

Dlaczego tak zrobił? Jego odpowiedź na zarzut stawiany przez ówczesny Mu religijny świat była następująca: „Nie przyszedłem wzywać do opamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych”.

Tak, Jezus nie reprezentował religii rodem z faryzejskich podręczników. Był jakiś inny. On wciąż „wypatruje” i „powołuje” ludzi według swojej woli i zgodnie ze swoim upodobaniem. A ci przez Niego powołani, często nie pasują do wyborów i preferencji wyznawców „porządnej religii”.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

MILCZENIE

Film „Milczenie” jest epicką opowieścią o zderzeniu dwóch cywilizacji i religii.

Do ogarniętej prześladowaniami i przemocą, XVII-wiecznej Japonii przybywają dwaj jezuici, którzy chcą odnaleźć dawnego mentora oraz głosić Słowo Boże. Ich wiara, w kraju gdzie chrześcijaństwo jest karane śmiercią, zostanie poddana najcięższej próbie.

Film powstał na kanwie powieści historycznej z 1966 r. japońskiego pisarza Shūsaku Endō, która została okrzyknięta „jedną z najlepszych powieści dwudziestowiecznych”. Decyzję o zamiarze nakręcenia adaptacji powieści Endō, Martin Scorsese ogłosił latem 2008 roku.

W jednej z głównych ról wystapił, znany z filmu „Przełęcz ocalonych”, Andrew Garfield. Film zawiera potężną dawkę realistycznie ukazanej przemocy (z tego powodu może być trudny w odbiorze).

Trochę historii.

Europejczycy przybyli do Japonii, która była urządzona w myśl zasad państwa feudalnego. W hierarchii społecznej najwyżej stał, uważany za boga, cesarz – władca wszystkich ziem (przynajmniej teoretycznie). Niżej znajdowali się feudalni panowie – daimyō. Następnie wojownicy – samurajowie (jakby „szlachta”). Najniżej w hierarchii społecznej stali heimin, zwyczajni ludzie. Heimin tworzyli: chłopi, rzemieślnicy i kupcy. Istnieli jeszcze eta, czyli ludzie spoza społeczeństwa. Zajmowali się oni pracami „nieczystymi” jak grzebanie zmarłych, garbowanie skór czy czyszczenie szamba.

Przybyszów z Europy Japończycy nazywali namban – „południowi barbarzyńcy” (jako, że Portugalczycy przybywali z południa). Wraz z kupcami zaczęli przypływać katoliccy misjonarze, wśród nich pierwsi byli jezuici. Japończycy uznawali wiarę głoszoną przez misjonarzy za odmianę buddyzmu, ale wkrótce przekonali się, że jest inaczej.

Europejscy przybysze zwrócili uwagę na takie cechy Japończyków jak uprzejmość, ciekawość i przykładanie ogromnej wagi do honoru (kultura honoru). Jeden z biskupów[1] wydał o nich takie świadectwo: „Lud w Japonii nie jest tak ciemny i nieokrzesany jak w Europie. W większości swojej są rozumni, dobrze wychowani i łatwo przyswajają wiedzę”.

Wiara, którą przynieśli misjonarze, była przyjmowana zwłaszcza przez ludzi uboższych. Obecny w Japonii buddyzm mówił o kręgach życia i cierpienia oraz drodze do nirwany, tymczasem chrześcijanie głosili, że wiara w Jezusa Chrystusa i przestrzeganie Jego nauk gwarantuje po śmierci życie wieczne. Głównym ośrodkiem katolicyzmu było Kyūshū.

Wzrost znaczenia chrześcijan zaczął budzić niepokój Japończyków wiernych dotychczasowym wierzeniom. Do negatywnego postrzegania chrześcijan przyczynili się także sami misjonarze, wśród których zaznaczała się rywalizacja między wspieranymi przez Portugalię jezuitami, a popieranymi przez Hiszpanię franciszkanami. Ponadto niektórzy, „pod płaszczykiem” działań misyjnych zajmowali się szpiegowaniem na rzecz europejskich mocarstw. Reakcja władz Japonii była zdecydowana.  

W 1587 roku, na wyspie Kyūshū, japoński przywódca Hideyoshi Toyotomi[2], w liście do biskupa Gaspara Coelho pytał: „Dlaczego gwałtem zmusza się Japończyków do przyjmowania chrześcijaństwa? Dlaczego niszczy się świątynie buddyjskie i shinoistyczne? Dlaczego duchowni buddyjscy są prześladowani? Dlaczego chrześcijanie jedzą mięso zwierząt pożytecznych w gospodarstwie, przede wszystkim bydła roboczego - koni i bawołów? Dlaczego zezwala się na sprzedaż Japończyków w niewolę”.

Wobec niezadowalającej odpowiedzi biskupa, pojawiły się pierwsze dekrety antychrześcijańskie. Stanowiły one, że Japonia jest krainą bogów z panteonu shinto, a misjonarze działają sprzecznie z japońskimi prawami więc nakazano im opuszczenie Japonii. Chrześcijaństwo mogli przyjmować tylko przedstawiciele niższych warstw społecznych oraz ubodzy samurajowie.

Jedną z pierwszych decyzji  Hideyoshi było aresztowanie 6. hiszpańskich franciszkanów, 3. portugalskich jezuitów i 17. ochrzczonych Japończyków, których poddano torturom. Potem zmasakrowanych więźniów obwożono po wielu miastach, ku przestrodze. Ostatecznie ukrzyżowano ich w Nagasaki 5 lutego 1597 roku.

Tokugawa[3], który sprawował realną władzę w Japonii od 1598 r. do abdykacji w 1605 r., uważał, że chrześcijaństwo jest sprzeczne z japońską tradycją i porządkiem społecznym.

Władze wprowadziły „sonin hosho seido” czyli wypłacanie nagród za wydanie chrześcijan. Stosowano też „terauke seido”, czyli obowiązek przynależności do jednej z buddyjskich parafii. Chrześcijanie, którzy nie wyrzekli się swojej wiary byli zabijani lub piętnowano ich poprzez obcięcie uszu lub środkowych palców rąk. Ostre represje nie zniechęciły misjonarzy do przybywania do Japonii.

Angielski żeglarz, Richard Cocks, opisał umęczenie „55 chrześcijan podczas jednej egzekucji” w Kioto. Wśród skazanych na śmierć były między innymi pięcio- i sześcioletnie dzieci, płonące na stosie w ramionach swoich matek.

Ocenia się, że do początku XVIII wieku zamordowano w Japonii ogółem ok. 200 tysięcy chrześcijan. Zakaz wyznawania chrześcijaństwa zniesiono w Japonii w 1873 roku.


[1] Jezuita i misjonarz w Japonii, żył w latach 1539 – 1606.
[2] Jedna z najważniejszych postaci w historii tego kraju. Drugi z „trzech zjednoczycieli państwa”.
[3] Postać i historia dojścia do władzy Ieyasu Tokugawy została spopularyzowana w książce Jamesa Clavella „Shōgun”.

środa, 18 stycznia 2017

W KAFARNAUM

Łk 4,31-44

Wydarzenia w Kafarnaum, o których czytamy w czwartym rozdziale Ewangelii Łukasza, obfitują w przejawy Bożego i ponadnaturalnego działania.

Kafarnaum leżało na północno-zachodnim brzegu jeziora Genezaret, w regionie zwanym „Galileą pogan”, co związane było z różnorodnością etniczną tego miejsca i znaczącą liczbą mieszkających w regionie nie-Żydów. Według greckiego podróżnika, historyka i geografa Strabona[1], mieszkali tam Egipcjanie, Arabowie, Fenicjanie i Hebrajczycy. Miasto było ważnym i wielokulturowym ośrodkiem handlu, znajdował się tam urząd podatkowy, a obecność rzymskiego setnika (o czym wspominają Ewangelie) wskazuje, że była to ważna placówka wojskowa. Kafarnaum stało się głównym miejscem działalności Jezusa w Galilei.

Podczas nauczania w tamtejszej synagodze Jezus doświadczył demonicznego sprzeciwu. Demon manifestujący się w ciele obecnego tam człowieka, rozpoznał tożsamość Jezusa i zadał podszyte strachem pytanie: „Czy przyszedłeś nas zniszczyć?[2]”. Odpowiedź wydaje się oczywista: Absolutnie tak! Dokładnie w takim celu przyszedł Jezus, aby zniszczyć dzieła diabła[3]. Skarcony zły duch, na wyraźne polecenie Zbawiciela, opuścił udręczonego człowieka, a zgromadzonych ogarnęło zdumienie. Demonstracja władzy nad demonami i królestwem szatana towarzyszyła Jezusowi w Jego publicznej służbie. W podobny sposób prezentował swój autorytet nad chorobami. W tym samym rozdziale czytamy o uzdrowieniu chorej teściowej Piotra, którą trawiła wysoka gorączka. Jezus ponownie użył swojej władzy „nakazał gorączce ustąpić[4]” i zademonstrował nadejście Królestwa Bożego. W konsekwencji tłumy zaczęły szukać Jezusa, a wszyscy chorzy i dręczeni przez demony doświadczali uwolnienia: „On zaś kładł na każdego z nich (chorych) ręce i uzdrawiał. Z wielu też wychodziły demony…[5]”.

Sam Jezus wydarzenia te nazwał głoszeniem dobrej nowiny o Królestwie Bożym[6]. A cóż to takiego to  Królestwo Boże?

Choć Bóg, o którym opowiadają biblijni autorzy, jest Królem i Panem, to jednak ziemia nie doświadcza tego panowania i Jego władzy tak, jak On tego oczekuje. Naszą modlitwą jest aby „Jego Królestwo nastało i Jego wola zawładnęła ziemią tak, jak włada niebem[7]”. Nastanie Królestwa Bożego będzie czasem, w którym zostanie osądzone i usunięte wszelkie zło, a Boży lud doświadczy Jego bliskości i wkroczy w pełny wymiar błogosławieństw: „Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg – ich Bóg. Otrze też wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju…[8]”.

Dzieła Jezusa zapowiadają czas, kiedy królestwa świata staną się królestwami Boga, a On sam będzie panował na wieki wieków[9]. Diabeł, który zwodzi narody, rozsiewając  śmierć, nienawiść, niemoralność, chorobę i demoniczne udręczenie, zostanie pokonany. Pełnię Bożego Królestwa zapowiedział Jezus przebaczając grzechy, wypędzając demony, uzdrawiając chorych, wskrzeszając martwych i demonstrując władzę nad siłami przyrody i światem materialnym. W centrum dzieła Jezusa znajduje się Krzyż, na którym „rozbroił zwierzchności i władze, publicznie je obnażył i powlókł w tryumfalnym pochodzie[10]”.

Wydarzenia w Kafarnaum ogłaszają bezsprzecznie nadejście Królestwa Bożego: „Nasz Pan, i Jego Chrystus, zapanował nad światem! Będzie On królował na wieki[11]”.

„Ojcze,
niech świętość otacza Twe imię.
Niech Twoje Królestwo nastanie.[12]”


[1] Pochodził z  Amasei (współczesna Amasya) w Poncie (obecnie Turcja), żył  pomiędzy 63 r. p.n.e, a ok. 24 r. n.e. W trakcie swojego życia odbył liczne podróże czego owocem była Geographica hypomnemata – największe dzieło geograficzne starożytności. Zawarł w nim podstawowe definicje geograficzne, opisy znanych mu krajów, około 4000 nazw geograficznych oraz wiele informacji z zakresu nauk przyrodniczych, medycyny, historii i innych dziedzin.
[2] Łk 4,34.
[3] Zob. 1 J 3,8.
[4] W tekście greckim użyte jest słowo epetimesen, które pojawia się także w historii uwolnienia zdemonizowanego człowieka z synagogi. Tłumaczone jest ono jako nakazać, skarcić czy upomnieć.
[5] Zob. Łk 4,40­–41.
[6] Zob. Łk 4,43.
[7] Zob. Mt 6,10.
[8] Zob. Ap 21,3–4.
[9] Zob. Ap 11,15 (Biblia Gdańska).
[10] Kol 2,15.
[11] Ap 11,15.
[12] Łk 11,2.

wtorek, 17 stycznia 2017

O PROTESTANCIE MIKOŁAJU REJU

500- lecie Reformacji, to dogodny czas, aby prezentować sylwetki i dorobek polskich reformatorów i osób związanych z polską reformacją.

Ważną postacią renesansu i polskiej reformacji był Mikołaj Rej (1505-1569). Nauki pobierał w Skalbmierzu i Lwowie. Przez rok kształcił się także na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nade wszystko był samoukiem, obeznanym z pismami europejskich twórców renesansowych.

Prawdopodobnie na dworze Mikołaja Sieniawskiego Rej zapoznał się z nurtem reformacji szwajcarskiej – kalwinizmem i stał się jedną z „ikon" polskiego kalwinizmu. Bywał na kalwińskich synodach, w swoich majątkach zakładał zbory i szkoły wyznaniowe.

Rej używał języka polskiego jako podstawowego i samodzielnego języka literackiego, co doprowadziło do dynamicznego rozwoju polszczyzny w XVI wieku. Znane są jego słowa, w których wskazał, że Polacy nie muszą się posługiwać językiem „gęsim”, czyli łaciną: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”.

Poza działalnością religijną i literacką, Rej był aktywnym działaczem politycznym, zaangażowanym w sprawy państwa. W ramach tzw. ruchu egzekucyjnego – stronnictwa średniej szlachty, dążył do reformy państwa polskiego i rozwoju silnej Rzeczpospolitej.

W swoim dziele „Apoftegmata[1], to jest krótkie a roztropne powieści” napisał „O bacznej roztropności”:

„Nie to jest mądry, co wiele spraw umie,
Lecz co złe z dobrym rozeznać rozumie.
(…)
Rozum to jest wódz do waszego dobrego:
Ten zdobi cnotę, a strzeże od złego.
(…)
Wielka osiadłość[2], kto cnotę posiądzie,
Która rozumem ozdobiona będzie.”

W dorobku biblijno-teologicznym Mikołaja Reja znalazły się takie dzieła jak: wydany w 1546 roku „Psałterz Dawidów”, przekład prozą z łaciny, „Postilla Pańska” (tom kazań, który ukazał się w 1557) i „Apokalypsis, to jest Dziwna sprawa skrytych tajemnic Pańskich” (wydana w 1565 i zawierająca rozważania religijne i komentarze do Biblii).

Fragment Psalmu 23 w przekładzie Reja:

„Pan Bóg jest sprawcą[3] Mojem, a już niskąd inąd żadnej rzeczy nie będę potrzebował.
Nad rozkosznemi żywioły raczył On ostanowić[4] mie i nad rozmaitemi wodami,
przyjemnie płynącemi raczy On wychować mnie.
Myśl rozumną na wszystko przydał mnie, a ćwiczyć mie raczy,
Zbych naśladował drogi sprawiedliwości,
albowiem Mu sie tak o mnie upodobało”.


[1] Gr. apóphthegma, ~matos – sentencja, wypowiedź – krótki utwór literacki, wierszowany lub prozatorski, prezentujący dowcipną, błyskotliwą, trafną wypowiedź wybitnej postaci (np. władcy).
[2] Majątek.
[3] Sprawca – opiekun (pasterz).
[4] Ostanowić – umieścić, zostawić.

środa, 11 stycznia 2017

OD PODZIWU DO AGRESJI

Łukasz, autor Ewangelii, opisując styl życia Jezusa podkreśla Jego związek z żydowską społecznością miast i wiosek Judei czy Galilei. Wiemy, że wraz z rodziną udawał się każdego roku do Jerozolimy na święto Paschy[1]. Miał też zwyczaj chodzenia do synagogi[2] w dzień szabatu, aby, podobnie jak reszta mieszkańców żydowskich osiedli, uczestniczyć w modlitwie i czytaniu tekstów Starego Testamentu. Synagogi były też miejscem, gdzie nauczał, po tym jak został „przedstawiony”[3] Izraelowi w czasie chrztu nad Jordanem. Łukasz zanotował: „On zaś (Jezus), chwalony przez wszystkich, nauczał w miejscowych synagogach”[4].

Jedna z takich synagog znajdowała się w Jego rodzinnym mieście – Nazarecie. Tam też wobec zgromadzonych odczytał tekst proroctwa Izajasza, które wskazywało na charakter Jego służby:
„Duch Pana spoczywa na mnie, Ten, który namaścił mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę; który posłał mnie, abym więźniom głosił wyzwolenie, niewidzącym przejrzenie, zgnębionych wypuścił na wolność – abym ogłosił rok Pańskiej przychylności”[5].

Początkowo słowa Jezusa wywoływały podziw wśród słuchaczy[6], jednak szybko uznanie wobec głoszącego przekształciło się w jawną niechęć i agresję[7]. Co takiego się stało, że zgromadzeni w synagodze wezbrali gniewem i zawlekli Go gdzieś na ustronne miejsce celem zabicia?

Pan Jezus przypomniał obecnym w synagodze Żydom wydarzenia z czasów proroków: Eliasza i Elizeusza. Eliasz w czasie trzy i pół letniego głodu, został posłany do Sarepty Sydońskiej, gdzie Bóg okazał łaskę i obdarzył błogosławieństwem pewną wdowę – pogankę. Elizeusz przyczynił się do uzdrowienia innego poganina – Naamana Syryjczyka, choć trędowatych nie brakowało przecież w Izraelu. Błogosławieństwo otrzymali ci, którzy zdaniem Żydów, na nie zasługiwali. Poganie byli przeznaczeni na gniew i sąd. Żaden pobożny Żyd nie śmiał przekroczyć domu poganina, aby nie narazić się na nieczystość. A jednak Boże działanie skierowało się właśnie ku tym pogardzanym i uznanym za zasługujących na sąd i potępienie. Może wśród niektórych istniało przekonanie, że Bóg stworzył pogan jako paliwo dla piekła? Jezus tymczasem podaje za przykład pogańską wdowę i pogańskiego żołnierza jako beneficjentów dobrodziejstw od Boga. Oburzenie słuchaczy było nieuniknione. Jak to, poganie? A co z nami? My jesteśmy „Hebrajczykami z Hebrajczyków”. To nam się należą  przywileje i błogosławieństwa od Boga. My przestrzegamy Prawa, my się modlimy, my znamy Pisma…

Wdowa z Sarepty Sydońskiej i Naaman Syryjczyk wyznaczają pewien wzorzec w służbie Jezusa. On przyszedł do odrzuconych, wykluczonych i skazanych na margines życia społecznego. Ci „religijnie poprawni” i „doktrynalnie zdrowi” nie rozpoznawali w Nim Mesjasza i Wybawiciela. Pochłonięci własną religijnością okazali się ślepi wobec „Bożego Pomazańca” i Jego dzieł. Przebaczenia i radości doświadczali celnicy, grzesznicy i cudzołożnice.

Tragiczną pomyłką jest, kiedy Boże nawiedzenie nazywamy „zwiedzeniem”, a zamiast przeżywania radości z Jego działania i udzielania błogosławieństwa ludziom „z innej parafii”, nasze serca opanowuje zazdrość i gniew. A wszystko to z poczucia „wyższości” wobec tych „innych” i „niegodnych”.

Pan Jezus nie przyszedł, aby spełniać nasze „uświęcone tradycją” oczekiwania, On przyszedł, aby „ubogim nieść dobrą nowinę, zgnębionych wypuścić na wolność i więźniom ogłosić wyzwolenie”. Prostytutki, handlarze narkotyków, złodzieje mogą wejść do Królestwa Bożego przed  wielu którzy mają się za religijnie i doktrynalnie ułożonych[8]. Nasze wyobrażenia o Jego sposobach działania często sprowadzają nas na manowce. Obyśmy nie znaleźli się w miejscu tych z synagogi w Nazarecie, którzy słuchając obiecanego Mesjasza i Zbawiciela, gorszą się i demonstrują oburzenie wobec Jego słów i sposobów działania.


[1] Zob. Łk 2,41-42.
[2] Synagoga z j. gr. znaczy „zgromadzenie”. Dla Żydów pełniła trzy funkcje: była miejscem modlitwy i domem nabożeństw, służyła jako centrum nauczania (stąd jej nazwa „dom nauczania”, hbr. Bet midrasz) oraz była miejscem zgromadzeń członków gminy żydowskiej (nazywano ją po hebrajsku Bet Kneset – „dom zgromadzeń).
[3] W dniu, kiedy Jezus przyjął chrzest od Jana, wydarzyły się trzy rzeczy: otworzyło się niebo, Duch Święty zstąpił na Jezusa, a z nieba rozległ się głos przepowiadający o Jego tożsamości: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie sobie upodobałem” (zob. Łk 3,21-22).
[4] Łk 4,15.
[5] Łk 4,18-19.
[6] Zob. Łk 4,22.
[7] Zob. Łk 4,28-29.
[8] Zob. Mt 21,31.