środa, 12 czerwca 2019

OBURZENI VS. UZDROWIENI

Kiedy Pan Jezus wjechał, w otoczeniu wiwatującego tłumu, na osiołku do Jerozolimy na Święto Paschy skierował się ku Świątyni. Jego kroki zmierzały tam, gdzie skupiało się religijne życie Żydów. Ewangeliczny opis przywołanych wydarzeń jest nacechowany dramatyzmem. Mateusz zanotował: „Jezus wszedł do Świątyni i wyrzucił stamtąd wszystkich sprzedawców i kupujących. Powywracał stoły wymieniających pieniądze oraz stragany sprzedawców gołębi…”. 

Potem pojawiły się słowa wzburzenia wobec tych, którzy uczynili Świątynię miejscem zgiełku, biznesowych sporów, finansowych kalkulacji i wypełnili jej wnętrze brzękiem monet. Pod pozorem religijnej aktywności Świątynia była w rzeczywistości „kryjówką bandytów”. Prominentne miejsce w tym świątynnym chaosie mieli ci najbardziej przebiegli, wyrachowani i nastawieni na biznesowy sukces. Jednak, gdy udało się Jezusowi pozbyć tych wszystkich ogarniętych „szałem zysku” Świątynia stała się miejscem ratunku dla „niewidomych i chromych”. Ewangelista zanotował, że uzdrowienie przyszło do wszystkich będących w potrzebie. Jak na cuda Jezusa zareagował religijny establishment? Tradycyjnie „wyżsi kapłani i nauczyciele Pisma oburzyli się”. Nigdy nie było im po drodze z tym wszystkim co mówił i czynił „prorok z Nazaretu w Galilei”.

Jezus nie jest wygodny dla religijnego świata pogrążonego w szaleństwie zysku i chciwości. Ci, którzy są pełni siebie nie rozpoznają w Nim nikogo wartego uwagi. Syty nie szuka chleba. Pełny własnej sprawiedliwości nie pragnie przebaczenia. Zdrowy nie tęskni za lekarzem. Jednak będąc pogardzanym przez wielu On wciąż pozostaje jedyną nadzieją dla słabych, grzesznych, chorych i zmarginalizowanych. On jest Świątynią, w której skruszony grzesznik znajdzie przebaczenie, ślepy odzyska wzrok, a chromy będzie cieszył się swoim uzdrowieniem.

„O jedno proszę Pana, tego poszukuję: bym w domu Pańskim przebywał po wszystkie dni mego życia, abym zażywał łaskawości Pana, stale się radował Jego świątynią”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz