W rozwoju reformacji na ziemiach polskich ogromny udział miały Prusy
Książęce. Miały one w obozie protestanckim szczególną pozycję -
jako pierwsze państwo, gdzie luteranizm stał się religią państwową.
Szczególne zasługi dla rozwoju reformacji w Księstwie Pruskim poniósł
sam książę Albrecht Hohenzollern (1490–1568).
Idee
protestantyzmu przenikały na ziemie polskie bezpośrednio z Wittenbergi
(szacuje się, że przez sale wykładowe uniwersytetu wittenberskiego w
ciągu XVI-stulecia przewinęło się około 500 Polaków, z tej liczby gros
polskich studentów przypada na lata, kiedy wykładali Marcin Luter i
Filip Melanchton) oraz z Królewca.
Książę Albrecht przykładał
ogromną wagę do rozwoju drukarstwa. W Królewcu i Ełku, latach 1545-1552,
ukazało więcej druków polskich niż na całym obszarze Rzeczypospolitej. W
ogromnej masie były to teksty religijne (reformacyjne), ogłaszane przez
drukarzy i pisarzy takich jak: Jan i Hieronim Małeccy, Jan Seklucjan,
Stanisław Murzynowski, Marcin Kwiatkowski, Eustachy Trepka. Wiele
spośród tych druków (wśród nich Katechizm Marcina Lutra, Nowy Testament w
przekładzie Murzynowskiego) przewożono do Polski i tam rozprowadzano.
Książę Albrecht jako protektor luteranizmu fundował stypendia dla
młodzieży protestanckiej na uniwersytecie królewieckim. Zadaniem tego
ośrodka akademickiego było szerzenie „czystej ewangelii” wewnątrz
księstwa i w całej Rzeczypospolitej, dostarczenie państwu kadry
urzędniczej, nauczycieli, lekarzy oraz ogólne szerzenie oświaty i
kultury humanistycznej.
Jednym z założycieli Uniwersytetu
Albertina w Królewcu był Abraham Kulwieć, który otrzymał katedrę języków
biblijnych: hebrajskiego i greckiego.
Abraham Kulwieć studiował w
Krakowie,w Lowanium, w Lipsku i Wittemberdze, gdzie poznał Filipa
Melanchtona. Ostatnim miejscem studiów Kulwiecia były Włochy, gdzie
uzyskał doktorat obojga praw na uniwersytecie w Sienie. Jego promotorami
byli sympatycy reformacji: Lodovico Boghese i Alessandro Sozzini. Z
początkiem 1541 roku Kulwieć przybył do Wilna, gdzie rozpoczął swoją
działalność reformacyjną i edukacyjną. Jednak, w imię zwalczania
„herezji”, biskup wileński, książę Paweł Holszański, uzyskał w maju 1542
roku dekret Zygmunta Starego nakazujący humaniście stawić się przed
sądem kościelnym. Dla Kulwiecia co oznaczałoby to uwięzienie lub śmierć.
Kulwieć, dzięki pomocy królowej Bony, zbiegł do Prus. Tam uzyskał
wsparcie księcia Albrechta Hohenzollerna.
Ze wsparcia
finansowego ks. Albrechta korzystał także Jan Kochanowski, który bywał
na dworze w Królewcu w latach 1551, 1552 i 1555. Przypuszczalnie właśnie
tam napisał hymn „Czego chcesz od nas Panie za Twe hojne dary”.
Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie:
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.
Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,
Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
Wdzięcznym Cię tedy sercem. Panie, wyznawamy,
Bo nad to przystojniejszej ofiary nie mamy.
Tyś Pan wszytkiego świata. Tyś niebo zbudował
I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował.
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.
Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi.
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień a noc ciemna swoje czasy znają,
Tobie k woli rozliczne kwiatki Wiosna rodzi,
Tobie k woli w kłosianym wieńcu Lato chodzi,
Wino Jesień i jabłka rozmaite dawa,
Potym do gotowego gnuśna Zima wstawa.
Z Twej łaski nocna rosa na mdłe zioła padnie,
A zagorzałe zboża deszcz ożywia snadnie.
Z Twoich rąk wszelkie źwierzę patrza swej żywności,
A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości.
Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!
Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi.
Cdn.
Tak więc jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem, to co stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. A wszystko to jest z Boga, który nas pojednał z sobą przez Jezusa Chrystusa i dał nam służbę pojednania. Bóg bowiem w Chrystusie, jednając świat z samym sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów, i nam powierzył to słowo pojednania. Tak więc w miejsce Chrystusa sprawujemy poselstwo (...) W miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem.
środa, 19 kwietnia 2017
czwartek, 13 kwietnia 2017
STARE I NOWE. COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ SIĘ ZACZYNA
Są wydarzenia, które odmieniają historię i sprawiają, że nasze postrzeganie świata się zmienia. Wynalazki i odkrycia geograficzne, na przestrzeni dziejów, czyniły i czynią nasze życie innym. Wielokrotnie, za sprawą odkryć, trzeba było pożegnać się ze starym sposobem myślenia o otaczającej nas rzeczywistości. Okrzyki radości nie pozostawiały wątpliwości, że nastąpił przełom: „Tak! Hurra! Doczekaliśmy się! Nadeszła nowa epoka!”.
Najbardziej przełomowe wydarzenie w dziejach nie miało jednak oprawy festiwalu i święta. Trudno w ogóle było w nim dostrzec znamiona czegoś wielkiego i przełomowego.
Tak było…
Ci, którzy patrzyli na umierającego Jezusa nie mieli świadomości, że oto zaczyna się nowy rozdział w dziejach świata. Kto ze słuchających, naznaczonego bólem i rozpaczą, wołania: „Eloi, Eloi, lema sabachtani (Boże mój, Boże mój, dlaczego Mnie opuściłeś?)” spodziewał się, że oto zmienia się historia i odtąd nic już nie będzie takie jak dotychczas?
Skazaniec był Żydem, więc nie wzbudzał pozytywnych uczuć u Rzymian – wykonawców kary. Przez Żydów, tych którzy wyznaczali standardy ówczesnego życia religijnego, był oskarżany o bluźnierstwo, zatem zasługiwał na swój nędzny i przeklęty los. Umierał w pohańbieniu. Nagi. Opuszczony przez najbliższych przyjaciół. Jego ciało było zmasakrowane na skutek okrutnego biczowania, które poprzedziło egzekucję. Za życia czynił wiele dobra i skupiał uwagę tłumów, ale w chwili śmierci zdecydowanie nie wzbudzał już takiego zainteresowania. Po zdjęciu z krzyża jego ciało, w pośpiechu, złożono do grobu. Trzeba było się spieszyć z uwagi na nadchodzący szabat. Komorę grobowca zamknięto wielkim kamieniem. Mrok. Izolacja. Koniec.
Jednak nie skończyło się na rozkładającym się w grobie ciele i wysychających kościach. Niedzielny poranek obwieszczał przybyłym do grobu kobietom: Jezus żyje! On zmartwychwstał!
Dobra nowina?
No dobrze, ale co z tego? Przecież to wydarzyło się 2000 lat temu. W odmiennej niż nasza kulturze. Gdzieś w ziemi Izraela. Wśród Żydów, Samarytan i Rzymian z czasów świetności Imperium Romanum. My dziś mamy swoje sprawy, swoje problemy i wyzwania. Dajmy sobie spokój z jakim tam Jezusem z Nazaretu, żydowskim Mesjaszem.
A jednak nie ma w dziejach świata nic większego i ważniejszego niż śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Wyjątkowość tego wydarzenia związana jest przede wszystkim z tożsamością Tego, który umarł i ożył. Jezus był kim więcej niż tylko człowiekiem. Był Bogiem Jahwe, Panem Panów, Stwórcą i źródłem wszelkiego życia, Alfą i Omegą, i jak wyznajemy: „Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego”. On przez swoją śmierć i zmartwychwstanie ogłosił niepodważalnie: „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi”. Czy to nie zbyt daleko idące stwierdzenie? Nowotestamentowi autorzy nie pozostawiają nam w tym względzie żadnych wątpliwości. Opowieść o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa uczynili fundamentem całej swojej narracji. Ewangelie, listy i inne pisma skupiają się właśnie na tym przesłaniu. Dlaczego? Ponieważ w tych faktach widzieli zapowiedź nowej rzeczywistości. Jakże odmiennej od obrazu świata, który nas otacza.
Coś się skończyło...
Paweł z Tarsu, pisząc do chrześcijan z Koryntu, wyraził takie przekonanie: „...przemija bowiem postać tego świata...”. Grzech, choroba, przekleństwo, cierpienie, nienawiść, zbrodnie, potępienie, demony, diabeł i śmierć należą do „tego świata”, który przemija. Wymienione zjawiska, choć obecne i oddziałujące na tysiące a nawet miliony ludzi na świecie, należą do starego porządku rzeczy. Wobec tych destrukcyjnych zjawisk chrześcijaństwo ogłasza: „Wasz kres jest bliski! Nie stanowicie ostatecznej rzeczywistości! Jest coś lepszego i bardziej realnego niż wy!”.
Coś nadchodzi...
„Następnie zobaczyłem nowe niebo i nową ziemię, gdyż pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły… Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju; ponieważ pierwsze rzeczy – przeminęły. I ogłosił Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko czynię nowym. Potem dodał: Napisz: Te słowa są prawdziwe i godne wiary” – taką treść wyczytujemy w apokalipsie Jana. Bożym celem jest odnowienie i przemiana całego stworzenia, to jest możliwe właśnie dzięki dziełu Jezusa. Dobra nowina, którą głosimy, brzmi: Bóg przejął władzę nad światem! Jak? Kiedy? W Jezusie i przez Jezusa – w Jego zgonie i powstaniu z martwych!
I już jest…
To nowe możemy oglądać już teraz za sprawą tych, którzy stali się „nowymi stworzeniami w Chrystusie”. Jak? Przez wiarę. Zaufali. Narodzili się na nowo. Doświadczyli Boga i żyją, aby rozgłaszać Jego chwałę i Jego piękno. Bóg nie jest „odległym bytem” obojętnym na sprawy i potrzeby ludzi. Wręcz przeciwnie. Wszystkie bariery, które mogłyby nas oddzielać od Niego zostały usunięte w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.
Czas otworzyć oczy: „A jeśli nawet głoszona przez nas dobra nowina jest zakryta, to jest tak w przypadku tych, którzy giną, niewierzących, których umysły zaślepił bóg tego wieku, aby nie dotarło do nich światło dobrej nowiny o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga” – napisał Paweł z Tarsu. Nic ważniejszego w historii się nie wydarzyło. A wszystko, co jeszcze się jeszcze wydarzy ma związek właśnie z Chrystusem – Jego śmiercią i zmartwychwstaniem. Dlatego łączę swoje życie już teraz z Nim. On jest uosobieniem nowej rzeczywistości, za którą tęsknię. Nowej, czyli jakiej? Piotr apostoł napisał: „Bo przecież oczekujemy – zgodnie z obietnicą – nowego nieba i nowej ziemi, w których na stałe zamieszka sprawiedliwość”.
W tym, pełnym napięcia, oczekiwaniu, tę nową realność chwytam przez wiarę i już dziś chcę nią żyć, wszak „kto jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem. Stare przeminęło – i nastało nowe!”. Żyję w Nim i dla Niego, przecież „Chrystus po to umarł i zmartwychwstał, aby panować nad umarłymi oraz nad żywymi”. A co z Tobą?
Najbardziej przełomowe wydarzenie w dziejach nie miało jednak oprawy festiwalu i święta. Trudno w ogóle było w nim dostrzec znamiona czegoś wielkiego i przełomowego.
Tak było…
Ci, którzy patrzyli na umierającego Jezusa nie mieli świadomości, że oto zaczyna się nowy rozdział w dziejach świata. Kto ze słuchających, naznaczonego bólem i rozpaczą, wołania: „Eloi, Eloi, lema sabachtani (Boże mój, Boże mój, dlaczego Mnie opuściłeś?)” spodziewał się, że oto zmienia się historia i odtąd nic już nie będzie takie jak dotychczas?
Skazaniec był Żydem, więc nie wzbudzał pozytywnych uczuć u Rzymian – wykonawców kary. Przez Żydów, tych którzy wyznaczali standardy ówczesnego życia religijnego, był oskarżany o bluźnierstwo, zatem zasługiwał na swój nędzny i przeklęty los. Umierał w pohańbieniu. Nagi. Opuszczony przez najbliższych przyjaciół. Jego ciało było zmasakrowane na skutek okrutnego biczowania, które poprzedziło egzekucję. Za życia czynił wiele dobra i skupiał uwagę tłumów, ale w chwili śmierci zdecydowanie nie wzbudzał już takiego zainteresowania. Po zdjęciu z krzyża jego ciało, w pośpiechu, złożono do grobu. Trzeba było się spieszyć z uwagi na nadchodzący szabat. Komorę grobowca zamknięto wielkim kamieniem. Mrok. Izolacja. Koniec.
Jednak nie skończyło się na rozkładającym się w grobie ciele i wysychających kościach. Niedzielny poranek obwieszczał przybyłym do grobu kobietom: Jezus żyje! On zmartwychwstał!
Dobra nowina?
No dobrze, ale co z tego? Przecież to wydarzyło się 2000 lat temu. W odmiennej niż nasza kulturze. Gdzieś w ziemi Izraela. Wśród Żydów, Samarytan i Rzymian z czasów świetności Imperium Romanum. My dziś mamy swoje sprawy, swoje problemy i wyzwania. Dajmy sobie spokój z jakim tam Jezusem z Nazaretu, żydowskim Mesjaszem.
A jednak nie ma w dziejach świata nic większego i ważniejszego niż śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Wyjątkowość tego wydarzenia związana jest przede wszystkim z tożsamością Tego, który umarł i ożył. Jezus był kim więcej niż tylko człowiekiem. Był Bogiem Jahwe, Panem Panów, Stwórcą i źródłem wszelkiego życia, Alfą i Omegą, i jak wyznajemy: „Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego”. On przez swoją śmierć i zmartwychwstanie ogłosił niepodważalnie: „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi”. Czy to nie zbyt daleko idące stwierdzenie? Nowotestamentowi autorzy nie pozostawiają nam w tym względzie żadnych wątpliwości. Opowieść o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa uczynili fundamentem całej swojej narracji. Ewangelie, listy i inne pisma skupiają się właśnie na tym przesłaniu. Dlaczego? Ponieważ w tych faktach widzieli zapowiedź nowej rzeczywistości. Jakże odmiennej od obrazu świata, który nas otacza.
Coś się skończyło...
Paweł z Tarsu, pisząc do chrześcijan z Koryntu, wyraził takie przekonanie: „...przemija bowiem postać tego świata...”. Grzech, choroba, przekleństwo, cierpienie, nienawiść, zbrodnie, potępienie, demony, diabeł i śmierć należą do „tego świata”, który przemija. Wymienione zjawiska, choć obecne i oddziałujące na tysiące a nawet miliony ludzi na świecie, należą do starego porządku rzeczy. Wobec tych destrukcyjnych zjawisk chrześcijaństwo ogłasza: „Wasz kres jest bliski! Nie stanowicie ostatecznej rzeczywistości! Jest coś lepszego i bardziej realnego niż wy!”.
Coś nadchodzi...
„Następnie zobaczyłem nowe niebo i nową ziemię, gdyż pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły… Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju; ponieważ pierwsze rzeczy – przeminęły. I ogłosił Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko czynię nowym. Potem dodał: Napisz: Te słowa są prawdziwe i godne wiary” – taką treść wyczytujemy w apokalipsie Jana. Bożym celem jest odnowienie i przemiana całego stworzenia, to jest możliwe właśnie dzięki dziełu Jezusa. Dobra nowina, którą głosimy, brzmi: Bóg przejął władzę nad światem! Jak? Kiedy? W Jezusie i przez Jezusa – w Jego zgonie i powstaniu z martwych!
I już jest…
To nowe możemy oglądać już teraz za sprawą tych, którzy stali się „nowymi stworzeniami w Chrystusie”. Jak? Przez wiarę. Zaufali. Narodzili się na nowo. Doświadczyli Boga i żyją, aby rozgłaszać Jego chwałę i Jego piękno. Bóg nie jest „odległym bytem” obojętnym na sprawy i potrzeby ludzi. Wręcz przeciwnie. Wszystkie bariery, które mogłyby nas oddzielać od Niego zostały usunięte w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.
Czas otworzyć oczy: „A jeśli nawet głoszona przez nas dobra nowina jest zakryta, to jest tak w przypadku tych, którzy giną, niewierzących, których umysły zaślepił bóg tego wieku, aby nie dotarło do nich światło dobrej nowiny o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga” – napisał Paweł z Tarsu. Nic ważniejszego w historii się nie wydarzyło. A wszystko, co jeszcze się jeszcze wydarzy ma związek właśnie z Chrystusem – Jego śmiercią i zmartwychwstaniem. Dlatego łączę swoje życie już teraz z Nim. On jest uosobieniem nowej rzeczywistości, za którą tęsknię. Nowej, czyli jakiej? Piotr apostoł napisał: „Bo przecież oczekujemy – zgodnie z obietnicą – nowego nieba i nowej ziemi, w których na stałe zamieszka sprawiedliwość”.
W tym, pełnym napięcia, oczekiwaniu, tę nową realność chwytam przez wiarę i już dziś chcę nią żyć, wszak „kto jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem. Stare przeminęło – i nastało nowe!”. Żyję w Nim i dla Niego, przecież „Chrystus po to umarł i zmartwychwstał, aby panować nad umarłymi oraz nad żywymi”. A co z Tobą?
środa, 12 kwietnia 2017
KRÓLESTWO
Pewne rzeczy, które jak się później okazuje wprawiają w
zdumienie wielu, mogą być łatwe do przeoczenia.
„Następnie zobaczyłem nowe niebo i nową ziemię, gdyż pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły — nie ma już morza. Zobaczyłem też święte miasto, nową Jerozolimę. Zstępowała ona z nieba od Boga. Przygotowana była jak panna młoda, wystrojona dla swego męża. I usłyszałem donośny głos. Rozległ się od strony tronu. Głosił: Oto namiot spotkania Boga oraz ludzi! Będzie z nimi mieszkał. Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg — ich Bóg. Otrze też wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju; ponieważ pierwsze rzeczy — przeminęły. I ogłosił Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko czynię nowym. Potem dodał: Napisz: Te słowa są prawdziwe i godne wiary. Oznajmił mi także: Stało się! Ja jestem Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem. Ja dam pragnącemu za darmo ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem”[5].
Kto zwraca uwagę na ziarno wielkości główki od szpilki,
które wpada do gleby i obumiera? Jednak przecież w procesie powolnego wzrostu
staje się drzewem dającym schronienie ptakom z przestworzy.
Niewielka ilość drożdży (zakwasu) wystarczy, aby pobudzić
wzrost ciasta, które można wypiec i w ten sposób zaspokoić pragnienie wielu
osób.
Pan Jezus mówił o Królestwie Bożym językiem przypowieści.
W trzynastym rozdziale Ewangelii Łukasza prawda o Królestwie ukryta jest w
obrazie ziarna i zakwasu.
„A Jezus mówił dalej: Do czego podobne jest Królestwo Boże
i z czym mógłbym je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które człowiek
wziął i zasiał w swoim ogrodzie. Wyrosło ono, stało się drzewem i w jego
gałęziach ptaki uwiły sobie gniazda. Użył też innego przykładu: Z czym mógłbym
porównać Królestwo Boże? Przypomina ono zakwas, który gospodyni dodała do
ciasta rozrobionego z trzech miar mąki — i wszystko się zakwasiło”[1].
Niepozorne początki często zwiastują przyszłą wielkość.
Dzieło Jezusa – Jego śmierć i zmartwychwstanie stało się
ziarnem i zaczynem przynoszącym zmianę. Jednak w dniach Jego ukrzyżowania i
powstania z grobu tylko niewielu rozpoznało doniosłość tych wydarzeń.
Kto z patrzących na umierającego w samotności Jezusa
przypuszczał, że oto zaczyna się nowy rozdział dziejów świata? Kto ze
słuchających pełnego bólu i rozpaczy wołania: „Eloi, Eloi, lema sabachtani (Boże mój, Boże mój, dlaczego Mnie opuściłeś?)”[2]
spodziewał się, że oto zmienia się historia wszystkiego.
Nie ma w historii świata większego i ważniejszego
wydarzenia niż śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa - Syna Bożego. Co się
zmieniło w rezultacie tamtych wydarzeń? Wszystko!
Jezus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie ogłosił
niepodważalnie: „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi”[3].
Coś się skończyło...
Paweł z Tarsu, pisząc do chrześcijan z Koryntu, wyraził
takie przekonanie: „...przemija bowiem postać tego świata...”[4].
Grzech, choroba, przekleństwo, cierpienie, nienawiść, potępienie, demony,
diabeł i śmierć należą do „tego świata”, który przemija.
Coś nadchodzi...
„Następnie zobaczyłem nowe niebo i nową ziemię, gdyż pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły — nie ma już morza. Zobaczyłem też święte miasto, nową Jerozolimę. Zstępowała ona z nieba od Boga. Przygotowana była jak panna młoda, wystrojona dla swego męża. I usłyszałem donośny głos. Rozległ się od strony tronu. Głosił: Oto namiot spotkania Boga oraz ludzi! Będzie z nimi mieszkał. Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg — ich Bóg. Otrze też wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju; ponieważ pierwsze rzeczy — przeminęły. I ogłosił Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko czynię nowym. Potem dodał: Napisz: Te słowa są prawdziwe i godne wiary. Oznajmił mi także: Stało się! Ja jestem Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem. Ja dam pragnącemu za darmo ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem”[5].
W śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, które miały miejsce
w ziemi Izraela, widzimy Królestwo Boże jako zaczyn i ziarno. To Królestwo
wciąż się rozrasta. Jego pełnia nadchodzi. Jezus jest królem i wciąż czekamy na
pełnię Jego rządów nad narodami. Bożym celem jest odnowienie i przemiana całego
stworzenia, a to jest możliwe właśnie dzięki dziełu Jezusa. Dobra nowina, którą
głosimy, brzmi: Bóg przejął władzę nad światem! Jak? Kiedy? W Jezusie i przez
Jezusa – w Jego zgonie i powstaniu z martwych!
Ziarno staje się drzewem. Czas otworzyć oczy.
„A jeśli nawet głoszona przez nas dobra nowina jest
zakryta, to jest tak w przypadku tych, którzy giną, niewierzących,
których umysły zaślepił bóg tego wieku, aby nie dotarło do nich światło dobrej
nowiny o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga. Gdyż nie siebie samych
głosimy, lecz Jezusa Chrystusa — Pana”[6].
środa, 5 kwietnia 2017
STRZEŻCIE SIĘ - ŁK 12,1-21
W 12. rozdziale Ewangelii Łukasza znajdują się dwa
ostrzeżenia, sformułowane przez Jezusa.
Pierwszym jest ostrzeżenie przez obłudą: „Strzeżcie się
zakwasu faryzeuszów, którym jest obłuda”[1].
Po nim następuje przestroga przed chciwością: „strzeżcie się wszelkiej
chciwości, bo życie nie polega na gromadzeniu bogactwa ani nie zależy od tego,
co się posiada”[2].
Słownik języka polskiego podaje, że obłuda to postawa
kogoś, kto ukrywa swoje prawdziwe myśli i uczucia, aby zaprezentować się w
lepszym świetle. W tekście NT „obłuda” to hypokrisis,
co oznaczało grę aktora na scenie teatru.
Hipokryzją jest ukrywanie prawdziwych motywacji i
demonstrowanie „na zewnątrz” cnót i wartości, które nie mają miejsca w naszym „wnętrzu”.
Nie ma sensu silić się na „teatralność”, wszak Bogu nie zależy na udawaniu.
Faryzeizm przejawia się dbaniem o pozory i ukrywaniem prawdziwego obrazu tego,
kim jesteśmy. Chcesz wiedzieć jaki jestem naprawdę? Zapytaj tych, z którymi
dzielę codzienne życie – domowników. A jeszcze lepiej spytaj Boga, co o mnie
myśli. Skąd wiesz, że nie jestem tylko „dobrym aktorem” na scenie „chrześcijańskiego
życia”? Strzeżcie się obłudy! To bardzo ważne ostrzeżenie.
Drugie ostrzeżenie jest niezwykle celne ze względu na
uwarunkowania w jakich żyjemy. Być = mieć. Świat wokół nas jest jednym wielkim
wyścigiem po wygodę, w którym rozlega się wołanie: „chcę więcej!”. Chciwość to
chęć posiadania więcej i niezaspokojone pragnienie nadmiaru dóbr. Konsumpcyjny
styl życia jest pułapką, w którą łatwo dać się złapać. Zwykle trudno jest
stawiać sobie ograniczenia. Jednak w nowotestamentowym nauczaniu wyraźnie
przebija się zachęta do „wstrzemięźliwości”. Jeśli pogoń za wygodą, bogactwem i
dobrami materialnymi uczynimy priorytetem w codziennym życiu, a zaniedbamy „szukanie
skarbów Nieba”, to jesteśmy pożałowania godni. Ostrzeżenie Jezusa przed
chciwością zostało przekazane w formie przypowieści: „Pewnemu bogatemu
człowiekowi dobrze obrodziło pole. Zaczął się więc zastanawiać: Co tu zrobić?
Nie mam gdzie złożyć plonów! W końcu postanowił tak: Zburzę stodoły, zbuduję
sobie większe i tam zgromadzę całe moje zboże oraz moje dobra. Potem powiem
swojej duszy: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, najedz
się, napij i baw się dobrze. Bóg jednak powiedział do niego: O, bezmyślny
człowieku! Tej nocy zażądają twojej duszy — i czyje będzie to, co
przygotowałeś? Tak stanie się z każdym, kto gromadzi skarby dla siebie, a nie
jest bogaty w Bogu”[3].
Jak być bogatym w Bogu? Czy taka troska towarzyszy nam w
codziennym życiu?
Ostrzeżenia Jezusa mnie zawstydzają. Warto się nad nimi
zastanowić i przyjąć je do serca.
BEZ SŁÓW
Zawsze głoście Ewangelię, a
gdyby okazało się to konieczne, także słowami (św. Franciszek z
Asyżu).
Ewangelia jest nade wszystko opowieścią, która wymaga
posługiwania się słowami. W dodatku takimi, które mogą być zrozumiałe dla ludzi
żyjących w konkretnej kulturze.
Istotą chrześcijaństwa jest wydawanie świadectwa o
Chrystusie: „Głoście wielkie dzieła Tego, który was wezwał z ciemności do swego
przedziwnego światła!” (1 Ptr 2,9). To składanie świadectwa odbywa się często we
wrogim i nieprzyjaznym otoczeniu. Społeczne, polityczne, a nawet rodzinne
uwarunkowania niekoniecznie są przyjaznym miejscem dla tych, którzy są „w
Chrystusie”. Pierwszy list Piotra porusza kwestię świadczenia o zbawiającej
mocy Boga w nieprzychylnym Ewangelii społeczeństwie.
Piotrowe zalecenia podkreślają wartość postępowania,
które może i powinno być skutecznym narzędziem ewangelizacyjnym. „Wśród pogan
zachowujcie się nienagannie (…) aby widząc wasze dobre czyny, mogli chwalić
Boga w dniu nawiedzenia”, „Taka jest bowiem wola Boża: abyście swoim dobrym
postępowaniem zmuszali do milczenia niewiedzę głupich ludzi” (1 Ptr 2,12.15).
Przykład życia, naznaczonego łagodnością, cierpliwością,
prawością i świętością, wraz z gotowością na niesprawiedliwe cierpienie ze
strony tych żyjących „poza Chrystusem” jest narzędziem w zdobywaniu
nieprzekonanych do Ewangelii.
Szczególna obietnica odnosi się do żon, których mężowie
„nie są posłuszni Słowu”. Piotr apostoł kieruje takie zalecenie i formułuje
niezwykłe zapewnienie: „Żony niech się podporządkują swoim mężom! Pozyskają
wtedy dobrym przykładem, bez słów, nawet tych, którzy nie są posłuszni Słowu.
Niech widzą waszą bogobojność i niewinność!” (1 Ptr 3,1).
Ewangelizacja bez słów. Taki właśnie szczególny autorytet
spoczywa na żonach. Pozyskanie niezbawionego męża, który pogardza Chrystusem,
jest możliwe na drodze postępowania wyrażającego się uległością, niewinnością,
świętością i bogobojnością.
Teksty biblijne zadziwiają skalą autorytetu, jaki
przypisany jest żonom. Pan Bóg zadeklarował: „Nie jest
dobrze, by człowiek (mężczyzna) był sam. Uczynię mu pomoc podobną do niego” (Rdz 2,18). Dalej wszystko, jak pamiętamy, potoczyło się
ku zadowoleniu mężczyzny: „Ta wreszcie jest kością z moich kości i ciałem z
mego ciała. Będzie się zwała kobietą, bo z mężczyzny została wzięta” (Rdz 2,23).
Użyte w tekście hebrajskim słowo `ezer tłumaczone
jako „pomoc” pojawia się między innymi w Psalmach, jako tytuł godnościowy Boga.
Oznacza ono zbawczą obecność Boga pośród Jego ludu. Niezwykłe!
Często zdarza się, że żony doświadczają cierpienia ze
strony niezbawionych mężów. Znane są jednak świadectwa pozyskania mężczyzn dla
Ewangelii na drodze uległości i szacunku okazanych im przez oddane Chrystusowi
żony. Nie było nauczania i napominania: „nawróć się grzeszniku” i publicznych
modlitw o „niezbawionego i bezbożnego męża”, ale raczej cierpliwe służenie
potrzebom małżonka. To trudne zadanie. Bardzo trudne. Jednak niesie ono w sobie
przykład postępowania Boga wglądem każdego człowieka. Właśnie w taki sposób Pan
Bóg zdobył każdego z nas, wszak: „Bóg okazuje swoją
miłość do nas przez to, że Chrystus umarł za nas, kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami”. On okazywał nam cierpliwość i obdarzał miłością,
kiedy żyliśmy w buncie i nieposłuszeństwie wobec Niego. Zbawcza obecność
Boga w historii Izraela – ludu o „twardym karku” dokonywała przemiany i
przynosiła ratunek.
W jednej z książek poświeconych rodzinie znalazłem
przytoczoną modlitwę pewnego mężczyzny: „Panie, dziękuję Ci za moją żonę.
Dziękuję Ci, Panie, za jej cierpliwość i wytrwałość w modlitwach przez
dwanaście lat małżeństwa, pozbawionych Chrystusa. Uwielbiam Cię, Panie, za
Twoje zbawienie, które w końcu przyszło także do mnie – dzięki jej
cierpliwości, wytrwałości i modlitwom”.
Pamiętam świadectwo pewnej siostry z Białorusi, która
żyła z mężem – alkoholikiem. Była bardzo odważna w swoim świadectwie o
Chrystusie. Kiedy przychodził pijany, służyła mu. Pielęgnowała. Przygotowywała
posiłek i wygodne łóżko, aby mógł się wyspać. Trudno było mi słuchać jej
historii, gdyż było w niej wiele cierpienia. Jednak jej pokorna postawa wobec
męża przyniosły oczekiwany owoc – mężczyzna został pozyskany dla Ewangelii. W
świecie, gdzie nadrzędnym celem jest unikanie wszelkiej niewygody, cierpienie
jawi się jako niechciany i nad wyraz niepożądany element. A jednak czytamy:
„Ten bowiem ma łaskę u Boga, kto ze względu na Niego znosi przykrości,
niesprawiedliwie cierpiąc. Do tego bowiem zostaliście powołani! Chrystus
również za was cierpiał i zostawił wam przykład, abyście szli Jego śladami” (1
Ptr 2,19.21).
Czy każda kobieta, mająca niewierzącego męża, w dodatku
alkoholika, może swoją postawą pozyskać go dla Chrystusa? Nie wiem. Podobnie
jak nie wiemy czy każde głoszenie Ewangelii wzbudzi wiarę w sercu tych, którzy
słuchają. Z całą pewnością nie możemy też, jako Kościół, przyzwalać na to, aby
żony doświadczały przemocy i agresji ze strony niewierzących mężów. To są, jak
wierzę, skrajne sytuacje. W przypadkach kiedy zagrożone jest życie lub zdrowie
któregoś z małżonków albo dzieci, a strona stanowiąca źródło zagrożenia nie
zmienia się, zalecałbym czasową lub trwałą separację.
Znam też przykład kobiety, która jako chrześcijanka
jawnie pogardzała swoim mężem. Publicznie nazywała go pijakiem i
nieudacznikiem. Jej mąż pozostał niewzruszony wobec przesłania Ewangelii.
Pomimo tego, że miał wokół siebie także przykład i wzór nawróconych dzieci. Wierzę,
że krytyczna i nacechowana lekceważeniem postawa tej kobiety wobec jej męża
uczyniła go człowiekiem zamkniętym na Bożą miłość.
W postawie uległości żon wobec mężów jest zwycięska moc,
za którą stoi sam Bóg. Elementem tej uległości jest docenianie, wspieranie i
motywowanie męża do zajęcia właściwego dla niego miejsca, jako głowy rodziny.
Żona pouczająca swojego męża i obnażająca jego braki w kwestii duchowych spraw
poniesie porażkę. Mężowie poddają się prawdzie Ewangelii nie z powodu
głoszonych im przez żony „kazań”, lecz w rezultacie ich postawy przepełnionej
szacunkiem, niewinnością i bogobojnością ze względu na Chrystusa.
Niezwykłymi bohaterami wiary są żony, które dobrym
przykładem, bez słów, pozyskały mężów dla Chrystusa. Taki szczególny autorytet
został im nadany.
czwartek, 23 marca 2017
O PÓŁNOCY - ŁK 11,5-13
Ewangelia Łukasza zawiera liczne przykłady modlitewnej
pasji Jezusa. Modlitwa towarzyszyła Jezusowi w najważniejszych momentach Jego
ziemskiej służby, począwszy od chrztu w wodach Jordanu i skończywszy na
przepełnionej bólem agonii na Golgocie. Najwyraźniej modlitewne życie Mistrza było
inspiracją dla Jego uczniów, którzy prosili: „Panie, naucz nas modlić się, tak
jak Jan nauczył swoich uczniów[1]”.
Przy tej okazji Jezus pouczył apostołów w przypowieści: „Powiedział też do nich: Kto z was wyobraża sobie
przyjaciela, do którego idzie o północy i mówi: Przyjacielu, użycz mi trzech
bochenków chleba, bo mój przyjaciel wstąpił do mnie po drodze, a nie mam
czym go ugościć – a tamten ze środka odpowiada: Daj mi spokój, drzwi zamknięte,
dzieci śpią przy mnie – nie mogę wstać i dać ci! Mówię wam, nawet jeśli nie
wstanie i nie da mu ze zwykłej przyjaźni, to ze względu na jego natręctwo
wstanie i da mu, ile potrzebuje. I ja wam mówię: Proście, a będzie wam dane;
szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi,
otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto puka, temu otworzą”.
Gościnność stanowiła jeden z filarów życia społecznego w
kulturze Wschodu. Niemożliwość zaspokojenia potrzeb przybywającego z wizytą była
czymś nagannym i społecznie niedopuszczalnym. Nic dziwnego, że gospodarz poczuł
się w obowiązku, aby wypełnić przypadającą mu powinność. To nic, że było już
późno. Środek nocy nie był przeszkodą, aby udać się w poszukiwaniu chleba. Potrzebne
były trzy bochenki, aby przybyły w gościnę mógł zaspokoić głód. Gdzie najlepiej
szukać pomocy? Oczywiście u przyjaciela. Tylko jak ów przyjaciel zareaguje na
prośbę wystosowaną o tak późnej porze? Natarczywe pukanie do drzwi w pierwszej
chwili nie przyniosło oczekiwanego skutku. Zza drzwi domu przyjaciel powiedział:
„Daj mi spokój. Nie naprzykrzaj mi się! Nie mogę wstać, aby ci pomóc. Moja rodzina
śpi. To nie jest dobry moment. Przyjdź rano”. Jednak potrzebujący chleba nie
rezygnował. Jego natarczywość można oddać określeniem „bezwstydność”. W swojej natarczywości
był niewzruszony. Prosił i kołatał oczekując pomocy. To zdecydowanie i
nieustępliwość przyniosły oczekiwany efekt.
Podsumowaniem tej historii była zachęta, którą Jezus
skierował do swoich uczniów: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a
znajdziecie; pukajcie, a otworzą wam”.
Podobną determinację wykazał Jakub, który zmierzając na
spotkanie z Ezawem, spotkał Anioła Bożego i „walczył” o uzyskanie
błogosławieństwa: „Mocował się z nim (Jakubem) wówczas ktoś aż do wzejścia
zorzy. A gdy zdał sobie sprawę, że go nie pokona,
uderzył go w staw biodrowy i, mocując się z nim, zwichnął staw biodrowy Jakuba.
Wreszcie powiedział: Puść mnie, bo już wzeszła zorza. Jakub odparł: Nie
puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz. Zapytał go zatem: Jak ci na imię? I
odpowiedział: Jakub. Wówczas usłyszał: Nie będziesz już nazywał się Jakub, lecz
Izrael, bo zmagałeś się z Bogiem i z ludźmi — i zwyciężyłeś. Po tych słowach
Jakub zapytał: Powiedz mi, proszę, jak Ty masz na imię? Dlaczego mnie pytasz o
imię? — usłyszał. I błogosławił mu tam[2]”.
Nocne zmaganie i nieustępliwość przyniosły oczekiwany
rezultat. Błogosławieństwo stało się udziałem Jakuba. Jego determinacja pozwoliła
mu stać się beneficjentem łaski i Bożej przychylności.
Istotą modlitwy nie jest zmuszenie Pana Boga, by uczynił
to, czego On nie chce uczynić. Modlitwa nie ma na celu uświadomienie Bogu tego,
co jest słuszne i przymuszanie Go do podjęcia działania. On jest gotowy, aby
czynić dobro i obdarzać błogosławieństwem tych, którzy Go szukają. Jednak
najwyraźniej w tym szukaniu Boga i proszeniu o Jego działanie, przewidziane
jest miejsce na determinację i zaangażowanie proszących: „Nie macie, bo nie
prosicie[3]”,
pouczał Jakub w swoim liście. Nasza pozycja w relacji wobec Boga – pozycja Jego
synów i córek, pozwala nam na ufne wołanie, proszenie i zabieganie o Jego
działanie. Potrzebujemy, aby Jego dzieła dokonywały się pośród nas. Jesteśmy w
głębokiej potrzebie, aby móc wypełnić powinności wobec ludzi żyjących wokół
nas. Ewangelia potrzebuje być zwiastowana w mocy. Wśród uzdrowień i uwolnień z
demonicznych pęt. Nie mamy ku temu sami w sobie możliwości, jedynie On może wyposażyć
nas, abyśmy mogli nieść Jego poselstwo do zgubionych, pozbawionych nadziei i
potrzebujących.
Kiedy prześladowany Kościół w Jerozolimie modlił się i
szukał Bożego oblicza[4],
Bóg odpowiedział. Jego odpowiedzią było wylanie mocy Ducha Świętego, za sprawą
którego Dobra Nowina mogła być głoszona „z wielką mocą[5]”.
Ile błogosławieństw ominęło nasze pokolenie z powodu
zaniedbania usilnej, wytrwałej i pełnej determinacji modlitwy Bożych dzieci?
Oby ten rodzaj oddania i pasji w modlitwie, na wzór proroków, Zbawiciela i
apostolskiego Kościoła towarzyszył nam, ludziom XXI wieku.
Niech nam Bóg dopomoże.
środa, 8 marca 2017
LEKCJA O PRAWDZIWEJ WIELKOŚCI - ŁK 9,46-48
Chodzenie z Jezusem konfrontowało sposób myślenia uczniów.
Ich oczekiwania, decyzje i poglądy natrafiały często na sprzeciw ze strony
Mistrza. Jako apostołowie wciąż pozostawali ludźmi, z całym bagażem typowych
emocji i zachowań. Pewnego dnia ich serca ogarnięte były rozterką i zadumą o to
„kto z nich byłby większy[1]”.
Widzieli wiele dzieł, które czynił Jezus. Nawet sami mieli udział w Jego
czynach. Zostali wyposażeni, aby uzdrawiać z chorób, wypędzać demony i głosić
Królestwo Boże. Pozycja i rola społeczna zaczęły przemawiać do ich wyobraźni. Byli
rozpoznawani. Posiadali zakres władzy, który pozwalał im panować nad światem
duchowym. Wciąż jednak nierozstrzygnięta pozostawała kwestia autorytetu i
władzy pośród nich samych. Kto z nich zasługiwał na to, aby na innych patrzeć
nieco „z góry”? Kto powinien zająć przywódcze stanowisko? Czas, aby wyjaśnić tę
kwestię. Każdy mógł pewni znaleźć coś, co mogło stanowić podstawę do wywyższania
się ponad innych. Nie tylko myśleli o tym „kto z nich byłby większy”, ale żywo
dyskutowali. Oczywiście robili to w swoim gronie, trochę za plecami Jezusa
(zob. Mk 9,33–34). Jednakże ich myśli i rozmowy nie umknęły uwadze Nauczyciela.
Łukasz zanotował, że „Jezus poznał ich myśli” i udzielił im ważnej lekcji. Tę
lekcję zilustrował przywołując do siebie dziecko.
Dziecko w społeczeństwie ludzi współczesnych Jezusowi nie miało praw. Właściwie w języku aramejskim, czyli języku komunikacji Jezusa i apostołów, istniało wspólne słowo na określenie dziecka i sługi. Niewolnicy i dzieci znajdowali się na samym dole w hierarchii społecznej. Pozycja dziecka wyrażała się słowem – zależność. Były uzależnione od woli i decyzji swoich rodziców. Choć dzieci były obiektem żarliwych uczuć swoich rodziców, to jednak nie miały żadnych społecznych przywilejów. W rzymskim prawie (które znane było też mieszkańcom Palestyny) pozycja dziecka była tożsama z pozycją niewolników.
Dziecko w społeczeństwie ludzi współczesnych Jezusowi nie miało praw. Właściwie w języku aramejskim, czyli języku komunikacji Jezusa i apostołów, istniało wspólne słowo na określenie dziecka i sługi. Niewolnicy i dzieci znajdowali się na samym dole w hierarchii społecznej. Pozycja dziecka wyrażała się słowem – zależność. Były uzależnione od woli i decyzji swoich rodziców. Choć dzieci były obiektem żarliwych uczuć swoich rodziców, to jednak nie miały żadnych społecznych przywilejów. W rzymskim prawie (które znane było też mieszkańcom Palestyny) pozycja dziecka była tożsama z pozycją niewolników.
Tak więc, szukającym wielkości i pozycji uczniom, Jezus
wskazuje na dziecko i mówi: „Kto bowiem jest wśród was wszystkich mniejszy, ten
jest wielki[2]”.
Jak to? Stać się jak dziecko? Nie walczyć o swoje prawa i nie
domagać się należnych mi względów? A co jeśli moje „zasługi” nie zostaną
dostrzeżone? Jeśli sam nie zawalczę o swoje, to inni zgarną mi sprzed nosa
przywileje. Co to, to nie. Dziecko? Też mi coś. Ja chcę być kimś ważnych i
znaczącym wśród innych. To mnie mają poważać, podziwiać i obdarzać uznaniem.
Uczniowie musieli zmierzyć się z oczekiwaniami Jezusa. Nie
było łatwo. Ich myślenie musiało zostać zmienione. Mieli stać się sługami jedni
drugich. Potrzebowali uniżyć się we wzajemnych relacjach i zdać się na Boga,
powierzając Mu swoje ambicje.
Kilka lat później, Piotr – jeden z Dwunastu, który przyjął
tę lekcję, napisał do chrześcijan z Pontu, Galacji, Kapadocji, Azji i Bitynii[3]:
„Wszyscy zaś przyjmijcie postawę pokory względem
siebie nawzajem, gdyż Bóg się pysznym przeciwstawia, lecz pokornych darzy
łaską. Uniżcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w swoim
czasie[4]”.
Szata pokory. Uniżenie dziecka. To niełatwa postawa w świecie
zdominowanym przez pragnienie władzy i wielkości. W społeczeństwie, gdzie standardem
jest pogarda wobec innych i chęć dominacji, lekcja udzielona przez Jezusa
wydaje się być szczególnie trudna do zastosowania. Jednak Królestwo Boże rządzi
się innymi prawami i logiką. Droga uniżenia staje się drogą do prawdziwej wielkości.
Taki przykład pozostawił też nam Zbawiciel: „Niech każdy dba nie tylko o to, co
jego, lecz i o to, co cudze. Bądźcie względem siebie tacy jak Chrystus Jezus. On,
choć istniał w tej postaci, co Bóg, nie dbał wyłącznie o to, aby być Mu równym.
Przeciwnie, wyrzekł się siebie, przyjął rolę sługi i był jak inni ludzie. A gdy
już stał się człowiekiem, uniżył się tak dalece, że
był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu. Dlatego
Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie
inne, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie, na ziemi, pod ziemią,
i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem — na chwałę Boga Ojca[5]”.
środa, 1 marca 2017
WAŻNE PYTANIE ZADANE "NA USTRONIU"
Zdanie innych ludzi
jest ważne w wielu sytuacjach. Szczególnie wtedy, gdy nasze kompetencje zawodzą
i nie potrafimy sami poradzić sobie z nurtującym nas problemem.
Kiedy Jezus
przebywał z uczniami „na ustroniu[1]”
zadał im pytanie: „Kim Ja, zdaniem ludzi, jestem?[2]”.
W tym pytaniu nie kryje się oczywiście niepewność i wahanie Jezusa co do jego
natury. On nie potrzebuje, aby inni definiowali to kim jest, tak jakoby sam miał
problemy z własną tożsamością. W odpowiedzi uczniowie przekazali krążące
opinie: jedni utrzymywali, że „Janem Chrzcicielem albo Eliaszem. Niektórzy
twierdzą też, że powstał jeden z dawnych proroków[3]”.
Kolejne pytanie
Jezusa skierowane do uczniów jest znacznie bardziej osobiste: „A według was,
kim jestem?[4]”.
Zbieranie
obiegowych opinii na temat Jezusa może być fascynującym zajęciem. Na Jego temat
wypowiadali się i wciąż wypowiadają historycy, religioznawcy, uczeni i „zwyczajni
zjadacze chleba”. Postać Jezusa stała się poniekąd elementem kultury masowej.
Jego osoba jest obiektem opowieści książkowych, filmowych czy różnych innych form
artystycznego wyrazu. Ludzie mieli i mieć będą różnorodne wyobrażenia o Nim. W
dniach swojej publicznej służby, Jezus budził skrajnie różne emocje i reakcje
ludzi: „wśród tłumów wiele szeptano na Jego temat. Jedni mówili: Jest dobry;
inni natomiast: Skądże, przecież zwodzi ludzi[5]”.
Możemy mieć „pękaty”
notatnik z zebranymi informacjami na temat osoby Jezusa, ale kluczowe pozostaje
pytanie, które On postawił uczniom: „A według was, kim jestem?”.
Piotr, który
najwyraźniej czuł się reprezentantem całej grupy uczniów, odpowiedział: „Ty
jesteś Chrystusem, Syna Boga[6]”.
Dla Piotra Jezus był ucieleśnieniem mesjańskich obietnic i nadziei na Boże
panowanie. Królestwo Chrystusa (Mesjasza) miało oznaczać kres niewoli,
uciemiężenia i potrzeb ludu Bożego. Dzieła Jezusa – uzdrowienia, uwolnienia
spod władzy demonów, panowanie nad siłami natury były demonstracją mocy i
władzy Boga.
Jezus komunikował o
swojej tożsamości poprzez dzieła, które czynił. Kiedy uczniowie Jana
Chrzciciela przyszli do Jezusa z pytaniem od swojego nauczyciela: „Czy Ty
jesteś Tym, który ma przyjść, czy też mamy spodziewać się innego?[7]”
usłyszeli w odpowiedzi: „Idźcie i powiadomcie Jana o tym, co zobaczyliście i
usłyszeliście: Niewidomi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci doznają
oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głoszona jest dobra
nowina. I szczęśliwy jest ten, kto się do Mnie nie zrazi[8]”.
Jego czyny wydawały
świadectwo o tym kim On jest: „wszędzie gdzie chodził, czynił dobrze i leczył
wszystkich dręczonych przez diabła, a działo się tak dlatego, że był z Nim Bóg[9]”.
Kulminacyjnym
momentem Jego publicznej służby była śmierć i zmartwychwstanie, o czym z
przekonaniem świadczyli apostołowie w Jerozolimie: „Jego to przybiliście do
krzyża rękami ludzi lekceważących Prawo i w ten sposób zamordowaliście. Bóg
jednak wzbudził Go. Zerwał więzy śmierci! Było niemożliwe, aby był On przez nią
trzymany[10]”.
Podobne świadectwo składali w Judei, Samarii i aż po krańce ziemi.
Jezus Chrystus -
Zbawiciel, Pan, Król Królów, Alfa i Omega, Wszechmogący Bóg. O nim świadczą
Pisma, Jego głosili apostołowie i On jest treścią zwiastowania Kościoła
wszystkich wieków, jak wyraził to Paweł z Tarsu w Liście do Koryntian: „Postanowiłem
wręcz o niczym nie wiedzieć pośród was, jak tylko o Jezusie Chrystusie — i to
tym ukrzyżowanym[11]”.
Dla mnie pozostaje
jedyną nadzieją i obiektem uwielbienia. W Nim otrzymałem życie i przebaczenie
grzechów. On jest moim Panem, w Nim jestem i dla Niego chcę żyć.
Pytanie Jezusa
pozostaje aktualne dla każdego pojedynczego człowieka: „A według ciebie, kim
jestem?”.
sobota, 18 lutego 2017
O PAPIESTWIE I JĘZYKU DEBATY W XVI WIEKU, CZYLI ROZWAŻAŃ O REFORMACJI CD.
![]() |
| Luter trzymający Pismo Święte przed papieżem (ulotka z XVI w.) |
- Rica (Pers) w liście do przyjaciela (Monteskisz, "Listy perskie")
Reformatorzy, również polscy, postrzegali średniowieczną instytucję papiestwa jako źródło zła. Nadużycia władzy papieskiej były przedmiotem dysput i ostrych polemik.
W języku reformatorów określenie "papizm" jest synonimem katolicyzmu. Papista = katolik.
Wystąpienie Marcina Lutra przypadło na czasy Leona X (papieża w okresie od 11 marca 1513 roku do 1 grudnia 1521 roku). Leon X wznowił rozpisane na początku wieku przez Juliusza II odpusty, z których dochody przeznaczone były na budowę nowej Bazyliki świętego Piotra w Watykanie. Wystąpienie Lutra (95 tez) spotkało się ze stanowczą odpowiedzią Leona X, który 15 czerwca 1520 zagroził Lutrowi ekskomuniką. Marcin Luter spalił bullę publicznie w Wittenberdze (w grudniu 1520 r.), zaś Leon X w odpowiedzi opublikował (w styczniu 1521 r.) bullę: „Decet Romanum Pontificem”, ekskomunikującą Marcina Lutra. Znalazły się w niej takie słowa o Lutrze: „Niniejszym ogłaszamy, że jest on uznany za heretyka, podobnie jak pozostali, niezależnie od zajmowanego stanowiska lub godności, którzy wzgardzili troską o własne zbawienie i jawnie, w oczach całego świata, stali się zwolennikami niegodziwej i heretyckiej sekty Marcina Lutra, jawnie i otwarcie udzielając mu pomocy, rady i wsparcia, umacniając go w jego nieposłuszeństwie i zawziętości, albo utrudniając ogłoszenie Naszej bulli. Ludzie ci zaciągnęli kary ustalone w Naszej bulli i mają być słusznie uważani za heretyków i unikani przez wszystkich wiernych chrześcijan”.
W pismach Lutra można znaleźć ostre i nieprzyjazne komentarze wobec papiestwa. Dla Lutra papież to „Antychryst, ten, który strzyże owce, oszukańczy nauczyciel Pisma, hipokryta, mistrz oszustwa i złodziejstwa, łajdak czy łapówkarz”.
Nawet nasz Andrzej Frycz Modrzewski, czołowy polski
myśliciel doby renesansu i przyjaciel króla Zygmunta Augusta, pisał: „nie
pozostaje nam nic innego, tylko to, abyśmy, narody chrześcijańskie, opuścili
rzymskiego antychrysta, razem z jego kliką”.
Nie inaczej, również „ostro” pisali papiści o reformatorach.
Naczelny szermierz kontrreformacji, jezuita Piotr Skarga, pisał: „A tą [wiarą], którą niedawno diabelski posłaniec i ślubów Bogu uczynionych gwałtownik, cielesny i rozpustny Luter przyniósł, a nie tylko jej cudami nie potwierdził, ale ją sprośnym żywotem pomazał, niech się słusznie brzydzą, bo nie jest to wiara Chrystusowa, ale tajemne i do pogaństwa wiodące bałwochwalstwo”. A także modlił się przeciwko "zaraźliwym sektom", czyli wpływom protestantyzmu: „Rozprosz, Panie Boże nasz, wszystkie zaraźliwe sekty (...) Ożywiaj, dobrotliwy Panie, pobożność katolicką, aby za czasów naszych i liczbą, i wysługą ludu się twego wiernego przyczyniało, a pobożność dobrych uczynków ich tę Rzeczpospolitą długo trzymała i od upadku broniła”.
Ze współczesnej perspektywy, słowa których używali uczestnicy sporu, wydają się nad wyraz obraźliwe i nie do przyjęcia, ale takim „ostrym” językiem dyskutowano w tamtych czasach.
Papiestwo (oraz reprezentowany przez papieży katolicyzm) poddane też było krytyce teologicznej. Jan Kalwin pisał, że tradycja papistów zaciemniła sens Pisma Świętego: „W papiestwie każdy starał się dorzucić swoje trzy grosze (...) Zdawało się, iż nie wystarczy, by podążać szczerze za Słowem Bożym, ale dobrze byłoby jeszcze z czymś je wymieszać”. A także: „Nie znaczy to, iż papiści całkowicie odrzucają Boga, ale że pragną stworzyć nową doktrynę, łącząc i mieszając wszystkie religie świata”.
Spór pomiędzy katolicyzmem a protestantyzmem (na gruncie teologicznym) oczywiście wciąż istnieje.
Cdn.
czwartek, 16 lutego 2017
WSPÓŁCZUCIE
Najczęściej na kartach Ewangelii w opisie uzdrowień i cudów dokonywanych przez Jezusa, inicjatywę mieli Ci, którzy potrzebowali pomocy. Potrzebujący przychodzili, aby doświadczyć uzdrowienia fizycznego, czy też uwolnienia od dręczących ich demonów. Czasami cuda dokonywały się w rezultacie wstawiennictwa osób - bliskich tym, którzy cierpieli.
Wśród czynów Jezusa, zrelacjonowanych przez autorów Ewangelii, są także takie, które dokonały się z inicjatywy samego Zbawiciela. Tak właśnie stało się w Nain, gdzie Jezus wskrzesił z martwych młodzieńca - jedynego syna pewnej wdowy. Nain, co tłumaczy się jako "Urocza", znajdowało się w południowej Galilei, około 40 km na południowy-wschód od Kafarnaum - miasta szczególnie bliskiemu Jezusowi z czasów Jego publicznej służby. Kiedy Chrystus tam przybył, był świadkiem jak kondukt pogrzebowy przekracza bramy miasta. Blisko zmarłego, niesionego na noszach, szła jego matka. Płakała. Towarzyszył jej ból i brak nadziei. Pochowała swojego męża, teraz musiała zmierzyć się ze śmiercią jedynego syna.
Jej cierpienie i łzy dostrzegł Jezus. Łukasz, autor Ewangelii, zanotował, że Pan był "wzruszony tym widokiem". Wzruszony podszedł do zmarłego z poleceniem: "Chłopcze, mówię ci: Wstań!". Życie wróciło. Moc śmierci została złamana. Przyczyna bólu i smutku kobiety została usunięta.
Współczucie jest ważnym elementem życia. Nie obce było ono Jezusowi w czasie Jego działalności. Współczucie jest cechą Bożego serca. Ustami proroka Zachariasza, Bóg zapowiedział: "Dlatego tak mówi PAN: Okażę współczucie Jerozolimie, mój dom zostanie w niej odbudowany - wyrocznia PANA Zastępów - i sznur mierniczy będzie rozciągnięty nad Jerozolimą. Ogłoś ponadto, że tak mówi PAN Zastępów: Moje miasta raz jeszcze będą opływać w dobra. PAN znów pocieszy Syjon i wybierze Jerozolimę". Kiedy Izrael przebywał w niewoli egipskiej, Bóg skierował do Mojżesza słowa: "Napatrzyłem się na niedolę mojego ludu w Egipcie. Usłyszałem ich krzyk z powodu ich poganiaczy. Znam jego cierpienia. Zstąpiłem więc, aby go wyrwać z mocy Egiptu...".
Wrażliwość jest cechą Bożego serca. On nie przygląda się z daleka, z obojętnością. On "współczuje", "doznaje bólu" i podejmuje działanie, aby usunąć źródło smutku i cierpienia. W Chrystusie Bóg utożsamił się z agonią, chorobą i cierpieniem człowieka. On "doznał" wszystkiego, czego doświadcza każdy człowiek. Wszystkiego z wyjątkiem grzechu. Jezus nie jest Supermenem z komiksów Marvela. Jego zdolność do niesienia pomocy wynika między innymi z faktu, że "doznał cierpień, sam będąc doświadczany". Autor Listu do Hebrajczyków nazywa Jezusa "Arcykapłanem, który może nam współczuć, gdy przeżywamy słabości, gdyż był doświadczony we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu".
Jestem wdzięczny Bogu za Jego współczucie, łaskę i miłosierdzie. Wiem, że kres wszystkiego tego, co stanowi źródło bólu i cierpienia ludzi jest nieuchronny. Nadchodzi czas kiedy Bóg otoczy swój lud opieką: "otrze wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju".
"Oto PAN! PAN! Bóg miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność..."
Wśród czynów Jezusa, zrelacjonowanych przez autorów Ewangelii, są także takie, które dokonały się z inicjatywy samego Zbawiciela. Tak właśnie stało się w Nain, gdzie Jezus wskrzesił z martwych młodzieńca - jedynego syna pewnej wdowy. Nain, co tłumaczy się jako "Urocza", znajdowało się w południowej Galilei, około 40 km na południowy-wschód od Kafarnaum - miasta szczególnie bliskiemu Jezusowi z czasów Jego publicznej służby. Kiedy Chrystus tam przybył, był świadkiem jak kondukt pogrzebowy przekracza bramy miasta. Blisko zmarłego, niesionego na noszach, szła jego matka. Płakała. Towarzyszył jej ból i brak nadziei. Pochowała swojego męża, teraz musiała zmierzyć się ze śmiercią jedynego syna.
Jej cierpienie i łzy dostrzegł Jezus. Łukasz, autor Ewangelii, zanotował, że Pan był "wzruszony tym widokiem". Wzruszony podszedł do zmarłego z poleceniem: "Chłopcze, mówię ci: Wstań!". Życie wróciło. Moc śmierci została złamana. Przyczyna bólu i smutku kobiety została usunięta.
Współczucie jest ważnym elementem życia. Nie obce było ono Jezusowi w czasie Jego działalności. Współczucie jest cechą Bożego serca. Ustami proroka Zachariasza, Bóg zapowiedział: "Dlatego tak mówi PAN: Okażę współczucie Jerozolimie, mój dom zostanie w niej odbudowany - wyrocznia PANA Zastępów - i sznur mierniczy będzie rozciągnięty nad Jerozolimą. Ogłoś ponadto, że tak mówi PAN Zastępów: Moje miasta raz jeszcze będą opływać w dobra. PAN znów pocieszy Syjon i wybierze Jerozolimę". Kiedy Izrael przebywał w niewoli egipskiej, Bóg skierował do Mojżesza słowa: "Napatrzyłem się na niedolę mojego ludu w Egipcie. Usłyszałem ich krzyk z powodu ich poganiaczy. Znam jego cierpienia. Zstąpiłem więc, aby go wyrwać z mocy Egiptu...".
Wrażliwość jest cechą Bożego serca. On nie przygląda się z daleka, z obojętnością. On "współczuje", "doznaje bólu" i podejmuje działanie, aby usunąć źródło smutku i cierpienia. W Chrystusie Bóg utożsamił się z agonią, chorobą i cierpieniem człowieka. On "doznał" wszystkiego, czego doświadcza każdy człowiek. Wszystkiego z wyjątkiem grzechu. Jezus nie jest Supermenem z komiksów Marvela. Jego zdolność do niesienia pomocy wynika między innymi z faktu, że "doznał cierpień, sam będąc doświadczany". Autor Listu do Hebrajczyków nazywa Jezusa "Arcykapłanem, który może nam współczuć, gdy przeżywamy słabości, gdyż był doświadczony we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu".
Jestem wdzięczny Bogu za Jego współczucie, łaskę i miłosierdzie. Wiem, że kres wszystkiego tego, co stanowi źródło bólu i cierpienia ludzi jest nieuchronny. Nadchodzi czas kiedy Bóg otoczy swój lud opieką: "otrze wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju".
"Oto PAN! PAN! Bóg miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność..."
środa, 8 lutego 2017
W OCZEKIWANIU...
Jeżeli
miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakiej wdzięczności możecie się
spodziewać?
To
tylko jedno z pytań, jakie stawiał Jezus słuchającym go uczniom podczas tzw. „mowy
na równinie[1]”,
którą przytoczył ewangelista Łukasz (znana jest też ona z Ewangelii Mateusza jako
„kazanie na górze[2]”).
Pan
Jezus, w skierowanych do uczniów słowach, zestawia doświadczenia doczesności z perspektywą
wieczności. Doświadczeniom „ubóstwa”, „płaczu”, „niedostatku” i „odrzucenia”,
które były i wciąż towarzyszą tym, którzy nazywają się uczniami Chrystusa,
przeciwstawia rzeczywistość Królestwa Bożego. Jego cechą jest i będzie „nasycenie”,
„pocieszenie” i „nagroda”.
Perspektywa
Królestwa Bożego, które będzie „trwać na wieki[3]”,
pozwala nam nieco inaczej spojrzeć na doświadczenia teraźniejszości i doczesnego
życia. Czasami jako chrześcijanie, tak na ludzki sposób, przegrywamy i
doświadczamy porażki. Jak inaczej nazwać sytuację, kiedy ze względu na miłość i
relację z Chrystusem ludzie pozbawiani są życia, mienia i cierpią na wiele
różnych sposobów. Jak nazwać sytuację, kiedy piątka misjonarzy ginie
zamordowana przez Indian, podczas próby głoszenia im dobrej nowiny o
Chrystusie? Młodzi mężczyźni pozostawiają swoje żony wdowami i czynią swoje
dzieci półsierotami. Porażka... Więzienie, odrzucenie, skazanie na społeczne wykluczenie
to historyczne i współczesne doświadczenie wielu chrześcijan.
To
właśnie im Jezus przekazuje słowa nadziei i zachęty: „Szczęśliwi jesteście, ubodzy,
gdyż wasze jest Królestwo Boże. Szczęśliwi, którzy teraz głodujecie, ponieważ
będziecie nasyceni. Szczęśliwi, którzy teraz płaczecie, dlatego że będziecie
radośni. Szczęśliwi jesteście, ilekroć was ludzie znienawidzą, ilekroć od
siebie odłączą, znieważą i zniesławią wasze imię — z powodu Syna Człowieczego. Cieszcie
się w tym dniu i z radości skaczcie do góry. W niebie czeka was naprawdę hojna
zapłata. Podobnie bowiem ich ojcowie traktowali proroków[4]”.
Ludzie
skoncentrowani na doczesności oczekują nagrody, zapłaty i zadowolenia w „tym
życiu”. Często też mają dokładnie to, czego pragną. Podążanie za Chrystusem nie
niesie z sobą obietnic bogactwa, dostatku we wszystkich dziedzinach życia czy powszechnej
akceptacji. Może być i bywa, że właśnie ze względu na Chrystusa dzieje się „źle”.
Autor Listu do Hebrajczyków tak opisał doświadczenia swoich adresatów: „Przypomnijcie
też sobie dawniejsze lata, kiedy — już jako oświeceni — nie ulegliście mimo
wielkich cierpień, czy to jako publicznie zawstydzani przez zniewagi i udręki,
czy też jako stojący u boku tych, których tak traktowano. Bo przecież
dzieliliście cierpienia z więźniami i z radością przyjęliście grabież swego
mienia, wiedząc, że sami posiadacie majątek lepszy — i trwały[5]”.
Z
perspektywy doczesnego życia nie wygląda to najlepiej: więzienie, zniewagi,
udręka i grabież mienia. Jednak w tym samych fragmencie pojawia się przekonanie
o lepszym i większym błogosławieństwie i oczekującej nagrodzie. Gdzie i kiedy?
W Królestwie Bożym, niewzruszonym i wiecznym, które obiecał Bóg tym, którzy Go
miłują[6].
Jako
chrześcijanie żyjemy w oczekiwaniu na nagrodę, szczęście, obfitość, nasycenie i
radość w Bożej obecności. W obliczu tych obietnic okazujemy cierpliwość i
ufność wobec wszelkiej chwilowej niewygody i cierpienia. Codzienne życie daje
nam też okazję, aby przejawiać naturę Tego, którego nazywamy naszym Ojcem[7]. Jego
natura jest miłować tych, którzy Go nienawidzą, błogosławić tym, którzy zeń
szydzą, przebaczać tym, którzy proszą i okazywać miłosierdzie.
„Konstytucja”
Królestwa, którą ogłosił Jezus, jest radykalna w treści: „Ja wam natomiast
mówię: Nie odwzajemniajcie zła. Temu, kto ci wymierzy prawy policzek, nadstaw
również lewy. Temu, kto cię pozywa do sądu i chce zabrać tunikę, zostaw także
płaszcz. Kto by cię przymuszał, byś niósł jego ciężar jedną milę, nieś dwie
mile. Temu, kto cię prosi, daj, i nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie
coś pożyczyć. Wiecie, że powiedziano: Masz kochać swego bliźniego , a wroga
mieć w nienawiści. Ja wam natomiast mówię: Kochajcie waszych nieprzyjaciół i
módlcie się za tych, którzy was prześladują. Tak
czyniąc, zachowujcie się, jak przystało na dzieci waszego Ojca w niebie. On
sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz spada na
sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bo jeśli okazujecie miłość tym,
którzy was kochają, co wam wynagradzać? Czyż celnicy nie czynią podobnie? A
jeśli pozdrawiacie tylko swoich braci, co w tym nadzwyczajnego? Poganie też to
robią. Wy bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie[8]”.
Nikt
nie powiedział, że będzie łatwo. Obietnica mówi, że warto! Żyjmy dla chwały
Boga i Jego Królestwa i oczekujmy wielkich rzeczy.
środa, 1 lutego 2017
FARYZEUSZE
![]() |
| "Rozpoczęli naradę, co by tu zrobić z Jezusem" (Łk 6,11) |
Słuchanie nie zawsze oznacza chęć wysłuchania i zrozumienia. Bliskość fizyczna nie koniecznie przekłada się na bliskość serca. Podążanie nie musi być związane z naśladowaniem.
Faryzeusze towarzyszyli Jezusowi w Jego publicznej służbie. Byli jednak "zdystansowanymi" recenzentami dzieł i nauczania Chrystusa. Z czasem stali się Jego nieprzejednanymi wrogami. Konflikt na linii faryzeusze-Jezus jest wyraźnie zarysowany w narracji autorów Ewangelii.
W 6. rozdziale Ewangelii Łukasza faryzeusze zarzucają uczniom Jezusa łamanie szabatu poprzez zrywanie kłosów i spożywanie ziaren zbóż. Czy Prawo zakazywało takiej czynności? Nie. Ale ustna tradycja i "mądrość" faryzeuszy kwalifikowały ten czyn jako naruszenie szabatowego odpoczynku.
Kiedy Jezus nauczał w synagodze w szabat, zgromadzeni faryzeusze bacznie Go obserwowali, ale tylko po to, aby przekonać się czy przypadkiem nie będzie dokonywał w szabat uzdrowień. Szukali sposobności, by oskarżyć Jezusa. Uzdrowiony w synagodze człowiek, z bezwładem prawej ręki, nie był dla nich powodem do radości i wdzięczności wobec Boga. Faryzeusze byli "ogarnięci ślepym gniewem". Ich emocje sięgnęły zenitu. Jednak próżno doszukiwać się w postawie faryzeuszy pozytywnych uczuć. Ich serca przepełniała złość i niepohamowana agresja.
Jak to możliwe, aby na drodze podążania za Jezusem, słuchania Jego nauczania i oglądania Jego dzieł, jedyną refleksją był "ślepy gniew"? Postawa faryzeuszy zadziwia poziomem niechęci, tak wobec samego Jezusa, jak i wobec Jego nauczania oraz czynów.
W naszym pokoleniu również grozi nam niebezpieczeństwo posiadania "faryzejskiej" postawy. Skupienie na sobie i własnej religijności "udekorowanej" biblijnymi wersetami nie idzie w parze z naśladowaniem Jezusa i radością z doświadczania Jego obecności. Możemy przebyć nasze ziemskie życie, nazywając się chrześcijanami, a jednak być zarażonymi faryzejską obojętnością, krytykanctwem wobec Boga i Jego sposobów działania. Nasze wyobrażenia o Jego sposobach działania, nawet "uświęcone" wieloletnią tradycją, nie czynią z nas ekspertów od tego, co Bóg może a czego nie może czynić. Boży sposób działania przepełniony współczuciem wobec tych "którzy się źle mają" (grzeszników, trędowatych, chorych i cierpiących), może spotkać się z niezrozumieniem i odrzuceniem tych "jedynie prawdziwie wierzących". Co jeśli Boże działanie w naszym pokoleniu wymknie się naszym "schematom"? Co jeśli On nawiedzi nas swoją obecnością, a my zareagujemy "gniewem" i "oburzeniem", ponieważ nie będzie to odpowiadać naszemu zrozumieniu Jego sposobów działania?
Kiedy Bóg okazuje łaskę grzesznikom, uwalniając ich spod jarzma grzechu, gdy widzimy Boże współczucie wobec cierpiących i udręczonych chorobami czy demonicznym zniewoleniem, powinniśmy cieszyć się, gdyż "Jego Królestwo przyszło w mocy". Niech Bóg pozwoli nam przeżywać wiele radości z faktu, że "celnicy, grzesznicy i cudzołożnicy" doświadczają radości zbawienia oraz z powodu tego, że On okazuje miłosierdzie tym, którzy najbardziej jego potrzebują.
Obyśmy będąc blisko Bożych dzieł nie stwierdzili, na wzór faryzeuszy, że "tak się nie godzi", gdyż... Lista naszych oczekiwań i wyobrażeń nie ma znaczenia wobec suwerennego działania Ducha Świętego. Niech Bóg pozostanie Bogiem, a my Jego sługami. Nigdy odwrotnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











