Jednym z elementów chrześcijańskiego życia i chrześcijańskiego
pielgrzymowania jest doświadczanie pewnego rodzaju konfliktu. Z jednej
strony naszym doświadczeniem jest radość i prawdziwe zadowolenie oraz
spełnienie w Bogu. Z drugiej strony doświadczamy autentycznego bólu,
cierpienia i niewygody. Radosne "Alleluja" przeplata się z pełnym bólu i
cierpienia pytaniem "Dlaczego?" Często musimy pogodzić się z faktem, że
nie na wszystkie pytania otrzymamy satysfakcjonującą nas odpowiedź.
Poczucie osamotnienia może być tak samo silne jak radość wynikająca ze
wspólnoty. Pogarda i niezrozumienie mogą towarzyszyć nam w takiej samej
mierze jak akceptacja i wsparcie ze strony innych.
Chrześcijaństwo
to autentyczne życie. Z całym jego bogactwem smutku i radości, zdrowia i
choroby, bólu i zadowolenia, odrzucenia i akceptacji, głodu i
sytości... W tych wszystkich doświadczeniach życia, chcemy mówić za
apostołem Pawłem: "Nie zniechęcamy się i chociaż nasz człowiek
zewnętrzny niszczeje, to nasz człowiek wewnętrzny odnawia się każdego
dnia. Nasze obecne niewielkie i przemijające utrapienie prowadzi nas do
niewysłowionej chwały wiecznej. Nie wpatrujemy się więc w to, co
widzialne, ale w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija,
to natomiast, co niewidzialne, trwa wiecznie." (2Kor 4,16-18)
Tak więc jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem, to co stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. A wszystko to jest z Boga, który nas pojednał z sobą przez Jezusa Chrystusa i dał nam służbę pojednania. Bóg bowiem w Chrystusie, jednając świat z samym sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów, i nam powierzył to słowo pojednania. Tak więc w miejsce Chrystusa sprawujemy poselstwo (...) W miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem.
sobota, 9 lipca 2016
O NIEWOLI I WOLNOŚCI
Bywa, że spotykam ludzi, którzy chlubią się swoją niezależnością od
Boga. Mówią, że są wolni, podejmują niezależne decyzje i nie życzą sobie
"ingerencji" z zewnątrz. Jednak takie poczucie "wolności" jest złudne.
Tak naprawdę, życie bez Boga jest niewolą. Jest to najgorszy rodzaj
niewoli. Prawdą biblijną jest, że cały rodzaj ludzki jest "uwikłany w
upadki i grzechy" (Ef 2,1). Bez zrozumienia naszej pozycji niewolników
nie jesteśmy w stanie pojąć znaczenia ewangelii. Łaska i zbawienie
w Chrystusie wydają się czymś nieatrakcyjnym, jeśli nie dostrzegamy
stanu beznadziei spowodowanego zepsuciem i skażeniem naszej natury.
Problem współczesnych jest wysokie mniemanie o sobie i poczucie, że
zasługujemy na coś dobrego. To jest bardzo mylące. Nie zasługujemy na
nic dobrego. Niszczy nas rak grzechu i bezprawia. Jednak zachowujemy
pozory i karmimy się złudną nadzieją, że nie jesteśmy aż tacy źli. Tyko
ci, którzy dostrzegają swój nędzny, niewolniczy stan, są w stanie
docenić dzieło odkupienia, które jest nam oferowane w Chrystusie i
pojmują wagę słów Pawła z Tarsu: "Chrystus przywrócił nam wolność".
DWIE RZECZYWISTOŚCI
Rzeczywistość w której żyjemy jest rzeczywistością "pierwszych rzeczy",
których treścią jest śmierć, ból, krzyk, znój, cierpienie i grzech.
Jednak Bożą obietnicą jest nowa rzeczywistość, w której Boża chwała i
Boże piękno zostaną wyeksponowane. W przyszłości, którą ujrzał Jan,
kiedy przebywał na wyspie Patmos, rozlegnie się pełen nadziei i tryumfu
głos: "Oto wszystko czynię nowym". Ta nowa ziemia i nowe niebo, "w
których na stałe zamieszka sprawiedliwość" pozostają moją nadzieją i są
źródłem mojej radości. Czasami tą radość zagłuszają codzienne troski,
zmagania, ból, grzech czy poczucie samotności. Jednak nadzieja, którą
mam w Chrystusie jest silniejsza. Gwarantem tej nadziei jest Słowo Tego,
który nie kłamie i nie cofa swojej obietnicy.
środa, 6 lipca 2016
WOLNOŚĆ KOCHAM I ROZUMIEM...
W ostatnich miesiącach moją uwagę, w sposób szczególny, przykuwała
kwestia współczesnego niewolnictwa. Okazuje się, że niewolnictwo jest
jak najbardziej aktualnym problemem współczesności. Ma ono różne
oblicza: niewolnicza praca dzieci, niewolnictwo seksualne, przymuszanie
do żebractwa lub wyzysk w miejscu pracy... Przywiązani i skoncentrowani
na naszej doczesności miewamy tendencję do lekceważenia jeszcze jednej
formy niewolnictwa. Mówił o nim Jezus do tych, którzy uwierzyli w Niego: "Ręczę i zapewniam, każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu".
Ten rodzaj niewoli trudno nam dostrzec i problem niewoli grzechu jest
bagatelizowany. Jednak Jezus i biblijni autorzy nie pozostawiają nam w
tej kwestii żadnych wątpliwości: "Nie ma sprawiedliwego - ani jednego
(...) Wszyscy zboczyli, wszyscy stali się podli (...) Ich gardło to
otwarty grób, swoimi słowami zwodzą, jak żmije kryją pod wargami jad,
ich usta pełne przekleństw i goryczy...". Z Bożej perspektywy grzech
jest czymś oczywistym, jego rzeczywistość wpływa destrukcyjnie na
pojedynczych ludzi, jak i całe społeczeństwa. Siła grzechu widoczna jest
w sposobie myślenia, w naszej mowie i naszych czynach. Nasze zepsucie
nie pozostawia nam nadziei co do naszej przyszłości: "Zapłatą za grzech
jest śmierć". Nie tyle śmierć fizyczna, ale ta wieczna - potępienie i
piekło. Ale kto dziś przykłada uwagę do takich spraw? Grzech, piekło,
potępienie? Toż to średniowiecze i zabobon.
Choć wszelkimi sposobami staramy się wyprzeć prawdę o grzechu i odpowiedzialności przed Bogiem, to jednak siła grzechu działa w nas, czy tego chcemy czy też nie. Lecz dla każdego kto jest świadomy niewoli grzechu jest nadzieja, tkwi ona w przymierzu łaski danej nam w Chrystusie. W Nim jest ratunek, wybawienie i prawdziwa wolność. On sam pozostawił taką obietnicę: "Jeśli więc Syn was wyswobodzi, będziecie naprawdę wolni".
Mając nadzieję w Chrystusie Paweł z Tarsu napisał: "darem łaski Bożej jest życie wieczne w Chrystusie Jezusie" i "grzech nad wami panował nie będzie, gdyż jesteście pod łaską".
WOLNOŚĆ W CHRYSTUSIE - czyż to nie piękne?
Choć wszelkimi sposobami staramy się wyprzeć prawdę o grzechu i odpowiedzialności przed Bogiem, to jednak siła grzechu działa w nas, czy tego chcemy czy też nie. Lecz dla każdego kto jest świadomy niewoli grzechu jest nadzieja, tkwi ona w przymierzu łaski danej nam w Chrystusie. W Nim jest ratunek, wybawienie i prawdziwa wolność. On sam pozostawił taką obietnicę: "Jeśli więc Syn was wyswobodzi, będziecie naprawdę wolni".
Mając nadzieję w Chrystusie Paweł z Tarsu napisał: "darem łaski Bożej jest życie wieczne w Chrystusie Jezusie" i "grzech nad wami panował nie będzie, gdyż jesteście pod łaską".
WOLNOŚĆ W CHRYSTUSIE - czyż to nie piękne?
środa, 29 czerwca 2016
KTO PRAGNIE? CZYLI O DUCHU ŚWIĘTYM
W czasach Jezusa, zarówno Jego osoba, jak i Jego czyny i nauka
budziły skrajne emocje. W siódmym rozdziale Ewangelii Jana czytamy, że
"wśród tłumów szeptano na Jego temat", niektórzy okazywali niechęć
"starając się Go schwytać". Jedni wierzyli, inni Go odrzucali i
nienawidzili. Wobec niepospolitości Jezusa i Jego słów nie można było
być obojętnym. Posłana przez faryzeuszy i arcykapłanów straż, aby Go
schwytać, wróciła z takim wyznaniem: "jeszcze nigdy nikt nie przemawiał
tak, jak Ten człowiek...".
Obserwując rzeczywistość wokół nie trudno zauważyć, że dziś Jezus i
Jego nauka nie budzą takich emocji, jak opisuje to autor Ewangelii.
Zdaje się, przynajmniej tak to widzę z perspektywy mieszkańca małego
miasta w centrum Polski, że dominującą postawą wobec osoby Jezusa jest
obojętność. Jezus? Ewangelia? Wiara? Bóg? Wieczność? Zbawienie? To nie
są wiodące tematy wokół których toczy się dyskusja i nie są to
zagadnienia, które koncentrują uwagę tłumów. Pomijając religijny schemat
niedzielnych nabożeństw i udziału w religijnych rytuałach tak dalekich
od naszego codziennego życia, nie zajmujemy się sprawami, które
zajmowały umysły i poruszały serca żydowskiego społeczeństwa w czasach
Jezusa. Niestety...
Jednak dla tych, którzy nie pozostają obojętni wobec osoby i dzieła Jezusa, dla wszystkich głodnych i spragnionych Jego samego, jest obietnica. Tę obietnicę Jezus wykrzyczał w czasie Święta Namiotów w Jerozolimie: "Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak głosi Pismo, z jego wnętrza popłyną rzeki wody żywej". Ewangelista odnotował, że ta obietnica "rzek wody żywej" odnosiła się do Ducha Świętego, którego mieli otrzymać co, którzy uwierzyli w Jezusa.
Nie znajduję większej radości i większej satysfakcji w życiu, niż doświadczenie realnej obecności Ducha Świętego. Jego obecność i Jego działanie pozostają wciąż przedmiotem mojej fascynacji i tęsknoty. Świadectwa Jego działania, te biblijne, jak i z historii Kościoła są dla mnie nieprzemijającym źródłem zachwytu. Któż bardziej zasługuje na uwagę niż właśnie On? Ten o którym Jezus powiedział: "Ja natomiast będę prosił Ojca i On da wam innego Opiekuna, aby był z wami na wieki - Ducha Prawdy, którego świat nie może przyjąć, bo Go nie widzi ani nie zna. Wy Go znacie, ponieważ trwa przy was i będzie w was".
A zatem kto pragnie?
Jednak dla tych, którzy nie pozostają obojętni wobec osoby i dzieła Jezusa, dla wszystkich głodnych i spragnionych Jego samego, jest obietnica. Tę obietnicę Jezus wykrzyczał w czasie Święta Namiotów w Jerozolimie: "Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak głosi Pismo, z jego wnętrza popłyną rzeki wody żywej". Ewangelista odnotował, że ta obietnica "rzek wody żywej" odnosiła się do Ducha Świętego, którego mieli otrzymać co, którzy uwierzyli w Jezusa.
Nie znajduję większej radości i większej satysfakcji w życiu, niż doświadczenie realnej obecności Ducha Świętego. Jego obecność i Jego działanie pozostają wciąż przedmiotem mojej fascynacji i tęsknoty. Świadectwa Jego działania, te biblijne, jak i z historii Kościoła są dla mnie nieprzemijającym źródłem zachwytu. Któż bardziej zasługuje na uwagę niż właśnie On? Ten o którym Jezus powiedział: "Ja natomiast będę prosił Ojca i On da wam innego Opiekuna, aby był z wami na wieki - Ducha Prawdy, którego świat nie może przyjąć, bo Go nie widzi ani nie zna. Wy Go znacie, ponieważ trwa przy was i będzie w was".
A zatem kto pragnie?
środa, 22 czerwca 2016
ZMARTWYCHWSTANIE, GŁUPCZE!
Jedną z obietnic Jezusa wobec tych, którzy są Jego jest zmartwychwstanie - wzbudzenie w dniu ostatecznym (Jana 6,40).
Czasami wiara i ufność pokładana w Jezusie nie otrzymuje zbyt wielu "profitów" w tym - doczesnym życiu. W podejmowanych rozmowach i nauczaniu, które są spisane w Ewangelii Jana, Jezus wielokrotnie kontrastuje ze sobą dwie rzeczywistości i zestawia dwie odmienne perspektywy: teraźniejszą i wieczną. Naturalnym pragnieniem człowieka jest dążenie do zaspokojenia w rzeczach doczesnych: pokarm, napój, odzienie... Na gruncie posiadania tych doczesnych pragnień, Jezus próbuje swoich rozmówców ukierunkować na rzeczy wieczne.
Nasza skłonność do krótkowzroczności i skupienie jedynie na teraźniejszości wymaga zdecydowanej korekty. Życie, to teraźniejsze, z całym bagażem jego: radości i smutków, zaspokojenia i nienasycenia, obfitości i niedostatków, zwycięstw i porażek, jest przemijającym i krótkotrwałym doświadczeniem. Jezus roztacza przed słuchaczami perspektywę wieczności opartej na nadziei zmartwychwstania.
O tej nadziei pisał też dosadnie Paweł: "Jeśli Chrystus jest naszą nadzieją tylko w tym życiu, to jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej godni pożałowania" (1Kor 15,19). Parafrazując słowa znanego polityka, można by rzec: "Liczy się ZMARTWYCHWSTANIE, głupcze!". Oby było to zmartwychwstanie do życia, a nie zmartwychwstanie na sąd i wieczne potępienie.
środa, 15 czerwca 2016
ROZCZAROWANIE CZY NADZIEJA?
W 5. rozdziale Ewangelii Jana jest opisana historia uzdrowienia człowieka, który od 38. lat był sparaliżowany. Jezus świadomy wieloletniego cierpienia tego człowieka zadaje mu pytanie: „Czy chcesz odzyskać zdrowie?”. Z naszego punktu widzenia to jest dziwne pytanie. Czy ktoś, kto przez kilka dekad doświadcza bólu spowodowanego długoletnią chorobą, może życzyć sobie czegoś innego niż właśnie zdrowia?
Ale jeszcze jedna rzecz jest zastanawiająca w tym fragmencie. Czytające tę perykopę zadaję sobie pytanie: „Dlaczego właśnie ten jeden człowiek spośród wielu?”. Wokoło było „liczne grono chorych, niewidomych, kulawych i z bezwładnymi rękami”. Ale tylko do niego Jezus zwrócił się z tym osobistym pytaniem i tylko ten człowiek doświadczył cudownego i natychmiastowego uzdrowienia.
Myślę, że jest wiele dzieł Bożych, które nie dokonują się dla tłumów, lecz mają wymiar bardzo osobistej, niejako prywatnej audiencji u Boga. Te indywidualne dzieła Boże zmuszają innych – obserwatorów takich zdarzeń, do szukania odpowiedzi na pytanie: „Kim jest ten Jezus, który czyni takie rzeczy?”. Sparaliżowany człowiek, który doświadczył bliskiego spotkania z Jezusem, był znakiem i świadectwem dla postronnych. Znakiem, że jest Ktoś, kto ma moc aby uzdrowić, ożywić i dać nadzieję. Tymczasem wielu świadków tego niezwykłego uzdrowienia było zwyczajnie zgorszonych, a w ich sercach zrodziło się oskarżenie wobec Jezusa... Ich zgorszenie i nienawiść miały religijne zabarwienie: „Mieli Mu (Jezusowi) za złe, że rozluźnia rygory szabatu, ale także nazywa Boga własnym Ojcem i tym samym stawiał siebie na równi z Bogiem”. To wciąż przejawiający się temat w Ewangeliach – religijne przyzwyczajenia i wyobrażenia o służbie Bogu stają się barierą dla zrozumienia Bożych dróg i Jego sposobów działania. Ci, którzy byli obsesyjnie i pryncypialnie religijni mieli największe problemy, aby uznać w Jezusie oczekiwanego Mesjasza i cieszyć się Jego dziełami.
Oto mamy uzdrowionego człowieka, jednego spośród wielu chorych stłoczonych wokół sadzawki Betezda i oczekujących cudu. Historie ludzi dotkniętych przez Boga mogą w nas rodzić pytanie: „Dlaczego nie ja?” i prowadzić do miejsca rozczarowania Bogiem, ale mogą też wzbudzać w nas nadzieję: „Skoro coś takiego przydarzyło się w życiu tej osoby, to jest nadzieja także dla mnie!”.
Zdecydowanie lepiej okazywać wdzięczność za możliwość oglądania, słuchania i czytania o wielkich dziełach Bożych, niż pielęgnować rozczarowanie, że sam ich nie doświadczam. A co z faktem, że czasami czyni On rzeczy niezgodne z naszymi wyobrażeniami i oczekiwaniami? Cóż... Cieszmy się Jego dziełami nawet wtedy, gdy nie odnoszą się do nas osobiście.
Soli Deo gloria!
Ale jeszcze jedna rzecz jest zastanawiająca w tym fragmencie. Czytające tę perykopę zadaję sobie pytanie: „Dlaczego właśnie ten jeden człowiek spośród wielu?”. Wokoło było „liczne grono chorych, niewidomych, kulawych i z bezwładnymi rękami”. Ale tylko do niego Jezus zwrócił się z tym osobistym pytaniem i tylko ten człowiek doświadczył cudownego i natychmiastowego uzdrowienia.
Myślę, że jest wiele dzieł Bożych, które nie dokonują się dla tłumów, lecz mają wymiar bardzo osobistej, niejako prywatnej audiencji u Boga. Te indywidualne dzieła Boże zmuszają innych – obserwatorów takich zdarzeń, do szukania odpowiedzi na pytanie: „Kim jest ten Jezus, który czyni takie rzeczy?”. Sparaliżowany człowiek, który doświadczył bliskiego spotkania z Jezusem, był znakiem i świadectwem dla postronnych. Znakiem, że jest Ktoś, kto ma moc aby uzdrowić, ożywić i dać nadzieję. Tymczasem wielu świadków tego niezwykłego uzdrowienia było zwyczajnie zgorszonych, a w ich sercach zrodziło się oskarżenie wobec Jezusa... Ich zgorszenie i nienawiść miały religijne zabarwienie: „Mieli Mu (Jezusowi) za złe, że rozluźnia rygory szabatu, ale także nazywa Boga własnym Ojcem i tym samym stawiał siebie na równi z Bogiem”. To wciąż przejawiający się temat w Ewangeliach – religijne przyzwyczajenia i wyobrażenia o służbie Bogu stają się barierą dla zrozumienia Bożych dróg i Jego sposobów działania. Ci, którzy byli obsesyjnie i pryncypialnie religijni mieli największe problemy, aby uznać w Jezusie oczekiwanego Mesjasza i cieszyć się Jego dziełami.
Oto mamy uzdrowionego człowieka, jednego spośród wielu chorych stłoczonych wokół sadzawki Betezda i oczekujących cudu. Historie ludzi dotkniętych przez Boga mogą w nas rodzić pytanie: „Dlaczego nie ja?” i prowadzić do miejsca rozczarowania Bogiem, ale mogą też wzbudzać w nas nadzieję: „Skoro coś takiego przydarzyło się w życiu tej osoby, to jest nadzieja także dla mnie!”.
Zdecydowanie lepiej okazywać wdzięczność za możliwość oglądania, słuchania i czytania o wielkich dziełach Bożych, niż pielęgnować rozczarowanie, że sam ich nie doświadczam. A co z faktem, że czasami czyni On rzeczy niezgodne z naszymi wyobrażeniami i oczekiwaniami? Cóż... Cieszmy się Jego dziełami nawet wtedy, gdy nie odnoszą się do nas osobiście.
Soli Deo gloria!
wtorek, 7 czerwca 2016
JEZUS I SAMARYTANKA - EWANGELIA JANA 4
W całym naszym życiu doświadczamy przeróżnych spotkań. Są takie o
których szybko zapominamy, są też takie, wobec których nie pozostajemy
obojętni i pozostawiają w nas trwały ślad. Właśnie takie spotkanie
przytrafiło się pewnej kobiecie, mieszkance miasta Sychar w Samarii.
Nic nie wskazywało, że wydarzy się coś niezwykłego. Dzień jak co dzień. Kobiecie towarzyszyły te same niechętne spojrzenia innych mieszkańców miasta, a czynności które wykonywała nie niosły znamion niczego nadzwyczajnego. Cóż szczególnego może wydarzyć się, kiedy czerpiemy wodę ze studni?
Nic nie wskazywało, że wydarzy się coś niezwykłego. Dzień jak co dzień. Kobiecie towarzyszyły te same niechętne spojrzenia innych mieszkańców miasta, a czynności które wykonywała nie niosły znamion niczego nadzwyczajnego. Cóż szczególnego może wydarzyć się, kiedy czerpiemy wodę ze studni?
A jednak...
Ewangelia Jana zawiera opis kilku bardzo osobistych rozmów Jezusa z różnymi ludźmi. Rozmów, które toczą się przy okazji zwyczajnych okoliczności życia. To wchodzenie w naszą codzienność jest jedną z cech Bożego działania. Bóg o którym czytam na kartach Biblii chce być obecny pośród tego co nazywamy "prozą życia". On nie potrzebuje wzniosłych katedr i uroczystych ceremonii, aby spotkać się z człowiekiem i wnieść do jego życia nadzieję, zasiać ziarno wiary, pobudzić do zadawania pytań, sprowokować do myślenia...
Wybór miejsca i rozmówcy, którego dokonuje Jezus, może wydawać się czasami zaskakujący, a nawet gorszący dla "religijnego świata".
Rozmowa Jezusa z Samarytanką nie mieściła się w standardach życia religijnego ówczesnych. Żydzi nie rozmawiali z Samarytanami. Wrogość i wzajemna niechęć znaczyła wzajemne relacje izraelsko-samarytańskie. Kobieta była jednak gotowa porzucić swoje uprzedzenia i weszła w dialog z Jezusem, który odmienił jej życie. Jej postawa wobec Jezusa stopniowo się zmieniała, od "Ty, Żydzie...", przez "jesteś prorokiem" do "On jest Zbawicielem zasługującym na wiarę".
Ciekawe z kim dzisiaj Jezus ma pragnienie nawiązać rozmowę i wejść w dialog? Ciekawe czy Jego wybór byłby dla nas zaskoczeniem... Może miejsca, w których spodziewamy się zobaczyć i usłyszeć Jezusa nie są tymi miejscami, w których On ma upodobanie, aby tam przebywać? Może rozmówcy, których On wybiera nie są z kręgu naszych zainteresowań i preferencji?
Ciekawe...
Ewangelia Jana zawiera opis kilku bardzo osobistych rozmów Jezusa z różnymi ludźmi. Rozmów, które toczą się przy okazji zwyczajnych okoliczności życia. To wchodzenie w naszą codzienność jest jedną z cech Bożego działania. Bóg o którym czytam na kartach Biblii chce być obecny pośród tego co nazywamy "prozą życia". On nie potrzebuje wzniosłych katedr i uroczystych ceremonii, aby spotkać się z człowiekiem i wnieść do jego życia nadzieję, zasiać ziarno wiary, pobudzić do zadawania pytań, sprowokować do myślenia...
Wybór miejsca i rozmówcy, którego dokonuje Jezus, może wydawać się czasami zaskakujący, a nawet gorszący dla "religijnego świata".
Rozmowa Jezusa z Samarytanką nie mieściła się w standardach życia religijnego ówczesnych. Żydzi nie rozmawiali z Samarytanami. Wrogość i wzajemna niechęć znaczyła wzajemne relacje izraelsko-samarytańskie. Kobieta była jednak gotowa porzucić swoje uprzedzenia i weszła w dialog z Jezusem, który odmienił jej życie. Jej postawa wobec Jezusa stopniowo się zmieniała, od "Ty, Żydzie...", przez "jesteś prorokiem" do "On jest Zbawicielem zasługującym na wiarę".
Ciekawe z kim dzisiaj Jezus ma pragnienie nawiązać rozmowę i wejść w dialog? Ciekawe czy Jego wybór byłby dla nas zaskoczeniem... Może miejsca, w których spodziewamy się zobaczyć i usłyszeć Jezusa nie są tymi miejscami, w których On ma upodobanie, aby tam przebywać? Może rozmówcy, których On wybiera nie są z kręgu naszych zainteresowań i preferencji?
Ciekawe...
środa, 25 maja 2016
JEZUS I NIKODEM - JANA 3,1-21
Rozmawiając z faryzeuszem Nikodemem, przedstawicielem Wysokiej Rady, Jezus mówi o Królestwie Bożym, nowym narodzeniu, wierze i przywołuje wydarzenie z dziejów Izraela, kiedy to Bóg zesłał na lud jadowite węże. Szemrzący przeciwko Bogu i Mojżeszowi ludzie doświadczyli cierpienia i śmierci. Węże kąsały ludzi i wielu Izraelitów umarło. Kiedy lud uznał swój grzech, Pan Bóg nie usunął kąsających gadów, lecz zapowiedział wybawienie od śmiercionośnego jadu, które przyszło pod postacią miedzianego węża: "Jeśli kogoś ukąsił wąż, a ten spojrzał na węża z miedzi - ratował swoje życie". (Lb 21,9)
Dziś podobnie, jak Izrael na pustyni, żyjemy w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Śmiercionośny jad grzechu prowadzi nas ku nieuchronnej katastrofie. Jego skutkiem jest śmierć - wieczne potępienie. Jednak Bóg znalazł sposób, aby nas wybawić: "Podobnie jak Mojżesz wywyższył na pustyni węża, tak On (Syn człowieczy) musi być wywyższony, aby każdy, kto w niego wierzy, miał życie wieczne".
Gdybyśmy doświadczali fizycznej agonii spowodowanej śmiercionośnym jadem węża, z całą pewnością szukalibyśmy ratunku i wybawienia. Jednak grzech wydaje nam się czymś abstrakcyjnym tak, że bagatelizujemy konsekwencje wynikające z jego obecności w naszym życiu. Współczesny świat ma skłonność do ignorowania rzeczywistości winy wobec Boga. Słusznie zauważył kiedyś C.S. Lewis, że największą barierą w przekazywaniu prawdy Ewangelii we współczesnym świecie, jest brak w umysłach słuchaczy poczucia grzechu. "Pierwsi chrześcijańscy kaznodzieje mogli zakładać, że ich słuchacze, czy byli to żydzi, prozelici, czy poganie, mieli poczucie winy. Tak więc orędzie chrześcijańskie było w tych czasach niewątpliwie Dobrą Nowiną. Obiecywało uleczenie tym, którzy wiedzieli, że są chorzy." (C.S. Lewis, Bóg na ławie oskarżonych).
Jednak Bóg nie bagatelizuje sprawy grzechu, a dla tych, którzy żyją pod jego ciężarem, przygotował doskonałe zbawienie w Chrystusie: "Bóg bowiem tak bardzo umiłował świat, że dał swego Syna, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".
Dobra Nowina jest dobra, ale jej paradoksem jest to, że zaczyna się od złej wiadomości: wszyscy podlegają mocy i niewoli grzechu, który nieuchronnie popycha nas ku śmierci i potępieniu. Każdy, kto dostrzega swój nędzny grzeszny stan, doceni Boży sposób wybawienia, przez wiarę w Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.
Brak wiary i ufności pokładanej w Chrystusie, wynika z ignorancji wobec faktu jakim jest grzech. Dziś coraz trudniej znaleźć osobę podobną do tej, którą zobaczył w swoim śnie John Bunyan: "Zobaczyłem człowieka, odzianego w łachmany, który stał zwrócony tyłem do swojego domu i trzymał w ręku Księgę, na plecach zaś dźwigał ciężkie brzemię. Zobaczyłem, że otworzył tę Księgę i zaczął czytać, płacząc przy tym i drążąc. Wreszcie, nie będąc w stanie dłużej się opanować, wybuchnął żałosnym płaczem, wołając: Co ja pocznę!?". A jednak bez tej świadomości spoczywającego na nas brzemienia (ciężaru grzechu) nie jesteśmy w stanie ujrzeć piękna i chwały Chrystusowego krzyża, niosącego nam wybawienie.
"Światło przyszło na świat, lecz..." Właśnie, lecz...
środa, 18 maja 2016
CZY ON MOŻE MI ZAUFAĆ?
W drugim rozdziale Ewangelii Jana odnotowany jest zadziwiający
dystans Pana Jezusa wobec tych, którzy "uwierzyli w Jego imię". Czytamy,
że "Jezus im jednak nie ufał, dlatego że znał wszystkich i nie
potrzebował świadectwa o człowieku". Wydawać by się mogło, że wiara w
Jezusa, jako Boga i Mesjasza, powinna prowadzić nas do miejsca
intymności i głębokiej relacji z Nim. Jednak czytamy, że ci, którzy
uwierzyli nie cieszyli się zaufaniem Zbawiciela.
Jan napisał Ewangelię ze szczególnej perspektywy. Z perspektywy kogoś, kto doświadczył wyjątkowo bliskiej relacji z Chrystusem. Pojawiające się w tekście określenie "ten, którego Jezus miłował", oddaje istotę tej zależności. Miłował, to znaczy też ufał, wszak "miłość zawsze ufa" (1Kor 13,7).
Jan napisał Ewangelię ze szczególnej perspektywy. Z perspektywy kogoś, kto doświadczył wyjątkowo bliskiej relacji z Chrystusem. Pojawiające się w tekście określenie "ten, którego Jezus miłował", oddaje istotę tej zależności. Miłował, to znaczy też ufał, wszak "miłość zawsze ufa" (1Kor 13,7).
Moim celem nie jest jedynie "wiara w Jego imię", lecz zyskanie Jego
zaufania. Zbudowanie z Nim relacji, w której On może powierzać mi swoje
sekrety i dzielić ze mną swoje pasje. Taką szczególną relację, opartą na
zaufaniu i bliskości, miał z Panem Bogiem Abraham. To przecież o nim
Bóg powiedział: "Czy miałbym zataić przed Abrahamem to, co zamierzam
uczynić?". Boże zamierzenia były przed nim odkryte. Nie tylko Abraham
miał przywilej wylewać swoje serce przed Bogiem, ale to Pan Bóg dzielił
się z nim swoimi sekretami.
Lektura drugiego rozdziału Ewangelii Jana, każe mi zadawać sobie pytania: "Co Bóg o mnie myśli?" i "Czy jestem tym, któremu On może zaufać?". Zbliżanie się do Boga, aby wydobyć od Niego to, na co ja mam ochotę, jest czymś zgoła innym niż pragnienie dzielenia z Nim Jego serca i Jego planów.
Lektura drugiego rozdziału Ewangelii Jana, każe mi zadawać sobie pytania: "Co Bóg o mnie myśli?" i "Czy jestem tym, któremu On może zaufać?". Zbliżanie się do Boga, aby wydobyć od Niego to, na co ja mam ochotę, jest czymś zgoła innym niż pragnienie dzielenia z Nim Jego serca i Jego planów.
piątek, 13 maja 2016
ON MOIM PANEM - PIEŚNI NASZYCH OJCÓW
Stara irlandzka pieśń "Be Thou My Vision" z VI wieku przełożona na język polski przez Bogumiła Jarmulaka. Śpiewana przez wiele pokoleń i w wielu narodach, znalazła się jako jedna spośród trzynastu pieśni na płycie PIEŚNI NASZYCH OJCÓW. Soli Deo Gloria!
środa, 11 maja 2016
NATANAEL
Czasami, tak jak biblijny Natanael, trzeba pokonać "zgorszenie", aby
doświadczyć spotkania z Chrystusem, które przemienia. Natanael miał
obiektywny powód, aby wzgardzić Tym, o którym mu mówiono, że jest
Mesjaszem i Zbawicielem Izraela. "Czy może być coś dobrego z Nazaretu?".
Gdyby przeszedł z Jerozolimy, Betsaidy, Cezarei lub chociaż z Jafy. Ale
z Nazaretu? Nic dobrego nie może pochodzić z Nazaretu, a już z całą
pewnością nie Mesjasz. Sposób myślenia Natanaela był przeszkodą i mógł
stać się powodem odrzucenia Tego, którego oczekiwał.
Podobnych "zgorszeń" może być wiele. Być może i dziś jesteśmy w stanie odrzucić Boży sposób działania i rozminąć się z Nim, ze względu na uprzedzenia, które pielęgnujemy. Co może stanowić przeszkodę w doświadczeniu Bożego działania? Może to być miejsce niezgodne z naszymi wyobrażeniami o Kościele, ludzie nieodpowiadający naszym wyobrażeniom (nie tak ubrani lub nie tej profesji), muzyka nieadekwatna do naszych upodobań, sposób modlitwy, nie taki do którego jesteśmy przyzwyczajeni...
Natanaelowi udało się jednak pokonać "zgorszenie" Jezusem choć Ten wydawał się być innym, niż sobie założył... Niektórym się jednak nie udało: "Czy nie jest On cieślą, synem Marii, a bratem Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? A Jego siostry, czy nie mieszkają wśród nas? I powątpiewali w Niego".
Obyśmy jako ci, którzy mają szczere pragnienie doświadczania i szukania Boga, umieli pokonywać "zgorszenia" i doświadczać Jego realności, nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ten nie spełnia naszych oczekiwań.
Podobnych "zgorszeń" może być wiele. Być może i dziś jesteśmy w stanie odrzucić Boży sposób działania i rozminąć się z Nim, ze względu na uprzedzenia, które pielęgnujemy. Co może stanowić przeszkodę w doświadczeniu Bożego działania? Może to być miejsce niezgodne z naszymi wyobrażeniami o Kościele, ludzie nieodpowiadający naszym wyobrażeniom (nie tak ubrani lub nie tej profesji), muzyka nieadekwatna do naszych upodobań, sposób modlitwy, nie taki do którego jesteśmy przyzwyczajeni...
Natanaelowi udało się jednak pokonać "zgorszenie" Jezusem choć Ten wydawał się być innym, niż sobie założył... Niektórym się jednak nie udało: "Czy nie jest On cieślą, synem Marii, a bratem Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? A Jego siostry, czy nie mieszkają wśród nas? I powątpiewali w Niego".
Obyśmy jako ci, którzy mają szczere pragnienie doświadczania i szukania Boga, umieli pokonywać "zgorszenia" i doświadczać Jego realności, nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ten nie spełnia naszych oczekiwań.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







