środa, 25 maja 2016

JEZUS I NIKODEM - JANA 3,1-21

Rozmawiając z faryzeuszem Nikodemem, przedstawicielem Wysokiej Rady, Jezus mówi o Królestwie Bożym, nowym narodzeniu, wierze i przywołuje wydarzenie z dziejów Izraela, kiedy to Bóg zesłał na lud jadowite węże. Szemrzący przeciwko Bogu i Mojżeszowi ludzie doświadczyli cierpienia i śmierci. Węże kąsały ludzi i wielu Izraelitów umarło. Kiedy lud uznał swój grzech, Pan Bóg nie usunął kąsających gadów, lecz zapowiedział wybawienie od śmiercionośnego jadu, które przyszło pod postacią miedzianego węża: "Jeśli kogoś ukąsił wąż, a ten spojrzał na węża z miedzi - ratował swoje życie". (Lb 21,9)

Dziś podobnie, jak Izrael na pustyni, żyjemy w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Śmiercionośny jad grzechu prowadzi nas ku nieuchronnej katastrofie. Jego skutkiem jest śmierć - wieczne potępienie. Jednak Bóg znalazł sposób, aby nas wybawić: "Podobnie jak Mojżesz wywyższył na pustyni węża, tak On (Syn człowieczy) musi być wywyższony, aby każdy, kto w niego wierzy, miał życie wieczne".

Gdybyśmy doświadczali fizycznej agonii spowodowanej śmiercionośnym jadem węża, z całą pewnością szukalibyśmy ratunku i wybawienia. Jednak grzech wydaje nam się czymś abstrakcyjnym tak, że bagatelizujemy konsekwencje wynikające z jego obecności w naszym życiu. Współczesny świat ma skłonność do ignorowania rzeczywistości winy wobec Boga. Słusznie zauważył kiedyś C.S. Lewis, że największą barierą w przekazywaniu prawdy Ewangelii we współczesnym świecie, jest brak w umysłach słuchaczy poczucia grzechu. "Pierwsi chrześcijańscy kaznodzieje mogli zakładać, że ich słuchacze, czy byli to żydzi, prozelici, czy poganie, mieli poczucie winy. Tak więc orędzie chrześcijańskie było w tych czasach niewątpliwie Dobrą Nowiną. Obiecywało uleczenie tym, którzy wiedzieli, że są chorzy." (C.S. Lewis, Bóg na ławie oskarżonych).

Jednak Bóg nie bagatelizuje sprawy grzechu, a dla tych, którzy żyją pod jego ciężarem, przygotował doskonałe zbawienie w Chrystusie: "Bóg bowiem tak bardzo umiłował świat, że dał swego Syna, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".

Dobra Nowina jest dobra, ale jej paradoksem jest to, że zaczyna się od złej wiadomości: wszyscy podlegają mocy i niewoli grzechu, który nieuchronnie popycha nas ku śmierci i potępieniu. Każdy, kto dostrzega swój nędzny grzeszny stan, doceni Boży sposób wybawienia, przez wiarę w Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.

Brak wiary i ufności pokładanej w Chrystusie, wynika z ignorancji wobec faktu jakim jest grzech. Dziś coraz trudniej znaleźć osobę podobną do tej, którą zobaczył w swoim śnie John Bunyan: "Zobaczyłem człowieka, odzianego w łachmany, który stał zwrócony tyłem do swojego domu i trzymał w ręku Księgę, na plecach zaś dźwigał ciężkie brzemię. Zobaczyłem, że otworzył tę Księgę i zaczął czytać, płacząc przy tym i drążąc. Wreszcie, nie będąc w stanie dłużej się opanować, wybuchnął żałosnym płaczem, wołając: Co ja pocznę!?". A jednak bez tej świadomości spoczywającego na nas brzemienia (ciężaru grzechu) nie jesteśmy w stanie ujrzeć piękna i chwały Chrystusowego krzyża, niosącego nam wybawienie.

"Światło przyszło na świat, lecz..." Właśnie, lecz...

środa, 18 maja 2016

CZY ON MOŻE MI ZAUFAĆ?

W drugim rozdziale Ewangelii Jana odnotowany jest zadziwiający dystans Pana Jezusa wobec tych, którzy "uwierzyli w Jego imię". Czytamy, że "Jezus im jednak nie ufał, dlatego że znał wszystkich i nie potrzebował świadectwa o człowieku". Wydawać by się mogło, że wiara w Jezusa, jako Boga i Mesjasza, powinna prowadzić nas do miejsca intymności i głębokiej relacji z Nim. Jednak czytamy, że ci, którzy uwierzyli nie cieszyli się zaufaniem Zbawiciela.

Jan napisał Ewangelię ze szczególnej perspektywy. Z perspektywy kogoś, kto doświadczył wyjątkowo bliskiej relacji z Chrystusem. Pojawiające się w tekście określenie "ten, którego Jezus miłował", oddaje istotę tej zależności. Miłował, to znaczy też ufał, wszak "miłość zawsze ufa" (1Kor 13,7). 

Moim celem nie jest jedynie "wiara w Jego imię", lecz zyskanie Jego zaufania. Zbudowanie z Nim relacji, w której On może powierzać mi swoje sekrety i dzielić ze mną swoje pasje. Taką szczególną relację, opartą na zaufaniu i bliskości, miał z Panem Bogiem Abraham. To przecież o nim Bóg powiedział: "Czy miałbym zataić przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić?". Boże zamierzenia były przed nim odkryte. Nie tylko Abraham miał przywilej wylewać swoje serce przed Bogiem, ale to Pan Bóg dzielił się z nim swoimi sekretami.

Lektura drugiego rozdziału Ewangelii Jana, każe mi zadawać sobie pytania: "Co Bóg o mnie myśli?" i "Czy jestem tym, któremu On może zaufać?". Zbliżanie się do Boga, aby wydobyć od Niego to, na co ja mam ochotę, jest czymś zgoła innym niż pragnienie dzielenia z Nim Jego serca i Jego planów.

piątek, 13 maja 2016

ON MOIM PANEM - PIEŚNI NASZYCH OJCÓW

Stara irlandzka pieśń "Be Thou My Vision" z VI wieku przełożona na język polski przez Bogumiła Jarmulaka. Śpiewana przez wiele pokoleń i w wielu narodach, znalazła się jako jedna spośród trzynastu pieśni na płycie PIEŚNI NASZYCH OJCÓW. Soli Deo Gloria!

środa, 11 maja 2016

NATANAEL

Czasami, tak jak biblijny Natanael, trzeba pokonać "zgorszenie", aby doświadczyć spotkania z Chrystusem, które przemienia. Natanael miał obiektywny powód, aby wzgardzić Tym, o którym mu mówiono, że jest Mesjaszem i Zbawicielem Izraela. "Czy może być coś dobrego z Nazaretu?". Gdyby przeszedł z Jerozolimy, Betsaidy, Cezarei lub chociaż z Jafy. Ale z Nazaretu? Nic dobrego nie może pochodzić z Nazaretu, a już z całą pewnością nie Mesjasz. Sposób myślenia Natanaela był przeszkodą i mógł stać się powodem odrzucenia Tego, którego oczekiwał.
Podobnych "zgorszeń" może być wiele. Być może i dziś jesteśmy w stanie odrzucić Boży sposób działania i rozminąć się z Nim, ze względu na uprzedzenia, które pielęgnujemy. Co może stanowić przeszkodę w doświadczeniu Bożego działania? Może to być miejsce niezgodne z naszymi wyobrażeniami o Kościele, ludzie nieodpowiadający naszym wyobrażeniom (nie tak ubrani lub nie tej profesji), muzyka nieadekwatna do naszych upodobań, sposób modlitwy, nie taki do którego jesteśmy przyzwyczajeni...
Natanaelowi udało się jednak pokonać "zgorszenie" Jezusem choć Ten wydawał się być innym, niż sobie założył... Niektórym się jednak nie udało: "Czy nie jest On cieślą, synem Marii, a bratem Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? A Jego siostry, czy nie mieszkają wśród nas? I powątpiewali w Niego".
Obyśmy jako ci, którzy mają szczere pragnienie doświadczania i szukania Boga, umieli pokonywać "zgorszenia" i doświadczać Jego realności, nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ten nie spełnia naszych oczekiwań.

sobota, 12 marca 2016

ŁASKA, DYSCYPLINA I ZOBOWIĄZANIE

"Stanowczo wierzę w słuszność oddania, dyscypliny i posłuszeństwa, jak również pragnę wprowadzać je w życie. Jestem całkowicie przekonany do zasady poddania się panowaniu Jezusa Chrystusa w każdej sferze mojego życia. Jestem oddany mojej żonie, "dopóki śmierć nas nie rozłączy". Jestem oddany uczciwości i sprawiedliwości w relacjach służbowych. Jestem oddany dążeniu do postępowania w miłości wobec każdego. Ale jestem oddany w tych sferach z powodu pełnej wdzięczności odpowiedzi na Bożą łaskę, a nie po to, by starać się zasłużyć na Boże błogosławieństwo.
(...) W przeszłości byłem zatwardziałym legalistą i obowiązkowo oraz sumiennie pragnąłem prowadzić chrześcijańskie życie. Czasami uginałem się pod ciężarem myślenia o tych "powinnościach" chrześcijańskiego życia. Ale nagle jednego dnia zrozumiałem łaskę Bożą w całkowicie nowy sposób. W tym doświadczeniu zrozumienia łaski upadłem na kolana i powiedziałem Bogu coś takiego: 'Panie, oddałem Tobie moje ciało jako ofiarę, ale nigdy przedtem nie rozumiałem Twojego miłosierdzia i łaski tak jak teraz. I w świetle mojego głębszego zrozumienia Twej łaski, ofiarowuję się teraz Tobie w nowy i głębszy sposób. Oddaję siebie całkowicie Tobie, bez żadnych zastrzeżeń.' 
(...) Ciągle chcę wzrastać w w swoim zrozumieniu Bożej łaski, ponieważ wiem, że tylko pogłębiające się zrozumienie Jego łaski sprawi, że nie odstąpię od mojego zobowiązania, pozostając Mu wierny i lojalny."
- Jerry Bridges, Przemieniająca łaska.

czwartek, 25 lutego 2016

SŁUGA

"Paweł, sługa Jezusa Chrystusa, powołany apostoł, odłączony do [głoszeniu] ewangelii Boga" (Rz 1,1)

Częstym określeniem, które pojawia się na karatach Nowego Testamentu, odnoszącym się do Bożych pracowników, jest "SŁUGA". Określeniem tym przedstawiają się nowotestamentowi autorzy listów: Paweł (Rz 1,1; Tyt 1,1), Piotr (2Ptr 1,1), Juda (Jd 1,1) czy Jakub (Jk 1,1). Określenie sługa, pojawia się kontekście współpracowników Pawła - Tychika (Ef 6,21) i Eparfasa (Kol 4,12).

Sługa, z j. greckiego "doulos" to:
- niewolnik
- ktoś oddany komuś drugiemu bez względu na własne interesy
- pomocnik
- ten, kto z własnej woli poddaje się innemu

Żyjemy w kulturze, która akcentuje wolność, niezależność i indywidualizm. Biblia i jej przesłanie akcentuje zależność od Boga i zależność od innych, wspólnotowość życia i służbę - tak Bogu, jak i "jedni drugim" oraz poszanowanie autorytetów - poddanie.

Postawa sługi (bycie sługą) odnosi się przede wszystkim do naszej relacji wobec Boga. Paweł w liście do Galacjan pisze o sobie, jako "słudze Chrystusa" (Ga 1,10). Jednak w tym samym liście używa określenia "służyć jedni drugim" (Ga 5,13), co oznacza, że taką postawę sługi mamy przejawiać wobec sienie nawzajem w ramach chrześcijańskiej wspólnoty.

Bóg wzywa nas, abyśmy odkryli prawdziwą wielkość i siłę poprzez usługiwanie innym. Bycie sługą dla innych jest Bożym sposobem na życie. Postawy sługi uczył Pan Jezus, dając za wzór samego siebie (J 13,3-5.13-15). Chrystus zwracał uwagę uczniom, by przejawiali inną postawę niż ta, która jest obecna wśród władców tego świata (zob. Mt 20,25-28).

Jak mamy służyć "jedni drugim"? Odpowiedzi na to pytanie udziela Piotr apostoł: "Tak, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa" (1Ptr 4,10-11).
 

poniedziałek, 8 lutego 2016

KODEKS SYNAJSKI I ZNALAZCA "PERŁY O NIEOCENIONEJ WARTOŚCI"

Kodeks Synajski to jeden z najcenniejszych rękopisów, jakie posiadamy. Został spisany po grecku i jest jednym z najstarszych i najważniejszych manuskryptów Septuaginty (greckiego przekładu ST) i Nowego Testamentu. Żeby go obejrzeć, trzeba było udać się aż w cztery różne miejsca (do Londynu, Lipska, Petersburga i na Synaj). 24 lipca 2008 roku, na stronie www.codex-sinaiticus.net ukazały się pierwsze karty manuskryptu. Pełna wersja cyfrowa kodeksu ukazała się 6 lipca 2009r oku.
 
Kodeks Synajski jest jedynym wśród tzw. wielkich kodeksów, który zawiera pełny tekst Nowego Testamentu i w opinii biblistów jest najlepszym świadkiem tekstu Listów Pawła.
 
Konstantin von Tischendorf (1815-1874) był protestanckim pastorem i biblistą (wykładał teologię na Uniwersytecie w Lipsku). Przeszedł do historii jako odkrywcą ponad dwudziestu kodeksów majuskułowych i ich niestrudzony badacz. Najważniejszym dokonaniem Tischendorfa było odkrycie w 1844 roku Kodeksu Synajskiego, w klasztorze św. Katarzyny na Synaju. Poszukiwaniu manuskryptów było związane z jego przekonaniem, że w zaułkach jakiegoś greckiego, koptyjskiego, syryjskiego czy armeńskiego klasztoru mogą znajdować się cenne kodeksy, które czekają na odkrycie.
Wiosną 1844 roku popłynął do Kairu, a stamtąd w towarzystwie dwóch Beduinów wyruszył w głąb pustyni. Na początku maja dotarł do podnóży góry Synaj na zboczach której znajdował się klasztor ufundowany około 530 roku przez cesarza Justyniana. Prawosławni mnisi zgodzili się spuścić na dół kosz uwiązany na sznurze (była to jedyna możliwość dostania się do położonej na skale budowli) i wciągnęli przybysza do swej siedziby. Opat klasztoru św. Katarzyny zezwolił gościowi przez kilka dni przeglądać biblioteczne zbiory. Wedle relacji von Tischendorfa, gdy niczego szczególnego nie odnalazł i pakował się już do wyjazdu, przypadkiem spostrzegł wystawiony na korytarzu kosz, do którego bibliotekarz wrzucił papiery przeznaczone jakoby do spalenia. Wśród nich zobaczył – jak potem wspominał – „perłę nieocenionej wartości”. Było to 129 pergaminowych kart o wymiarach 38 na 34 centymetry, zapisanych obustronnie w języku greckim wersami ze Starego Testamentu (1 Księga Kronik, Księga Jeremiasza, Księga Nehemiasza, Księga Estery, Księga Izajasza i Księgi Machabejskie). Opat klasztoru pozwolił Tischendorfowi zabrać 43 karty. W styczniu 1853 roku Tischendorf ponownie odwiedził klasztor, aby zapoznać się z kodeksem, jednak z powodu nieufności mnichów nie osiągnął zamierzonego celu. W 1859 roku Car Aleksander II dał pastorowi swe pełnomocnictwa i sfinansował jego trzecią podróż na górę Synaj. Jednak i tym razem von Tischendorf przez kilka tygodni bezowocnie przeglądał biblioteczne zbiory. Jak zapisał we wspomnieniach, w końcu pogodził się z klęską, zaczął się pakować i wówczas do swej celi zaprosił go opat. Tam wręczył mu zawiniętą w czerwone płótno księgę. Rozwijając pakunek, pastor ujrzał spisany u początków chrześcijaństwa cały tekst grecki Nowego Testamentu oraz List Barnaby i Pasterz Hermasa. Swoją radość opisał słowami: „Moje oczy były pełne łez i byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek wcześniej w moim życiu”. Opat nie zgodził się na sprzedaż manuskryptu, wyraził jedynie zgodę na wypożyczenie księgi podzielonej na kilka części do skopiowania w Kairze. To nie zadowoliło Tischendorfa, więc wymyślił pewną intrygę. Zaoferował opatowi Cyrylowi poparcie cara Aleksandra II w staraniach o urząd arcybiskupa. W zamian zażądał podarowania carowi znalezionego kodeks, co rzeczywiście się stało i znalezione karty trafiły do Petersburga. Odnaleziona przez pastora z Lipska Biblia stała się naukową sensacją. Badania treści notatek czynionych przez skrybów na marginesach pozwoliły stwierdzić, że Kodeks Synajski powstał po 330 roku, a na pewno przed rokiem 360, a zatem jest najstarszym manuskryptem Septuaginty i Nowego Testamentu. 18 listopada 1869 roku klasztor na Synaju otrzymał od rządu rosyjskiego 7000 rubli w złocie za kodeks. 
 
Polecam:

DUCH PIĘĆDZIESIĄTNICY

Dzieje Apostolskie 28
Nikt nie spodziewał się, że podróż do Rzymu będzie miała tak dramatyczny przebieg. Statek na którym płynął Paweł wraz z dwustu siedemdziesięcioma pięcioma osobami na pokładzie rozbił się u brzegów wyspy zwanej Maltą (starożytna nazwa Melita, czyli z j. greckiego “miód”). Wyspa, położona około 100km na południowy-wschód od Sycylii, znajduje się na szlaku morskim z Rzymu do Egiptu. Rozbitkowie wylądowali w miejscu, które dziś nosi nazwę Zatoki św. Pawła. Jesienią, kiedy żegluga na Morzu Śródziemnym bywała niebezpieczna, Maltańczycy nieraz przychodzili z pomocą rozbitkom. Słynęli z opiekuńczości i gościnności. Łukasz określa życzliwość mieszkańców wyspy słowem filantropia, które użyte jest tylko jeszcze raz w NT w kontekście Bożej przychylności i dobroci (List do Tytusa 3,4).
Pobyt rozbitków na Malcie trwał trzy miesiące. A w tym, dość krótkim czasie, działo się naprawdę wiele.
Po pierwsze, Paweł został ukąszony przez jadowitą żmiję. Jej jad powodował zgon, a w najlepszym wypadku wyraźną opuchliznę na ciele. Tymczasem Paweł nie zdradzał żadnych oznak obecności w ciele toksycznej substancji. Zupełnie nie przejął się tym zdarzeniem "strząsnął gada w ogień i w niczym nie ucierpiał" (Dz 28,5). Mieszkańcy Malty oczekiwali, że "spuchnie, lub zaraz padnie trupem" (Dz 28,6). Wygląda na to, że Paweł znał moc Bożej obietnicy. Jeszcze w Jerozolimie, ponad dwa lata wcześniej, usłyszał zapewnienie od Pana, że "jak złożyłeś o Mnie świadectwo w Jerozolimie, tak przyjdzie ci je złożyć w Rzymie" (Dz 23,11). Byle żmija nie mogła przecież pokrzyżować Bożych planów i zniweczyć Bożej obietnicy! Nawet jeśli była jadowita. Boża wierność i Jego zapewnienie dane Pawłowi w Jerozolimie było wystarczającym powodem, aby ufać i nie poddawać się niesprzyjającym okolicznościom. Jadowita żmija zwisająca z ręki nie była wystarczająco silnym argumentem, który mógłby osłabić ufność w to, co obiecał Bóg.
Niewątpliwie droga do osiągnięcia Bożych obietnic, nie zawsze jest usłana płatkami róży i miękkimi wykładzinami. Na tej drodze pojawią się burze, sztormy, a nawet jadowite i kąsające żmije. Boża obietnica, którą przyjęliśmy do naszego życia nie gwarantuje braku przeciwności. Często właśnie do spełnienia Bożych obietnic, do celu, prowadzi droga prób i przeciwności. Tak było przynajmniej w życiu Pawła.
Po drugie, pobyt na Malcie stał się dla Pawła sposobnością do świadczenia o Chrystusie. Choć nie czytamy, że czynił to słowem, to jednak czytamy, że czynił to demonstrując moc Bożego Królestwa. Najpierw "modlił się, włożył ręce i uzdrowił" (Dz 28,8) ojca niejakiego Publiusza, który udzielił Pawłowi i jego towarzyszom gościny, a następnie niósł uzdrowienie większej grupie osób. Mieszkańcy wyspy ochoczo skorzystali z posługi Pawła "niedomagający przychodzili i doznawali uzdrowienia" (Dz 28,9).
Kiedy Jezus przyszedł głosić Dobrą Nowinę, czynił to słowem, jak i poprzez uzdrowienia oraz znaki i cuda. Nie inaczej było w historii pierwszego Kościoła. Uzdrowienia i uwolnienia od mocy demonicznej są integralną częścią nowotestamentowej służby opisanej w Dziejach Apostolskich. Moc Boża pokonująca chorobę przejawiała się w Jerozolimie, Samarii, Liddzie, Joppie, Ikonium, Listrze, Filippi, Koryncie, czy Efezie. Czy można znaleźć lepszą ilustrację dla Bożego dzieła zbawienia, jak właśnie w dokonujących się uzdrowieniach? Apostołowie i wszyscy ci, którzy zwiastowali Ewangelię o Królestwie Bożym, czynili to również poprzez “znaki i cuda”.
Czy możemy oczekiwać, że w naszym pokoleniu, tu w Polsce, również doświadczymy tej nadprzyrodzonej mocy Boga? Nic nie wskazuje, że znaki, cuda i uzdrowienia, to tylko historie zapisane na kartach Nowego Testamentu, bez możliwości, aby stały się realne i doświadczalne dla nas - pokolenia XXI wieku. 
Nieżyjący już luterański duchowny Johann Christoph Blumhardt (1805-1880) napisał: "Chrześcijaństwu, niestety, brak jest owego szczególnego Ducha Pięćdziesiątnicy pierwszego Kościoła i że bez niego nie będzie można zbudować nic trwałego. To przekonanie prowadziło mnie do usilnych próśb o nowe wylanie Ducha Świętego, tym bardziej, że jest wystarczająco wiele znaków, iż bardzo blisko jest czas, który Pismo Święte nazywa »ostatecznym«. Im wyraźniej niż wcześniej widzę teraz zepsucie i kalectwo chrześcijaństwa, tym bardziej nieodparty odczuwam nacisk, aby prosić o jego odnowę, która może nastąpić tylko poprzez szczególne poruszenie Ducha Świętego, przychodzące z góry..." 
Oby to pragnienie doświadczania "Ducha Pięćdziesiątnicy" towarzyszyło nam, chrześcijanom XXI wieku.

środa, 27 stycznia 2016

HISTORIA O ZAUFANIU (Z KRETĄ W TLE) - DZIEJE APOSTOLSKIE 27

Kreta to największa grecka wyspa położona na Morzu Śródziemnym. Krajobraz wyspy tworzą skaliste wybrzeża przeplatające się z szerokimi, jasnymi plażami. Wyspa pojawia się w tekście Dziejów Apostolskich, w 27 rozdziale tej księgi. Wczesną jesienią 58 lub 59r. po Chr. rozpoczęła się podróż Pawła z Tarsu do Rzymu. Paweł, jako więzień wraz z towarzyszącymi mu Łukaszem (autorem Dziejów) i Arystarchosem z Tesalonik, wypływa z portu w Cezarei z zamiarem dotarcia do Rzymu. Od początku podróż obarczona była licznymi przeszkodami: „wiatry były przeciwne” (w.4), „przez wiele dni płynęliśmy wolno, ponieważ wiatr nam nie pozwalał…” (w.7). Ale największe problemy zaczęły się w pobliżu Krety. Począwszy od poszarpanych brzegów Przylądka Salmone (Sammonium) statek, na którym płynął Paweł, trzymał się południowego wybrzeża wyspy i dotarł do jej najdalej wysuniętego na południe miejsca o przyjaznej nazwie Dobre Porty, w okolicy starożytnego miasta Lasaja. Współczesne nazwy geograficzne: Przylądek św. Pawła i wysepka Hagios Pavlos (Święty Paweł) przypominają o tej nowotestamentowej historii. Załoga zdecydowała o udaniu się do innego portu na Krecie – Feniksu, celem przezimowania. Feniks uważano za najbezpieczniejszy port południowego wybrzeża Krety i właśnie tam zamierzano przetrwać okres sztormów, które od listopada do marca utrudniały żeglugę na Morzu Śródziemnym. Dodatkowym utrudnieniem dla żeglarzy była pochmurna pogoda uniemożliwiająca precyzyjną nawigację „przez wiele dni nie pokazało się ani słońce, ani gwiazdy…” (w.20). Manewr dopłynięcia do Feniksu nie powiódł się z powodu silnego północno-wschodniego wiatru wiejącego od Anatolii (dzisiejsza Turcja), zwanym euraquilo. Dramatyzm sytuacji, w której znaleźli się załoga i pasażerowie statku (w sumie 276 osób), oddany jest słowami Łukasza: „Statek został porwany. Nie mógł sprostać sile huraganu” (w.15), „Burza nie przestawała nami miotać gwałtownie” (w.18), „Cała nadzieja na nasze ocalenie zaczęła topnieć” (w.20).

Pawłowi nie były obce liczne niebezpieczeństwa i przeciwności towarzyszące jego powołaniu, służbie i misyjnym wyprawom. W Liście do Koryntian, napisanym na kilka lat przed opisywanymi wydarzeniami z Dziejów Apostolskich, tak wspominał dotychczasowe doświadczenia: „…często bywałem w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści razów bez jednego, trzy razy byłem chłostany, raz ukamienowany, trzy razy rozbił się ze mną okręt, dzień i noc spędziłem na pełnym morzu. Często bywałem w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach ze strony zbójców, w niebezpieczeństwach ze strony rodaków, w niebezpieczeństwach ze strony pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi…” (2Kor 11,23-26).

Paweł, pośród tych wszystkich doświadczeń, zachowywał ufność i wiarę, że żadna sytuacja nie wymknęła się Bogu spod kontroli i On nad wszystkim panuje. Tej ufnej wiary możemy się zdecydowanie od Pawła uczyć. W obliczu zagrożenia życia, Paweł zachęca współtowarzyszy na statku: „Bądźcie dobrej myśli! Nikt z was nie zginie. Przepadnie tylko statek. Bo tej nocy stanął przy mnie anioł tego Boga, do którego należę i któremu oddaję cześć. Powiedział mi: Nie bój się, Pawle! Musisz stanąć przed cesarzem. Ponadto Bóg podarował ci wszystkich, którzy z tobą płyną. Dlatego bądźcie dobrej myśli, panowie. Wierzę bowiem Bogu, że będzie tak, jak mi powiedziano.” (Dz 27,22-25)

Bóg nie traci kontroli nad najbardziej dramatycznymi okolicznościami naszego życia. Nawet na drodze posłuszeństwa i wykonywania woli Bożej zdarzają się dramatyczne próby, niebezpieczeństwa i niesprzyjające okoliczności. Jednak to nie okoliczności mają kierować naszymi myślami i sercem. Nasz wzrok powinien być zawsze utkwiony w Chrystusie. Bóg jest godzien zaufania, nawet wtedy, gdy doświadczamy przeciwności i trudów. Ważne jest, aby to jego Słowo „wszczepione w nas” (Jk 1,21) było naszym przewodnikiem i punktem odniesienia dla naszej wiary.

Dramat sztormu i burzy na Morzu Śródziemnym, opisany w Dziejach Apostolskich, skończył się zniszczeniem statku, lecz wszyscy pasażerowie (w liczbie 276 osób) ocaleli, dokładnie tak, jak Bóg obiecał Pawłowi. Jego Słowo nie zawodzi. Nie zawiedzie się ten, kto w Bogu złoży swą ufność.

piątek, 22 stycznia 2016

Z CIEMNOŚCI DO ŚWIATŁA

W dwudziestym szóstym rozdziale Dziejów Apostolskich Paweł, jako więzień staje przed królem Agryppą, aby wytłumaczyć się ze stawianych mu zarzutów. Prosząc króla o cierpliwe wysłuchanie, relacjonuje historię swojego spotkania z Jezusem w drodze do Damaszku i cytując słowa Jezusa odnosi się do powołania, jakie otrzymał od Pana: „Ukazałem ci się po to, aby wybrać cię na sługę i świadka (…) posyłam cię do pogan. Chcę im otworzyć oczy, odwrócić od ciemności do światła i od władzy szatana do Boga, by dostąpili przebaczenia grzechów oraz otrzymali dział wśród uświeconych – dzięki wierze we Mnie.”

Życie bez Chrystusa to ciemność, błądzenie i brak nadziei. Władzę nad takim życiem roztacza „książę tego świata” – szatan. W liście do Efezjan, Paweł bardzo klarownie objawia nam, kim byliśmy bez Chrystusa: „Wy bowiem byliście martwi z powodu waszych upadków i grzechów. Żyliście w nie uwikłani, jak inni w obecnym wieku tego świata. Służyliście władcy sfer powietrznych, który rządzi duchem działającym w nieposłusznych ludziach. Do takich ludzi zresztą my wszyscy niegdyś należeliśmy. Targały nami żądze ciała, jego pragnienia i pomysły – byliśmy z natury warci gniewu, zupełnie tak, jak pozostali.” Innymi słowy, diabeł wodził nas za nos. Choć wielu chlubi się swoją wolną wolą i niezależnością, to jednak bez Chrystusa pozostajemy jedynie niewolnikami. Niewolnikami naszych grzechów, niewolnikami diabła i namiętności. Skazani na gniew. Zupełna ciemność i brak widoków na poprawę losu. A jednak! „Bóg hojny w swym miłosierdzi, kierując się swą wielką miłością, którą nas obdarzył, i to nas, martwych z powodu upadków, ożywił wraz z Chrystusem.”

Właśnie takie historie były udziałem życia i służby Pawła, stosownie do jego powołania. Bóg pozostawał w życiu apostoła wierny, aby wyzwalać więźniów ciemności i diabła. Odważne zwiastowanie Słowa przynosiło wolność od grzechu mieszkańcom wielu miast ówczesnego cesarstwa rzymskiego. Kajdany grzechu były rozrywane, więzy śmierci były rozwiązywane, a pęta niewoli były zdejmowane. Bóg w służbie Pawła objawiał swoją moc nad grzechem, demonicznym zniewoleniem, chorobą i nawet śmiercią. Zmartwychwstały Chrystus przynosił nadzieję i nowe życie, dawał nową tożsamość – tożsamość dzieci Bożych. A wszystko to jest łaską i darem Boga. „Nie stało się to dzięki uczynkom, aby ktoś się nie wynosił. Jesteśmy Jego dziełem. Zostaliśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów. Bóg przygotował je już wcześniej, by były treścią naszego życia.”

Ewangelia, którą głosił Paweł ma wciąż taką samą moc. Chrystus wciąż przynosi wolność tym, którzy żyją w ciemności i są niewolnikami grzechu. Moc biblijnego przekazu nie straciła nic ze swojej świeżości, pomimo upływu prawie dwóch tysięcy lat. Nadzieja, która ożywiała mieszkańców Efezu, Koryntu, Antiochii, Filippi, Berei, Listry, Ikonium i innych miast znanych z misyjnej działalności Pawła i jego towarzyszy, wciąż ożywia i mam moc ożywiać. Ta nadzieja w Chrystusie odnosi się dziś do mieszkańców polskich miejscowości. Jest wciąż aktualna, aby mieszkańcy Gostynina, Płocka, Kutna, Sierpca, Warszawy, Torunia, Szczecina, mogli znaleźć pełnię radości i zadowolenia w Bogu.

SOLI DEO GLORIA

czwartek, 14 stycznia 2016

PRAGNIENIE PEWNEGO WŁADCY

Dzieje Apostolskie 25,13-22

Kiedy król Agryppa został poinformowany przez Festusa o uwięzionym w Cezarei Pawle, wplątanym w spór z Żydami (według słów Festusa) „o jakiegoś nieżyjącego Jezusa, o którym Paweł twierdzi, że żyje”, wyraził swoje życzenie: „Chciałbym go (Pawła) posłuchać”. Najwyraźniej Agryppa orientował się w kwestiach dotyczących nauki, którą głosił Paweł. Z całą pewnością docierały do niego, jako zainteresowanego sprawą żydowską, wieści dotyczące rozprzestrzeniającego się chrześcijaństwa. W każdym razie miał chęć i pragnienie usłyszeć, i dowiedzieć się czegoś więcej. Dowiedzieć się więcej z ust Pawła, którego oskarżano o herezję, występowanie przeciwko Prawu i wzniecanie zamieszek w Cesarstwie. Paweł miał jednak coś, za czym być może tęsknił król Agryppa. Miał nadzieję w Chrystusie i niezachwianą pewność czekającej go przyszłości. Swoje życie podporządkował bez reszty Chrystusowi. Znał smak i wartość bliskiej relacji ze swoim Panem. Jego poselstwo było klarowne: „W miejsce Chrystusa błagam: Pojednajcie się z Bogiem. On Tego, który nie znał grzechu, za nas uczynił grzechem, abyśmy my w Nim stali się sprawiedliwością Boga” . I właśnie z takim „religijnym oszołomem” i „fanatykiem Chrystusa” chciał się spotkać król Agryppa. Dziś spuścizna Pawła jest dla nas dostępna w pismach, które pozostawił. Zdecydowana większość ksiąg Nowego Testamentu, to pisma Pawła. Jaką wartość mają one dziś dla człowieka XXI wieku? Jaką wartość mają dla nas? Czy mamy to pragnienie Agryppy, aby „posłuchać (poczytać) słowa Pawła”? Czy dostrzegamy wartość w Pawłowym poznaniu i doświadczeniu Boga? Czy doświadczamy fascynacji czytając o jego umiłowaniu Chrystusa? Czy to, co pozostawił w swoich pismach budzi nasze pragnienie, aby do nich zajrzeć? „Chciałbym go (Pawła) posłuchać” Dziś nie jest to takie trudne. Wystarczy sięgnąć do Nowego Testamentu.

NOTKA HISTORYCZNA  

Herod Agryppa II znany jako Marek Juliusz Agryppa był synem Agryppy I. W chwili nagłej śmierci ojca w 44r. (zob. Dz 12,18-23) liczył siedemnaście lat. Cesarz Klaudiusz przyznał mu tytuł króla w 50r. Był ostatnim władcą z dynastii herodiańskiej.  

Porcjusz Festus należał do znanego rodu Porcjuszy, należącego do stanu senatorskiego, z którego wywodził się słynny Katon. Jego rządy, jako prokuratora Judei, trwały niecałe dwa lata, ale przeszły do historii jako skuteczne w zwalczaniu rebelii i pospolitej przestępczości. Józef Flawisz w „Wojnie żydowskiej” pisał: „Festus, który został prokuratorem po Feliksie, przystąpił do wyplenienia tej największej dręczącej kraj plagi i sporo rozbójników ujął, a niemało też ich wytracił”. Z dokumentów historycznych wynika, że Festus był jednym z najbardziej sprawiedliwych namiestników, jakich miała Judea.

środa, 6 stycznia 2016

SPRAWIEDLIWOŚĆ, WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ I NADCHODZĄCY SĄD

Podczas rozmowy z namiestnikiem Feliksem i jego żoną Druzyllą, w Cezarei Nadmorskiej, Paweł dzieli się swoją wiarą w Chrystusa Jezusa i mówił o „sprawiedliwości, wstrzemięźliwości i przyszłym sądzie”. Jego słowa przestraszyły słuchających: „przestraszony Feliks przerwał: Na teraz odejdź. Gdy znajdę czas, poślę po ciebie.”(Dz 24,24-25)

Te trzy poruszane przez Pawła kwestie, odnoszące się do wiary w Chrystusa, nawiązują do trzech wymiarów czasu: przeszłości (usprawiedliwieni w Chrystusie), teraźniejszości (żyjący wstrzemięźliwie i pobożnie) i przyszłości (oczekujący na zmartwychwstanie i sąd).

Sens i sedno Ewangelii zawiera się w tych trzech prawdach: zostaliśmy usprawiedliwieni w Chrystusie, żyjemy świętym i wstrzemięźliwym życiem w Chrystusie i oczekujemy na sąd przed trybunałem Chrystusa.

Sprawiedliwość przed Bogiem została nam darowana i wypracowana dla nas dzięki Chrystusowi. Bóg sprawił, że „Jego (Chrystusa) ugodziły winy nas wszystkich” (Iz 53,6). Grzeszni i zdeprawowani ludzie zostali obdarzeni łaską. Choć zasługiwaliśmy na karę i wieczne oddzielenie od Bożej obecności, to jednak „będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna” (Rz 5,10). Uwikłani w przeróżne grzechy i żyjący w ciemności pod panowaniem diabła (zob. Ef 2,1-2), zostaliśmy zbawieni, usprawiedliwieni i oczyszczeni z ciążących na nas zarzutów. To jest Jego doskonałe dzieło, „gdyż z łaski jesteście zbawiani, przez wiarę. Nie jest to waszym osiągnięciem, lecz darem Boga. Nie stało się to dzięki uczynkom, aby się ktoś nie wynosił.” (Ef 2,8-9).

Ta Boża niezasłużona łaska i Jego sprawiedliwość wyzywają nas do „wyrzeczenia się bezbożności i świeckich  żądz i życia w obecnym wieku rozsądnie, sprawiedliwie i pobożnie.” (Tyt 2,11-12). Wstrzemięźliwość to praktykowanie takiego rodzaju życia, które podoba się Bogu i jest zgodne z Jego wolą. Wstrzemięźliwość to wyrzekanie się głupoty, chciwości, gnuśności, zrzędzenia, niezadowolenia, obłudy, kłamstwa, rozwiązłości seksualnej, zazdrości, porywczości, pijaństwa, i wszelkich innych grzechów (zob. Ga 5,19-21). Boża niezasłużona łaska i dar sprawiedliwości prowadzą nas do życia, którego owocem jest „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, powściągliwość.” (zob. Ga 5,22-23). Taki jest teraźniejszy wymiar naszej wiary w Chrystusa.

Jest jeszcze trzeci wymiar chrześcijańskiej wiary. Jest nim nadchodzący sąd. „Wszyscy bowiem musimy stawić się przed sądem Chrystusa, aby każdy otrzymał odpłatę za dokonane w ciele czyny, zarówno dobre, jak i złe. Świadomi, czym jest bojaźń Pańska, staramy się przekonywać ludzi. Przed Bogiem zaś wszystko w nas jest jawne.” (2Kor 5,10-11) Paweł apostoł żył w świadomości nadchodzącego Bożego sądu. Jego staraniem było „mieć zawsze czyste sumienie wobec Boga oraz wobec ludzi” (Dz 24,16). Świadomość i perspektywa nadchodzącego sądu Bożego towarzyszyła apostołowi Piotrowi, który pisał w swoim liście „Czas bowiem stosowny, aby sąd rozpoczął się od domu Bożego. A skoro najpierw od nas, to jaki będzie koniec tych, którzy nieposłuszni są ewangelii Bożej?” (1Ptr 4,17). Zmartwychwstanie sprawiedliwych i niesprawiedliwych, którego wyczekiwał Paweł apostoł (zob. Dz 24,15), wiąże się z zapłatą, za wszystko to, co czyniliśmy w ciele. Bóg zaplanował sąd pracą – służbą chrześcijan. Ogień Bożego sądu podda próbie to, co było treścią naszej chrześcijańskiej pracy i chrześcijańskiego usługiwania. Służąc Chrystusowi stajemy się budowniczymi: „Każdy niech więc zważa, jak buduje: Nikt bowiem nie może położyć innego fundamentu oprócz tego, który już jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. A czy ktoś na tym fundamencie buduje ze złota, srebra, szlachetnych kamieni, drewna, siana lub słomy, to okaże się w dniu, w którym wyjdzie na jaw dzieło każdego. Objawi się to w ogniu, gdy każdy czyn przejdzie próbę ognia. Jeśli jakaś budowla wytrzyma, budowniczy dostanie zapłatę. Ten, którego budowla spłonie, poniesie stratę, sam jednak ocaleje, ale tak, jakby przeszedł przez ogień.” (1Kor 3,10-15).

Trzy rzeczy odnoszą się do istoty chrześcijańskiej wiary: sprawiedliwość, wstrzemięźliwość i nadchodzący sąd. Warto o nich pamiętać.