środa, 31 sierpnia 2016

NOWE PRZYKAZANIE

Polecenie Jezusa skierowane do uczniów podczas wieczerzy poprzedzającej święto Paschy: "abyście się wzajemnie miłowali", zostały poprzedzone stwierdzeniem: "daję wam nowe przykazanie".

Jak to "nowe przykazanie"? Przecież teksty starotestamentowe, które znane były uczniom Jezusa, uwzględniały nakaz "miłowania bliźniego". Więc co w tym nowego?

Jan - autor Ewangelii, odnotował taki oto fakt o Jezusie: "miłość okazał im (uczniom) aż do końca" oraz opisał pewne szczególne wydarzenie, które spotkało się ze zdziwieniem i pewnie z niezrozumieniem tych, którzy byli najbliżsi Jezusowi. Kiedy wszyscy ucztowali, Jezus wstał od wieczerzy i zaczął umywać nogi swoim uczniom. Choć obmywanie nóg nie było niczym dziwnym w kulturze ludzi Wschodu, to jednak nie była to czynność, którą wykonywał rabin czy nauczyciel. Była to powinność sług, niewolników, czasem uległych żon lub dzieci. Jezus postawił się wobec swoich uczniów w pozycji niewolnika - tego, który nie przyszedł, "aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu". 

Zwykle mamy tendencje do stawiania granic naszej miłości. "Miłując bliźniego" stawiamy granice naszym wzajemnym zobowiązaniom. Nawet w małżeństwie dostrzec można taką prawidłowość. Rozwód to dowód na postawienie granicy miłości małżeńskiej. Zerwane relacje, nieprzebaczenie, rozgoryczenie, wskazują na niedoskonałość naszej miłości. Naturalnie wolimy opanować niż służyć. Jeśli coś nie dzieje się po naszej myśli, wycofujemy się i okopujemy murem obojętności, a czasem nienawiści.

Jezus swojemu zobowiązaniu wobec tych, którzy są Jego, takiej granicy nie postawił. Umiłował do końca. Przyjął postać sługi. Oddał życie. Więcej zrobić się nie dało. Wszak "nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś poświęca swoje życie za przyjaciół".

To jest jeden z aspektów tej "nowości" w przykazaniu, by "miłować się wzajemnie". Życie to nieustanna nauka, aby ten rodzaj miłości na wzór Jego miłości, stawał się coraz bardziej wyraźny w naszym codziennym postępowaniu. Łatwo nie będzie, ale kto powiedział, że życie chrześcijańskie jest zawsze łatwe, miłe i przyjemne?

sobota, 27 sierpnia 2016

UWIELBIENIE

Pan Jezus wjeżdżając na osiołku do Jerozolimy, by uczestniczyć w święcie Paschy, wyraził wobec Ojca takie pragnienie: "Ojcze, uwielbij swoje imię!". Ewangelista Jan zanotował, że Niebo udzieliło odpowiedzi i dał się słyszeć głos: "Uwielbiłem i jeszcze uwielbię" (J 12, 28).
Prośba Jezusa, by Ojciec został uwielbiony, pojawia się w kontekście zbliżającego się ukrzyżowania. Chwilę wcześniej Jezus mówi: "Teraz jestem głęboko wstrząśnięty. I cóż mam powiedzieć? Ojcze, ocal Mnie od tej godziny? Przecież przyszedłem z tego powodu - dla tej godziny".
W jaki sposób Pan Jezus uwielbił i "jeszcze uwielbi" Ojca? Uczynił to na drodze posłuszeństwa i czynienia woli Tego, który Go posłał. Paweł z Tarsu zanotował taką myśl o Chrystusie: "uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu".
We wszystkim, co Jezus czynił na ziemi, akcentował swoje poddanie i posłuszeństwu Ojcu: "kieruję się wolą Tego, który Mnie posłał" (J 5,30), "Dzieła, których dokonuję w imię mego Ojca, świadczą o Mnie" (J 10,25), "Nie przemawiałem bowiem sam od siebie, ponieważ Ojciec, który Mnie posłał, polecił Mi, co mam mówić i czego mam uczyć" (J 12,49).
Jeśli bliskie jest nam dziś pragnienie, by uwielbić Boga, powinniśmy zwrócić uwagę na kwestię naszego posłuszeństwa Jemu i poddania się Jego woli. Zaśpiewanie kilku pieśni "na chwałę Boga", nie czyni nas jeszcze tymi, którzy należą do Jego czcicieli. Uwielbienie Boga dokonało się w doskonałym i przepełnionym posłuszeństwem życiu i dziele Jezusa Chrystusa. Czy dla nas, żyjących w XXI wieku, Bóg przewidział inną drogę, aby On mógł być wielbiony?

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

OCZY JAK PŁOMIEŃ OGNIA

W każdym z siedmiu Listów do Kościołów z Księgi Objawienia, Jezus przedstawia się wobec swoich adresatów. Kościołowi w Tiatyrze komunikuje: "To mówi Syn Boży, którego oczy są jak płomień ognia, a nogi podobne do drogocennego metalu" oraz "Ja jestem Tym, który przenika nerki i serca".
Ogień jest ostatecznym sprawdzianem wartości i trwałości tego, co jest poddane jego próbie.

W ogniu oczyszcza się złoto, aby wydobyć jego prawdziwą wartość i piękno. W ogniu zostanie przetestowane nasze życie, jak pisał Paweł w Liście do Koryntian (1 Kor 3,12-13), aby okazała się wartość naszej służby i pracy. 

Jezus nie dokonuje pobieżnej i powierzchownej oceny, Jego wzrok przenika to, co niewidoczne dla ludzkich oczu. Choć jako ludzie mamy tendencję oceniania „zewnętrznie” i „powierzchownie”, to jednak Pan ocenia i bada to, co ukryte dla ludzkich oczu.

W oczekiwaniu na Boży osąd jesteśmy wezwani, by "powstrzymywać się od wydawania sądów aż do czasu, gdy przyjdzie Pan. On oświetli rzeczy ukryte w ciemnościach i wyjawi zamiary serc, wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga" (1 Kor 4,5).

Wiele "dzieł" i "budowli" spotyka się z aplauzem i podziwem wśród ludzi. Ludzki zachwyt i ocena dokonywana przez nas, nie zawsze idą w parze z Bożą oceną i Jego aprobatą. W Księdze Objawienia jest opis Wielkiego Miasta, które stanowiło przedmiot dumy i chluby wielu narodów, królów i możnych tego świata. Słynęło ze "złota, srebra, drogocennych kamieni, pereł, bisioru, purpury, jedwabiu, szkarłatu, różnorodnego pachnącego drewna, różnych wyrobów z kości słoniowej, różnych przedmiotów z drogocennego drewna, brązu, żelaza i marmuru, a także z cynamonu, amomumu, perfum, mirry, kadzidła, wina, oliwy, znakomitej mąki, bydła, koni, powozów...", czyli wszystkiego, co stanowić mogło przedmiot pożądania i ludzkiego uwielbienia. To, co w oczach ludzi było uosobieniem piękna, w Bożych oczach było "gniazdem demonów i więzieniem wszystkich duchów nieczystych", a końcem Wielkiego Miasta (Babilonii) była zagłada i zniszczenie.

Szukanie tego, co stanowi prawdziwą wartość w Bożych oczach, jest dobrym wyborem w życiu każdego człowieka.

czwartek, 11 sierpnia 2016

OBIETNICA


Doświadczenie szacunku i czci od osób, które zajmują ważne stanowiska w państwie jest zwykle niezapomnianym wydarzeniem w życiu tych, którzy takiego przywileju dostępują. Przykładowo wśród prerogatyw prezydenta RP jest nadawanie orderów i odznaczeń osobom szczególnie zasłużonym dla Polski. Takiemu wydarzeniu towarzyszy najczęściej uroczysta atmosfera, a wiadomość o odznaczonych znajduje się na czołówkach gazet i jest głównym newsem serwisów informacyjnych. Przyjęcie państwowych odznaczeń jest honorem i zaszczytem. Szczególnie wtedy, gdy państwo w imieniu którego te przywileje są darowane, cieszy się powszechnym poważaniem na arenie międzynarodowej. 

Spośród wszystkich zaszczytów i splendorów, które mogą spotkać człowieka, jest jeden szczególny o który warto zabiegać, ceniąc go ponad wszystko inne. O tym szczególnym zaszczycie mówi Pan Jezus w Ewangelii Jana: „Jeśli ktoś chce Mi służyć, nich idzie za Mną, a tam, gdzie Ja jestem, będzie także Mój sługa. Jeśli ktoś chce Mi służyć, uczci go Mój Ojciec”.

Czy może być jakaś większa nagroda niż doświadczenie czci i szacunku od Tego, który przewyższa swoim majestatem wszystkich władców ziemi? Cóż może być przyrównane do bycia „uczczonym” przez Boga – Stwórcę i Pana Wszechświata, przed którym „narody
są jak kropla wody w wiadrze i znaczą tyle, co pyłek na wadze”.

Ci, którzy należą do Chrystusa i służą Mu, żyją właśnie taką oto niezwykłą obietnicą: „uczci ich Mój Ojciec”.

Wielu wspaniałych i oddanych Bogu ludzi odeszło z tej ziemi w zapomnieniu, a nawet pośród ludzkiej pogardy i nienawiści. Nagrodą za ich wierne oddanie Chrystusowi, w ich ziemskim życiu, były: „trudy, chłosty, więzienie, niebezpieczeństwa, głód, pragnienie, zimno czy nagość”. Tak właśnie o swoim życiu pisał Paweł z Tarsu – apostoł Chrystusa. Inny nowotestamentowy autor tak opisywał życie tych, którzy wiernie służyli Bogu: „doznawali zniewag, byli zabijani, pozbawieni wszystkiego, uciskani i poniewierani. Świat nie był ich godzien…”.

Jednak pośród tych ziemskich zniewag, pogardy i zwyczajnie braku zainteresowania ze strony innych ludzi, żyli oni obietnicą wiecznej chwały i czci od samego Boga. U kresu życia, Paweł z Tarsu, złożył swojemu najbliższemu przyjacielowi – Tymoteuszowi wyznanie: „Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę - zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy...”.

Studium biblijne dwunastego rozdziału Ewangelii Jana zachęca mnie do służenia Chrystusowi i wierności wobec Niego. Czy ludzie wokół będą doceniać taki rodzaj oddania i pasji? Może nie. Jednak jest Ktoś, kto tę miłość i oddanie wobec Chrystusa ceni i „uczci” tych, którzy taką postawę przejawiają.

Jeśli jest coś, o co warto zabiegać, to właśnie cześć i szacunek samego Boga. Wszystko inne to „pogoń za wiatrem i marność nad marnościami”, jak mawiał starożytny mędrzec.

czwartek, 4 sierpnia 2016

ZMARTWYCHWSTANIE I ŻYCIE

W Ewangelii Jana znajduje się siedem szczególnych wypowiedzi Jezusa zaczynających się od sformułowania: "Ja jestem". Są nimi kolejno, następujące stwierdzenia:
  • „Ja jestem chlebem życia” (J 6,35) 
  • „Ja jestem światłością świata” (J 8,12) 
  • „Ja jestem bramą (drzwiami) dla owiec” (J 10,7) 
  • „Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10,8) 
  • „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” (J 11,25) 
  • „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6) 
  • „Ja jestem krzewem winnym” (J 15,1) 
W 11. rozdziale Jezus, w rozmowie z Martą - siostrą Łazarza z Betanii, mówi o sobie: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł - żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki".

Zmartwychwstanie jest ważną nauką Nowego Testamentu. Jednak udział w samym zmartwychwstaniu nie przesądza jeszcze o naszym wiecznym przeznaczeniu. Dlatego Pan Jezus nie mówi o sobie tylko: "Ja jestem zmartwychwstaniem", ale stwierdza: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem".

W świetle słów Pana Jezusa zmartwychwstanie będzie powszechnym doświadczeniem każdego człowieka. Jednak istnieją dwa zmartwychwstania - jedno jest do życia, drugie jest na sąd i potępienie: "Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą Jego (Syna Człowieczego) wołanie i wyjdą z nich. Ci, którzy czynili dobro, zmartwychwstaną do życia, ci natomiast, którzy czynili zło, zmartwychwstaną na sąd" (J 5,28-29). 

Ci, którzy należą do Jezusa nie tylko mają obietnicę zmartwychwstania, ale otrzymali obietnicę zmartwychwstania do życia. To jest właśnie istota Dobrej Nowiny: ŻYCIE WIECZNE. Nadzieja, którą pokładamy w Jezusie wykracza poza grób. Nasza nadzieja jest niebiańską nadzieją (Kol 1,5) i tej nadziei trzymamy się niewzruszenie, gdyż wiemy, że wierny jest Ten, który złożył nam obietnicę (Hbr 10,23). 

Na kartach Starego Testamentu znajdujemy takie oto Boże oświadczenie: "Spójrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście" (Pwt 30,15). Ci, którzy są w Jezusie wybrali życie. Poza Chrystusem jest tylko śmierć i nieszczęście. Być z Bożej woli w Chrystusie oznacza udział w wiecznym życiu Tego, który jest "pierwszym zmartwychwstałym", "Pierwszym i Ostatnim - i Żywym. Był martwy, lecz teraz żyje na wieki wieków" (Ap 1,5. 17-18).

"Wybierz zatem życie, abyś mógł żyć ty i twoje potomstwo" (Pwt 30,19).
 

środa, 27 lipca 2016

OBIETNICA

W Ewangelii Jana Pan Jezus używa obrazu pasterza i owiec, aby mówić o sobie i tych, którzy są Jego.

Obraz pasterza i trzody pojawia się często na kratach Biblii i był bliski kulturze ludzi Wschodu. Pan Bóg przedstawił się jako pasterz Izraela w Księdze Ezechiela: "Oto Ja sam zatroszczę się o moje owce i będę ich doglądał. Jak pasterz przelicza swe stado w dniu, gdy owce się rozproszą, tak Ja doglądnę mych owiec i wyratuję je z tych wszystkich miejsc, do których zostały rozproszone w dniu zachmurzonym i mrocznym (...) Wybiorę im dobre pastwiska (...) Dam im odpocząć na najlepszych niwach. Będą się paść na żyznych wygonach - w górach Izraela. Ja sam będę pasł moje owce i Ja im zapewnię odpoczynek - oświadcza Wszechmocny Pan" (Ez 34,11-16).

Jezus mówi, że jest dobrym pasterzem, który oddaje swoje życie za owce (J 10,11). Zna swoje owce, a one Go znają (J 10,14). "Znać" w języku Biblii oznacza kochać, być komuś oddanym i pozostawać z tą osobą w bezpośredniej relacji. "Znać" odnosi się do intymnej i bliskiej więzi, której cechą jest bliskość i zaufanie.

Pośród słów Pana Jezusa mówiących o Nim jako pasterzu i ludziach - Jego owcach, kryje się szczególna obietnica: "Ja też daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Mój Ojciec, który mi je dał, przewyższa wszystkich i nikt nie zdoła ich wydrzeć z ręki mego Ojca" (J 10,28-29).

To jedna z najwspanialszych obietnic, które odnoszą się do tych, którzy są wybrani przed założeniem świata i przeznaczeni, aby przez Jezusa Chrystusa stać się Bożymi dziećmi, zgodnie z życzeniem Jego woli (zob. Ef 1,4-6). Jezus obiecuje swoim owcom trzy rzeczy: otrzymają życie wieczne, nie zginą na wieki i nikt ich nie wyrwie z Jego ręki. Ta obietnica poparta są autorytetem i wolą Boga Ojca: "Mój Ojciec, który mi je (owce) dał, przewyższa wszystkich i nikt nie zdoła ich wydrzeć z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,29-30).

Chrześcijańskie pielgrzymowanie  nie jest wolne od trudów, zmagań i niebezpieczeństw. Jezus wspominał o złodzieju czyhającym na owce, który przychodzi "kraść, zabijać i niszczyć", Piotr apostoł pisał o konieczności czuwania w obliczu zagrożenia jakim jest nasz przeciwnik, diabeł, który krąży wokoło niczym lew ryczący, wypatrujący łupu (zob. 1 Ptr 5, 8). Zagrożeniem dla chrześcijańskiego pielgrzymowania mogą być, jak pisał Paweł apostoł: udręka, ucisk, prześladowanie, głód, niebezpieczeństwo czy miecz (zob. Rz 9,35).

Jednak w obliczu wszelkich zagrożeń i doświadczeń, które są częścią życia dzieci Bożych, mamy obietnicę, która jest jak kotwica utrzymującą statek pomimo szalejącej burzy i sztormu. Ta obietnica brzmi: nasz Bóg jest wystarczająco mocny, aby nas zachować. On jest gwarantem powodzenia naszej drogi wiary, tak byśmy doświadczyli oczekiwanego jej skutku - zbawienia duszy. On zapewnia absolutne i wieczne bezpieczeństwo każdego, kto jest Jego.

Trwajmy w miłości Boga!


czwartek, 14 lipca 2016

WIARA I PUBLICZNE "TAK" DLA JEZUSA POŚRÓD WROGOŚCI

W dziewiątym rozdziale Ewangelii Jana zapisana jest historia człowieka niewidomego od urodzenia, który w dość niezwykłych okolicznościach doświadczył cudu, o którym sam tak zaświadczył: "Człowiek imieniem Jezus, zrobił błoto, nałożył mi na oczy i polecił: Idź, obmyj się w Siloe. Poszedłem więc, obmyłem się - i widzę."

W tym rozdziale możemy prześledzić też proces narodzin i formowania się wiary uzdrowionego. Jego relacja z Jezusem kształtowała się w niesprzyjających okolicznościach. W zamyśle przywódców religijnych było, aby każdy kto zdecydował się uznać w Jezusie obiecanego Mesjasza, został wyłączony z synagogi.

Wyłączenie z synagogi niosło ze sobą poważne konsekwencje. Było ono skazaniem na społeczną izolację. Kontakty z takim człowiekiem były zakazane do tego stopnia, że nie można mu było przyjść z pomocą nawet gdy znalazł się w niebezpieczeństwie.

Właśnie w takiej wrogiej atmosferze społecznej, uzdrowiony składa świadectwo o Jezusie, uznając w Nim Tego, "kto jest od Boga", i wyznaje: "Wierzę!", składając pokłon Zbawicielowi.
Wiara w Jezusa i publiczne przyznawanie się do Niego wymagają odwagi, szczególnie w krajach, gdzie prześladowania i wrogość wobec uczniów Chrystusa są stałym elementem życia. Wielu chrześcijan skazywanych jest nie tylko na społeczną izolację czy utratę majętności, lecz doświadcza także fizycznej przemocy ze śmiercią włącznie. Ich wiara może być dla nas wzorem do naśladowania, wszak to właśnie ten rodzaj wiary wypróbowanej w ogniu prób i doświadczeń stanowi szczególną wartość przed Bogiem.

W Polsce nie doświadczamy systemowych prześladowań i ukierunkowanej na chrześcijan nienawiści, choć oczywiście zdarzają się przypadki niechęci i odtrącenia. Niezależnie od społecznych okoliczności jesteśmy wezwani, by w przestrzeni publicznej składać świadectwo o Jezusie i Jego dziełach.

Wbrew powszechnej opinii wiara nie ma być ukrytą i prywatną sprawą człowieka. Wiara, do której wzywa nas Zbawiciel, ma także znajdować swój publiczny wyraz: "Do każdego zatem, kto się do Mnie przyzna wobec ludzi, i Ja się przyznam wobec Mojego Ojca, który jest w niebie".
Poza łatką "dziwaka" i "religijnego fanatyka", za publiczne przyznawanie się do Jezusa nie grozi nam w Polce nic złego. Okoliczności mogą się jednak zmienić. Moją modlitwą jest, aby relację i przynależność do Jezusa cenić ponad wszystko i zachować wiarę w każdych - nawet wrogich i niesprzyjających okolicznościach.

Wiara pierwszego Kościoła kształtowała się pośród cierpienia i prześladowania. "Nagrodą" za publiczne "TAK" dla Jezusa były: "zniewagi, udręki, cierpienia, więzienie i grabież mienia" (Hbr 10,33-34). Świadectwo nowotestamentowego Kościoła, a także współczesnych chrześcijan z regionów naznaczonych prześladowaniem, zmusza mnie do zastanowienia nad stanem i jakością mojej ufności wobec Chrystusa i nad gotowością do uczestniczenia w cierpieniach i zniewagach ponoszonych w imię przynależności do Boga.

sobota, 9 lipca 2016

WYBACZAM WAM – Gilbert Hovsepian

KONFLIKT

Jednym z elementów chrześcijańskiego życia i chrześcijańskiego pielgrzymowania jest doświadczanie pewnego rodzaju konfliktu. Z jednej strony naszym doświadczeniem jest radość i prawdziwe zadowolenie oraz spełnienie w Bogu. Z drugiej strony doświadczamy autentycznego bólu, cierpienia i niewygody. Radosne "Alleluja" przeplata się z pełnym bólu i cierpienia pytaniem "Dlaczego?" Często musimy pogodzić się z faktem, że nie na wszystkie pytania otrzymamy satysfakcjonującą nas odpowiedź. Poczucie osamotnienia może być tak samo silne jak radość wynikająca ze wspólnoty. Pogarda i niezrozumienie mogą towarzyszyć nam w takiej samej mierze jak akceptacja i wsparcie ze strony innych.

Chrześcijaństwo to autentyczne życie. Z całym jego bogactwem smutku i radości, zdrowia i choroby, bólu i zadowolenia, odrzucenia i akceptacji, głodu i sytości... W tych wszystkich doświadczeniach życia, chcemy mówić za apostołem Pawłem: "Nie zniechęcamy się i chociaż nasz człowiek zewnętrzny niszczeje, to nasz człowiek wewnętrzny odnawia się każdego dnia. Nasze obecne niewielkie i przemijające utrapienie prowadzi nas do niewysłowionej chwały wiecznej. Nie wpatrujemy się więc w to, co widzialne, ale w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to natomiast, co niewidzialne, trwa wiecznie." (2Kor 4,16-18)

O NIEWOLI I WOLNOŚCI

Bywa, że spotykam ludzi, którzy chlubią się swoją niezależnością od Boga. Mówią, że są wolni, podejmują niezależne decyzje i nie życzą sobie "ingerencji" z zewnątrz. Jednak takie poczucie "wolności" jest złudne. Tak naprawdę, życie bez Boga jest niewolą. Jest to najgorszy rodzaj niewoli. Prawdą biblijną jest, że cały rodzaj ludzki jest "uwikłany w upadki i grzechy" (Ef 2,1). Bez zrozumienia naszej pozycji niewolników nie jesteśmy w stanie pojąć znaczenia ewangelii. Łaska i zbawienie w Chrystusie wydają się czymś nieatrakcyjnym, jeśli nie dostrzegamy stanu beznadziei spowodowanego zepsuciem i skażeniem naszej natury. Problem współczesnych jest wysokie mniemanie o sobie i poczucie, że zasługujemy na coś dobrego. To jest bardzo mylące. Nie zasługujemy na nic dobrego. Niszczy nas rak grzechu i bezprawia. Jednak zachowujemy pozory i karmimy się złudną nadzieją, że nie jesteśmy aż tacy źli. Tyko ci, którzy dostrzegają swój nędzny, niewolniczy stan, są w stanie docenić dzieło odkupienia, które jest nam oferowane w Chrystusie i pojmują wagę słów Pawła z Tarsu: "Chrystus przywrócił nam wolność".

DWIE RZECZYWISTOŚCI

Rzeczywistość w której żyjemy jest rzeczywistością "pierwszych rzeczy", których treścią jest śmierć, ból, krzyk, znój, cierpienie i grzech. Jednak Bożą obietnicą jest nowa rzeczywistość, w której Boża chwała i Boże piękno zostaną wyeksponowane. W przyszłości, którą ujrzał Jan, kiedy przebywał na wyspie Patmos, rozlegnie się pełen nadziei i tryumfu głos: "Oto wszystko czynię nowym". Ta nowa ziemia i nowe niebo, "w których na stałe zamieszka sprawiedliwość" pozostają moją nadzieją i są źródłem mojej radości. Czasami tą radość zagłuszają codzienne troski, zmagania, ból, grzech czy poczucie samotności. Jednak nadzieja, którą mam w Chrystusie jest silniejsza. Gwarantem tej nadziei jest Słowo Tego, który nie kłamie i nie cofa swojej obietnicy.

środa, 6 lipca 2016

WOLNOŚĆ KOCHAM I ROZUMIEM...

W ostatnich miesiącach moją uwagę, w sposób szczególny, przykuwała kwestia współczesnego niewolnictwa. Okazuje się, że niewolnictwo jest jak najbardziej aktualnym problemem współczesności. Ma ono różne oblicza: niewolnicza praca dzieci, niewolnictwo seksualne, przymuszanie do żebractwa lub wyzysk w miejscu pracy... Przywiązani i skoncentrowani na naszej doczesności miewamy tendencję do lekceważenia jeszcze jednej formy niewolnictwa. Mówił o nim Jezus do tych, którzy uwierzyli w Niego: "Ręczę i zapewniam, każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu". 

Ten rodzaj niewoli trudno nam dostrzec i problem niewoli grzechu jest bagatelizowany. Jednak Jezus i biblijni autorzy nie pozostawiają nam w tej kwestii żadnych wątpliwości: "Nie ma sprawiedliwego - ani jednego (...) Wszyscy zboczyli, wszyscy stali się podli (...) Ich gardło to otwarty grób, swoimi słowami zwodzą, jak żmije kryją pod wargami jad, ich usta pełne przekleństw i goryczy...". Z Bożej perspektywy grzech jest czymś oczywistym, jego rzeczywistość wpływa destrukcyjnie na pojedynczych ludzi, jak i całe społeczeństwa. Siła grzechu widoczna jest w sposobie myślenia, w naszej mowie i naszych czynach. Nasze zepsucie nie pozostawia nam nadziei co do naszej przyszłości: "Zapłatą za grzech jest śmierć". Nie tyle śmierć fizyczna, ale ta wieczna - potępienie i piekło. Ale kto dziś przykłada uwagę do takich spraw? Grzech, piekło, potępienie? Toż to średniowiecze i zabobon.

Choć wszelkimi sposobami staramy się wyprzeć prawdę o grzechu i odpowiedzialności przed Bogiem, to jednak siła grzechu działa w nas, czy tego chcemy czy też nie. Lecz dla każdego kto jest świadomy niewoli grzechu jest nadzieja, tkwi ona w przymierzu łaski danej nam w Chrystusie. W Nim jest ratunek, wybawienie i prawdziwa wolność. On sam pozostawił taką obietnicę: "Jeśli więc Syn was wyswobodzi, będziecie naprawdę wolni".

Mając nadzieję w Chrystusie Paweł z Tarsu napisał: "darem łaski Bożej jest życie wieczne w Chrystusie Jezusie" i "grzech nad wami panował nie będzie, gdyż jesteście pod łaską".
WOLNOŚĆ W CHRYSTUSIE - czyż to nie piękne?