wtorek, 13 września 2016

CHRZEŚCIJAŃSKA POLSKA?

Czy w Polsce nie mamy podobnej sytuacji jak we Francji?

Według oficjalnych danych 40 milionów mieszkańców Francji to chrześcijanie.

Interesujące jest, co sami Francuzi rozumieją przez słowo "chrześcijanin". David Bjork, misjonarz działający we Francji od ponad 30 lat pisze, że większość Francuzów, których zna, bez problemu utożsamiłoby się z następującą deklaracją: "Jestem Francuzem. Jestem katolikiem. Wierzę w reinkarnację. Jestem chrześcijaninem. Jestem ateistą. Jestem naukowcem. Korzystam z pomocy spirytystów, kiedy jestem chory. Jestem racjonalistą". 

Toteż, kiedy Francuz mówi, że jest chrześcijaninem, takie wyznanie niewiele ma wspólnego z biblijnym chrześcijaństwem. Bardziej wiąże się z chrześcijańską kulturą. Bjork powątpiewa, czy Francja w ogóle była kiedykolwiek krajem chrześcijańskim. Twierdzi, że powinno się raczej mówić o postchrześcijańskiej kulturze w tym kraju.

Czy rzeczywiście 70% Francuzów to chrześcijanie? 15% społeczeństwa bierze środki antydepresyjne. Niemal co trzeci Francuz żyje sam. Wskaźnik przestępczości jest wyższy niż w Stanach. Po Włoszech, Francja jest najbardziej skorumpowanym przemysłowo krajem. Średnio 41% małżeństw rozwodzi się, a niemal połowa dzieci jest wychowywana przez samotne matki. We Francji żyje pięć milionów alkoholików, dwa miliony regularnie bierze narkotyki.

Chrześcijańska Francja? Co to w ogóle znaczy?

- tekst pochodzi z książki Jeffa Fountaina pt. "Żyjąc jako ludzie nadziei". Autor będzie głównym mówcą Konferencji ZOOM 2017 (www.zoom.org.pl)

poniedziałek, 12 września 2016

WYZNAWCY "WYGODNEGO BOGA"

Na pytanie: „Czy wierzysz w Boga?” zdecydowana większość pytanych odpowiada twierdząco. Mam jednak nieodparte wrażenie, że spore grono spośród tych „wierzących” to wyznawcy „wygodnego Boga”. 

Jaki jest ten „wygodny Bóg”?

Wygodny Bóg nie decyduje o naszych codziennych wyborach, nie ma wpływu na język którym posługujemy się na co dzień, na nasze odnoszenie do innych ludzi, na nasze relacje rodzinne, czy stosunki w miejscu pracy. Wygodny Bóg jest wyraźnie oddzielony od tego wszystkiego, co nazywa się egzystencją i naszym postępowaniem. 

Wygodny Bóg nie ma żadnych oczekiwań i wymagań odnośnie funkcjonowania naszej rodziny. Kwestia rozwodu, domowej agresji czy małżeńskich zobowiązań to nie Jego sprawa. A już z całą pewnością nie dopuszczamy Go do naszych sypialni, bo przecież co On może wiedzieć o seksie? 

Wygodny Bóg nie interesuje się tym jak zarządzamy naszym czasem i naszymi zasobami. Wszak to NASZ czas i NASZE pieniądze, więc niby jak miałoby być inaczej?

Wygodny Bóg nie ma wpływu na to czym karmimy nasze dusze, ulegając fascynacji różnym ideologiom czy  filozofiom. Nasz sposób myślenia i rozumienia otaczającego świata jest Mu obojętny. 

Wygodny Bóg nie oczekuje, że będziemy Go poznawać  zgłębiając Jego naturę, Jego wolę i Jego myśli. A któż tam może wiedzieć jaki Bóg jest naprawdę i jaka jest Jego wola?

Wygodny Bóg zadowala się niedzielnym rytuałem, w którym istotna rola przypada kilku aktorom (tzw. duchownym, którzy są nazywani księżmi lub pastorami), a widzowie są spełnieni biorąc mniej lub bardziej aktywny udział w tym „przedstawieniu”. Odpowiedzialni za „przedstawienie” poinstruują jak się zachować, co, kiedy i do kogo powiedzieć oraz kiedy wyjść. Praktyka czyni mistrza. Zaangażowanie (lub raczej jego brak) wyznawcy „wygodnego Boga” w ten niedzielny rytuał nie ma większego znaczenia na przebieg całego wydarzenia. 

Wygodny Bóg pozwala nam na całkowitą anonimowość i niezależność, On nie łączy naszego życia z innymi ludźmi co do których mielibyśmy mieć jakiekolwiek zobowiązania. Zobowiązania wobec innych? Też mi pomysł? 

Wygodny Bóg pomaga osiągnąć MOJE zamierzenia, MOJE plany i spełnia MOJE oczekiwania. Zasadniczo jest takim dystyngowanym kelnerem. Owszem szykownym, ale jednak kelnerem. To On skupia uwagę na mnie, a nie odwrotnie. 

Wygodny Bóg nie ma w sobie nic z nadnaturalności, został „urobiony” na nasz obraz i nasze podobieństwo i przez to jest taki „swojski”. Chciało by się rzec: „ludzki z Niego Bóg”.
Jeśli ktoś spróbowałby nam zabrać „wygodnego Boga” z naszego życia, zareagujemy z całą stanowczością i z pełną determinacją oprzemy się wszelkim próbom przekonania nas, że tkwimy w błędzie.

I jeszcze jedna ważna sprawa. Wygodny Bóg nikogo nie osądza i nie potępia. Każdy, kto skończy swoje życie na tym świecie, znajdzie swoje miejsce w Jego niebańskim domu. Piekło i potępienie nie ma zastosowania wśród wyznawców "wygodnego Boga". Tylko: "love, love, love", jak śpiewali The Beatles. 

W kontekście obserwowanej wiary w „wygodnego Boga” przychodzą mi na myśl słowa Pawła z Tarsu skierowane do jego młodego przyjaciela Tymoteusza: Pamiętaj, że w dniach ostatecznych nadejdą ciężkie chwile. Ludzie będą bowiem samolubni, chciwi, pyszałkowaci, wyniośli, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, bezbożni, nieczuli, nieustępliwi, rzucający oszczerstwa, nieopanowani, okrutni, nienawidzący dobra, zdradliwi, porywczy, zarozumiali i kochający przyjemności bardziej niż Boga. Będą zachowywać pozory pobożności, a wyprą się tego, co jest jej siłą. Są to ludzie o wypaczonym myśleniu i chwiejni w wierze. Tacy nie zajdą daleko, gdyż ich głupota stanie się jawna dla wszystkich”.

To ostrzeżenie Pawła z Tarsu biorę sobie do serca. 

środa, 7 września 2016

W JEGO IMIENIU

W czternastym rozdziale Ewangelii Jana czytamy o takim zapewnieniu Jezusa: "Uroczyście zapewniam was: Kto wierzy we Mnie, będzie dokonywał takich samych dzieł, jakie Ja czynię, a nawet dokona większych od nich, ponieważ Ja odchodzę do Ojca. O co tylko poprosicie w moje imię, spełnię to, aby Ojciec został uwielbiony w Synu. Jeśli o coś poprosicie w moje imię, Ja to spełnię".  

W tym tekście kryją się dwie obietnice: pierwsza dotyczy wykonywania dzieł, których Jezus dokonywał (a nawet większych), druga zawiera zapewnienie wysłuchania naszych modlitw. 

Imię reprezentuje osobę, która je nosi. Tożsamość osoby jest w jej imieniu. W Biblii charakter, reputacja i sposób postępowania danej osoby jest wyrażona jej imieniem. Czynienie czegoś "w imię Boga" oznacza reprezentowanie Go i podejmowanie działań zgodnych z Jego naturą. Aby tak było, potrzebna jest bliskość i relacja z Tym, Kogo chcemy reprezentować. 

Tragiczny błąd popełnili kiedyś "synowie niejakiego Sekwasa, arcykapłana żydowskiego", którzy będąc pod wrażeniem efektów służby Pawła z Tarsu, zaczęli powoływać się na imię Jezusa podczas egzorcyzmów. Ta historia opisana jest w 19. rozdziale Dziejów Apostolskich: "wędrowni Żydzi, zajmujący się wypędzaniem złych duchów, usiłowali wzywać imienia Pana Jezusa. Mówili: Zaklinam was w imię Jezusa, którego głosi Paweł". Niby wszystko w porządku. Zostało wezwane Imię Jezusa, które jest "ponad wszelkim imieniem, mocą i panowaniem", jednak skutek był dla "wzywających" opłakany: "rzucił się na nich ten opętany człowiek i pobił ich tak dotkliwie, że obdarci i pokaleczeni uciekli z tego domu".

Sama technika poprawnego wzywania Imienia Jezus, na wzór apostoła Pawła, okazała się niewystarczająca. Paweł skutecznie radził sobie z demonami, wyrzucając je w autorytecie Jezusa, jednak synowie Sekwasa zanotowali porażkę...

Paweł przede wszystkim trwał w Jezusie, był z Nim w bliskiej i osobistej relacji i miał uprawnienie, aby reprezentować Go pośród tych, którym służył głosząc Ewangelię.

Jeśli traktujemy Imię Jezusa instrumentalnie, w kategoriach jakiegoś "cudownego zaklęcia", to niezależnie jak często to Imię wymówimy, jak głośno i z jaką egzaltacją, to efekt będzie podobny do "osiągnięć" synów Sekwasa.

Jednak istnieje obietnica reprezentowania Jezusa wobec upadłego i grzesznego świata. Istnieje zapewnienie, że to wszystko, o co poprosimy w Imię Jego - On to spełni. Kluczem jest relacja i więź - bliska znajomość uprawniająca nas do używania Jego Imienia i działania w Jego autorytecie.

Jeśli trwamy w Chrystusie, to On będzie dzielił z nami swoje serce i swoje pragnienia, a my będziemy mogli wyrażać tę wolę i te oczekiwania Zbawiciela w modlitwie i codziennym działaniu, aby Ewangelia o Królestwie mogła znajdywać właściwe sobie miejsce w życiu pojedynczych ludzi i całych społeczeństw.

DROGA, PRAWDA I ŻYCIE

W Ewangelii Jana przytoczone są jedne z najbardziej znanych słów Jezusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze Mnie". Aby docenić to stwierdzenie można zastosować zasadę zaprzeczenia wobec użytych przez Jezusa określeń. Wtedy okaże się, gdzie jesteśmy bez Niego.

Przeciwieństwem drogi jest bezdroże.
Przeciwieństwem prawdy jest udawanie, fałsz i oszustwo.
Przeciwieństwem życia jest śmierć.

środa, 31 sierpnia 2016

NOWE PRZYKAZANIE

Polecenie Jezusa skierowane do uczniów podczas wieczerzy poprzedzającej święto Paschy: "abyście się wzajemnie miłowali", zostały poprzedzone stwierdzeniem: "daję wam nowe przykazanie".

Jak to "nowe przykazanie"? Przecież teksty starotestamentowe, które znane były uczniom Jezusa, uwzględniały nakaz "miłowania bliźniego". Więc co w tym nowego?

Jan - autor Ewangelii, odnotował taki oto fakt o Jezusie: "miłość okazał im (uczniom) aż do końca" oraz opisał pewne szczególne wydarzenie, które spotkało się ze zdziwieniem i pewnie z niezrozumieniem tych, którzy byli najbliżsi Jezusowi. Kiedy wszyscy ucztowali, Jezus wstał od wieczerzy i zaczął umywać nogi swoim uczniom. Choć obmywanie nóg nie było niczym dziwnym w kulturze ludzi Wschodu, to jednak nie była to czynność, którą wykonywał rabin czy nauczyciel. Była to powinność sług, niewolników, czasem uległych żon lub dzieci. Jezus postawił się wobec swoich uczniów w pozycji niewolnika - tego, który nie przyszedł, "aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu". 

Zwykle mamy tendencje do stawiania granic naszej miłości. "Miłując bliźniego" stawiamy granice naszym wzajemnym zobowiązaniom. Nawet w małżeństwie dostrzec można taką prawidłowość. Rozwód to dowód na postawienie granicy miłości małżeńskiej. Zerwane relacje, nieprzebaczenie, rozgoryczenie, wskazują na niedoskonałość naszej miłości. Naturalnie wolimy opanować niż służyć. Jeśli coś nie dzieje się po naszej myśli, wycofujemy się i okopujemy murem obojętności, a czasem nienawiści.

Jezus swojemu zobowiązaniu wobec tych, którzy są Jego, takiej granicy nie postawił. Umiłował do końca. Przyjął postać sługi. Oddał życie. Więcej zrobić się nie dało. Wszak "nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś poświęca swoje życie za przyjaciół".

To jest jeden z aspektów tej "nowości" w przykazaniu, by "miłować się wzajemnie". Życie to nieustanna nauka, aby ten rodzaj miłości na wzór Jego miłości, stawał się coraz bardziej wyraźny w naszym codziennym postępowaniu. Łatwo nie będzie, ale kto powiedział, że życie chrześcijańskie jest zawsze łatwe, miłe i przyjemne?

sobota, 27 sierpnia 2016

UWIELBIENIE

Pan Jezus wjeżdżając na osiołku do Jerozolimy, by uczestniczyć w święcie Paschy, wyraził wobec Ojca takie pragnienie: "Ojcze, uwielbij swoje imię!". Ewangelista Jan zanotował, że Niebo udzieliło odpowiedzi i dał się słyszeć głos: "Uwielbiłem i jeszcze uwielbię" (J 12, 28).
Prośba Jezusa, by Ojciec został uwielbiony, pojawia się w kontekście zbliżającego się ukrzyżowania. Chwilę wcześniej Jezus mówi: "Teraz jestem głęboko wstrząśnięty. I cóż mam powiedzieć? Ojcze, ocal Mnie od tej godziny? Przecież przyszedłem z tego powodu - dla tej godziny".
W jaki sposób Pan Jezus uwielbił i "jeszcze uwielbi" Ojca? Uczynił to na drodze posłuszeństwa i czynienia woli Tego, który Go posłał. Paweł z Tarsu zanotował taką myśl o Chrystusie: "uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu".
We wszystkim, co Jezus czynił na ziemi, akcentował swoje poddanie i posłuszeństwu Ojcu: "kieruję się wolą Tego, który Mnie posłał" (J 5,30), "Dzieła, których dokonuję w imię mego Ojca, świadczą o Mnie" (J 10,25), "Nie przemawiałem bowiem sam od siebie, ponieważ Ojciec, który Mnie posłał, polecił Mi, co mam mówić i czego mam uczyć" (J 12,49).
Jeśli bliskie jest nam dziś pragnienie, by uwielbić Boga, powinniśmy zwrócić uwagę na kwestię naszego posłuszeństwa Jemu i poddania się Jego woli. Zaśpiewanie kilku pieśni "na chwałę Boga", nie czyni nas jeszcze tymi, którzy należą do Jego czcicieli. Uwielbienie Boga dokonało się w doskonałym i przepełnionym posłuszeństwem życiu i dziele Jezusa Chrystusa. Czy dla nas, żyjących w XXI wieku, Bóg przewidział inną drogę, aby On mógł być wielbiony?

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

OCZY JAK PŁOMIEŃ OGNIA

W każdym z siedmiu Listów do Kościołów z Księgi Objawienia, Jezus przedstawia się wobec swoich adresatów. Kościołowi w Tiatyrze komunikuje: "To mówi Syn Boży, którego oczy są jak płomień ognia, a nogi podobne do drogocennego metalu" oraz "Ja jestem Tym, który przenika nerki i serca".
Ogień jest ostatecznym sprawdzianem wartości i trwałości tego, co jest poddane jego próbie.

W ogniu oczyszcza się złoto, aby wydobyć jego prawdziwą wartość i piękno. W ogniu zostanie przetestowane nasze życie, jak pisał Paweł w Liście do Koryntian (1 Kor 3,12-13), aby okazała się wartość naszej służby i pracy. 

Jezus nie dokonuje pobieżnej i powierzchownej oceny, Jego wzrok przenika to, co niewidoczne dla ludzkich oczu. Choć jako ludzie mamy tendencję oceniania „zewnętrznie” i „powierzchownie”, to jednak Pan ocenia i bada to, co ukryte dla ludzkich oczu.

W oczekiwaniu na Boży osąd jesteśmy wezwani, by "powstrzymywać się od wydawania sądów aż do czasu, gdy przyjdzie Pan. On oświetli rzeczy ukryte w ciemnościach i wyjawi zamiary serc, wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga" (1 Kor 4,5).

Wiele "dzieł" i "budowli" spotyka się z aplauzem i podziwem wśród ludzi. Ludzki zachwyt i ocena dokonywana przez nas, nie zawsze idą w parze z Bożą oceną i Jego aprobatą. W Księdze Objawienia jest opis Wielkiego Miasta, które stanowiło przedmiot dumy i chluby wielu narodów, królów i możnych tego świata. Słynęło ze "złota, srebra, drogocennych kamieni, pereł, bisioru, purpury, jedwabiu, szkarłatu, różnorodnego pachnącego drewna, różnych wyrobów z kości słoniowej, różnych przedmiotów z drogocennego drewna, brązu, żelaza i marmuru, a także z cynamonu, amomumu, perfum, mirry, kadzidła, wina, oliwy, znakomitej mąki, bydła, koni, powozów...", czyli wszystkiego, co stanowić mogło przedmiot pożądania i ludzkiego uwielbienia. To, co w oczach ludzi było uosobieniem piękna, w Bożych oczach było "gniazdem demonów i więzieniem wszystkich duchów nieczystych", a końcem Wielkiego Miasta (Babilonii) była zagłada i zniszczenie.

Szukanie tego, co stanowi prawdziwą wartość w Bożych oczach, jest dobrym wyborem w życiu każdego człowieka.

czwartek, 11 sierpnia 2016

OBIETNICA


Doświadczenie szacunku i czci od osób, które zajmują ważne stanowiska w państwie jest zwykle niezapomnianym wydarzeniem w życiu tych, którzy takiego przywileju dostępują. Przykładowo wśród prerogatyw prezydenta RP jest nadawanie orderów i odznaczeń osobom szczególnie zasłużonym dla Polski. Takiemu wydarzeniu towarzyszy najczęściej uroczysta atmosfera, a wiadomość o odznaczonych znajduje się na czołówkach gazet i jest głównym newsem serwisów informacyjnych. Przyjęcie państwowych odznaczeń jest honorem i zaszczytem. Szczególnie wtedy, gdy państwo w imieniu którego te przywileje są darowane, cieszy się powszechnym poważaniem na arenie międzynarodowej. 

Spośród wszystkich zaszczytów i splendorów, które mogą spotkać człowieka, jest jeden szczególny o który warto zabiegać, ceniąc go ponad wszystko inne. O tym szczególnym zaszczycie mówi Pan Jezus w Ewangelii Jana: „Jeśli ktoś chce Mi służyć, nich idzie za Mną, a tam, gdzie Ja jestem, będzie także Mój sługa. Jeśli ktoś chce Mi służyć, uczci go Mój Ojciec”.

Czy może być jakaś większa nagroda niż doświadczenie czci i szacunku od Tego, który przewyższa swoim majestatem wszystkich władców ziemi? Cóż może być przyrównane do bycia „uczczonym” przez Boga – Stwórcę i Pana Wszechświata, przed którym „narody
są jak kropla wody w wiadrze i znaczą tyle, co pyłek na wadze”.

Ci, którzy należą do Chrystusa i służą Mu, żyją właśnie taką oto niezwykłą obietnicą: „uczci ich Mój Ojciec”.

Wielu wspaniałych i oddanych Bogu ludzi odeszło z tej ziemi w zapomnieniu, a nawet pośród ludzkiej pogardy i nienawiści. Nagrodą za ich wierne oddanie Chrystusowi, w ich ziemskim życiu, były: „trudy, chłosty, więzienie, niebezpieczeństwa, głód, pragnienie, zimno czy nagość”. Tak właśnie o swoim życiu pisał Paweł z Tarsu – apostoł Chrystusa. Inny nowotestamentowy autor tak opisywał życie tych, którzy wiernie służyli Bogu: „doznawali zniewag, byli zabijani, pozbawieni wszystkiego, uciskani i poniewierani. Świat nie był ich godzien…”.

Jednak pośród tych ziemskich zniewag, pogardy i zwyczajnie braku zainteresowania ze strony innych ludzi, żyli oni obietnicą wiecznej chwały i czci od samego Boga. U kresu życia, Paweł z Tarsu, złożył swojemu najbliższemu przyjacielowi – Tymoteuszowi wyznanie: „Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę - zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy...”.

Studium biblijne dwunastego rozdziału Ewangelii Jana zachęca mnie do służenia Chrystusowi i wierności wobec Niego. Czy ludzie wokół będą doceniać taki rodzaj oddania i pasji? Może nie. Jednak jest Ktoś, kto tę miłość i oddanie wobec Chrystusa ceni i „uczci” tych, którzy taką postawę przejawiają.

Jeśli jest coś, o co warto zabiegać, to właśnie cześć i szacunek samego Boga. Wszystko inne to „pogoń za wiatrem i marność nad marnościami”, jak mawiał starożytny mędrzec.

czwartek, 4 sierpnia 2016

ZMARTWYCHWSTANIE I ŻYCIE

W Ewangelii Jana znajduje się siedem szczególnych wypowiedzi Jezusa zaczynających się od sformułowania: "Ja jestem". Są nimi kolejno, następujące stwierdzenia:
  • „Ja jestem chlebem życia” (J 6,35) 
  • „Ja jestem światłością świata” (J 8,12) 
  • „Ja jestem bramą (drzwiami) dla owiec” (J 10,7) 
  • „Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10,8) 
  • „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” (J 11,25) 
  • „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6) 
  • „Ja jestem krzewem winnym” (J 15,1) 
W 11. rozdziale Jezus, w rozmowie z Martą - siostrą Łazarza z Betanii, mówi o sobie: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł - żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki".

Zmartwychwstanie jest ważną nauką Nowego Testamentu. Jednak udział w samym zmartwychwstaniu nie przesądza jeszcze o naszym wiecznym przeznaczeniu. Dlatego Pan Jezus nie mówi o sobie tylko: "Ja jestem zmartwychwstaniem", ale stwierdza: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem".

W świetle słów Pana Jezusa zmartwychwstanie będzie powszechnym doświadczeniem każdego człowieka. Jednak istnieją dwa zmartwychwstania - jedno jest do życia, drugie jest na sąd i potępienie: "Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą Jego (Syna Człowieczego) wołanie i wyjdą z nich. Ci, którzy czynili dobro, zmartwychwstaną do życia, ci natomiast, którzy czynili zło, zmartwychwstaną na sąd" (J 5,28-29). 

Ci, którzy należą do Jezusa nie tylko mają obietnicę zmartwychwstania, ale otrzymali obietnicę zmartwychwstania do życia. To jest właśnie istota Dobrej Nowiny: ŻYCIE WIECZNE. Nadzieja, którą pokładamy w Jezusie wykracza poza grób. Nasza nadzieja jest niebiańską nadzieją (Kol 1,5) i tej nadziei trzymamy się niewzruszenie, gdyż wiemy, że wierny jest Ten, który złożył nam obietnicę (Hbr 10,23). 

Na kartach Starego Testamentu znajdujemy takie oto Boże oświadczenie: "Spójrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście" (Pwt 30,15). Ci, którzy są w Jezusie wybrali życie. Poza Chrystusem jest tylko śmierć i nieszczęście. Być z Bożej woli w Chrystusie oznacza udział w wiecznym życiu Tego, który jest "pierwszym zmartwychwstałym", "Pierwszym i Ostatnim - i Żywym. Był martwy, lecz teraz żyje na wieki wieków" (Ap 1,5. 17-18).

"Wybierz zatem życie, abyś mógł żyć ty i twoje potomstwo" (Pwt 30,19).
 

środa, 27 lipca 2016

OBIETNICA

W Ewangelii Jana Pan Jezus używa obrazu pasterza i owiec, aby mówić o sobie i tych, którzy są Jego.

Obraz pasterza i trzody pojawia się często na kratach Biblii i był bliski kulturze ludzi Wschodu. Pan Bóg przedstawił się jako pasterz Izraela w Księdze Ezechiela: "Oto Ja sam zatroszczę się o moje owce i będę ich doglądał. Jak pasterz przelicza swe stado w dniu, gdy owce się rozproszą, tak Ja doglądnę mych owiec i wyratuję je z tych wszystkich miejsc, do których zostały rozproszone w dniu zachmurzonym i mrocznym (...) Wybiorę im dobre pastwiska (...) Dam im odpocząć na najlepszych niwach. Będą się paść na żyznych wygonach - w górach Izraela. Ja sam będę pasł moje owce i Ja im zapewnię odpoczynek - oświadcza Wszechmocny Pan" (Ez 34,11-16).

Jezus mówi, że jest dobrym pasterzem, który oddaje swoje życie za owce (J 10,11). Zna swoje owce, a one Go znają (J 10,14). "Znać" w języku Biblii oznacza kochać, być komuś oddanym i pozostawać z tą osobą w bezpośredniej relacji. "Znać" odnosi się do intymnej i bliskiej więzi, której cechą jest bliskość i zaufanie.

Pośród słów Pana Jezusa mówiących o Nim jako pasterzu i ludziach - Jego owcach, kryje się szczególna obietnica: "Ja też daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Mój Ojciec, który mi je dał, przewyższa wszystkich i nikt nie zdoła ich wydrzeć z ręki mego Ojca" (J 10,28-29).

To jedna z najwspanialszych obietnic, które odnoszą się do tych, którzy są wybrani przed założeniem świata i przeznaczeni, aby przez Jezusa Chrystusa stać się Bożymi dziećmi, zgodnie z życzeniem Jego woli (zob. Ef 1,4-6). Jezus obiecuje swoim owcom trzy rzeczy: otrzymają życie wieczne, nie zginą na wieki i nikt ich nie wyrwie z Jego ręki. Ta obietnica poparta są autorytetem i wolą Boga Ojca: "Mój Ojciec, który mi je (owce) dał, przewyższa wszystkich i nikt nie zdoła ich wydrzeć z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,29-30).

Chrześcijańskie pielgrzymowanie  nie jest wolne od trudów, zmagań i niebezpieczeństw. Jezus wspominał o złodzieju czyhającym na owce, który przychodzi "kraść, zabijać i niszczyć", Piotr apostoł pisał o konieczności czuwania w obliczu zagrożenia jakim jest nasz przeciwnik, diabeł, który krąży wokoło niczym lew ryczący, wypatrujący łupu (zob. 1 Ptr 5, 8). Zagrożeniem dla chrześcijańskiego pielgrzymowania mogą być, jak pisał Paweł apostoł: udręka, ucisk, prześladowanie, głód, niebezpieczeństwo czy miecz (zob. Rz 9,35).

Jednak w obliczu wszelkich zagrożeń i doświadczeń, które są częścią życia dzieci Bożych, mamy obietnicę, która jest jak kotwica utrzymującą statek pomimo szalejącej burzy i sztormu. Ta obietnica brzmi: nasz Bóg jest wystarczająco mocny, aby nas zachować. On jest gwarantem powodzenia naszej drogi wiary, tak byśmy doświadczyli oczekiwanego jej skutku - zbawienia duszy. On zapewnia absolutne i wieczne bezpieczeństwo każdego, kto jest Jego.

Trwajmy w miłości Boga!


czwartek, 14 lipca 2016

WIARA I PUBLICZNE "TAK" DLA JEZUSA POŚRÓD WROGOŚCI

W dziewiątym rozdziale Ewangelii Jana zapisana jest historia człowieka niewidomego od urodzenia, który w dość niezwykłych okolicznościach doświadczył cudu, o którym sam tak zaświadczył: "Człowiek imieniem Jezus, zrobił błoto, nałożył mi na oczy i polecił: Idź, obmyj się w Siloe. Poszedłem więc, obmyłem się - i widzę."

W tym rozdziale możemy prześledzić też proces narodzin i formowania się wiary uzdrowionego. Jego relacja z Jezusem kształtowała się w niesprzyjających okolicznościach. W zamyśle przywódców religijnych było, aby każdy kto zdecydował się uznać w Jezusie obiecanego Mesjasza, został wyłączony z synagogi.

Wyłączenie z synagogi niosło ze sobą poważne konsekwencje. Było ono skazaniem na społeczną izolację. Kontakty z takim człowiekiem były zakazane do tego stopnia, że nie można mu było przyjść z pomocą nawet gdy znalazł się w niebezpieczeństwie.

Właśnie w takiej wrogiej atmosferze społecznej, uzdrowiony składa świadectwo o Jezusie, uznając w Nim Tego, "kto jest od Boga", i wyznaje: "Wierzę!", składając pokłon Zbawicielowi.
Wiara w Jezusa i publiczne przyznawanie się do Niego wymagają odwagi, szczególnie w krajach, gdzie prześladowania i wrogość wobec uczniów Chrystusa są stałym elementem życia. Wielu chrześcijan skazywanych jest nie tylko na społeczną izolację czy utratę majętności, lecz doświadcza także fizycznej przemocy ze śmiercią włącznie. Ich wiara może być dla nas wzorem do naśladowania, wszak to właśnie ten rodzaj wiary wypróbowanej w ogniu prób i doświadczeń stanowi szczególną wartość przed Bogiem.

W Polsce nie doświadczamy systemowych prześladowań i ukierunkowanej na chrześcijan nienawiści, choć oczywiście zdarzają się przypadki niechęci i odtrącenia. Niezależnie od społecznych okoliczności jesteśmy wezwani, by w przestrzeni publicznej składać świadectwo o Jezusie i Jego dziełach.

Wbrew powszechnej opinii wiara nie ma być ukrytą i prywatną sprawą człowieka. Wiara, do której wzywa nas Zbawiciel, ma także znajdować swój publiczny wyraz: "Do każdego zatem, kto się do Mnie przyzna wobec ludzi, i Ja się przyznam wobec Mojego Ojca, który jest w niebie".
Poza łatką "dziwaka" i "religijnego fanatyka", za publiczne przyznawanie się do Jezusa nie grozi nam w Polce nic złego. Okoliczności mogą się jednak zmienić. Moją modlitwą jest, aby relację i przynależność do Jezusa cenić ponad wszystko i zachować wiarę w każdych - nawet wrogich i niesprzyjających okolicznościach.

Wiara pierwszego Kościoła kształtowała się pośród cierpienia i prześladowania. "Nagrodą" za publiczne "TAK" dla Jezusa były: "zniewagi, udręki, cierpienia, więzienie i grabież mienia" (Hbr 10,33-34). Świadectwo nowotestamentowego Kościoła, a także współczesnych chrześcijan z regionów naznaczonych prześladowaniem, zmusza mnie do zastanowienia nad stanem i jakością mojej ufności wobec Chrystusa i nad gotowością do uczestniczenia w cierpieniach i zniewagach ponoszonych w imię przynależności do Boga.