wtorek, 29 czerwca 2021

ZACHĘTA W DNIU KLĘSKI

Rzuty karne w piłce nożnej to okazja, by „bohaterem” został strzelający na bramkę lub bramkarz. W tym przypadku szczęście jednego wyklucza możliwość zadowolenia u drugiego. Jeśli po wykonanym rzucie karnym bramkarz będzie w euforii, to w tym samym momencie strzelający przeżywać będzie frustrację. Takiego rozgoryczenia zaznał wczoraj (28.06), w meczu 1/8 finału mistrzostw Europy, Kylian Mbappe. Francuski napastnik nie wykorzystał rzutu karnego w konkursie jedenastek i jego drużyna ostatecznie pożegnała się z turniejem. Radości, dla odmiany, doświadczył Yann Sommer, bramkarz szwajcarskiej drużyny, który obronił strzał Francuza. 

W życiu tak już jest, że poczucie niepowodzenia i zawodu przeplata się z doświadczeniem radości. Entuzjazm z odniesionego sukcesu bywa konfrontowany z rozczarowaniem po porażce. W oczekiwaniu na sukces boleśnie przeżywamy frustrację wynikającą z tego, że oto „chybiliśmy celu” i zawiedliśmy. Mnie zwykle trudno przychodzi „pozbieranie się” po porażce, a tych wcale nie brakowało w moim życiu. Jedna z największych „batalii”, jakie przyszło mi stoczyć w życiu, to bój ze zniechęceniem, które towarzyszyło niepowodzeniom – zawodowym, rodzinnym, kościelnym... W tym „podnoszeniu się” po porażce często pomagali mi inni. Mam wdzięczność w sercu dla tych wszystkich, którzy stali przy mnie niczym „tyczka u krzaka pomidora” w chwilach trudnych i naznaczonych przygnębieniem. 

Dziś z radością przeczytałem, że o przeżywającym smutek Kylianie Mbape, wspomniał legendarny piłkarz Pelé. W swoim wpisie na Twiterze napisał: „Głowa do góry, Kylian! Jutro pierwszy dzień nowej drogi”. Zawsze jest ten kolejny dzień, kiedy można rozpocząć „nową podróż”, której powodzenie nie determinuje przeszła porażka. Oby w naszym otoczeniu nie zabrakło tych, którzy – w rezultacie naszego doświadczenia porażki – będą nas zachęcać i wskazywać, że nawet po klęsce nadchodzi „pierwszy dzień nowej drogi”. Obym ja sam także mógł być tym niosącym zachętę i wsparcie przeżywającym smutek po odniesieniu niepowodzeń, wszak apostoł napisał: „Podtrzymujcie jedni drugich…”, tak jak tyczka podtrzymuje krzak pomidora, by owocowanie mogło trwać.

piątek, 18 czerwca 2021

TAM, GDZIE LUDZKI WZROK NIE SIĘGA

„Prorocy są dla ludu chrześcijańskiego jak zwiadowcy, którzy pierwsi wchodzą potajemnie do Ziemi Obiecanej, a potem wracają, by opowiedzieć Izraelitom o tym, co widzieli («kraj opływający mlekiem i miodem»), i zapalić ich do przebycia Jordanu (zob. Lb 14,6 nn). Przez nich docierają do nas, już w tym życiu, przebłyski życia wiecznego. Ich przesłanie można streścić za pomocą słów św. Pawła, który był także jednym z nich: «Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują» (1 Kor 2,9)” – o. Raniero Cantalamessa. 

Zdecydowanie istnieje rzeczywistość, której dostrzeżenie wymaga „oczu serca”. W biblijnej Księdze Objawienia (Apokalipsie) wciąż na nowo pojawia się stwierdzenie: „zobaczyłem”. To co ujrzał autor wspomnianej Księgi pochodzi z wieczności – rzeczywistości będącej poza ludzką chronologią czasu i innej od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Treść Księgi autor nazywa proroctwem, zatem „wyszła” ona spod ręki proroka, by nieść czytelnikom „zbudowanie, zachętę i pocieszenie”. Na kartach Apokalipsy odkrywamy prawdę o rzeczywistości przepełnionej Bożą obecnością i Jego zbawczym planem obejmującym ludzi „z każdego narodu, plemienia, ludu i języka”. Prorok – autor Apokalipsy – prowadzi czytelnika do miejsca, w którym można patrzeć poza teraźniejszość grzechu, cierpienia, choroby i śmierci. Czytając Apokalipsę ćwiczymy nasz duchowy wzrok, by uznać wielkość i majestat Boga nawet jeśli otaczająca nas codzienność zdaje się krzyczeć coś przeciwnego. Choć grzech, cierpienie, ucisk, choroba, ludzka nienawiść, niedostatek czy śmierć zdają się wyrastać przed naszymi oczami niczym potężne i niemożliwe do pokonania szczyty najwyższych gór, to jednak nie pozostają one ostateczną rzeczywistością. Ta zdecydowanie należy do Boga i mając prorocze wejrzenie możemy ogłaszać: „Dziękujemy ci, Panie, Boże Wszechmocny, który jesteś i który byłeś, że użyłeś swej wielkiej mocy i objąłeś królowanie” (Ap 11,16). A jak wygląda to panowanie? Autor Apokalipsy oznajmia: „Następnie zobaczyłem nowe niebo i nową ziemię, gdyż pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły – nie ma już morza. Zobaczyłem też święte miasto, nową Jerozolimę. Zstępowała ona z nieba od Boga. Przygotowana była jak panna młoda, wystrojona dla swego męża. I usłyszałem donośny głos. Rozległ się od strony tronu. Głosił: Oto namiot spotkania Boga oraz ludzi! Będzie z nimi mieszkał. Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg — ich Bóg. Otrze też wszelką łzę z ich oczu. Nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju; ponieważ pierwsze rzeczy – przeminęły” (Ap 21,1-4).

wtorek, 8 czerwca 2021

RÓŻNI, RÓŻNE I RÓŻNIE

Odpowiadając na zarzuty formułowane przez fałszywych świadków, stając przez Najwyższą Radą w Jerozolimie, Szczepan przywołał historię Bożej ingerencji w dziejach Izraela. W jego opowieści pojawiły się takie postacie jak – wezwany przez Boga z Mezopotamii – Abraham, jego syn Izaak, a następnie Jakub, Józef, Mojżesz, Jozue i wreszcie Dawid oraz Salomon. Losy każdej z tych osób były inne, a nawet BARDZO odmienne. Przykładowo, gdyby Abraham miał się porównywać z Jozuem, to niewiele znalazłoby się punktów styczności, jeśli chodzi o to jak żyli i czym się zajmowali. Jednak KAŻDY Z NICH miał do odegrania ważną rolę w Bożym planie zbawienia. Okoliczności w jakich rodziła i realizowała się relacja z Bogiem wymienionych postaci były inne. Wyzwania przed którymi stawali były zdecydowanie różne. Jedni byli pasterzami, inni wojownikami, jeszcze inni administratorami czy władcami i budowniczymi. Lecz wszyscy byli ważni i potrzebni w tym niezwykłym Bożym projekcie jakim jest zbawienie ludzi „z każdego plemienia, języka i narodu”. 

Właśnie tak postrzegam różnorodność Bożego planu dla Kościoła – wspólnoty chrześcijan. Kościół tworzą ludzie, których historia i kontekst życia jest różny. Odmienne jest ich powołanie. Różne są zadania, jakie Bóg w swojej mądrości dla nich przeznaczył. Pisząc o Kościele Paweł z Tarsu zadaje pytania: „Czyż wszyscy są wysłannikami (apostołami)? Wszyscy są prorokami? Albo nauczycielami? Albo czyniącymi cuda? Czy wszyscy mają dary uzdrawiania, wszyscy mówią językami, wszyscy tłumaczą?”. Odpowiedź wydaje się oczywista: NIE WSZYSCY. Jednak to „nie wszyscy” nie oznacza, że mniej potrzebni czy mniej wartościowi. Po prostu inni, z różnym powołaniem i odmiennymi zadaniami nakreślonymi mądrością Tego, który buduje swój Kościół. Niech ta Boża różnorodność DARÓW, SPOSOBÓW DZIAŁANIA I SŁUŻENIA przejawia się w Kościele na chwałę Bogu. 

„A są RÓŻNE rodzaje darów, ale daje je ten sam Duch. Są też RÓŻNE sposoby służenia, ale temu samemu Panu się służy. I RÓŻNE są sposoby działania, ale to ten sam Bóg sprawia je wszystkie we wszystkich. Ponadto każdemu jest dany konkretny przejaw Ducha, który posłuży wspólnemu dobru. Jednemu przez Ducha dano słowo mądrości, drugiemu słowo wiedzy, zgodnie z tym samym Duchem; innemu wiarę, z tego samego Ducha; innemu dary uzdrawiania, z jednego Ducha; innemu czynienie cudów; innemu proroctwo; innemu zdolność rozpoznawania duchów; innemu zdolność mówienia rozmaitymi rodzajami języków; a jeszcze innemu zdolność tłumaczenia języków. Jeden i ten sam Duch działa we wszystkich tych rzeczach, rozdzielając każdemu tak, jak zechce”.

O KOŚCIELE

poniedziałek, 31 maja 2021

MĄDROŚĆ

„Było sobie niewielkie miasto i mieszkało w nim niewielu ludzi. Nadciągnął przeciw niemu potężny król, obległ je i zbudował przeciw niemu wielkie machiny wojenne. Ale znalazł się w tym mieście pewien ubogi i mądry człowiek, który uratował miasto dzięki swej mądrości”. 

Taką niezwykłą uwagę poczynił autor biblijnej Księgi Koheleta. Choć ta uwaga kończy się smutnym stwierdzeniem: „Nikt jednak nie pamiętał o tym biednym człowieku”, to jednak przesłanie o mądrości pozostaje niezmącone. 

Wyobrażam sobie te olbrzymie machiny oblężnicze, które stanęły przed murami małego miasta. Wyobrażam sobie pewność siebie owego „potężnego króla”, który spoglądał na oblężone miasto z poczuciem wyższości, oczekując szybkiego rozstrzygnięcia. Takie miasto, w obliczu nagromadzonego arsenału wojennego, nie miało szansy przetrwać. Miało być zgniecione, zmiażdżone i starte w pył. I kiedy król snuł już wizję rychłego zwycięstwa nagle wszystko się zmieniło... Miasto ocalało. Niemożliwe stało się faktem. Jak? Dlaczego? Kto to sprawił? Odpowiedź może wydawać się zaskakująca: „pewien ubogi i mądry człowiek uratował miasto dzięki swej mądrości”. 

Militarna potęga musiała uznać wyższość wobec mądrości. MĄDROŚĆ BYWA ZASKAKUJĄCO SKUTECZNA. 

Kiedyś pewna grupa wpływowych osób, ogarnięta zazdrością i zawiścią, zwróciła się przeciwko uczniom Chrystusa. Autor Dziejów Apostolskich zanotował, że w dniach intensywnego rozwoju Kościoła jerozolimskiego „arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, którzy należeli do stronnictwa saduceuszy, pełni zazdrości pojmali apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia”. Ten rodzaj zawiści towarzyszył też wcześniej religijnym przywódcom Izraela, którzy doprowadzili do procesu i skazania Nauczyciela z Nazaretu. Zawiść idzie w parze z chęcią mordu. W opisywanej przez autora Dziejów Apostolskich sytuacji zawiść dojrzała, by zabić apostołów. Arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy „wpadli w gniew i chcieli zabić” apostołów. Ich plan zostałby pewnie zrealizowany, gdyby nie pewien człowiek imieniem Gamaliel. Mądrość tego „poważanego przez cały lud nauczyciela Prawa” okiełznała – przynajmniej na jakiś czas – gniewne i zawistne serca. Całą historię można przeczytać w 5. rozdziale Dziejów Apostolskich. 

Mądrość może zdziałać naprawdę wiele. Jej niezbędność pozostaje ważnym i pożądanym elementem życia. Dlatego biorę sobie do serca słowa Jakuba: „Jeśli natomiast komuś z was brakuje mądrości, niech prosi Boga, który daje wszystkim chętnie i bez wypominania, a będzie mu dana”. Jaka jest ta „mądrość płynąca z góry?”. W Liście Jakuba czytamy: „Mądrość z wysoka natomiast jest przede wszystkim czysta, następnie usposobiona pokojowo, życzliwa, uległa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, bez uprzedzeń, nieobłudna”. I dodałbym jeszcze, że niezwykle skuteczna. Mądrość!

czwartek, 27 maja 2021

POKORA VS. PYCHA

„On (Bóg) uniża pychę wyniosłych, a wspiera tych, którzy spuszczają oczy”. Taką myśl o Stwórcy znaleźć można w biblijnej Księdze Hioba. W podobnym tonie wypowiadają się autorzy Nowego Testamentu (Jakub i Piotr) stwierdzając, że „Bóg się pysznym przeciwstawia, lecz pokornych darzy łaską”. A prorok obwieszcza: „Niech zostanie podniesiona każda dolina, niech wszystkie góry i wzgórza się obniżą!”. 

Kiedy myślę o grzechach, które mają potencjał, by zniszczyć moją relację i więź z Bogiem, to NA PIERWSZYM miejscu umieszczam grzech pychy. Największym wrogiem, który dokonuje spustoszenia w życiu pojedynczych ludzi, jak i wspólnot czy społeczeństw jest PYCHA. Muszę uczciwie przyznać, że wciąż daleko mi do prawdziwie pokornego stylu życia... W książce „Chrześcijaństwo po prostu” autorstwa C.S. Lewisa możemy przeczytać takie słowa: „Według nauczycieli chrześcijańskich, zasadniczym grzechem i NAJGORSZYM ZŁEM JEST WŁAŚNIE PYCHA. W porównaniu z nią nieczystość, gniew, chciwość, pijaństwo – to wszystko drobiazgi. Pycha prowadzi do każdego innego grzechu. Jest stanem umysłu stojącym w całkowitej sprzeczności z Bogiem (…) Pycha jest główną przyczyną nieszczęść każdego narodu i każdej rodziny od początku świata. Innym grzechom nieraz towarzyszy poczucie jakiejś jedności – wśród ludzi pijanych czy nieczystych dochodzi do bratania się, żartów i przyjaznych kontaktów. Ale PYCHA ZAWSZE OZNACZA WROGOŚĆ – pycha jest wrogością. Nie tylko wrogością pomiędzy ludźmi, ale wobec Boga”. 

Jaki jest pierwszy krok, by stać się pokornym? C.S. Lewis radzi: „Ten pierwszy krok to zdać sobie sprawę, że jest się pysznym”. A jaki jest drugi krok? Odpowiedź, jak sądzę, można znaleźć w słowach Mistrza z Nazaretu: „PRZYJDŹCIE DO MNIE wszyscy utrudzeni i obciążeni (dodałbym: ci, którzy rozpoznajcie, że jesteście pyszni), a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie Moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla waszych dusz. Jarzmo Moje bowiem jest miłe, a Moje brzemię lekkie”. 

Wartościową uwagę na temat pychy można znaleźć w książce Thomasa Forrersa i Jose H. Prado Floresa „Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby”: „Człowiek pyszny nie umie przyjmować od innych, bo nie umie przyznać się, że ich potrzebuje. Uważa się za osobę konieczną i niezastąpioną. Dlatego zanurza się w wirze aktywności, która utrzymuje go w tym co powierzchowne. Ma «kompleks mesjanistyczny», czuje się oczekiwanym przez wszystkich, jedynym, który umie rozwiązać każdy problem wspólnoty. Jako że ma tak dużo pracy, nie wystarcza mu czasu na modlitwę. W głębi zaczyna wierzyć, że jest zdolny do pójścia naprzód o własnych siłach. Jezus nie jest jego Panem. On jest panem siebie samego”.

piątek, 14 maja 2021

PODWÓJNE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

Sport bywa piękny na wiele rożnych sposobów. Media donoszą, że po blisko jedenastu latach grania Łukasz Piszczek żegna się z Borussią Dortmund. Wczoraj (13.05), w zwycięskim dla drużyny z Dortmundu finałowym meczu Pucharu Niemiec, wystąpił przed-przedostatni raz w barwach Borussii. W żółto-czarnej koszulce Łukasz Piszczek zagrał blisko 400 meczów, także jako kapitan drużyny. Zespołowi oddał serce i ciężko pracował na liczne sukcesy swojej drużyny – zarówno te krajowe jak i europejskie. Koledzy z klubu i kibice przygotowali dla odchodzącego z Dortmundu Łukasz Piszczka wyjątkowo ciepłe pożegnanie. Trudno było ukryć emocje. 

To pożegnanie Łukasza Piszczka z Dortmundem przypomniało mi wydarzenie opisane przez autora Dziejów Apostolskich. Paweł z Tarsu, przebywając w Milecie, wezwał do siebie starszych z Kościoła w Efezie, by pożegnać się nimi i całą efeską wspólnotą. Długi czas jaki Paweł poświęcił służąc w Efezie zaowocował szczególnie bliskimi więziami pomiędzy apostołem a efeskimi chrześcijanami. O tej zażyłości i przyjaźni świadczy taki oto opis rozstania „A wszyscy zaczęli głośno płakać. Obejmowali Pawła i serdecznie go tulili. Najbardziej zasmuciły ich słowa, że go już więcej nie zobaczą”. 

Pożegnania są częścią naszego życia. Relacje, które budujemy nie zawsze trwają „aż po grób”. W obliczu tej przemijalności niektórych relacji i zobowiązań pozostaje otwartym pytanie w jaki sposób rozstajemy się i żegnamy z tymi, którzy na pewnym etapie naszego życia byli nam szczególnie bliscy? Bywa, że niektóre więzi i zobowiązania kończą się pośród nieporozumień, gniewu, urazy czego konsekwencją jest długie pielęgnowanie niechęci... Dobrze jest, gdy rozstaniu towarzyszą słowa wzajemnego wsparcia i błogosławieństwa. Rozstając się z liderami Kościoła w Efezie Paweł powiedział: „Powierzam was Bogu, nalegając, byście trzymali się Jego łaski, trwając w Jego Słowie”. 

Oby tego „powierzania się nawzajem Bogu”, nacechowanego życzliwością, wsparciem i błogosławieństwem było jak najwięcej w relacjach, także tych na gruncie Kościoła. Także wtedy, gdy zmieniają się nasze zobowiązania i kiedy przychodzi czas – wynikających z różnych okoliczności życiowych – pożegnań. 

A wracając do Łukasza Piszczka, to nie żegna się on z piłką nożną. Wraca do rodzinnej miejscowości, by grać w III lidze! W Dortmundzie został życzliwie pożegnany, a w Goczałkowicach-Zdroju będzie życzliwie powitany. Podwójne błogosławieństwo :) I to jest piękne.

środa, 5 maja 2021

NIEOBLICZANY W CZYNIENIU ZŁA

„Nieobliczalny w czynieniu zła…”. O kim/o czym mowa? Kto/co stanowi tak wielkie zagrożenie i ma potencjał do czynienia zła? Kto/co jest źródłem destrukcyjnego działania niosącego śmiercionośną zgubę nawet dla całych społeczeństw? Przytoczone słowa pojawiają się w pewnym starożytnym – datowanym na I wiek po Chrystusie – tekście. Autor tak rozwija swoją myśl: „Język jest ogniem, sferą nieprawości (…) Jest on nieobliczalny w czynieniu zła, pełny zabójczego jadu. Przy jego pomocy (…) przeklinamy ludzi stworzonych na podobieństwo Boga”. Okazuje się, że najdokuczliwsze – śmiercionośne zło – jest blisko każdego z nas. Nasz język, również ten pisany, może nieść ogromne zniszczenie i być narzędziem destrukcji sięgającej wszelakich więzi – rodzinnych, kościelnych, społecznych… Inny autor tego samego zbioru pism zwanych Nowym Testamentem napisał: „Kto bowiem chce miłować życie i oglądać dni dobre niech powstrzyma język od zła, a usta od podstępnej (fałszywej, obłudnej, zdradliwej) mowy. Niech odwróci się od zła i czyni dobro, niech szuka pokoju i dąży do niego”. I znów pojawia się kwestia języka i naszej mowy… 

Uderzające jest to, że potężny wróg – „nieobliczalny w czynieniu zła” – bywa lekceważony przez nas w codziennym życiu. A ofiar języka, za sprawą plotek, pogardy, niesprawiedliwej oceny, przeklinania, złorzeczenia itp., zdaje się być bardzo wiele… Ktoś kiedyś napisał, że jedno krzywdzące – fałszywe, pogardliwe i oszczercze – zdanie wymaga kilkudziesięciu tych dobrych – naznaczonych łaską i życzliwością – słów, by wyeliminować jego destrukcyjny wpływ. Chyba miał rację… Nic nowego pod słońcem, a „śmierć i życie są w mocy języka”. Śmierć – zniszczenie i destrukcja – są mocy języka, LECZ w mocy tego samego języka jest również życie. Język zatem ma także moc, by podnosić, wzmacniać, nieść nadzieję, wyrażać miłość, przekazywać radość, dodawać otuchy i obdarzać życiem. 

„Język jest nie tylko niesforną i dokuczliwą częścią naszego ciała, która zawsze prowadzi do powstawania problemów. Jest darem Bożym o niesłychanej mocy i szlachetności, który może wypowiadać słowa zbawienia i podbudowywać lud Boży w miłości. Jest zdolny do wyśpiewywania razem z aniołami chwały i dobrodziejstw Króla. Traktujmy wszyscy ten dar z należnym szacunkiem i oddajmy go w pełni na służbę jego miłosiernego Dawcy” (Mark Kinzer).

poniedziałek, 3 maja 2021

CZY W TYM CZASIE...

Kiedy uczniowie Jezusa – za sprawą Zmartwychwstałego, który „po swojej męce objawił się jako Żyjący dał tego liczne dowody” – odzyskali utraconą nadzieję, zaczęli pytać o kluczową dla nich kwestię związaną z przyszłością. Autor Dziejów Apostolskich zapisał treść pytania, jakie zadawali zgromadzeni wokół powstałego z grobu Jezusa: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraelowi?”. Ich myśli – podobnie jak w dniach, kiedy towarzyszyli Jezusowi w Jego publicznej działalności – wciąż były opanowane ideą militarnej i politycznej potęgi mesjańskiego królestwa. Pan Jezus nie zlekceważył ich pytania, choć w Jego słowach zdaje się wybrzmiewać lekkie napomnienie: „Nie wasza to rzecz poznać dni i godziny, które Ojciec ustanowił swoją mocą, lecz…”. Czy mogło być coś ważniejszego od oczekiwanego przez uczniów królestwa, w którym Mesjasz zniszczy opresyjną rzymską władzę i przywróci Izraelowi dawną świetność pamiętaną z czasów panowania Dawida i Salomona? Pan Jezus jednak przekierował uwagę uczniów na coś innego: „gdy Duch Święty zstąpi na was, weźmiecie Jego moc i będziecie Moimi świadkami w Jerozolimie w całej Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi”. Moc, której On zamierzał udzielić uczniom nie dotyczyła sprawowania władzy politycznej, lecz odnosiła się do zbawczej władzy Boga nad Izraelem i narodami. Sprawowanie tej władzy – manifestującej się w przebaczeniu grzechów oraz skutkującej przywróceniem człowiekowi relacji i więzi ze Stwórcą – wciąż pozostaje aktualnym zadaniem naśladowców Chrystusa. 

Kiedy czytam historię zapisaną w pierwszym rozdziale Dziejów Apostolskich dostrzegam, że niewiele różnię się od uczniów noszących w swoich sercach pewne utrwalone koncepcje i pragnienia, jednak nie zawsze zgodne z Bożym spojrzeniem na „ten czas” i niekoniecznie zbieżne Jego planami. „Czy w tym czasie…?”. Pytań, tych zadawanych publicznie i w skrytości serca, bywa wiele. Jednak Mistrz konsekwentnie zdaje się przekierowywać uwagę swoich naśladowców na sprawy najistotniejsze i najbliższe Jego sercu: „Weźmiecie moc Ducha Świętego, by być Moimi świadkami…”. Ta obietnica obecności Ducha Świętego została też wyrażona słowami: „zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”. Ochrzczeni, czyli „zanurzeni” i „przemoczeni” – „przesiąknięci” Nim oraz „ociekający” Jego naturą i mocą. 

Zdaje się, że wiele pytań stawianych przez nas Panu Bogu pozostanie bez odpowiedzi. Jednak wciąż aktualną potrzebą jest to, by doświadczyć mocy Ducha Świętego. Po co? W jakim celu? Aby reprezentować Boga i realizować Jego zbawczy plan w naszym pokoleniu. A co z moimi pytaniami, które zdają się wymagać natychmiastowej odpowiedzi ze strony Stwórcy? Może zwyczajnie potrzebują zejść na dalszy plan wobec pragnień Tego, którego pasją jest „szukać i zbawić to, co zginęło”... 

Przyjdź Duchu Święty!

niedziela, 25 kwietnia 2021

ZACHĘTA, BY SŁUŻYĆ

Ukrzyżowanie Pana Jezusa Chrystusa nie było jakimś przypadkowym wydarzeniem, które niespodziewanie i dramatycznie zakończyło pełną sukcesów publiczną służbę Nauczyciela z Nazaretu. Ukrzyżowanie nie było też czymś wynikającym jedynie z ludzkich planów i kalkulacji nieprzyjaznych Jezusowi osób.  

Choć w tym wydarzeniu obecna była ludzka nienawiść i chęć pozbycia się Jezusa przez „arcykapłanów i nauczycieli Prawa”, to jednak nie ludzki zamysł stał u źródła tych, dramatycznych i opisanych w Ewangelii, wydarzeń. Był to Boży plan. Plan URATOWANIA LUDZI od grzechu i od wiecznego potępienia. Sposób realizacji tego planu związany był ze śmiercią na KRZYŻU Bożego Syna – Jezusa Chrystusa. 

W relacji ewangelicznej, której autorstwo przypisujemy Markowi, czytamy, że Pan Jezus trzykrotnie zapowiadał swoim uczniom wydarzenia dotyczące swojej śmierci. 

Każda z tych zapowiedzi zawierała cały katalog szczegółów związanych z mającą nastąpić śmiercią Jezusa na krzyżu. Pan Jezus powiedział też o sobie: „Syn Człowieczy przyszedł, aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu” (Mk 10,45). 

Ta gotowość, by służyć i oddać siebie innym była widoczna przez całą ziemską służbę Jezusa, ale w całej pełni zamanifestowała się przez KRZYŻ. 

Krzyż ujawnił ponad wszelką wątpliwość, że Syn Boży przyszedł, aby służyć. Możemy Go nazwać „sługą grzeszników”. On zajął na krzyżu nasze miejsce – miejsce grzeszników, ludzi oddzielonych od Boga i doświadczających szatańskiego zniewolenia. 

Wspominając śmierć Zbawcy – Pana Jezusa Chrystusa – Ogłaszamy, że krzyż rozwiązał problem ludzkiego grzechu. KRZYŻ pozostaje znakiem zwycięstwa łaski nad prawem, przebaczenia nad potępieniem, uzdrowienia nad chorobą i błogosławieństwa nad przekleństwem. 

Ale w krzyżu Jezusa jest jeszcze coś, co warto dostrzec. Skoro Chrystus – Syn Boży „przyszedł, aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu” to znaczy, że Ja i Ty jesteśmy wezwani, by przyjąwszy Jego służbę odkupienia, służyć sobie nawzajem. Jeśli doświadczyliśmy dobrodziejstw Boga i z radością przyjmujemy obfitość łaski, przebaczenie, uwolnienie i ratunek od wiecznej zagłady, to z tą samą radością powinniśmy służyć jedni drugim, gdyż On – Nasz Mistrz – nie przyszedł, aby Jemu służono, lecz „aby służyć i oddać życie jako okup za wielu”. Krzyż Chrystusa jest wezwaniem dla każdego z nas, by służyć innym.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

ALE DLACZEGO?

Maciek i Agata Strzyżewscy opowiadając o swojej służbie misyjnej przywołali zdarzenie ze spotkania z pastorem w jednym z azjatyckich krajów. Na pytanie czy ogląda w swojej służbie cuda, ów pastor powiedział bez wahania, że tak. Zapytany jakie dzieła Boże widział podczas modlitwy o ludzi odpowiedział, że niewidomi odzyskiwali wzrok, głusi zaczynali słyszeć, a chromi mogli chodzić. Kiedy Maciek przybliżał temu pastorowi realia z Polski i stwierdził, że my nie doświadczamy tego typu dzieł Boga usłyszał pytanie: „Ale dlaczego?”. To zdziwienie pastora z azjatyckiego kraju było szczere i autentyczne. Dla niego było czymś niezrozumiałym, by głoszeniu Ewangelii nie towarzyszyły uzdrowienia i przejawy działania Ducha Świętego. Dlaczego Bóg nie miałby dokonywać dzieł, które obiecał, że będą one towarzyszyć głoszeniu dobrej nowiny o ratunku w Chrystusie? Czyż uzdrowienia, uwolnienia od demonów i nadprzyrodzone dzieła Boga nie są integralną częścią opowiadania o Jezusie Chrystusie – umarłym i zmartwychwstałym – do którego należy wszelka władza na niebie i na ziemi? Czy Boże dzieło zbawienia głoszone w Polsce nie wymaga autoryzacji w postaci znaków i cudów? Czy jedynym oczekiwanym przez nas cudem jest nowe serce i wolność od grzechu? To nowe życie w Chrystusie jest oczywiście niezaprzeczalnym cudem, ale co z rakiem i innymi, wyniszczającymi ciało, chorobami? Czy możemy oczekiwać, że w Polsce działanie Ducha Świętego będzie dostrzegalne w uzdrowieniach – też takich, wobec których współczesna medycyna pozostaje całkowicie bezradna? Czy możemy i powinniśmy szukać objawiania się mocy Boga, gdy spotykamy ludzi dotkniętych całą listą chorób odbierających radość egzystencji? Czy możemy oczekiwać, że Bóg – w rezultacie modlitwy – będzie przywracał sprawność zdeformowanym i zniszczonym przez chorobę członkom ciała? Czy Pan Jezus Chrystus – Ten, który żyje i, jak czytamy, „jest wczoraj i dziś – na wieki ten sam” – chce manifestować swoją obecność w Polsce czyniąc dzieła, o których czytamy na kartach Ewangelii? Dzieła, które towarzyszyły też służbie nowotestamentowego Kościoła? Co zrobić z takimi opisami: „Za pośrednictwem Pawła Bóg czynił też niezwykłe cuda. Nawet jego chusty i przepaski kładziono na chorych, a oni odzyskiwali zdrowie i opuszczały ich złe duchy”. Jak w naszych czasach, szczególnie w Polsce, odczytywać relację z pobytu Pawła na Malcie: „W pobliżu tego miejsca znajdowała się posiadłość zarządcy wyspy, Publiusza. Przyjął on nas bardzo życzliwie i trzy dni przebywaliśmy u niego. Wtedy właśnie zachorował ojciec Publiusza i miał gorączkę z powodu biegunki. Paweł poszedł do niego, pomodlił się, nałożył na niego ręce, a on wyzdrowiał. Po tym wydarzeniu przychodzili do niego także inni chorzy mieszkańcy wyspy. I byli uzdrawiani”. To tylko wybrane relacje zapisane w Księdze Dziejów Apostolskich. W tych relacjach, podobnie jak w historiach znanych z czterech Ewangelii, znajdziemy opisy uzdrowień, uwolnień od demonów i przejawów Bożej mocy. Czy to tylko piękne słowa, jednak opisujące zdarzenia niemożliwe, by je oglądać w naszym pokoleniu i w naszym kraju? 

Pytanie „Ale dlaczego?”, które usłyszał Maciek od pastora z Azji, kiedy relacjonował mu, że w Polsce raczej nie doświadczamy znaków i cudów obecnych w służbie Jezusa i pierwszego Kościoła pozostaje aktualnym dla mnie. Nie chcę powiedzieć, że nie znam żadnego przypadku nadprzyrodzonej ingerencji Boga w dręczone chorobą i działaniem demonów ciało człowieka, jednak takie zdarzenia pozostają, przynajmniej w moim doświadczeniu, czymś bardzo incydentalnym… Ale dlaczego?

poniedziałek, 15 marca 2021

HIRAM I SYBIL BINGHAM

Małżeństwo HIRAM I SYBIL BINGHAM, oprócz łączącej ich miłości ku sobie nawzajem, połączyła pasja do misji i ewangelizacji. Na fali tej pasji – w październiku 1819 roku – wypłynęli statkiem na Hawaje, stając się częścią pionierskiej grupy protestanckich misjonarzy, którzy mieli pragnienie niesienia Dobrej nowiny o ratunku w Chrystusie na tych odległych pacyficznych wyspach (wówczas nazywanych Wyspami Sandwich). 

Poznali się w mieście Goshen, w hrabstwie Lichfield, w stanie Connecticut. Zbliżyła ich pasja do głoszenia Ewangelii. Pobrali się dwa tygodnie od dnia, w którym się poznali. Osiem dni po ślubie byli na statku płynącym na Hawaje. Na tych pacyficznych wyspach spędzili 21 lat. Pracowali nad rozwojem kultury i budowaniem relacji z rdzennymi Hawajczykami, zakładali szkoły misyjne, organizowali pomoc medyczną i pomagali stworzyć pisemny język hawajski. Hiram przetłumaczył na miejscowy język popularne amerykańskie hymny, teksty szkolne i książki biblijne. Sybil intensywnie służyła Hawajczykom, prowadząc spotkania modlitewne, które regularnie przyciągały setki miejscowych kobiet. Pracowała też jako nauczycielka i położna. W 1841 roku małżeństwo wróciło do Nowej Anglii, ze względu na zły stan zdrowia Sybil, i nigdy już nie powrócili na Hawaje. 

Mieli siedmioro dzieci – wszystkie urodziły się na Hawajach. Ich wnuk – Hiram Bingham III zasłynął jako odkrywca Machu Picchu – najlepiej zachowanego miasta Inków w peruwiańskich Andach.