środa, 10 czerwca 2020

AUTORYTET

Wśród oczekiwań jakie formułuje Paweł wobec chrześcijan w Filippi pojawiają się takie stwierdzenia: „trwajcie w jednym duchu, jednomyślnie walcząc o wiarę opartą na Ewangelii. Nie dajcie się niczym zastraszyć przeciwnikom (…) Wam bowiem zostało darowane ze względu na Chrystusa nie tylko w Niego wierzyć, ale też DLA NIEGO CIERPIEĆ”. W kontekście tych słów można się zastanowić co dało Pawłowi prawo do formułowania tak dalece idących oczekiwań jak takie, by adresaci listu byli gotowi na cierpienie ze względu na Ewangelię?

Wzywać chrześcijan do jedności, wzajemnego wspierania się i współpracy to jedno, ale komunikować do nich o tym, by byli gotowi na cierpienie to o wiele poważniejsza sprawa. Pawła nie tylko autoryzowała, w oczach chrześcijan z Filippi, jego apostolska służba i fakt, że to on jako pierwszy głosił im Ewangelię. Uwierzytelniał go PRZYKŁAD JEGO ŻYCIA. Wszak nie pisał swojego listu z posiadłości na Manhattanie, siedząc w miękkim fotelu i popijając kawę kopi luwak. Przebywał w areszcie, a „jego więzy stały się znane z powodu Chrystusa w całym pretorium, jak i w innych miejscowościach”. Zresztą nie było to jego pierwsze i ostatnie uwięzienie w życiu. Nic tak nie autoryzuje naszej wypowiedzi jak WŁASNY PRZYKŁAD. Ten, który cierpiał ucisk i prześladowanie ze względu na miłość i oddanie Chrystusowi mógł powiedzieć: „zostaliście powołani nie tylko do tego, by ufać Chrystusowi, ale też by DLA NIEGO CIERPIEĆ”.

Sądzę, że kryje się w tym bardziej uniwersalna lekcja. Autorytet do komunikowania innym tego jak powinni żyć i postępować wynika, w największej mierze, z własnego przykładu życia i tego kim jesteśmy. Biorę tę cenną lekcję dla siebie jako ktoś zaangażowany w posługę duszpasterską i nauczycielską.

To tylko jedno ze spostrzeżeń dokonanych podczas dzisiejszego studium biblijnego Listu do Filipian. Kocham wspólne rozważanie Biblii!

wtorek, 9 czerwca 2020

SKARB EWANGELII

Bunt, nieposłuszeństwo i grzech człowieka wobec Stwórcy pozostaje najpoważniejszym problemem naszych czasów. Droga buntu i niezależności od Boga, po której kroczymy – jako jednostki i całe społeczeństwa – prowadzi nieuchronnie do katastrofy. A dostrzeżenie tego faktu może stanowić punkt zwrotny w życiu. Punktem startowym w chrześcijańskim pielgrzymowaniu jest dostrzeżenie, że posiadamy buntownicze wobec Boga serca i, jak określił to Greg Gilbert, „zwiędłe i uległe wyjałowieniu dusze – całkowicie pozbawione duchowego życia, którym Bóg obdarzył nas na początku, gdy wszystko było dobre”. Zrozumienie natury i głębi grzechu oraz jego destrukcyjnej siły w naszym życiu jest niezbędnie potrzebne dla zrozumienia Bożego dzieła zbawienia ukazanego w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Dobra nowina zaczyna się od fatalnej dla człowieka wiadomości: „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej”. Wszyscy, to znaczy ja też. JA GRZESZNIK to nie brzmi dumnie, ale to właśnie „pokornym Bóg daje łaskę”. Ta łaska, która skutecznie wyprowadza z niewoli grzechu, zaczyna działać, gdy dostrzegamy nędzę WŁASNEJ duszy i brzydotę WŁASNEGO serca skrywającego „złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, złośliwość, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pychę, głupotę i wszelkie to zło”. Pan Bóg nie zbagatelizował i nie lekceważy grzechu. Dziełem Jezusa jest „zbawić grzesznika”. Bóg przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa zainaugurował Królestwo Boże i chce wprowadzić do niego grzeszników: „On wyrwał nas władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów”. Niezwykłość Ewangelii łaski zachwyca! Z niewoli grzechu do wolności, z przekleństwa do błogosławieństwa, z ciemności do światła, ze śmierci do życia, z buntu do posłuszeństwa Bogu – oto piękno Dobrej Nowiny o ratunku w Chrystusie.

sobota, 6 czerwca 2020

DWA SŁOWA I JEGO OBECNOŚĆ

Andrzej Sionek, jeden z pionierów odnowy charyzmatycznej w Polsce (i nie tylko), w posłowiu do jednej z książek napisał: „Książka ta leczy głęboką ranę naszego współczesnego społeczeństwa – ranę braku obecności Boga”. Te słowa są bardzo ważne. W mojej, skromnej i pewnie mało znaczącej, opinii trafiają w sedno problemu jaki nas dotyczy. Choć przestrzeń wokół nas wypełniona jest tysiącami słów o Bogu, tak w – dominującej w Polsce – narracji katolickiej, jak i protestanckiej czy prawosławnej, to jednak wiedza o Nim jest czymś innym niż doświadczenie Jego obecności. Sam „wyrzucam” z siebie dziesiątki i setki słów, którymi dzielę się o moim zrozumieniem Boga i Jego Słowa. Gdyby je wszystkie zebrać w całość, to powstałaby z tego opasła książka. Każde niedzielne nabożeństwo i jakiekolwiek inne spotkanie Kościoła staje się okazją, by mówić o Bogu, przywoływać doktryny stanowiące fundament naszej wiary i formułować niezliczone ilości modlitw. Jednak mam nieodparte wrażenie, że tylko ślizgamy się po powierzchni i nie docieramy do głębi poznania i doświadczenia Boga. Przynajmniej ja tam miewam. Wiem co to znaczy doświadczyć Jego obecności. Zdarzyło mi się przeżywać tę niezwykłość Jego bliskości i dotyku. Jednak, jeśli zbiorę te wszystkie doświadczenia związane z doświadczeniem Jego obecności, to mam wrażenie, że jest to nic innego jak kilka kropel życiodajnego deszczu spadających na pustynię. Kilka kropel… Tak rozpaczliwie potrzebujemy, w naszych Kościołach, obecności Boga. Nie potrzebujemy tak bardzo naszych atrakcyjnych i skutecznych programów czy tysięcy, wartościowych i pouczających, słów wypowiadanych zza kazalnicy. Nie tyle potrzebujemy całego mnóstwa dobrych rad duszpasterskich, co raczej Jego obecności i spotkania z Nim. W doświadczaniu tej obecności Boga często bywa tak, że jedyną właściwą reakcją jest milczenie i cisza. Milczenie i zachwyt. Choć bywa też bardziej ekspresyjnie. Ale zasadniczo nie trzeba wielu słów, kiedy jest On. A Jego obecność może uczynić niezwykle rzeczy. Kiedyś Jego obecność sprawiła, że martwy od czterech dni mężczyzna wstał z grobu. Aby to się stało wystarczyły dwa słowa: „Łazarzu, wyjdź!”. Dwa słowa, ale wsparte Jego obecnością. Tak, mam ranę braku obecności Boga. Za tą obecnością tęsknię i tej obecności szukam. I nic nie rozpala mojego serca bardziej niż to jedno pragnienie wyrażone niegdyś przez psalmistę: „Moja dusza tęskni za Bogiem, Bogiem żywym – kiedy przyjdę i ujrzę oblicze Boga?”. Kiedy ujrzę Jego obecność przemieniającą dogłębnie duchową ciemność naszych czasów?

piątek, 5 czerwca 2020

BÓG KRÓLUJE

Uwalniającą (przynoszącą błogosławieństwo) prawdą, na której warto budować naszą codzienność nie jest przekonanie o niezależności („nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć”), ale świadomość ZALEŻNOŚCI OD BOGA. Uświadomienie sobie faktu, że Bóg – będąc Stwórcą i Panem wszystkiego – ma do nas prawo i nakreślił dla naszego życia cel zdaje się być czymś niezbędnie potrzebnym w naszym pokoleniu. Nie jesteśmy autonomicznym bytem. Psalmista przypomina: „Pamiętajcie, że to PAN jest Bogiem! On nas stworzył i do Niego należymy, Jesteśmy Jego ludem i owcami Jego łąk”. Istotą grzechu jest odtrącenie autorytetu i władzy Tego, który dał człowiekowi życie. Ratunkiem na ten bunt i niezależność do Boga jest Ewangelia. W Chrystusie – poprzez Jego śmierć i zmartwychwstanie – zyskujemy utraconą więź i bliskość z Bogiem w której jest miejsce na Jego panowanie, władzę i autorytet nad nami. Jednym z najpiękniejszych miejsc w nowotestamentowym tekście odnoszącym się do istoty Dobrej Nowiny o ratunku w Chrystusie są słowa z Księgi Apokalipsy: „Nad światem zaczął KRÓLOWAĆ nasz Pan i Jego Chrystus. Będzie królował na wieki wieków”.

środa, 3 czerwca 2020

RADOŚĆ (W EWANGELII)

Słowo radość jest często pojawiającym się stwierdzeniem w liście, który apostoł Paweł – „sługa Chrystusa Jezusa” – skierował do gminy chrześcijańskiej w Filippi.

Autor listu z RADOŚCIĄ „zanosi modlitwy” za swoich przyjaciół w Macedonii, wyraża nadzieję, że dane mu będzie żyć „dla ich postępu i RADOŚCI opartej na wierze”, chce RADOWAĆ się oglądając ich jedność i z entuzjazmem obwieszcza, że adresaci listu są – jako umiłowani bracia – jego „RADOŚCIĄ” i powodem do chluby przed obliczem Chrystusa.

Nie mogę zaświadczyć, że radość jest wyłączną wizytówką mojego codziennego życia, ale mogę przyznać, że jest ona obecna szczególnie wtedy, gdy doświadczam bliskości i więzi z Bogiem opartej na Ewangelii. Im więcej w moim życiu zrozumienia dzieła Jezusa Chrystusa, tym więcej RADOŚCI, zadowolenia i spełnienia.

Apostolskie wezwanie: „RADUJCIE się w Panu zawsze; powtarzam, RADUJCIE się!” rozpatruję właśnie w kontekście Ewangelii o Chrystusie. Postawienie Ewangelii – w której centrum jest krzyż Chrystusa – na pierwszym miejscu w życiu sprawia, że jako owoc pojawia się RADOŚĆ, nawet jeśli okoliczności i tak zwana „proza życia” nie dostarczają ku temu zbyt wielu powodów.

W codzienności życia bywa czasem tak, jak opisał to starotestamentowy prorok:
„Nie wyda figowiec owoców,
nie będzie winogron na winorośli,
zawiedzie plon drzewa oliwnego,
a doliny nie dostarczą chleba;
z braku pastwisk nie ma już owiec
i nie stają krowy przy korytach”.
Zdaje się, że bieżąca sytuacja i okoliczności życia nie przysparzały powodu do radości i zadowolenia. Tym bardziej zaskakują dalsze słowa proroka:
„Ja jednak będę cieszył się Panem,
będę się radował Bogiem, moim wybawcą”.

Przeżywanie radości to owoc jaki pojawia się, kiedy pamiętam o Bogu i Ewangelii, której należy się pierwszeństwo nad czymkolwiek innym w codziennym życiu.

środa, 27 maja 2020

RAZEM (DLA EWANGELII)

„Paweł i Tymoteusz, słudzy Chrystusa Jezusa…”. Tymi słowami rozpoczyna się nowotestamentowy List do Filipian. We wstępie listów, których autorstwo przypisywane jest Pawłowi, często pojawiają się imiona ludzi dzielących z apostołem trud niesienia Dobrej Nowiny o ratunku w Chrystusie.

Obok wymienionego już Tymoteusza znajdujemy też Sylwana (Sylasa) czy, bliżej nieznanego, Sostenesa. Ale lista współpracowników – towarzyszy Pawła w jego misyjnej działalności – jest jednak znacznie dłuższa.

Kościół w Filippi został założony w rezultacie wspólnej pracy Pawła, Sylasa, Tymoteusza i Łukasza. Cała czwórka, jak zaświadcza tekst Dziejów Apostolskich, przybyła do Macedonii, by dzielić się z mieszkańcami Filippi przesłaniem o Chrystusie, który po doświadczeniu śmierci na krzyżu został „wywyższony przez Boga i obdarzony imieniem, które jest ponad wszelkie imię”. Najbliższym Pawłowi z tej czwórki – przynajmniej w czasie pobytu w Filippi – był Sylas. Być może decydowała o tym dojrzałość Sylasa, który „cieszył się szacunkiem wśród braci” (Dz 15,22) w Jerozolimie i „był prorokiem” (Dz 15,32). Z czasem takim wypróbowanym towarzyszem Pawła stał się Tymoteusz, którego wiara kształtowała się właśnie u boku „apostoła narodów”.

Nie ma co do tego żadnej wątpliwości, że budowanie zespołu współpracowników pozostaje przywilejem wszystkich trudzących się w służbie Ewangelii. To co można osiągnąć RAZEM jest korzystniejsze niż samotna i jednostkowa posługa. Nie zawsze uda się utrzymać bliskość relacji przez długi czas. Bywa, że współpracownicy, którzy zaczęli dobrze, doświadczą „ostrej kłótni”, a nawet „rozstania”, co wydarzyło się pomiędzy Pawłem i Barnabą (Dz 15, 36-40). Jednak niezależnie od chwilowych trudności i przeszłych niepowodzeń, wciąż warto zabiegać o to, by być człowiekiem zespołu i współdziałania. RAZEM dla Ewangelii to wielka rzecz, choć nie zawsze łatwa.

piątek, 22 maja 2020

POMNIK CHYSTUSA KRÓLA

Kosztowała około 6 milionów złotych. Jest wysoka na 36 metrów i waży ponad 400 ton. Usytuowana jest na mającym 16,5 m wysokości sztucznie usypanym kopcu. O czym mowa? O wzniesionej w 2010 roku w Świebodzinie rzeźbie Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

Dziś przeczytałem artykuł, że jeden z posłów skarży się na kiepskie oznakowanie autostrady A2 w okolicach Świebodzina. Według polityka znaki powinny informować przejeżdżających, że w okolicy znajduje się jedna z największych atrakcji regionów, czyli wspomniany pomnik Chrystusa. Mamy się w Polsce czym chlubić, czyż nie?

Z całą pewnością ta figura wpisuje się w religijny krajobraz Polski, gdzie zewnętrzna forma zdaje się mieć wyższość nad treścią. Nauka Chrystusa i promowanie biblijnej edukacji nie spotyka się z zainteresowaniem spragnionego religijnego blichtru tłumu. Jeśli rzeczywiście bylibyśmy, jako społeczeństwo, zainteresowani wystawieniem prawdziwego pomnika Chrystusowi, to nie da się tego uczynić z siatkobetonu siłami pracowników branży budowlanej, spawaczy, ślusarzy czy mechaników. Jednak taki prawdziwy „pomnik” jest potrzeby i możliwy do wstawienia.

O takim, właściwym i wartym trudu budowy, „pomniku” pisał Paweł z Tarsu do wspólnoty chrześcijan w Kolosach: „bądźcie pełni szczerego współczucia, łagodności i pokory, delikatności i cierpliwości. Podtrzymujcie jedni drugich i wybaczajcie sobie wzajemnie (…) trwajcie wzajemnie wobec siebie w postawie ofiarnej miłości. A Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem, abyście mogli wzrastać w mądrości oraz zdolności do korygowania samych siebie”. To tylko mały fragment tego „pomnika”, do którego wzniesienia są wezwaniu wszyscy mieniący się chrześcijanami. Do budowy takiego „pomnika” – będącego rzeczywistym świadectwem Chrystusa – warto, moim skromnym zdaniem, dołożyć sił i starań. Nie jest to łatwe zadanie, co czym sam się przekonuję od wielu (już prawie trzydziestu) lat, i przewidziane jest ono na całe życie człowieka. Jednak jedno ludzkie istnienie naznaczone łaską Boga, która skutkuje przemianą serca, języka i czynów, jest o wiele cenniejsze niż rzeźba Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata na którą wydano grube miliony. Świebodzińska figura pozostaje, w moim przekonaniu, ludzką fanaberią. A takie fanaberie, czynione pod hasłami chrześcijańskiej wiary, zdają się nie mieć granic. Prawdziwe „pomniki” są żywe i opakowane w kruchą powłokę ludzkiego ciała. Jednak ich wartość ma swoje źródło, jak napisał jeden z nowotestamentowych autorów, w „czystym sercu, jakie kształtuje się w łagodności i niewzruszoności pokornego i cichego ducha, który jest tak bardzo cenny w Bożych oczach”.

środa, 13 maja 2020

WSPÓŁPRACOWNICY

Na końcu listu napisanego do chrześcijan z Kolosów Paweł wymienia imiona współpracowników i bliskich mu osób. Wszyscy, jak się zdaje, towarzyszyli apostołowi na różnych etapach jego życia i służby „głoszenia tajemnic Chrystusa”. Emocjonalny stosunek Pawła do tych osób wyrażony jest powtarzającym się określeniem „umiłowany” (takim określeniem nazwany jest Tychik, Onezym czy Łukasz). Na drodze wypełniania powołania od Boga, niezależnie od tego czy jest to służba apostolska, prorocka, nauczycielska czy jakakolwiek inna, jest miejsce na dzielenie odpowiedzialności z innymi.

Otaczanie się współpracownikami to zaszczyt, ale też potrzeba Bożego sługi. Paweł, jak można wnioskować z historii jego życia, rozumiał ważność relacji, bliskości i braterstwa w Chrystusie. Przywilejem powołanych przez Boga i wezwanych do wypełniania Jego woli jest doświadczanie zachęty i pokrzepienia ze strony braci. Indywidualizm zdaje się nie być standardem w nowotestamentowym Kościele. Na długiej liście współpracowników Paweł wymienia też Epafrasa – bojownika w modlitwie. Nawet jeśli nie przebywamy blisko siebie, wciąż możemy mieć więź za sprawą modlitwy i być uczestnikami czyjegoś powołania i życia. Zawsze pokrzepiającą jest świadomość, że ktoś się o nas modli, byśmy „stali się doskonali i zostali w pełni przeniknięci we wszystkim wolą Boga”.

niedziela, 26 kwietnia 2020

OD UCIEMIĘŻENIA DO WOLNOŚCI

„A gdy nadeszła pora, zajął miejsce, a z Nim apostołowie. Wtedy powiedział do nich: Bardzo pragnąłem spożyć tę wieczerzę paschalną z wami, zanim będę cierpiał. Mówię wam, że już jej nie będę spożywał aż się urzeczywistni w Królestwie Boga. Następnie wziął kielich i po dziękczynieniu powiedział: Bierzcie i rozdzielcie między siebie. Mówię wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż nadejdzie Królestwo Boga. Wziął też chleb, po dziękczynieniu połamał i dał im, mówiąc: To jest Moje ciało, które za was będzie wydane. To czyńcie na Moją pamiątkę. A po wieczerzy podał także kielich, mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze w Mojej krwi, która za was będzie wylana” (Łk 22,14-20).

Wieczerza paschalna, którą Pan Jezus spożył z uczniami, miała miejsce na krótko przez Jego pojmaniem, procesem oraz śmiercią na krzyżu. Żydowska Pascha i towarzyszące jej Święto Przaśników były wspomnieniem wyzwolenia Izraela z niewoli.

Wyjście z Egiptu zapoczątkowało szczególną relację pomiędzy Bogiem, a Izraelem i nadało początek historii narodowi wybranemu. Do tego wydarzenia odnosili się prorocy Starego Testamentu: Ozeasz, Jeremiasz czy Ezechiel. W księdze Ozeasza czytamy takie słowa: „Lecz Ja, Pan, jestem twoim Bogiem od czasów ziemi egipskiej…”. Ustami Jeremiasza Pan Bóg ogłasza: „Słuchajcie słów przymierza! (…) Zawarłem je z waszymi ojcami, gdy ich wyprowadzałem z Egiptu, z tego pieca do wytopu żelaza”. A w proroctwie Ezechiela pojawiają się taka deklaracja JHWH: „W czasie, gdy wybrałem Izraela, jeszcze w ziemi egipskiej, to objawiłem się domowi Jakuba i złożyłem jego potomstwu taką obietnicę: Ja, Pan, będę waszym Bogiem!”.

Podczas wieczerzy paschalnej, pijąc z kielichów, przywoływano obietnice, jakie Pan Bóg złożył wobec potomków Abrahama. Zapisane są one w Księdze Wyjścia: „UWOLNIĘ WAS od ciężarów nałożonych przez Egipcjan, WYBAWIĘ WAS z ich niewoli, WYKUPIĘ WAS uniesionym ramieniem, za sprawą wielkich sądów. I PRZYJMĘ WAS sobie za lud, będę waszym Bogiem…” (Księga Wyjścia 6,6-7). Tych właśnie błogosławieństw byli uczestnikami Żydzi, którzy – po doświadczeniu przekleństwa egipskiej niewoli – stali się wolnymi ludźmi powołanymi do bliskości z Bogiem i czerpania dobrodziejstw wynikających z Jego zbawczej obecności.

Egipskie uciemiężenie Izralea było tylko cieniem dramatu, który dotyczy każdego człowieka. Tym dramatem jest niewola wynikająca z panowania nad ludzkim życiem grzechu i Diabła. To znacznie brutalniejsi władcy niż egipski Faraon. Podobnie jak w przypadku Izraela – kiedy Pan Bóg zainterweniował, by Jego lud uzyskał wolność – tak Stwórca nie pozostaje obojętny wobec niewoli grzechu i diabelskiego ucisku, które stały się udziałem człowieka.

Śmierć Chrystusa na krzyżu – zapowiedziana podczas wieczerzy paschalnej, jaką Pan Jezus spożył z uczniami – to źródło naszego uwolnienia, wybawienia, wykupienia oraz sposób, w jaki Pan Bóg przyjmuje nas do swojej rodziny, do rodziny Bożych dzieci, dzięki czemu stajemy się Jego ludem. Pan Jezus podczas ostatniej wieczerzy odwołał się do ofiary z Jego ciała i Jego krwi: „To jest Moje ciało, które za was będzie wydane” oraz „Ten kielich to Nowe Przymierze w Mojej krwi, która za was będzie wylana”.

Za sprawą śmierci Jezusa na krzyżu stajemy się uczestnikami Bożych dobrodziejstw sięgających stąd do wieczności: „Bóg bowiem postanowił, aby przez Niego (Chrystusa Jezusa) pojednać wszystko z sobą, czy to na ziemi, czy w niebiosach, czyniąc pokój PRZEZ KREW JEGO KRZYŻA. A was, którzy kiedyś byliście obcymi i nieprzyjaciółmi z powodu myślenia przejawiającego się w złych czynach, teraz pojednał w Jego doczesnym ciele PRZEZ ŚMIERĆ, aby postawić was przed sobą jako świętych, nieskazitelnych i nienagannych, jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani, stali i nie dający się odwieść od nadziei, jaką daje Dobra Nowina (Kol 1,20-23).

Nie dajmy się odwieść od nadziei, jaką daje Dobra Nowina. W centrum tego nowotestamentowego przesłania o nadziei pozostaje śmierć Jezusa na krzyżu.

środa, 15 kwietnia 2020

CHRYSTUS - NADZIEJA CHWAŁY

Są takie listy, które choć nie zostały zaadresowane bezpośrednio do nas, to jednak warte przeczytania i refleksji. Należy do nich, datowany na ok. 60 rok po Chrystusie, nowotestamentowy List do Kolosan. 

Jednym z powodów jego napisania było, towarzyszące Pawłowi z Tarsu, pragnienie odparcia fałszywych i szkodliwych nauk, jakie wkradły się do wieloetnicznego i wywodzącego się z różnych religijnych tradycji środowiska chrześcijan – mieszkańców Kolosów. Autor listu akcentuje swoją troskę o nich. Wyraża pragnienie, by „trwali w wierze, pewni, mocni i niezachwiani w nadziei Ewangelii, którą usłyszeli”. Źródłem zagrożenia dla chrześcijańskiej pobożności i praktyki życia opartego na Ewangelii była, w ich przypadku, fałszywa nauka przejawiająca się „pozornie słusznymi słowami”. Z pozoru ładna i atrakcyjna, a w rzeczywistości sącząca truciznę fałszu i skażona ludzką próżnością. Niby duchowa i nacechowana wzniosłymi określeniami, a jednak destrukcyjna w skutkach.

Podobnie jak kiedyś, także i dziś istnieje potrzeba, aby upewniać się w kwestii tego w co wierzymy i jak rozumiemy Boże dzieło zbawienia, którego celem jest uczynić człowieka „świętym, nieskalanym i nienagannym” przed Bogiem. W religijnym, także chrześcijańskim, świecie konkurują ze sobą różne koncepcje i idee. Dla Pawła z Tarsu – „sługi Ewangelii” – nie ma żadnej wątpliwości, że istotą każdej fałszywej nauki jest umniejszanie dzieła i osoby Jezusa Chrystusa. Dlatego „trudząc się i walcząc” na rzecz ortodoksji Dobrej Nowiny pisze o Chrystusie:

„On jest obrazem Boga niewidzialnego,
pierworodnym wobec całego stworzenia,
gdyż w Nim wszystko zostało stworzone
w niebie i na ziemi:
to, co widzialne i niewidzialne,
trony czy panowania, zwierzchności czy władze –
wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone.
On jest przed wszystkim
i wszystko w Nim istnieje.
On także jest Głową Ciała – Kościoła.
On jest początkiem,
pierworodnym spośród umarłych,
aby być pierwszym we wszystkim.
Spodobało się bowiem Bogu,
by w Nim zamieszkała cała pełnia,
i aby przez Niego wszystko pojednać ze sobą –
wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża,
zarówno na ziemi, jak i w niebie”.

Chrystus Jezus – On pozostaje w centrum Bożego dzieła. A stale aktualnym wezwaniem jest: „Skoro przyjęliście Chrystusa Jezusa jako Pana, dalej w Nim postępujcie: w Nim zakorzenieni i zbudowani, mocni wiarą i pełni wdzięczności”.

Jeśli słyszę o jakiejś formie pobożności i religijnej aktywności, w której centrum nie pozostaje Chrystus Pan, mogę bez cienia wątpliwości odrzucić to jako niepotrzebne, nieprzydatne oraz naznaczone ludzkim błędem. Chrześcijaństwo nie potrzebuje „ulepszaczy i dodatków”, które „mącą myśli” i odwodzą człowieka „od prostoty i nieskazitelności względem Chrystusa”.

WSPOMNIENIE CORRIE TEN BOOM (1892-1983)

15 kwietnia przypada rocznica urodzin i śmierci Cornelii Arnoldy Johanny „Corrie” ten Boom (1892-1983). Corrie ten Boom urodziła się 15 kwietnia 1892 roku w Amsterdamie, a zmarła 15 kwietnia 1983 roku w Placentia (Kalifornia). 

Pierwsze pięćdziesiąt lat życia, które wiodła w Holandii, było spokojne i szczęśliwe. Jej rodzina była częścią Holenderskiego Kościoła Reformowanego – kalwińskiego Kościoła sięgającego korzeniami lat 70. XVI wieku. Wraz z ojcem i siostrą była zaangażowana w prowadzenie, w centrum Haarlemu, sklepu jubilerskiego i zegarmistrzowskiego. Wszystko się zmieniło wraz z wybuchem II wojny światowej. Rodzina ten Boom podjęła decyzję, by pomagać członkom holenderskiego ruchu oporu i Żydom. Ich dom stał się miejscem stałego lub tymczasowego (do momentu znalezienia kolejnego „bezpiecznego domu”) pobytu dla ukrywających się Żydów i członków holenderskiego podziemia antyhitlerowskiego. Wedle szacunków, wskutek działalności rodziny Ten Boom, udało się pomoc i ocalić życie około ośmiuset osobom, w większości Żydom.

Na skutek donosu, 28 lutego 1944 roku, do domu rodziny ten Boom wkroczyli Niemcy. Aresztowano około 30 osób – członków rodziny ten Boom i ich przyjaciół. Osiemdziesięcioczteroletni ojciec Corrie – Casper – umarł w więzieniu, a Corrie wraz z siostrą Betsie trafiły do kobiecego obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Stały się więźniarkami numer 66729 i numer 66730. Służbie Bezpieczeństwa Reichsführera SS nie udało się jednak odkryć kryjówki za fałszywą ścianą w pokoju Corrie, gdzie ukrywali się dwaj żydowscy mężczyźni, dwie żydowskie kobiety i dwóch członków holenderskiego podziemia. Czwórce Żydów udało się znaleźć nowe „bezpieczne domy” – troje z nich przeżyło wojnę. Jeśli chodzi o członków ruchu oporu, to jeden z nich zginął podczas wojny, ale drugi przeżył.

Codzienne życie sióstr w obozie wypełniała niewolnicza praca. Przez jedenaście godzin, od poniedziałku do niedzieli, były „zatrudnione” przy przeładunku metalowych sztang. Pomimo wycieńczającej pracy organizowały dla więźniarek spotkania modlitewne podczas których czytały, cudem przemyconą do obozu, Biblię. Odczytywane fragmenty były tłumaczone na kilka języków (niemiecki, francuski, polski, rosyjski i czeski) i przekazywane „z ust do ust”. Te spotkania, w baraku nr 28, stały się enklawą dobra i nadziei pośród okrutnych realiów obozowego życia.

Siostra Corrie – Betsie – zachorowała i umarła w obozie. Jej ostatnie słowa przed śmiercią, skierowane do Corrie, były takie: „Musimy pokazać ludziom, czego nauczyłyśmy się tutaj. Musimy im powiedzieć, że nie ma tak głębokiej czeluści, która byłaby dla Niego za głęboka. Będą nas słuchać, ponieważ byłyśmy tutaj”. Wkrótce potem Corrie została zwolniona z obozu, jak się okazało na skutek urzędniczej pomyłki.

Po wojnie Corrie oddała się pracy zakładania domów opieki dla ocalałych z nazistowskich obozów, dla rannych w wojnie żołnierzy czy też osieroconych dzieci. Przebaczyła swoim oprawcom i niosła przesłanie pokoju i przebaczenia do okaleczonego działaniami wojennymi świata. Dla Holendrów, którzy ze względu na współpracę z Niemcami podczas wojny byli wykluczeni ze społeczeństwa, stworzyła osobny dom opieki.

Dużo podróżowała dzieląc się w wielu krajach świadectwem mocy Boga. Pozostawiła po sobie wiele książek, wśród nich najbardziej znaną jest „Bezpieczna kryjówka”, która kończy się opisem spotkania podczas nabożeństwa w Monachium z byłym esesmanem – strażnikiem obozu w Ravensbrück. Gdy ów człowiek podszedł przywitać się z Corrie tak opisała swoje przeżycia:
„– Panie Jezu – zaczęłam się modlić – wybacz mi i dopomóż, abym wybaczyła temu człowiekowi. Próbowałam się uśmiechnąć. Nie mogłam. Nic nie czułam, nawet odrobiny miłosierdzia. Jeszcze raz w duchu odmówiłam modlitwę. – Jezu, nie potrafię mu wybaczyć. Naucz mnie przebaczać. Kiedy wreszcie podałam mu rękę, stała się rzecz nie do uwierzenia. Wzdłuż mojej ręki przeszedł ku niemu jakby prąd, zaś w moim sercu zapłonęła miłość dla tego obcego człowieka, która niemal nie powaliła mnie z nóg. Zrozumiałam wtedy, że uzdrowienie tego świata nie zależy od naszego przebaczenia, naszej dobroci, ale od Jego przebaczenia i Jego dobroci, Nauczając nas, byśmy kochali naszych wrogów, wraz z tym poleceniem daje nam tę miłość”.