środa, 27 grudnia 2017

WYPACZONY OBRAZ

W dalekim kraju mieszkał sobie pewien artysta-malarz, który z zamiłowaniem oddawał się swojej twórczej pasji. Gdyby powiedzieć o Jego dziełach, że były ładne, to jakby nic nie powiedzieć. Z obrazów emanowało zachwycające piękno. Malarz zawarł w swoich dziełach wszystko to kim sam był. A znany był jako dobry, prawy, odważny, wrażliwy, oddany wszelkiej słusznej i szlachetnej sprawie. Taki właśnie przekaz miały obrazy, które tworzył – były doskonale dopracowane w najmniejszym szczególe i promieniowały urokiem szlachetnej duszy ich twórcy.

Tymczasem w kraju naszego artysty wybuchła wojna, w rezultacie której wszystkie jego dzieła zostały zagrabione. Niektóre zostały całkowicie zniszczone. Ocalałe trafiły w ręce pewnego człowieka, który tak dalece zaingerował w pierwotną treść dzieł, że nie urzekały już one pięknem i doskonałością, ale raczej przemawiały do oglądających swoją brzydotą i niechlujstwem. Niestety za tę brzydotę obwiniano naszego artystę. Negatywne komentarze pojawiały się obficie: „Cóż to za niepasujący do siebie zestaw kolorów!”, „Jakie rozmazane kształty!”, „Ależ okropne obrazy na których widać tylko szarość i czerń…”, „Ich twórca musiał być kompletnym nieudacznikiem”, „Z pewnością nie są to prace zasługujące na jakąkolwiek uwagę. Tragiczne!”.

Mijały miesiące, lata i dekady, które utrwaliły negatywny wizerunek naszego twórcy w opinii kolejnych pokoleń ludzi. W podręcznikach szydzono z braku jakiejkolwiek wrażliwości artystycznej malarza, a prezentowane dzieła stały się synonimem wszystkiego co złe i pozbawione choćby ułamka artyzmu. Nazwisko malarza wypowiadano z politowaniem, złością, pogardą i szyderstwem.

Kiedy imię naszego malarza zostało już całkowicie zszargane i obarczone najgorszymi epitetami pojawił się ktoś, kto twierdził, że jego dalecy przodkowie znali twórcę i zapewniał, że te krytykowane dzieła są tylko jakimś falsyfikatem, który szkodzi prawdziwemu wizerunkowi artysty. Jako dowód pokazywał zachowane zdjęcia oryginalnych obrazów. Choć były to tylko fotografie, to jednak zawierały tak wielki ładunek piękna i doskonałości, że niektórzy oglądający doświadczali szczególnego i wzniosłego „poruszenia serca”, które towarzyszyło im podczas, choćby przelotnego, na nie spojrzenia.

Człowiek, który dysponował zdjęciami oryginalnych obrazów mistrza postanowił stworzyć galerię, nazwaną imieniem artysty, która mogłyby odkłamać rozpowszechniany o malarzu przekaz. Jednak zdecydowanej większości ludzi łatwiej było żyć stereotypami. Utrwalony i negatywny wizerunek naszego twórcy był wygodny dla wszystkich, którzy chcieli w nim widzieć jedynie żałosnego i pozbawionego choćby cienia talentu malarza. Dla większości, nasz mistrz, pozostawał kimś zasługującym na politowanie i był zdecydowanie niewartym zainteresowania, chyba tylko po to, aby dać upust nienawiści i pogardy. Dziwne, że nikt nie chciał podjąć wysiłku, aby zweryfikować swoje niewłaściwe poglądy…

Ta niedoskonała historia chce przekazać ważną treść.

Nieskończenie dobry i doskonały Bóg jest twórcą, który chciał być rozpoznany w dziełach, które stworzył. Tymczasem jego „obrazy” – ludzie – zostały skażone brzydotą grzechu. Ludzie, choć stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, stali się „samolubni, rozkochani w pieniądzu, chełpliwi, wyniośli, bluźnierczy, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, nieczuli, nieprzejednani, skorzy do oszczerstw, niepohamowani, okrutni, gardzący tym, co dobre, zdradzieccy, bezmyślni, nadęci…”.

Grzech wypaczył prawdę o Bogu, utrwalając negatywny i fałszywy wizerunek samego Stwórcy. Bóg przestał być postrzegany jako źródło miłości, prawdy i dobra. A jednak istnieje możliwość poznania Go takim, jakim jest On naprawdę. Problemem jest fakt, że tylko nieliczni zdobywają się na wysiłek, aby odkryć prawdę o Tym, który chce dać się poznać każdemu kto ma odwagę poddać weryfikacji utrwalone na Jego temat wyobrażenia i poglądy. Jego dzieła, podobnie jak On sam, nie noszą znamion brzydoty, której przejawem są: kłamstwo, wykorzystanie, nienawiść, chciwość, obłuda i wiele innych. Na przestrzeni lat, dekad i wieków, wielu z tych, którzy powoływali się na znajomość Boga i nazywali się Jego „namiestnikami” i „reprezentantami” przekazało fałszywy i wypaczony obraz tego Kim On jest.

Niektórzy „w Imię Boga” nie wahali się mordować i wykorzystywać innych dla swoich prywatnych i samolubnych celów. Ponieważ czynili to z Jego imieniem na ustach, wielu zaczęło te niegodziwości przypisywać samemu Bogu. Jednak był to tylko falsyfikat i tragiczne w skutkach kłamstwo. Aby Go poznać trzeba spojrzeć poza utrwalony stereotyp, choćby ten reprezentowany przez Richarda Dawkinsa: „Bóg Biblii jest prawdopodobnie najmniej przyjazną postacią całej literatury pięknej: zazdrosny i dumny z tej zazdrości; małostkowy, niesprawiedliwy, nie znający przebaczenia pedant; roszczeniowy, krwiopijczy zwolennik czystek etnicznych; mizoginiczny, homofobiczny, rasistowski, mordujący dzieci, ludzi w ogóle, czy też synów w szczególności, zsyłający plagi, megalomański, sadomasochistyczny, kapryśnie manifestujący brak zrozumienia despota”.

Abyśmy mogli przejrzeć i zobaczyć jak jest naprawdę, zostały nam dane Ewangelie. Cztery teksty, których wspólnym tematem jest On – Jezus Chrystus. Jeden z Ewangelistów napisał: „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, On uczynił Go znanym”. Słuchając słów Jezusa, przyglądając się Jego życiu (dziełom) i uczestnicząc, wraz z autorami Ewangelii, w wydarzeniach jakim były Jego śmierć i zmartwychwstanie, otrzymujemy możliwość dostrzeżenia prawdy o Bogu. Ta prawda przemawia między innymi w takich stwierdzeniach: „Największą miłość okazuje ten, kto swoje życie oddaje za przyjaciół” i „Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.

Uwolnienie od niewoli grzechu przynosi jeszcze jeden skutek – Boży obraz w człowieku może zostać odbudowany, gdyż „każdy kto pozostaje w Chrystusie nowym jest Stworzeniem”. To „nowe stworzenie” – człowiek żyjący w więzi i relacji z Bogiem – jest przemieniane i odnawiane na doskonały obraz Tego, który tchnął życie i objawił swoją chwałę. Żyć w Chrystusie i prezentować właściwy obraz Boga wobec całego stworzenia to cel i zadanie powierzone wszystkim, którzy doświadczyli Jego łaski.

„Stworzenie więc ufnie oczekuje objawienia się synów Bożych (…) w nadziei, że zostanie wyrwane z zepsucia, które je zniewala, do wolności, którą jest chwała dzieci Bożych”

piątek, 22 grudnia 2017

ZŁY LUTER I DOBRY PAPIEŻ, CZYLI...

Zły Luter i dobry papież, czyli protestanccy heretycy (schizmatycy, odszczepieńcy) mają wrócić na łono prawdziwego i jedynego Kościoła.

W różnych „profesjonalnych” dyskusjach o protestanckiej reformacji przejawia się taki komentarz: "Świętowanie 500-lecia Reformacji to błąd. Jedynym prawdziwym Kościołem jest Kościół katolicki". Taka wypowiedź została m.in. przytoczona w programie TVP „Warto rozmawiać”. Program był wyemitowany 9 listopada i został opatrzony takim wstępem: Czy katolicy, tak jak papież Franciszek, mają dziękować za „dary reformacji”, uważając luteranizm za lekarstwo dla Kościoła? A może tradycyjnie powinniśmy widzieć w Lutrze rozłamowca, heretyka i wcielenia zła?

Otóż Kościół katolicki nie jest „jedynym prawdziwym Kościołem”. Nigdy nie był takim. Jeśli mamy jakikolwiek szacunek do historii, to trzeba uczciwie przyznać, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa Kościół rzymski (z biskupem Rzymu) istniał równolegle obok Kościołów w innych miastach, w tym największych miastach cesarstwa: Antiochii, Efezie, Aleksandrii, Lyonie, Kartaginie, Konstantynopolu i innych.

Prymat biskupa Rzymu, tak podnoszony przez Kościół katolicki, jest jedynie katolickim poglądem i nie trzyma się on prawdy historycznej. Przykładowo w III wieku toczył się w Kościele spór pomiędzy Cyprianem (biskupem Kartaginy) a Stefanem I (biskupem Rzymu). Władza (autorytet) Rzymu nie rozciągała się na inne miasta (biskupstwa).

Piotr apostoł nie był też żadnym pierwszym papieżem. Wystarczy przeczytać tekst nowotestamentowy (Dzieje Apostolskie, List Pawła do Galatów, Pierwszy i Drugi List Piotra), aby się o tym przekonać. Jedynie narracja katolicka każe nam wierzyć, że kolejni biskupi Rzymu byli papieżami - następcami apostoła Piotra. E.E. Cairns w swojej historii Kościoła („Z chrześcijaństwem przez wieki. Historia Kościoła powszechnego”) zauważa: „We wczesnym Kościele biskupa Rzymu uważano za jednego z wielu biskupów, którzy byli sobie równi pod względem rangi, władzy i funkcji. Między rokiem 313 a 450 biskupa Rzymu zaczęto traktować jako pierwszego wśród równych. Poczynając jednak od wstąpienia na tron biskupa Leona I w roku 440, biskup Rzymu zaczął domagać się zwierzchnictwa nad innymi biskupami”.

Różnice w Kościele, szczególnie te pomiędzy Wschodem a Zachodem istniały od samego początku. Przykładem są dyskusje o kanoniczności niektórych ksiąg biblijnych. Przykładowo kanoniczność Listu do Hebrajczyków nie budziła większych wątpliwości w Kościele Wschodnim, natomiast była obiektem dyskusji w Kościele Zachodnim. Odwrotnie było z Księgą Objawienia Jana (Apokalipsą).

Do dziś wschodnie chrześcijaństwo ma w swoim kanonie księgi (np. dwa listy św. Klemensa Rzymskiego czy Pasterz Hermasa), które nie zaliczane są do natchnionych w obrębie tzw. Kościoła Zachodniego.

Rzymskie papiestwo z czasem zyskiwało władzę i wpływy na równi z władzą polityczną, co już samo w sobie jest, delikatnie mówiąc, czymś obcym nauce Chrystusa i Nowego Testamentu. Historycy uznają, że Grzegorz zwany Wielkim (540-604 r. n.e.) utwierdził duchową zwierzchność biskupa Rzymu i uczynił Kościół zachodni potęgą polityczną, na tyle silną by w późniejszych wiekach kontrolować władzę świecką (ciekawa koncepcja).
W 1054 roku dokonał się rozłam pomiędzy Kościołem na Wschodzie i na Zachodzie. Patriarcha Konstantynopola nałożył klątwę na biskupa (papieża) Rzymu i jego następców. Wcześniej patriarchę Konstantynopola Michała Cerulariusza wyklął Leon IX.

Historia Kościoła nie jest historią katolicyzmu. Katolicyzm jest jednym z wielu nurtów szeroko rozumianego chrześcijaństwa.Czy teologicznie poprawnym? Pozostawiam to sumieniu tych, którzy są częścią Kościoła rzymskiego.

Reformacja zrodziła się w środowisku ludzi będących częścią zachodniego chrześcijaństwa. Jej dorobkiem na gruncie teologicznym było przywrócenie właściwego miejsca Biblii w nauczaniu i praktyce chrześcijańskiej.

Ja się cieszę z protestanckiej Reformacji i uznaję w niej wartość dla cywilizacji europejskiej. Tym samym nie podzielam katolickich głosów jakoby była ona „katastrofą cywilizacyjną”. Nie podzielam też opinii profesora Johna Rao z nowojorskiego Uniwersytetu Świętego Jana, który stwierdził, że „protestantyzm to straszliwa katastrofa, której założenia i skutki nie są do pogodzenia z Kościołem (katolickim). Protestanci są o tyle na złej drodze, o ile z własnej woli podążają za ideami protestantyzmu. Katolicy zaś są o tyle na dobrej drodze, o ile za tymi ideami nie podążają”.

Kiedyś jeden z portali historycznych wyprodukował koszulkę z podobizną Lutra i napisem „Nie płakałem po papieżu”. Nie wiem czy Luter wypowiedział takie słowa, ale z perspektywy historycznej przyznaję rację takiemu sformułowaniu. Co nie znaczy, że w tradycji katolickiej nie znajduję nic godnego uwagi. Staram się widzieć historię Kościoła w całym i szerokim jej spektrum. Natomiast przekonania i praktykę wiary chcę czerpać ze źródła jakim jest Biblia. Dlatego protestancka zasada „Sola scriptura” jest mi niezwykle bliska.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

PAWEŁ Z TARSU - PO PROSTU Z JEZUSEM ŻYĆ

Przez wiele lat trudził się, by uczynić poselstwo o Jezusie – ukrzyżowanym i zmartwychwstałym – znanym w ówczesnym społeczeństwie. Przemierzył tysiące kilometrów. Odbył liczne podróże piesze i drogą morską. Dotarł (prawdopodobnie) aż do Hiszpanii. Założył wiele wspólnot chrześcijańskich, w tym te znane z tekstu Nowego Testamentu: w Koryncie, Efezie, Tesalonice czy Filippi. Zwalczał szerzące się w Kościele herezje. Był zaangażowany we wsparcie materialne na rzecz ubogich chrześcijan w Jerozolimie. Miał ogromne osiągnięcia w służbie uzdrawiania chorych, przez jego ręce Bóg objawiał niezwykłą moc. Odważnie składał świadectwo o Jezusie przed możnymi ówczesnego świata. Pod wpływem jego nauki, już w czasie jego życia, znajdowało się tysiące osób.

Tak w skrócie można przedstawić życie Pawła z Tarsu.

U kresu swoich dni zapisał, gorzko brzmiące, słowa: „Wszyscy mnie opuścili”.

Czy stracił coś ze swojej apostolskiej gorliwości? Czy odszedł od prawd, które z takim oddaniem głosił w miastach Imperium Romanum? Czy popadł w grzech, który zrujnował jego opinię w oczach innych wierzących? Nic z tych rzeczy.

Temu gorzkiemu wyznaniu: „Wszyscy mnie opuścili” towarzyszyły też takie słowa: „Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę - zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy”.

Najwyraźniej uznanie w oczach ludzi nie zawsze idzie w parze z Bożą aprobatą.

Życie apostoła Pawła – Żyda, faryzeusza, obywatela Rzymu, a przede wszystkim apostoła Chrystusa Jezusa - uczy, że największą wartością jest aprobata Tego, którego Królestwo sięga poza doczesność i znikomość tego wieku.

Ludzka przychylność i uznanie to przemijające dobra. Dziś możesz być „cenionym i poważanym”, jutro opuszczonym i lekceważonym przez tych samych, którzy okazywali ci zainteresowanie. O tę aprobatę nie warto zabiegać. Jest jednak uznanie, o które należy się troszczyć i jego pragnąć. Tym uznaniem jest Boża przychylność i Jego pochwała. Jak nią zyskać? Ze wszystkich listów Pawła, które nam pozostawił, przebija się takie oto proste stwierdzenie: „w Chrystusie”. Istotą Bożej aprobaty jest „być w Chrystusie”. Nie można się rozczarować, jeśli nasze życie powierzymy Jemu i zbudujemy je wokół relacji i bliskości z Chrystusem. Wszystko inne to „gonitwa za wiatrem”.

Życia w Chrystusie, tak po prostu – zwyczajnie i codziennie, życzę sobie i innym.

piątek, 15 grudnia 2017

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

Bóg jest tym, który błogosławi.  W tekście biblijnym traktującym o „dziejach stworzenia nieba i ziemi” (Rdz 2,4) Bóg błogosławi istoty żyjące i człowieka. Jego błogosławieństwo jest wyrazem przychylności, łaski, miłości, upodobania i stanowi o szczególnej więzi pomiędzy Nim a tymi, którzy są powołani do życia z Jego woli. 

Bóg błogosławi: Adama i Ewę, Noego i jego rodzinę, Abrama i w nim wszystkie narody ziemi, Izmaela, Izaaka, Jakuba i Józefa. Błogosławieni przekazują błogosławieństwo innym, wśród nich są ojcowie (rodzice), którzy błogosławią swoich synów i córki. Wśród zapisanych na kartach Księgi Rodzaju błogosławieństw są słowa, podeszłego wiekiem Jakuba, skierowane do Józefa:

„Józef jak drzewo owocowe, jak drzewo owocowe przy źródle, jego gałązki pną się po murze. Pomnożą się jego prześladowcy, nękać go będą łucznicy. Jednak łuk jego pozostanie mocny i silne jego ramiona, dzięki potężnemu Bogu Jakuba, Pasterzowi, Skale Izraela. Bóg twego ojca będzie ci pomagał, Bóg Wszechmocny ci pobłogosławi: błogosławieństwami nieba z góry, błogosławieństwami głębin leżących na dole, błogosławieństwami piersi i łona. Błogosławieństwa twego ojca będą mocniejsze od błogosławieństw gór odwiecznych, od wspaniałości dawnych pagórków. Niech spłyną one na głowę Józefa, na głowę księcia wśród swoich braci”.

Wciąż jest wiele przestrzeni, aby błogosławić. Kogo? Kiedy? Gdzie? Każdego, zawsze i wszędzie. Dlaczego? Ponieważ taka jest Boża natura, wszak  „On sprawia, że słońce wschodzi dla złych i dobrych i zsyła deszcz dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.

środa, 22 listopada 2017

SIŁA GRZECHU I MOC ODKUPIENIA

Kadr z filmu pt. "Zniewolony"
Obejrzałem niedawno film „Zniewolony” (ang. „12 Years a Slave”), który opowiada o losach Solomona Northupa. Bohater filmu stał się ofiarą podstępu i chciwości pewnych ludzi. Jako wolny człowiek, mąż i ojciec dwójki dzieci, został sprzedany właścicielowi niewolników na plantacji w Luizjanie. W niewoli spędził 12 lat. Doświadczył skrajnego upokorzenia i był świadkiem przedmiotowego i niezwykle okrutnego traktowania podobnych jemu osób – niewolników. 

Ludzka niegodziwość to smutny fakt historyczny i stały element teraźniejszości.

Nienawiść, segregacja rasowa, chciwość, morderstwo to niechlubne owoce niezależności i niewdzięczności wobec Boga. Zaślepieni i zachłyśnięci własną „wielkością” od pokoleń wołamy: „Nie potrzebujemy Ciebie Boże! Chcemy urządzać świat po swojemu!”. Tam, gdzie poszanowanie Boga przestaje być wartością pojawiają się: „niesprawiedliwość, zło, niegodziwość, zazdrość, chęć mordu, niezgoda, podstęp, złośliwość, oszczerstwo” i wiele innych. Lista tych „owoców” została szeroko przedstawiona w Liście do Rzymian autorstwa Pawła z Tarsu. 

„Lecz”

Pośród tej całej listy niegodziwości, będących udziałem człowieka, pojawia się pełne mocy nowotestamentowe stwierdzenie: „LECZ”. Uwikłani we wszelkie możliwe zło, jako „chodzące trupy” – niezdolni do czynienia tego co dobre – możemy usłyszeć takie oto słowa: „Lecz Bóg, hojny w swym miłosierdziu, kierując się swą wielką miłością, którą nas obdarzył, i to nas, martwych z powodu upadków, ożywił wraz z Chrystusem. Bo z łaski zbawieni jesteście”. 

Pośród „przytłaczającej mocy ciemności” i wszelkiego, nawet najgorszego zła, wciąż przemawiają słowa zapisane w Liście do Rzymian: „Bóg natomiast daje dowód swej miłości do nas przez to, że gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł”. To jest niepojęte.
To za sprawą krzyża (śmierci i zmartwychwstania) Jezusa rozlega się donośny okrzyk: „Oto wszystko czynię nowym!”. 

Historia ludzkości to z jednej strony opowieść o ludzkiej niemoralności i degeneracji, z drugiej zaś o niezwykłym odkupieniu, w którego centrum pozostaje osoba Jezusa Chrystusa. Bóg nas „wrogo nastawionych, pochłoniętych czynieniem zła, pojednał w ziemskim ciele Jezusa przez Jego śmierć, aby postawić nas przed sobą jako świętych, nieskazitelnych i nienagannych”.
Wzburza mnie ogrom ludzkiej niegodziwości, w tym tej mojej własnej. Lecz nie mogę przejść obojętnie wobec wielkości i mądrości Boga, który „w Chrystusie świat ze sobą jedna, nie poczytując ludziom ich upadków”. 

Tej niezwykłej, zbawiającej i odkupieńczej łaski, doświadczył kiedyś pewien zdemoralizowany handlarz niewolników – John Newton. Kiedy znalazł przebaczenie dla swoich grzechów, napisał znany hymn „Cudowna łaska” (ang. „Amazing grace”):

Cudowna Boża łaska ta
Zbawiła z grzechów mnie
Zgubiony nędzny byłem ja,
Lecz teraz cieszę się.

Ta łaska wlała Boży strach
W kamienne serce me
I wtedy zobaczyłem w łzach,
Żem na przepaści dnie.

Lecz łaska podźwignęła mnie
I naprzód wiedzie wciąż
Przez ciemne i burzliwe dnie
Tam gdzie Ojcowski dom.

O, Boże dzięki, dzięki Ci
Za cudną łaską Twą
Do nóg Twych padam w kornej czci,
Niebiosa chwałą brzmią


W upadłym i pełnym niegodziwości świecie ludzkiej chciwości wypatruję „zadziwiającej łaski Bożej”. Ta łaska wciąż jest skuteczna wobec zbrodni, nienawiści i wszelkiego grzechu. Wiem, bo sam doświadczyłem tej łaski.

NADZIEJA

Wśród przyszłych wydarzeń jest też takie, które autorzy biblijni nazywają "Dniem Pana", w którym, według słów zapisanych w Drugim Liście Piotra, "podstawy świata stopnieją w ogniu, ziemia odpowie za swoje działania i człowiek zda sprawę ze swoich dokonań" (Nowe Przymierze, przekład Piotra Zaręby).

"Ten Dzień" nadejdzie jak "złodziej w nocy". Choć nieoczekiwanie, to jednak nie bez zauważalnych rezultatów. Ów Dzień zakończy stary porządek rzeczy i wyznaczy początek nowej rzeczywistości. Tą rzeczywistością, oczekiwaną i upragnioną przez chrześcijan, jest "nowe niebo i nowa ziemia, w których mieszka sprawiedliwość".

W tej nadchodzącej nowej rzeczywistości, w której ukazane zostanie całe piękno Bożego odkupienia, kiedy "nie będzie już śmierci ani bólu, krzyku ani znoju (...) i nic przeklętego", zostaną ogłoszone słowa: "Zbawienie, chwała i moc należą do naszego Boga, gdyż słuszne są Jego wyroki (...) Pan, nasz Wszechmogący Bóg, objął panowanie!".

Smutek, cierpienie, choroba, śmierć należą do "starego porządku", który przeminie. Radość, uzdrowienie, życie i błogosławieństwo to obietnica Tego, który ogłosił: "Oto wszystko czynię nowym".

Tak więc pozostaje NADZIEJA, a "nadzieja nie może zawieść, ponieważ miłość Boga wypełniła nasze serca przez Ducha Świętego, który jest nam dany".

środa, 15 listopada 2017

FAŁSZYWI NAUCZYCIELE

Podróbki i falsyfikaty stały się częścią życia społeczeństw. Niestety są też one obecne w kościelnej rzeczywistości. 

Pośród ostrzeżeń przed fałszywymi nauczycielami, które pojawiają się w Drugim Liście Piotra, podane są cechy ludzi wprowadzających „zgubne herezje” (2 Ptr 2,1). Wyeksponowane są dwie z nich: chciwość i rozwiązłość seksualna.

Przejawem chciwości może być pragnienie czyichś dóbr i chęć życia cudzym kosztem (takie pasożytnictwo). Biblia podkreśla wartość pracy, której skutkiem jest zapewnienie utrzymania sobie i hojność wobec tych, którzy znaleźli się w potrzebie. Wzorem w tej kwestii pozostaje apostoł Paweł, który pozostawił takie świadectwo: „Nie pożądałem srebra ani złota, ani niczyjej szaty. Sami wiecie, że te ręce służyły potrzebom moim oraz tych, którzy byli ze mną. Przez to pokazałem wam, że w ten sposób pracując, trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który sam powiedział: Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu” (Dz 20,33-35).

Rada jest prosta. Jeśli spotkasz kogoś, kto w imię „duchowej posługi” bardziej jest zainteresowany twoim portfelem niż twoim duchowym rozwojem – uciekaj.

Seksualna rozwiązłość i niemoralność (pedofilia, homoseksualizm, cudzołóstwo) spotyka się ze zdecydowanym potępieniem autorów Nowego Testamentu. Choć żyjemy w kulturze akceptacji pozamałżeńskich relacji seksualnych, to jednak Boże standardy w tej dziedzinie nie uległy zmianie: „Bóg bowiem osądzi uprawiających prostytucję i cudzołożników” (Hbr 13,4).

Chciwość i rozwiązłość seksualna to najbardziej jaskrawe wyróżniki fałszywych nauczycieli. Nie ma sensu ufać komuś, jako "duchowemu autorytetowi" jeśli w jego życiu obecne są te dwie destrukcyjne postawy. Destrukcyjne dla tych, którzy tak żyją i dla tych, którzy dają się takim „nauczycielom” wymanewrować na bezdroża.

Wobec fałszywych nauczycieli Piotr formułuje ostre słowa: „Od dawna jednak wyrok na nich jest przesądzony. Ich zguba nadciąga” (2 Ptr 2,3).

czwartek, 9 listopada 2017

GRZECH I ODKUPIENIE

W tzw. „Nowym Przekładzie Dynamicznym” Listów Jana znajduje się takie tłumaczenie wersetu z 1 J 1,9: „Jeśli jednak zgadzamy się z Bogiem w kwestii naszych grzechów, to znaczy, gdy przyjmujemy Jego punkt widzenia, wówczas On - zgodnie ze swoją obietnicą - całkowicie je nam odpuszcza i okrywa nas sprawiedliwością Jezusa, która w oczach Najwyższego oczyszcza nas z wszelkiej nieprawości”.

Przyznanie Bogu słuszności co do naszej kondycji, której zasadniczym wyróżnikiem jest uporczywa skłonność do czynienia zła, jest pierwszym krokiem ku wolności w Chrystusie.

Wciąż na nowo uczę się przychodzenia do Boga jako praktykujący grzesznik. Nie mam nadziei poza Chrystusem, który jest moją „sprawiedliwością i uświęceniem, a także odkupieniem”.

Brzydota grzechu jest faktem. Jan zobaczył tę ohydę grzechu w postaci Wielkiej Babilonii: „ujrzałem kobietę, która siedziała na szkarłatnej Bestii. Bestia miała siedem łbów i dziesięć rogów, a na ciele pełno bluźnierczych imion. Kobieta zaś była ubrana w purpurę i szkarłat. Ozdobiona złotem, drogocennymi kamieniami i perłami, trzymała w ręku złotą czaszę wypełnioną ohydą i plugastwem swego nierządu. Na czole miała wypisane imię-tajemnicę: wielka Babilonia, matka nierządu i ohydy ziemi (...) Stała się gniazdem demonów, więzieniem wszystkich duchów nieczystych, więzieniem wszelkiego nieczystego ptactwa, więzieniem wszelkich nieczystych i obrzydliwych zwierząt. Bo wszystkie narody upiły się odurzającym winem jej rozpusty, królowie ziemscy uprawiali z nią nierząd, a handlarze ziemscy wzbogacili się dzięki jej wielkiemu przepychowi”.
Niezbyt zachęcający obraz.

Ale brzydota grzechu nie musi być ostateczną rzeczywistością. Jan w swojej wizji ujrzał też piękno Bożego okupienia. To piękno jest udziałem wszystkich będących w Chrystusie. Apostoł zobaczył Oblubienicę (Kościół), którą „ubrano ją w lśniący, czysty bisior, a tym bisiorem są sprawiedliwe czyny świętych”.

To piękno Bożego odkupienia stanowi niezmiennie przedmiot mojego zachwytu i podziwu. Wciąż na nowo odkrywam doniosłość tych prostych słów zapisanych na kartach Ewangelii: „Chrystus umarł za nasze grzechy według Pism” i "Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie". Grzech i jego destrukcyjna siła, wiodąca ku śmierci, jest wciąż obecny w upadłym świecie, jednak nie pozostaje wyłączną rzeczywistością tego świata. W tekście biblijnym rozlega się doniosłe i pełne mocy: „LECZ!”: „lecz Bóg w ogromie miłosierdzia i swojej wielkiej miłości, jaką nas umiłował, przywrócił nam życie razem z Chrystusem, chociaż przez grzechy byliśmy pogrążeni w śmierci. Wasze zbawienie z łaski zostało dokonane”.

Zbawienie i życie są w Chrystusie.

Cenię Ewangelię, którą Marcin Luter nazwał „największym skarbem Kościoła” (teza 62).

wtorek, 7 listopada 2017

KOLEKCJONER KSIĘGI - AUDYCJA RADIOWA

Zaczęło się niewinnie. Od aukcji internetowej i zakupu na niej jednej strony hebrajskiej Biblii z 1544 r. Dzisiaj jego zbiory oraz wiedza na temat historii Biblii są imponujące. Tak powstało pierwsze w Polsce i chyba najbogatsze w zbiory muzeum Biblii. Historia związana z każdym elementu jego kolekcji jest tym, co nadaje sens jego pasji.

Link do audycji: https://soundcloud.com/fundacjaglosewangelii/kolekcjoner-ksiegi

środa, 11 października 2017

"W BABILONIE" I "W CHRYSTUSIE"

Kończąc swój list (Pierwszy List Piotra), autor przekazuje pozdrowienia od chrześcijan „w Babilonie” wszystkim, którzy są „w Chrystusie”.

Chrześcijańskie życie jest toczy się „w Chrystusie”, choć przebiega w realiach doczesności - z całym bagażem jej politycznych, ekonomicznych i społecznych uwarunkowań. Dla jednych okolicznościami życia „w Chrystusie” będzie rzeczywistość dużego miasta (metropolii), dla innych małej wioski. Jedni funkcjonują w demokratycznym systemie państwa prawa, inni pod autorytarnym reżimem. Niektórzy przeżywają swoje chrześcijańskie pielgrzymowanie w okolicznościach wrogiego otoczenia, inni w atmosferze szacunku i zrozumienia dla swoich przekonań. Dla jednych doświadczeniem będzie ubóstwo i niedostatek, dla innych materialny dobrobyt.

Tak, okoliczności i realia życia są ważne. Jednak najważniejszym pozostaje dla nas – chrześcijan – bycie „w Chrystusie”. To proste stwierdzenie „w Chrystusie” nadaje naszemu życiu inną perspektywę.

„W Chrystusie” to najpełniejsza definicja chrześcijaństwa.

O istocie bycia „w Chrystusie” pisał Paweł z Tarsu w liście do Efezjan:

„Niech będzie błogosławiony Bóg, Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa! On udzielił nam z wyżyn niebieskich wszelkiego błogosławieństwa duchowego w Chrystusie. On wybrał nas w Nim przed stworzeniem świata, abyśmy byli przed Nim święci i nieskalani w miłości. On przeznaczył nas, abyśmy się stali Jego przybranymi dziećmi przez Jezusa Chrystusa. Takie było upodobanie Jego woli, aby był uwielbiony majestat Jego łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez krew Jego: odpuszczenie występków dzięki bogactwu Jego łaski. Obdarzył nas nią obficie wraz z wszelką mądrością i zrozumieniem, gdy dał nam poznać tajemnicę swej woli. Tak sobie upodobał i w Nim postanowił, że dla dokonania pełni czasów wszystko podda Chrystusowi jako Głowie: to, co w niebie, i to, co na ziemi. W Nim także my zostaliśmy wybrani i już wcześniej przeznaczeni przez Tego, który wszystko czyni według postanowienia swej woli, abyśmy wielbili majestat Jego łaski - my, którzy już wcześniej złożyliśmy nadzieję w Chrystusie”.

Pozdrawiam wszystkich, którzy są „w Chrystusie”.

wtorek, 10 października 2017

WDZIĘCZNOŚĆ

Są dwie postawy, które kształtują naszą rzeczywistość i wpływają też na charakter relacji międzyludzkich. Jedną z nich jest narzekanie i niezadowolenie, drugą jest wdzięczność.

Wdzięczność to coś więcej niż tylko „bycie pozytywnym”. Jej istotą jest nie tyle dostrzeganie tych dobrych stron egzystencji, ale raczej posiadanie właściwej perspektywy życiowej – której istotą jest uświadomienie sobie, że istnieje Ktoś, kto, w całej tej popapranej rzeczywistości, przejawia troskę wobec nas. Ten „Ktoś” tak kiedyś przemówił do Izraela: „Ja [sam] bowiem znam zamierzenia, jakie żywię względem was – głosi Jahwe – zamierzenia [niosące] pomyślność a nie zgubę, aby zapewnić wam przyszłość [pełną] nadziei”. W czasie, gdy Jeremiasz – Boży prorok – wypowiadał te słowa, Izrael doświadczał niewoli i wygnania. To był trudny czas przepełniony lękiem, niepewnością i bólem wywołanym utratą ziemi. Właśnie w takim złym dla Izraela czasie padły słowa o nadziei, której gwarantem był Bóg i Jego zamierzenia. 

Wdzięczność ma swoje źródło w rozpoznaniu Bożych planów i Jego sposobów działania. Nie wszystko to, co teraz widzimy i czego doświadczamy ma posmak Jego doskonałej woli i odzwierciedla Boże, doskonałe, pragnienia względem nas. Niektóre rzeczy – przewidziane Bożym postanowieniem i Jego obietnicą – są dla nas odłożone na przyszłość. Dziś, może podobnie jak Izrael w czasie niewoli babilońskiej, towarzyszyć nam może ból, rozterka, niewygoda i cierpienie. Jednak nasze serca wciąż mogą być przepełnione wdzięcznością. Dlaczego? Ponieważ wiemy, że „Nasze obecne niewielkie i przemijające utrapienie prowadzi nas do niewysłowionej chwały wiecznej”. 

Czy chrześcijanie doświadczają trudów i niewygody? Tak. Czy cierpią? Tak. Czy ich doświadczeniem jest choroba, głód, lżenie itp.? Tak. Jednak wciąż mamy powód do wdzięczności. Jej źródłem jest Bóg, który przygotował dla nas pomyślną przyszłość. Już w tym życiu doświadczamy zadatku tej chwały, której pełni oczekujemy tęskniąc za rzeczywistością „nowej ziemi i nowych niebios, w których sprawiedliwość mieszka”. 

Czy jest miejsce na niezadowolenie i narzekanie wobec faktu, że „Bóg bogaty w miłosierdzie (…) w Chrystusie Jezusie ożywił nas i posadził na wyżynach niebieskich, aby w nadchodzących czasach ukazać niezwykłe bogactwo swojej łaski poprzez dobroć, jaką darzy nas w Chrystusie Jezusie”? Przyglądając się dziełu zbawienia i towarzyszącym mu obietnicom trudno usprawiedliwiać gnuśność i zrzędliwość. 

Wdzięczność to przywilej chrześcijan – tych, którzy złączyli swoje życie z niezmierzonym bogactwem dobroci, łaski i obfitości przebaczenia jakie Bóg okazał nam w Chrystusie.

Ambrożemu z Mediolanu przypisuje się słowa: „Nie ma obowiązku większego nad obowiązek wdzięczności”. Myślę, że wdzięczność jest nie tyle obowiązkiem, co przywilejem. Oby nasze życie społeczne było kształtowane, w jak największym stopniu, postawą wdzięczności i dziękczynienia, na wzór modlitwy Pawła z Tarsu:

Niech będzie błogosławiony Bóg, Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa! On udzielił nam z wyżyn niebieskich wszelkiego błogosławieństwa duchowego w Chrystusie. On wybrał nas w Nim przed stworzeniem świata, abyśmy byli przed Nim święci i nieskalani w miłości. On przeznaczył nas, abyśmy się stali Jego przybranymi dziećmi przez Jezusa Chrystusa. Takie było upodobanie Jego woli, aby był uwielbiony majestat Jego łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez krew Jego: odpuszczenie występków dzięki bogactwu Jego łaski. Obdarzył nas nią obficie wraz z wszelką mądrością i zrozumieniem, gdy dał nam poznać tajemnicę swej woli. Tak sobie upodobał i w Nim postanowił, że dla dokonania pełni czasów wszystko podda Chrystusowi jako Głowie: to, co w niebie, i to, co na ziemi. W Nim także my zostaliśmy wybrani i już wcześniej przeznaczeni przez Tego, który wszystko czyni według postanowienia swej woli, abyśmy wielbili majestat Jego łaski - my, którzy już wcześniej złożyliśmy nadzieję w Chrystusie”. 

Źródło wdzięczności tryska w Chrystusie. Trwajmy w Nim!

czwartek, 21 września 2017

BIBLIA - ZAKAZANA KSIĘGA

XVIII-wieczna edycja Indeksu ksiąg zakazanych
Wczoraj odwiedziłem jedną z gostynińskich bibliotek (Bibliotekę Pedagogiczną), by oddać książkę. Na stoliku przy wejściu do biblioteki moją uwagę zwróciła, leżąca pośród wielu innych książek, Biblia. Wyróżniała się tym, że była przewiązana łańcuchem zamkniętym na kłódkę. Okazało się, że miało to związek z akcją „zakazane książki”.

Indeks ksiąg zakazanych pozostaje niechlubnym przykładem kościelnej cenzury. Tradycja katolickich „Indeksów ksiąg zakazanych” sięga XVI wieku. W 1557 r. ujrzał światło dzienne pierwszy rzymski Indeks ksiąg zakazanych, a dwa lata później ukazała kolejna edycja Indeksu zwana od imienia papieża (Pawła VI) „paulińską”. Twórcy tego spisu informowali między innymi: „...surowo nakazujemy i polecamy, by nikt w przyszłości nie ważył się pisać, wydawać, drukować bądź do druku oddawać, sprzedawać, kupować, pożyczać czy dawać pod żadnym pretekstem, przyjmować, otwarcie czy skrycie posiadać bądź w jakikolwiek inny sposób przechowywać, bądź kazać strzec jakiejkolwiek księgi lub pisma spośród tych, które wymienione zostały na tym Indeksie Świętego Oficjum, ani też żadnych innych pism, które okazałyby się przez jakieś zepsucie sprzyjające jakiejkolwiek herezji bądź służące heretykom”.

Na Indeksie znalazły się też zakazane przekłady Biblii na języki narodowe. Nowa wersja spisu ukazała się w 1564 r. za aprobatą papieża Piusa IV. Był to tzw. indeks trydencki. Znalazły się na nim m.in. dzieła głównych twórców reformacji: Marcina Lutra, Jana Kalwina i Filipa Melanchtona. Według zatwierdzonych reguł papieskich za szkodliwe uznano korzystanie z niekatolickich przekładów Nowego Testamentu.

A co z katolickimi przekładami Biblii na języki narodowe? Aby posiadać lub czytać katolicką Biblię w języku narodowym, wymagane było indywidualne pozwolenie biskupa lub inkwizytora, po uprzednim zasięgnięciu rady proboszcza lub spowiednika.

Niechętne stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego wobec osobistej lektury tekstu biblijnego podtrzymał Klemens XI (1649-1721) w bulli „Unigenitus Dei Filius”.

Dziś stanowisko rzymskiego Kościoła jest już inne. Mnogość, dostępnych na rynku, katolickich tłumaczeń Biblii na język polski wskazuje, że czytanie tekstu biblijnego traktowane jest jako rzecz pożyteczna i wartościowa. Wczoraj zaopatrzyłem się w podręczne wydanie „Biblii pierwszego Kościoła” w tłumaczeniu ks. prof. Remiguisza Popowskiego SDB. Wydawca umieścił w tym wydaniu taką refleksję: „Mamy nadzieję, że "Biblia pierwszego Kościoła" będzie dla każdego z czytelników głęboką inspiracją do osobistego zanurzenia się w przekaz Słowa Bożego, które - niezależnie od języka, w jakim go odczytujemy – ma bez wątpienia siłę i moc przemieniania ludzkiego myślenia i życia”.

Moją refleksją, wynikającą z obserwacji i rozmów z ludźmi, jest jednak to, że Biblia wciąż pozostaje „zamkniętą (uwięzioną) księgą”. Nie da się żyć chrześcijańskim życiem bez poznawania, rozważania tekstu biblijnego. Biblijny analfabetyzm jest wciąż niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Ale pozostaje nadzieja, że ta sytuacja może się zmienić.