sobota, 29 stycznia 2022

MANIAK

W piątek (28.01) wieczorem, na stadionie w Budapeszcie, rozegrała się bitwa pomiędzy drużynami Francji i Szwecji. Stawką był awans do finału Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn 2022. Określenie „bitwa” zdecydowanie pasuje do tego spotkania. Naprzeciwko siebie stanęły dwie utytułowane drużyny, a wyróżniającym się zawodnikiem był Jim Gottfridsson – środkowy rozgrywający Szwedów. To właśnie jego postawa na boisku – obok wyśmienicie dysponowanego bramkarza szwedzkiego zespołu, Andreasa Miroslava Palicki – przyczyniła się do ostatecznego zwycięstwa Skandynawów. Palicka bronił (ale też zdobywał bramki!) jak natchniony, a Gottfridsson zakończył mecz z bilansem dziewięciu bramek. 

Fachowcy wypowiadają się, że Gottfridsson ma wszystko, co wyróżnia gracza światowej klasy. Cechuje go inteligencja w grze, stwarza zagrożenie pod bramką przeciwnika i jest solidny w obronie. A sam mówi o sobie, że jest „maniakiem piłki ręcznej”. Jako laik przyglądałem się dzisiejszej grze Gottfridssona z prawdziwą przyjemnością. I uświadomiłem sobie, że istotą sukcesu w sporcie, ale też wielu innych dziedzinach życia jest „maniakalna” fascynacja tym co robimy. Z pasji rodzą się sukcesy. 

Apostoł Paweł wielokrotnie porównywał życie chrześcijańskie do sportu i rywalizacji. Takie metafory sportowe można znaleźć w liście do Koryntian (1 Kor 9,24-27), w liście do Tymoteusza (2 Tm 4,7-8) czy też w liście do mieszkańców anatolijskiej Galacji (Ga 2,2; 5,7). Ja dziś – za sprawą Jima Gottfridssona – dostrzegłem, że życie chrześcijańskie bez pasji dla Boga nie niesie w sobie znamion żadnego sukcesu. Rick Watkins w swojej książce „Świeże spojrzenie na Boga i relacje z Nim” napisał: „Kościół w Europie nie jest latarnią przynoszącą światło i nadzieję ginącemu światu pogrążonemu w ciemności, ponieważ to nasze życie nie świeci dostatecznie jasno. Brak mocy i radości w Kościele to tylko odzwierciedlenie jałowości naszego własnego życia duchowego”. Dodałbym, że to jałowe życie to właśnie życie bez pasji dla Boga. Bez „maniakalnej” fascynacji Nim i Jego planem dla naszego pokolenia nie da się uzyskać jakiegokolwiek sukcesu, który mógłby przynieść światło nadziei dla ginącego świata. Pasja dla Boga silna jak silne jest zamiłowanie do piłki ręcznej przez szwedzkiego gracza. Bo kim byłby Jim Gottfridsson bez tego – akcentowanego przez niego – „maniakalnego oddania piłce ręcznej”? Czy mógłby być graczem światowej klasy i święcić triumfy ze swoją drużyną? A jaki triumf może stać się udziałem Kościoła, jeżeli ja – będący jego częścią – zyskam „maniakalne” oddanie Bogu i Jego woli? Takie pytania sobie zadaję…

poniedziałek, 24 stycznia 2022

ZAWSZE GOTOWI

Foto: www.limburger.nl/cnt/dmf20220122_96984122

Nieoczekiwanym bohaterem meczu pomiędzy Holandią i Czarnogórą na Mistrzostwach Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn 2022 został bramkarz holenderskiej drużyny Thijs Van Leeuwen. A przecież nic nie wskazywało na to, że w ogóle pojedzie na – rozgrywany na Węgrzech i Słowacji – turniej, który rozpoczął się 13 stycznia. Van Leeuwen, jak sam mówi o sobie, jest półprofesjonalnym handbalistą. Choć gra w belgijskiej drużynie klubowej, to przede wszystkim – na co dzień – pracuje projektując protezy medyczne. Wykonuje projekty implantów czaszki dla firmy Xilloc. Tymczasem niespodziewane niedyspozycje powołanych do holenderskiej kadry bramkarzy – już w trakcie mistrzostw – sprawiły, że awaryjnie wezwano na turniej właśnie van Leeuwena. Z faceta pracującego przy biurku i komputerze musiał szybko „przestawić się” na podstawowego bramkarza drużyny Holandii. Był gotowy. Zagrał w sobotnim (22.01) meczu przeciwko Czarnogórze, a jego zespół wygrał z faworyzowaną Czarnogórą. Thijs Van Leeuwen został wybrany najlepszym zawodnikiem rywalizacji, bo to jego interwencje okazały się kluczowe dla zwycięstwa Holendrów. Bronił jak natchniony i był bardzo skuteczny. 

Historia tego nieoczekiwanego bohatera drużyny narodowej Holandii przypomniała mi o wezwaniu do innej gotowości „bramkarskiej”. To wezwanie dotyczy chrześcijan, wszystkich bez wyjątku. Piotr – uczeń i apostoł Chrystusa – w liście, który możemy znaleźć w zbiorze pism Nowego Testamentu, napisał: „zawsze BĄDŹCIE GOTOWI DO OBRONY przed każdym domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej”. Apostoł wzywał adresatów listu, by w sposób kompetentny – w każdych okolicznościach i wobec każdego – mogli udzielić odpowiedzi co do istoty chrześcijańskiej nadziei. Jest to uniwersalne przesłanie do wszystkich chrześcijan, którzy potrzebują rozumieć czym jest nadzieja w Chrystusie i co stanowi fundament ich wiary. Obserwowany proces laicyzacji życia wymaga, by chrześcijanie mogli dać – wszystkim ciekawskim, ale nade wszystko sceptykom i antagonistom – rzetelną odpowiedź w kwestii nadziei i ufności składanych w Panu Jezusie Chrystusie. „O co chodzi wam – chrześcijanom?”, „Czy chrześcijaństwo to nie jest jakiś relikt minionych epok, w dodatku skompromitowany przez jego przedstawicieli?”, „Czy chrześcijanie ma jakąś odpowiedź na problemy i wyzwania współczesności?”, „Stosowanie psychicznej manipulacji dla utrzymania wątpiących członków Kościoła jest codziennością”, „Chrześcijaństwo? Nuda do sześcianu!”. Pytań i koncepcji, formułowanych w przestrzeni publicznej, dotyczących chrześcijaństwa oraz Kościoła jest znacznie więcej. W naszym społeczeństwie narasta sceptycyzm i obojętność wobec chrześcijaństwa w ogóle, nie tylko tego spod szyldu dominującego w Polsce Kościoła rzymskiego. Wyzwanie zatem, aby być zawsze gotowym do obrony przed każdym domagającym się wytłumaczenia z chrześcijańskiej nadziei jest aktualne. Każdy chrześcijanin powinien być w gotowości, aby w sposób mądry, cierpliwy i kompetentny reprezentować Chrystusa w swoim pokoleniu. Aby tak było potrzebujemy rozumieć czym jest chrześcijaństwo i więź z Chrystusem. Skąd możemy o tym wiedzieć? Najlepiej sięgnąć do źródła. A gdzie jest to źródło? W pismach pozostawionych nam przez wielu autorów i zebranych w zbiorze 27. ksiąg znanych jako Nowy Testament. Wezwanie do obrony chrześcijańskiej nadziej traktuję o wiele poważniej niż zaszczyt reprezentowania holenderskiej drużyny w piłce ręcznej, którego dostąpił Thijs Van Leeuwen. To wezwanie do reprezentowania drużyny Mistrza z Nazaretu odczytuję też jako zachętę do wnikliwego i codziennego czytania Biblii. Hieronim ze Strydonu pisał: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. A bez znajomości Chrystusa – Jego osoby, Jego nauczania i Jego woli – próżno bronić chrześcijańskiej nadziei, wiary i przekonań wobec tych, którzy nie podzielają tego entuzjazmu dla Boga. Zatem, pobudzony historią holenderskiego bramkarza, zadaję sobie – jako chrześcijanin żyjący w XXI wieku – takie pytania: „Co z moim rozumieniem chrześcijańskiej nadziei?” i „Co z gotowością, by się z tej nadziei – sensownie i mądrze – wytłumaczyć wobec każdego?”.

piątek, 31 grudnia 2021

U PROGU 2022 ROKU

W biblijnej Księdze Rodzaju znajdujemy poemat o stworzeniu świata. Autor wymienia pojawiające się, w rezultacie stwórczego dzieła Boga, ciała niebieskie i opisuje charakterystyczną dla Ziemi różnorodność wód i lądów wraz z zasiedlającymi je organizmami. Przed czytelnikiem wyłania się obraz piękna wynikającego ze zróżnicowania roślin i zwierząt. Niezliczone gatunki kwiatów, drzew, ryb, płazów, gadów, ssaków czy ptaków. W tym opisie zachwyca mnie jednak to, że zanim pojawił się kosmiczny porządek, nim zaistniały wody czy lądy na Ziemi i przed pojawieniem się pierwszych roślin i przedstawicieli świata zwierząt BYŁ BÓG. Księga Rodzaju rozpoczyna się od słów: „Na początku Bóg…”. Po pierwsze Bóg. Z Jego majestatem, chwałą i pięknem. Ojciec, Syn i Duch Święty. Pan Wszechświata. Doskonały w miłości, prawdzie i sprawiedliwości. Alfa i Omega. Źródło wszelkiego stworzenia. Ten, któremu należy się „błogosławieństwo i chwała, mądrość i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga na wieki wieków”. Ten, który dał się poznać człowiekowi w osobie Jezusa Chrystusa, tak jak wyczytujemy w Ewangelii słowa Nauczyciela z Nazaretu: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”. 

U progu 2022 roku najważniejszym życzeniem i pragnieniem dla mnie jest, aby zachwyt dla osoby Jezusa Chrystusa pozostawał najistotniejszym doświadczeniem nadchodzących minut, godzin, dni, tygodni, miesięcy i kwartałów. Niech to głębokie poznanie osoby Jezusa Chrystusa wyznacza rytm życia w nadchodzącym 2022 roku. „Aby Go poznać”, jak pisał Paweł z Tarsu – to jest cel, dążenie i wyzwanie.

wtorek, 21 grudnia 2021

W TESALONICE I W BOGU

„Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu i Panu Jezusie Chrystusie” (1 Tes 1,1). 

Jednym z ważniejszych miast starożytności była Tesalonika (dziś Saloniki) – główne miasto i stolica Macedonii. Założone przez króla Macedończyków – Kassandra – od 146 p.n.e. stało się częścią państwa rzymskiego i jednym z najważniejszych miast Imperium. Położenie na szlaku Via Egnatia (rzymskiego traktu przecinającego północną Grecję i biegnącego od Adriatyku na zachodzie aż po Konstantynopol na wschodzie) umożliwiało bogacenie się mieszkańcom na handlu, który kwitł pomiędzy Rzymem a Azją Mniejszą. Miasto, w I wieku n.e., odegrało też ważną rolę w rozprzestrzenianiu się Ewangelii o Panu Jezusie Chrystusie na terenie Europy. 

Pierwszym europejskim miastem, gdzie zespół misyjny w składzie: Paweł, Sylas, Tymoteusz i Łukasz dzielił się Ewangelią było macedońskie Filippi. Do Chrystusa została tam przyprowadzona Lidia „wraz z całym swoim domem” oraz bezimienny strażnik więzienia i „wszyscy jego domownicy”. W Filippi nie było łatwo. Kiedy Paweł wyrzucił demona z dziewczynki trudniącej się wróżbiarstwem znalazł się, wraz z Sylasem, w kręgu oskarżeń nieprzyjaznego tłumu. Skutkiem tego było wychłostanie, zakucie w dyby i uwięzienie. Mając takie właśnie doświadczenie apostołowie przybyli do Tesaloniki – stolicy Macedonii. Swoim zwyczajem udali się do synagogi, gdzie „przez trzy szabaty” głosili i wyjaśniali na podstawie Pisma o Chrystusie – umarłym i zmartwychwstałym. 

Owoc głoszenia był imponujący, jednak w niewielkim stopniu dotyczył on miejscowych Żydów – „tylko niektórzy uwierzyli”. Głównymi beneficjentami wiary, nadziei i miłości pokładanych w Chrystusie zostali poganie. Do Pawła i Sylasa „przyłączyło się mnóstwo pobożnych Greków i niemało znamienitych kobiet”. Tymczasem Żydzi, którzy nie uwierzyli, doprowadzili do usunięcia misjonarzy z miasta, a także zwrócili się przeciwko nowo powstałemu Kościołowi, dodatkowo podburzając przeciwko chrześcijanom miejscowy tłum. To właśnie o tych, którzy uwierzyli apostolskiej nauce, Paweł napisał: „Staliście się naśladowcami naszymi i Pana, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego" (1 Tes 1,6). Takie były początki Kościoła W TESALONICE. 

Kościół, do którego Paweł, Sylas i Tymoteusz napisali list, nie znajdował się jedynie w Tesalonice. Paweł widział ten Kościół nie tylko jako obecny w macedońskim mieście, ale nade wszystko istniejący „w Bogu i Panu Jezusie Chrystusie”. Chrześcijańskie życie toczy się „W BOGU I PANU JEZUSIE CHRYSTUSIE”, choć – rzecz jasna – przebiega też w realiach doczesności, z całym bagażem jej politycznych, ekonomicznych i społecznych uwarunkowań (co akurat mocno odczuli uczniowie Chrystusa w Tesalonice). Okoliczności i realia życia bywają różne. Jednak najważniejszym pozostaje dla nas – chrześcijan – bycie „w Bogu i w Panu Jezusie Chrystusie”. To proste stwierdzenie użyte na wstępie Pierwszego Listu do Tesaloniczan nadaje chrześcijańskiej wspólnocie inną perspektywę. Perspektywę sięgającą poza doczesne zmagania, ucisk, prześladowanie czy inne – też pozytywne aspekty życia. Najważniejszą tożsamością chrześcijan nie są realia geograficzne, polityczne, gospodarcze czy społeczne – choć są ważne – ale te związane z obecnością Boga i Jego przejawami działania. „W Bogu i Panu Jezusie Chrystusie” to zdecydowanie ważna definicja Kościoła. Pamiętając o naszej lokalnej tożsamości (Kościół w Płocku, Warszawie, Krakowie, Łowiczu czy Elblągu), należy też pielęgnować realia związane z niebiańską tożsamością i niebiańskim powołaniem.

poniedziałek, 20 grudnia 2021

POKÓJ

Początek Pierwszego Listu do Tesaloniczan zawiera pozdrowienie dedykowane adresatom: „Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu i Panu Jezusie Chrystusie. ŁASKA WAM I POKÓJ”. Podobne pozdrowienie znajdziemy we wszystkich pismach Pawła, wyłączywszy dwa listy do Tymoteusza, gdzie – w pozdrowieniu – słowu „pokój” towarzyszy „miłosierdzie”. 

Paweł, jak się zdaje, stworzył unikalne pozdrowienie, w którym zawarł kwintesencję Bożego dzieła zbawienia. Marcin Luter napisał: „Te dwa słowa, łaska i pokój, streszczają w sobie całe chrześcijaństwo. Łaska skrywa w sobie odpuszczenie grzechów, a pokój – uciszone i radosne sumienie. Gdyż nie można mieć spokojnego sumienia, dopóki grzech nie zostanie przebaczony”. 

W greckim tekście Nowego Testamentu pojawia się słowo „eirene”, któremu odpowiada hebrajskie „szalom”. Obydwa tłumaczone są na język polski jako „pokój”. Biblijna koncepcja pokoju to nie tylko brak konfliktu, ale uczynienie czegoś kompletnym, zupełnym. Oznacza przywrócenie pełni na każdym poziomie relacji i we wszelkich aspektach życia, w wymiarze jednostkowym i w skali mikro, jak i w tej kosmicznej. Tę pełnię i kompletność można ujrzeć w nowotestamentowym opisie nowego nieba i nowej ziemi, gdzie „nie będzie już śmierci, bólu, krzyku, ani znoju…”. Jednak nawet w rzeczywistości „teraźniejszego wieku” i w oczekiwaniu na odnowienie wszechrzeczy można doświadczać pokoju, za sprawą Tego, który przyszedł na ziemię, jako obiecany „Książę Pokoju”, jak czytamy w prorockiej Księdze Izajasza. 

Paweł z Tarsu napisał o Chrystusie, że „On jest naszym pokojem (eirene)”, a Jego panowanie to „sprawiedliwość, pokój (eirene) i radość w Duchu Świętym”. Żyjąc w Chrystusie możemy smakować dobrodziejstw „nadchodzącego wieku”. Możemy prowadzić satysfakcjonujące życie w relacji z Bogiem, doświadczając Jego bliskości i miłości. Możemy układać we właściwy sposób nasze relacje rodzinne, kościelne i społeczne „będąc jedni dla drugich łaskawi i miłosierni, przebaczający sobie nawzajem, tak jak i Bóg przebaczył nam w Chrystusie”. Możemy być, już dziś – w teraźniejszym wieku – ludźmi pokoju żyjącymi realnością Bożego Królestwa, którego nastania w pełni wciąż oczekujemy. Wszak jesteśmy „już i jeszcze nie” w Królestwie Bożym. 

W obecnym czasie adwentowym, który towarzyszy Świętom Bożego Narodzenia, warto przypomnieć sobie triumfalny okrzyk anielski, który usłyszeli pasterze w Betlejem. W Ewangelii Łukasza czytamy, że na pobliskich Betlejem polach pojawiły się zastępy wojsk niebieskich. „Wielbiły one Boga słowami: Chwała na wysokościach Bogu, a NA ZIEMI POKÓJ (eirene) ludziom Jemu miłym”. 

A zatem: „Łaska Wam i POKÓJ!”.

niedziela, 19 grudnia 2021

PAWEŁ I WSPÓŁPRACOWNICY

„Paweł, Sylwan i Tymoteusz…”. Tak rozpoczyna się jeden z listów, który możemy odnaleźć w zbiorze pism Nowego Testamentu. Tylko w dwóch listach, spośród wszystkich pism Pawłowych, pojawiają się na wstępie aż trzy imiona współpracowników Pawła, zaangażowanych – jak należy wnioskować – w treść pisma. Obydwa skierowane są do chrześcijan z macedońskiego miasta, które przyjęło nazwę na cześć żony Kassandra – władcy Macedończyków – o imieniu Tessalonika (Thessaloníke). 

Pierwszy List do Tesaloniczan zaliczany jest do najstarszych pism Nowego Testamentu. Mógł powstać około 50 lub 51 roku, po przybyciu Pawła z Aten do Koryntu, podczas tzw. drugiej wyprawy misyjnej. W jej trakcie apostoł Paweł i jego współpracownicy – właśnie wspomniani Sylwan (Sylas) i Tymoteusz, a dodatkowo Łukasz – przybyli do Europy, w tym do miast Macedonii: Filippi i Tesaloniki. Jednak druga wyprawa misyjna wcale nie zapowiadała takiego składu zespołu misyjnego. Gdyby wszystko poszło zgodnie z pierwotnym planem list powinien się rozpocząć słowami: „Paweł, Barnaba i Jan Marek…”, bo właśnie oni mieli tworzyć zespół apostolski, który – po raz drugi w historii – miał wyruszyć z Antiochii, by szerzyć Ewangelię o Chrystusie „aż po krańce ziemi”. 

W Dziejach Apostolskich czytamy: „Po pewnym czasie (czyli po dłuższym pobycie w Antiochii Syryjskiej i po tzw. pierwszej wyprawie misyjnej) Paweł powiedział do Barnaby: Powróćmy już do tych wszystkich miast, w których głosiliśmy Słowo Pana, i odwiedźmy tam braci. Sprawdźmy, jak się mają. Barnaba zamierzał zabrać ze sobą Marka…”. Plany były, ale finał okazał się zupełnie inny. Scenariusz był prosty. Paweł z Barnabą chcieli wyruszyć, a Barnaba zamierzał zabrać Marka – który już towarzyszył apostołom w czasie pierwszej wyprawy misyjnej. Jednak Jan Marek stał się powodem konfliktu pomiędzy Pawłem i Barnabą. Znaczącego konfliktu. Użyte i przetłumaczone jako „ostry spór” greckie słowo „paroxysmos” stosowane jest w geologii na określenie aktywności wulkanicznej, a ta – jak wiadomo – potrafi być gwałtowana. 

Zatem ostatecznie, wskutek „ostrego sporu”, z Antiochii nie wyruszyli Paweł, Barnaba i Marek, ale Paweł i Sylas, którzy po drodze – a dokładnie w Derbe i Listrze – dobrali sobie za współpracownika Tymoteusza. W tekście Dziejów czytamy o tej trójce mężczyzn, że odnotowali liczne sukcesy swojej działalności: „dzięki nim Kościoły rzeczywiście utwierdzały się w wierze i za każdym dniem rosły liczebnie”. Cała trójka też, dodatkowo w towarzystwie Łukasza, przekroczyła granice pomiędzy Azją a Europą, by głosić Chrystusa w miastach Macedonii i Achai. 

Czasami (często?) w kościelnej rzeczywistości zdarzają się napięcia i tarcia. Nie zawsze też znajdziemy, podobnie jak w przypadku sporu Pawła i Barnaby, odpowiedź na pytanie „Kto miał rację?”, ale pomimo zaistniałego konfliktu, wciąż można prowadzić owocne życie i z pasją służyć Bogu. Tego owocnego i pełnego pasji dla Boga życia należy zawsze życzyć każdemu pracownikowi Pańskiemu, niezależnie od tego, czy nasze poglądy są zgodne. A te, na pewnych etapach życia i w niektórych kwestiach, związanych przykładowo ze stylem służby i doborem współpracowników, mogą być odmienne. Pewne jest, że Paweł i Barnaba nie stali się dla siebie wrogami. Nie zaczęli obwiniać się o herezję czy coś podobnego. Przestali być bliskimi współpracownikami w służbie misyjnej: „Barnaba zabrał Marka i odpłynął na Cypr. Paweł natomiast, polecony przez braci łasce Pana, dobrał sobie Sylasa i także odszedł…”. Nie wiemy praktycznie nic o późniejszych relacjach Pawła z Barnabą. Barnaba został wspomniany przez Pawła w jednym z listów – napisanym już po tym konflikcie (Pierwszy List do Koryntian) – co może być śladem poprawnych, późniejszych, kontaktów między nimi. Wiemy natomiast, że Jan Marek stał się dla Pawła, u schyłku życia apostoła, „bardzo potrzebny”. Zatem niegdyś uznani za nieużytecznych mogą na nowo stać się współpracownikami i ludźmi bliskimi w relacji. 

Osobiście nie lubię konfliktów. Ale rozumiem, że nie da się też – w relacjach między ludźmi – ich uniknąć. Unikać zdecydowanie należy natomiast zjadliwości, oszczerstw, użalania się nad sobą, zgorzknienia, pielęgnowania urazy i wielu innych toksycznych rzeczy. A niezależnie od chwilowych spięć (mąłych, średnich i dużych), Kościół i służba Bogu, wciąż pozostają pracą zespołową, tak jak widać to w życiu Pawła z Tarsu.

czwartek, 9 grudnia 2021

ODKUPIENIE WIN

W nadchodzących dniach, poprzedzających i towarzyszących Świętom Bożego Narodzenia, często będzie można usłyszeć słowa znanej kolędy: 

 „Cicha noc, święta noc, 
Narodzony Boży Syn, 
Pan Wielkiego Majestatu, 
Niesie dziś całemu światu 
Odkupienie win”. 

W Dziejach Apostolskich – czyli jednej z ksiąg zawartych w zbiorze pism zwanych Nowym Testamentem – znajdujemy opowieść o pewnym Etiopczyku – dostojniku królewskim – który, w trakcie głośnego czytania fragmentu proroctwa Izajasza, usłyszał pytanie: „Czy rozumiesz to, co czytasz?”. Okazało się, że niezupełnie rozumiał i nawet gotów był przyznać się do tego przed Filipem, który odważył się go zapytać o rozumienie czytanego tekstu. Zatem może tak być, i często bywa, że poziom zrozumienia tego, co głośno wypowiadamy może być nikły… 

Pamiętając o tej biblijnej historii zadałem sobie pytanie: „Czy rozumiem o czym śpiewam?” (tak naprawdę staram się, głównie dla dobra innych nie śpiewać głośno, ale po cichu rzeczywiście to praktykuję). Czy rozumiem co znaczą słowa o odkupieniu win? Co to znaczy, że narodzony w Betlejem Zbawiciel przyniósł „odkupienie win”? ODKUPIENIE? A co to za koncepcja? 

W świecie starożytnym termin „odkupienie” był związany z praktyką brania jeńców w rezultacie zwycięskiej bitwy. Zwycięski dowódca wojsk brał do niewoli jeńców, a ich uwolnienie wymagało zapłacenia ceny zwanej okupem. Odkupienie było transakcją pomiędzy tym, który „wziął w niewolę jeńców”, a tym, który zdecydował się zapłacić odpowiednią cenę wykupu. 

Biblia ujawnia przed czytelnikiem dramat, którego doświadczają ludzie – wszyscy i niezależnie od miejsca zamieszkania, płci, wieku, wykształcenia i wielu innych cech. Tym dramatem jest niewola wynikająca z panowania nad ludzkim życiem grzechu i Diabła. Ci dwaj: grzech i Diabeł to bardzo brutalni władcy. Życie pod ich panowaniem jest nieustającym doświadczeniem nieszczęść, a kresem takiego życia jest wieczne potępienie (piekło). I właśnie w to nieszczęsne położenie każdego człowieka, naznaczone niewolą grzechu i Diabła, wkracza ODKUPICIEL. Bóg – nie pozostając obojętny wobec niewoli grzechu i diabelskiego ucisku, które stały się udziałem człowieka – przyniósł wolność. O tej wolności i o niezwykłości odkupienia śpiewamy w kolędzie „Cicha noc”: 

 „Narodzony Boży Syn, 
Pan Wielkiego Majestatu, 
Niesie dziś całemu światu 
Odkupienie win”. 

Pan Wielkiego Majestatu – Syn Boży – narodzony z Dziewicy Jezus Chrystus stał się ODKUPICIELEM. W rezultacie odkupieńczego dzieła Pana Jezusa zerwane zostają więzy niewoli nałożone nam przez grzech i Diabła, a w rezultacie możemy wieść życie jako ludzie wolni – synowie i córki Boga. 

Odkupienie dokonało się w zbawczym dziele Jezusa Chrystusa, począwszy od Jego narodzin w Betlejem, poprzez Jego publiczną służbę przepełnioną nauczaniem i dokonywaniem „wielkich dzieł Boga”, a jego kulminacja miała miejsce na Golgocie, gdzie Chrystus „oddał swoje życie na okup za wielu”, jak czytamy w Ewangelii. Jaką cenę zapłacono za nas? W jednym z listów Nowego Testamentu można przeczytać takie słowa: „Pamiętajcie, że nie rzeczami zniszczalnymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z waszego marnego postępowania, odziedziczonego po ojcach, lecz drogą krwią Chrystusa, Baranka nieskazitelnego i nieskalanego. Był On na to przeznaczony już przed stworzeniem świata, lecz został objawiony dopiero w ostatecznych czasach…”. Ceną naszej wolności była krew Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. 

Dziękuję Bogu za błogosławiony dar wolności, o którym przypominają mi Święta Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie, za sprawą kolędy „Cicha noc”, kieruje moje oczy ku ofiarnej miłości Boga wobec mnie – grzesznika.

wtorek, 30 listopada 2021

REFLEKSJA NAD HISTORIAMI PRZEŚLADOWANYCH CHRZEŚCIJAN

„Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” Takie pytanie zadaje Paweł z Tarsu w jednym ze swoich apostolskich listów. To pytanie jest częścią swoistego hymnu o Bożej miłości skierowanej do człowieka. Zaraz za tym pytaniem pojawia się też lista doświadczeń towarzyszących chrześcijańskiemu życiu. Należy wnioskować, że były to doświadczenia bliskie samemu autorowi listu, jak i chrześcijanom, których Paweł znał i wśród których służył. A gdybyśmy my – mieszkańcy Polski – mieli wymienić to, co jest naszym typowym doświadczeniem jako chrześcijan? Co znalazłoby się na tej liście? Patrząc na własną historię życia i teraźniejszość nie umieściłbym na niej tego, co napisał Paweł z Tarsu. Lista apostoła zawiera takie doznania jak: „utrapienie, ucisk, prześladowanie, głód, nagość, niebezpieczeństwo i miecz”. Czy ja musiałem zmierzyć się z głodem, brakiem odzienia, prześladowaniem czy zagrożeniem utraty życia ze strony władz? Kiedy piszę ten tekst siedzę w ogrzanym peletem domu i z kubkiem zaparzonej w ekspresie kawy na stole… Nikt z moich sąsiadów i osób z najbliższego otoczenia nie dąży do tego, by – ze względu na moją wiarę w Chrystusa – mnie oskarżyć, sponiewierać i wydać pod sąd. Żyję w kraju, gdzie mogę w nieskrępowany sposób pielęgnować i wyrażać moją wiarę w Boga. Jednak nie wszędzie na świecie jest tak dobrze i bezpiecznie dla chrześcijan. Znaczna część uczniów Chrystusa przeżywa to, o czym pisał, w zacytowanym na wstępie Liście do Rzymian, Paweł z Tarsu. Prześladowani chrześcijanie w Sudanie, Korei Północnej, Pakistanie, Erytrei, Somalii czy Bangladeszu mogą zdecydowanie utożsamić się z takimi rzeczami jak: „utrapienie, ucisk, prześladowanie, głód, nagość, niebezpieczeństwo i miecz”. 

Wczoraj (28.11) na niedzielnym nabożeństwie przysłuchiwałem się kilku historiom chrześcijan nawróconych z islamu oraz tych, którzy mieszkają w Afryce subsaharyjskiej. W tych opowieściach była mowa o utracie mienia, okaleczeniach z rąk prześladowców, stracie najbliższych, zniszczeniu kościołów… Jednak w tych historiach było coś jeszcze: PASJA I MIŁOŚĆ DO BOGA, pomimo trudności, bólu, łez, cierpienia, poniżenia i blizn (tych fizycznych i psychicznych). Jak wiele można nauczyć się z przykładu tych, którzy kroczą za Bogiem w obliczu prześladowań! A w moim sercu zrodziło się pytanie: „Jak wygląda moje zaufanie do Chrystusa?”. Czy, mając zdecydowanie więcej wygód i komfortu, traktuję moją relację z Bogiem i wspólnotą chrześcijańską wystarczająco poważnie? A może Bóg i Kościół są jedynie mało znaczącym dodatkiem do – wypełnionego całą paletą doznań – przyjemnego i bezpiecznego życia? Czy wciąż mogę powiedzieć i zaświadczyć, że moje oddanie Chrystusowi to zdecydowanie sprawa pierwszorzędna i najważniejsza? Prześladowani chrześcijanie we współczesnym świecie dają mi ważną lekcję dotyczącą priorytetów. Czasami warto się nieco zawstydzić w swoim życiu…

sobota, 27 listopada 2021

POWOŁANIE JEST CZEKANIEM

Będąc w Jerozolimie Paweł z Tarsu usłyszał jak Pan powiedział do niego: „Odwagi, jak bowiem dawałeś o Mnie świadectwo w Jeruzalem, tak trzeba dać świadectwo i w Rzymie”. Klarowne powołanie, na które powinno się zadać pytanie: „O której godzinie odjeżdża najbliższy autobus do Rzymu?”. Zważywszy na brak w tamtych czasach autobusów Paweł, przystępując do pakowania walizek, mógł zapytać o najbliższy statek płynący do stolicy Imperium: „O której godzinie i w jakim porcie mam się stawić, Panie?”. Sytuacja jednak nie była taka prosta. Paweł był aresztowany przez Rzymian i – jak się ostatecznie okazało – upłynęło całkiem DUŻO czasu, zanim udał się do Rzymu. W dodatku przybył tam jako więzień. Od momentu, w którym Paweł usłyszał, że musi złożyć świadectwo o Chrystusie w Rzymie, do chwili przybycia apostoła do „Wiecznego Miasta” minęły prawie trzy lata. Dwa lata spędził jako więzień w Cezarei, długie miesiące spędził na trzech różnych statkach, z których jeden – pośród szalejącego sztormu – się rozbił, a będąc rozbitkiem na Malcie ukąsiła go żmija… 

Powołanie jest czekaniem. 

Kiedy Bóg wypowiada swoją wolę dla naszego życia nie zawsze wszystko dzieje się szybko, a czasami (często?) droga do wypełnienia tego powołania odbywa się – jak w przypadku Pawła – wśród „przeciwnych wiatrów” i „gwałtownych burz”. Dlaczego tak jest? Nie wiem :) Jedno wiem. Jeżeli Bóg składa obietnicę, to żadne przeciwności – a przypadku Pawła było ich naprawdę wiele – nie są w stanie przeszkodzić wypełnieniu się jej. A czekanie jest zdecydowanie wpisane w nasze „chodzenie z Bogiem”. 

„Potrzeba wam bowiem cierpliwości, abyście wypełniając wolę Boga, dostąpili spełnienia obietnicy” (Hbr 10,36).

środa, 24 listopada 2021

PAMIĘTAJCIE O PRZEŚLADOWANYCH

„Gdy w Sudanie rodzice Mohammeda Saeeda Omera dowiedzieli się, że ich syn stał się chrześcijaninem w czasie studiów w New Delhi, w Indiach, byli przerażeni. Jako gorliwi muzułmanie zażądali, aby natychmiast wrócił do domu. Poinformowali go też, że zostanie wydziedziczony oraz że się go wyprą, jeśli nie zmieni wyznawanej religii. 

Omer powrócił do Sudanu 17 lipca 2001 roku. Możliwe, że nie doceniał determinacji swoich rodziców, a ich gniew nie miał wtedy granic. Skonfiskowali mu paszport i zagrozili, że wezwą straszne islamskie służby bezpieczeństwa, jeżeli nie powróci do islamu i nie porzuci wiary chrześcijańskiej. 

Mimo niebezpieczeństwa Omer był jednak nieprzejednany. W swojej nowej wierze odnalazł odwagę i nadzieję, więc wiernie uczestniczył w nabożeństwach kościelnych i studiował Biblię nie zważając na wściekłość rodziny i próby zastraszenia. Gdy jeden z wujków Omera przysiągł go zabić za to, że jest apostatą, młody mężczyzna w końcu uciekł z domu rodziców i wyprowadził się do przyjaciela. Rodzice donieśli na niego do służb bezpieczeństwa, które aresztowały go po skończonym spotkaniu z chrześcijańskim pastorem. Po wyrwaniu mu paznokci za pomocą kombinerek, policja przekazał go rodzicom, którzy trzymali go pod ścisłym nadzorem, monitorując jego rozmowy telefoniczne i korzystanie z Internetu. 

Dzięki pomocy, którą uzyskał od wspólnoty chrześcijańskiej, w końcu udało mu się uciec. W 2004 roku znalazł sposób na opuszczenie Sudanu i zaczął nowe życie w innym państwie”. 

Paul Marshall, Lela Gilbert, Nina Shea, „Prześladowani. Przemoc wobec chrześcijan”, Poznań 2014, str. 250-251.