sobota, 14 marca 2020

OSIEM RZECZY, KTÓRYCH POWINIEN NAUCZYĆ NAS KORONAWIRUS

Autorem tekstu jest Mark Oden - pastor Chiesa Evangelica Neapolis w Neapolu we Włoszech. Wersja polska: Jezus.pl za zgodą The Gospel Coalition

Obudziłem się dziś rano w Neapolu, trzecim największym mieście Włoch, dowiadując się o blokadzie. Zakazano zgromadzeń publicznych, w tym nabożeństw. Wesela, pogrzeby i chrzty zostały odwołane. Szkoły i kina, muzea i sale gimnastyczne zostały zamknięte. Moja żona i ja właśnie wróciliśmy z zakupów spożywczych, które zajęły nam dwie godziny z powodu długich kolejek do kasy. Włochy mają obecnie najwyższą liczbę potwierdzonych przypadków koronawirusa poza Chinami: 9172 zarażonych i 463 zmarłych (obecnie: 17660 i 1266 – przyp. redakcji). W rezultacie, nakazano 60 milionom osób pozostanie w swoich domach, jeśli opuszczenie ich nie jest absolutnie konieczne.
Jak my, chrześcijanie, powinniśmy reagować na taki kryzys? Odpowiedź brzmi: z wiarą, a nie ze strachem. Patrząc w oczy tej burzy powinniśmy pytać: Panie, czego chcesz mnie przez to nauczyć? Jak chcesz mnie zmienić?
Oto osiem rzeczy, które powinna nam uzmysłowić lub przypomnieć obecna sytuacja związana z koronawirusem.
1. NASZA KRUCHOŚĆ
Ten globalny kryzys pokazuje nam, jak słabi jesteśmy jako ludzie.
W chwili pisania tych słów, na całym świecie zgłoszono 98429 przypadków koronawirusa i odnotowano 3387 zgonów (obecnie: 145628 i 5421 - przyp. red.). Dokładamy wszelkich starań, aby powstrzymać jego rozprzestrzenianie i większość z nas – jak sądzę – jest pewna, że ostatecznie to się uda.
A teraz wyobraź sobie wirusa jeszcze bardziej agresywnego i zaraźliwego niż koronawirus. Czy w obliczu takiego zagrożenia możemy zapobiec wyginięciu rodzaju ludzkiego? Odpowiedź jest oczywista: nie. Bardzo łatwo zapomnieć o naszej słabości i kruchości.
Słowa psalmisty brzmią tak prawdziwie: „Dni człowieka są jak trawa, kwitnie on jak kwiat polny. Ledwie wiatr [lub COVID-19] powieje na niego – już go nie ma, nawet ślad po nim nie zostaje” (Ps. 103:15–16).
Czego ta lekcja uczy nas o naszej kruchości? Być może przypomina nam, że nie powinniśmy brać naszego życia na ziemi za pewnik. „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce” (Ps. 90:12).
2. NASZA RÓWNOŚĆ
Ten wirus nie szanuje granic etnicznych ani granic państwowych. To nie jest chiński wirus; to nasz wirus. Jest obecny w Afganistanie, Belgii, Kambodży, Danii, Francji, Ameryce – dotarł do 77 krajów (obecnie: 145 – przyp. red.) a liczba wciąż się zwiększa.
Wszyscy jesteśmy członkami wielkiej ludzkiej rodziny, stworzonej na obraz Boga (Ks. Rodz. 1:27). Kolor naszej skóry, nasz język, nasz akcent i nasza kultura nie mają znaczenia w obliczu tej zaraźliwej choroby.
W oczach świata wszyscy jesteśmy inni; w oczach wirusa jesteśmy tacy sami.
W obliczu cierpienia, w bólu po stracie ukochanej osoby jesteśmy w pełni równi – słabi i pozbawieni odpowiedzi.
3. NASZ BRAK PANOWANIA NAD SYTUACJĄ
Wszyscy lubimy mieć kontrolę. Chcemy trzymać w ręku stery naszego przeznaczenia, pragniemy być panami naszego losu. Prawdą jest, że dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, możemy panować nad znaczną częścią naszego życia. Możemy zdalnie sterować ogrzewaniem i systemem bezpieczeństwa w naszym domu; możemy przesyłać pieniądze w różne miejsca świata za pomocą jednego kliknięcia; możemy nawet panować nad naszym ciałem poprzez trening i zdobycze medycyny.
Ale może to poczucie panowania jest iluzją – bańką, którą przebił koronawirus, pokazując, że tak naprawdę nad niczym nie panujemy.
Teraz, tutaj we Włoszech, władze próbują powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, zamykając, otwierając i ponownie zamykając szkoły naszych dzieci. Czy mają kontrolę nad sytuacją?
A co z nami? Uzbrojeni w nasze żele dezynfekujące staramy się zmniejszyć ryzyko infekcji. Nie ma w tym nic złego, ale czy panujemy nad sytuacją?
4. BÓL WYKLUCZENIA
Kilka dni temu osoba z naszego kościoła udała się do północnych Włoch. Po powrocie do Neapolu została wykluczona z kolacji z kolegami z pracy. Powiedziano jej, że skoro była na północy, to byłoby lepiej, gdyby nie przyjeżdżała; mimo że nie była w pobliżu czerwonych stref i nie wykazywała żadnych objawów koronawirusa. Oczywiście, zabolało ją to.
55-letni właściciel restauracji z centrum Neapolu został niedawno poddany kwarantannie. Po pozytywnym wyniku testu na COVID-19, powiedział, że czuł się względnie dobrze fizycznie, ale zasmuciły go reakcje wielu jego sąsiadów: „Tym, co zraniło go bardziej niż pozytywny wynik testu na koronawirusa, jest sposób, w jaki on i jego rodzina zostali potraktowani przez miasto, w którym mieszkają” (gazeta „Il Mattino”, 2 marca 2020 r.).
Wykluczenie i izolacja nie są łatwą rzeczą, ponieważ zostaliśmy stworzeni do relacji. Obecnie jednak wiele osób musi radzić sobie z izolacją. To doświadczenie, które społeczność trędowatych w czasach Jezusa znała nazbyt dobrze. Ludzie ci byli zmuszeni do życia w odosobnieniu, a chodząc po ulicach rodzinnego miasta musieli wołać: „Nieczysty! Nieczysty!” (por. Ks. Kapł. 13:45).
5. RÓŻNICA MIĘDZY STRACHEM A WIARĄ
Jaka jest Twoja reakcja na ten kryzys? Tak łatwo poddać się strachowi. Tak łatwo wszędzie widzieć czyhającego na nas koronawirusa: na klawiaturze naszego komputera, w powietrzu, którym oddychamy, w każdym kontakcie fizycznym i za każdym rogiem. Czy panikujemy?
A może ten kryzys wzywa nas do innej reakcji – do okazania wiary, a nie strachu. Wiary nie w gwiazdy lub w jakieś nieznane bóstwo, ale w Jezusa Chrystusa, dobrego pasterza, który jest również zmartwychwstaniem i życiem.
Tylko Jezus kontroluje tę sytuację; tylko On może przeprowadzić nas przez tę burzę. Wzywa nas do zaufania i wiary, nie do strachu.
6. NASZA POTRZEBA BOGA ORAZ MODLITWY
W jaki sposób, w dobie globalnego kryzysu, możemy – jako jednostki – cokolwiek zmienić? Często czujemy się tacy mali i nieistotni.
Ale jest coś, co możemy zrobić. Możemy wołać do naszego Ojca w niebie.
Módl się za władze naszych krajów i miast. Módl się za personel medyczny leczący chorych. Módl się za mężczyzn, kobiety i dzieci – za wszystkich, którzy zostali zarażeni, za ludzi, którzy boją się opuścić swoje domy, za osoby żyjące w czerwonych strefach, za tych, którzy są zagrożeni także innymi chorobami oraz za osoby starsze. Módl się, aby Pan nas chronił i zachował. Módl się do Niego, aby okazał nam swą łaskę.
Módl się także, aby Pan Jezus powrócił i by zabrał nas do nowego stworzenia, które dla nas przygotował, do miejsca bez łez, śmierci, bez żałoby, płaczu i bólu (Obj. 21:4).
7. ULOTNOŚĆ W NASZYM ŻYCIU
„Ulotne, jakże ulotne – mówi Kohelet – ulotne, jakże ulotne, wszystko jest takie ulotne.” (Koh. 1:2). W szaleństwie naszego życia tak łatwo stracić właściwą perspektywę. Nasze dni są wypełnione ludźmi i projektami, listami zadań oraz pragnień, troską o domy i dobre wakacje. Z trudem odróżniamy to, co ważne, od tego, co pilne. Gubimy się w naszym życiu.
Być może ten kryzys przypomina nam, o co naprawdę powinniśmy się troszczyć. Być może pomaga odróżnić to, co istotne, od tego, co bez znaczenia. Być może Liga Mistrzów, nowa kuchnia lub post na Instagramie wcale nie są niezbędne do mojego przetrwania. Być może koronawirus pokazuje nam, co jest naprawdę ważne.
8. NASZA NADZIEJA
Właściwie, najważniejsze pytanie wcale nie brzmi: „Jaką masz nadzieję w obliczu epidemii koronawirusa?” Jezus przyszedł, aby ostrzec nas przed obecnością znacznie bardziej śmiercionośnego i rozpowszechnionego wirusa – takiego, który dotknął każdego mężczyznę, kobietę i dziecko. To wirus, który nie tylko prowadzi do pewnej śmierci, ale także do śmierci wiecznej. Nasz rodzaj ludzki, według Jezusa, jest ogarnięty pandemią zwaną grzechem. Jaka jest Twoja nadzieja w obliczu tego wirusa?
Historia Biblii to historia Boga, który wszedł do świata zainfekowanego wirusem grzechu. Mieszkał wśród chorych, nie mając kombinezonu ochronnego, oddychając tym samym powietrzem, co my, jedząc to samo, co my. Umarł w odosobnieniu, wykluczony ze swego ludu, daleko od swego Ojca – na krzyżu. Wszystko po to, aby dostarczyć temu choremu światu antidotum na wirusa, aby nas uleczyć i dać nam życie wieczne. Posłuchaj jego słów:
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, będzie żył. I każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? (Jan 11:25–26)
 

piątek, 13 marca 2020

NADZIEJA W CZASACH NIEPOKOJU

Przyznaję, że istniej rodzaj odczuwalnego niepokoju związanego ze wzrastającą liczbą osób u których zdiagnozowano obecność koronawirusa. W całym świecie potwierdzono 135 846 przypadków zachorowań, w tym prawie 5000 zgonów. Czyli śmiertelność wynosi proc. Wyższy wskaźnik śmiertelności dotyczy Włoch, gdzie na 15113 osób zarażonych umarło 1016 (6,7 proc). Ten wskaźnik śmiertelności jest szczególnie wysoki w grupie starszych osób. Wśród osób powyżej 80. roku życia zgony sięgają prawie 15 procent. 

Wszyscy kiedyś umrzemy. Gdybym miał wybierać, to jeszcze trochę chciałbym pożyć. Staram się dbać o zdrowie i utrzymywać ciało w dobrej kondycji. Jednak i tak kiedyś umrę. Wcześniej czy później moje ciało przestanie być aktywne i wszelkie życiowe funkcje organizmu ustaną. Umieranie i śmierć pozostają nieuchronnym elementem rzeczywistości „tego wieku” – tak Biblia określa czas w którym żyjemy. Jednak chrześcijańska nadzieja, którą zyskałem – prawie trzydzieści lat temu – w Chrystusie, pozwala mi sięgać poza realia śmierci i umierania. Moja nadziej dotyczy wiecznej i niebiańskiej rzeczywistości, która przepełniona jest Bożą chwała Jego panowaniem. Skąd czerpię taką nadzieję? Z dwóch najważniejszych faktów, które wyczytuję z kart Nowego Testamentu – ze śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstały Chrystus dowodzi, że śmierć nie jest końcem. Śmierć została pokonana i zostanie ostatecznie pokonana. Takie słowa zapisał apostoł Paweł: „Chrystus zmartwychwstał i jest pierwszym zwiastunem zmartwychwstania tych, którzy zasnęli (umarli). Skoro bowiem przez człowieka wkroczyła śmierć, przez człowieka też nadejdzie zmartwychwstanie. Bo jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni, każdy w swoim porządku: Jako pierwszy zwiastun – Chrystus. Potem, w czasie Jego przyjścia, ci, którzy należą do Chrystusa. Następnie przyjdzie koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu, gdy usunie wszystkie zwierzchności, każdą władzę i moc. On musi bowiem królować, aż położy wszystkich wrogów pod swoje stopy. A jako ostatni wróg usunięta zostanie śmierć.”

Chcę ufać Bogu. Polegać na Nim i trwać w przekonaniu, że „kochającym Boga, to jest tym, którzy są powołani zgodnie z Jego planem, wszystko służy ku dobremu”. On pozostaje DOBRY nawet wtedy, gdy przydarzają się złe – z naszego punktu widzenia – rzeczy. W tym nieidealnym świecie, w którym obecne są grzech, choroba, przekleństwo, cierpienie, nienawiść i śmierć wciąż istnieje NADZIEJA. Jej źródła próżno szukać w ludzkiej mądrości, zasobach finansowych, geniuszu polityków czy militarnej sile, choćby najlepiej wyszkolonej armii. Przynajmniej takie jest moje przekonanie. Swoją ufność i nadzieję wiążę z osobą Jezusa Chrystusa, który pozostaje, niezależnie od ludzkich opinii, „Panem panów i Królem królów”, „Alfą i Omegą”, tym „Który jest, Który był i Który przychodzi”. A wszystko zmierza do pięknego finału, o którym tak śpiewał – jednej z moich ulubionych anglojęzycznych artystów – Matt Redman:

„Przyjdzie dzień, gdy bez sił zostanę,
Nadejdzie czas mego końca tu.
Dusza ma będzie już na zawsze Cię uwielbiać,
W wieczności z Tobą piękna zabrzmi pieśń”.

czwartek, 12 marca 2020

CZTERY KOTWICE

Na początku lat 90. XX wieku zetknąłem się w moim mieście – Gostyninie – z inspirującym człowiekiem reprezentującym ewangelikalne chrześcijaństwo i dostałem do przesłuchania nauczanie Johna Osteena zatytułowane „Cztery kotwice”.

Kasetę z tym nauczaniem otrzymałem na małym, zorganizowanym w domu, spotkaniu podczas którego po raz pierwszy zetknąłem się z przejawami działania Ducha Świętego objawiającymi się „mówieniem innymi językami” i „prorokowaniem”. Tym, dla których te określenia brzmią nieco dziwacznie polecam lekturę Księgi Dziejów Apostolskich oraz 12. i 14. rozdział Pierwszego Listu do Koryntian autorstwa Pawła z Tarsu. Słuchając nauczania, wygłoszonego przez Johna Osteena (nieznanego mi wtedy zupełnie amerykańskiego pastora), usłyszałem zachętę, by „cały rok żyć tekstem Psalmu 91 – czytać go każdego dnia, recytować codziennie i modlić się jego słowami”. Tak właśnie brzmiały słowa nauczającego. Autentycznie zachęcony, znalazłem w mojej Biblii – otrzymałem ją od przyjaciela jako prezent na osiemnaste urodziny – tekst wspomnianego Psalmu i zacząłem uczyć się na pamięć kolejnych wersetów. To była moja pierwsza przygoda z zapamiętywaniem wersetów biblijnych.

Obraz „czterech kotwic” – mających zapewnić bezpieczeństwo w trudnych okolicznościach życia – kaznodzieja zaczerpnął z historii apostoła Pawła, który jako więzień był transportowany statkiem do Rzymu. Z uwagi na zagrożenie wpłynięcia na skały żeglarze „zrzucili z rufy cztery kotwice i wyczekiwali świtu” (Dz 27,27-29). Natomiast, by zdefiniować naturę „czterech kotwic” odniósł się właśnie do treści Psalmu 91, który poniżej cytuję z przekładu Biblii Tysiąclecia:

„Kto przebywa pod osłoną Najwyższego
i w cieniu Wszechmocnego spoczywa,
mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo,
mój Boże, któremu ufam».
Bo On sam cię wyzwoli
z sideł myśliwego
i od zgubnego słowa.
Okryje cię swymi piórami
i schronisz się pod Jego skrzydła;
Jego wierność – to puklerz i tarcza.
W nocy nie ulękniesz się strachu
ani za dnia – strzały, co leci,
ani zarazy, co nadchodzi w mroku,
ni moru, co niszczy w południe.
Choć tysiąc padnie u twego boku,
a dziesięć tysięcy po twojej prawicy,
ciebie to nie spotka.
Ty ujrzysz na własne oczy,
będziesz widział odpłatę daną grzesznikom.
Albowiem Pan jest twoją ucieczką,
za obrońcę wziąłeś sobie Najwyższego.
Niedola nie przystąpi do ciebie,
a plaga się nie przybliży do twego namiotu,
bo swoim aniołom nakazał w twej sprawie,
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
Na rękach będą cię nosili,
abyś nie uraził swej stopy o kamień.
Będziesz stąpał po wężach i żmijach,
a lwa i smoka będziesz mógł podeptać.
Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie;
osłonię go, bo uznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham
i będę z nim w utrapieniu,
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem
i ukażę mu moje zbawienie”.

Te cztery kotwice, w nieco „wygładzonej” wersji, wymieniam poniżej. Każda z nich może i powinna być zastosowana, by przetrwać trudne dni, czas naznaczony zmaganiem i jakimkolwiek uciskiem. Po wielu latach od wysłuchania tamtego nauczania wracam do tekstu Psalmu 91 i przypominam sobie o „czterech kotwicach potrzebnych do przetrwania burz życia”.

Kotwica nr 1: „Będę mieszkał w Bogu, trwał w relacji i bliskości z Bogiem”.
Kotwica nr 2: „Będę karmił się słowami prawdy na temat Boga, uznając to kim On naprawdę jest”.
Kotwica nr 3: „Będę rozumiał zakres powierzonego mi przez Boga autorytetu nad mocami ciemności”.
Kotwica nr 4: „Będę kochał, pierwszą miłością, Pana Jezusa Chrystusa”.

Ktoś pamięta to stare nauczanie Johna Osteena?

środa, 11 marca 2020

WALKA, CZYLI "BÓJ TOCZYMY"

Na początku Listu do Efezjan przywołany jest „władca sił, które unoszą się w powietrzu, duch, który działa teraz w synach buntu”. Te słowa odnoszą się do opresyjnych i zniewalających człowieka sił zła za którymi stoi Diabeł – realny byt, którego władzy ulegają ludzie żyjący „poza Chrystusem” i „nie mający ani nadziei, ani Boga na tym świecie”.

Wydawać by się mogło, że sprawa jest rozstrzygnięta, a zatem teraz, „żyjąc w Chrystusie”, pozostajemy całkowicie pozbawieni możliwości oddziaływania tych destrukcyjnych sił zła. Jednak w końcówce listu te same siły zostały przywołane w kontekście zmagań i walki toczonej przez chrześcijan. Choć „pokonane i rozbrojone”, to jednak wciąż wymagające tego, by stawić im opór w obliczu ich „podstępnych działań”. Wróg jest już pokonany i jeszcze nie – to jedna z prawd, która zdaje się odnosić to tej rzeczywistości zniewalającego zła obecnego w świecie.

Dopóki trwa „ten wiek”, nazwany w Liście do Efezjan „złym dniem” musimy mieć świadomość, że treścią chrześcijańskiego życia jest walka (zmaganie) „przeciw zwierzchności i władzom tego świata ciemności, przeciw duchowemu złu na wyżynach niebiańskich”. Konflikt wciąż trwa i wymaga od chrześcijan czujności oraz „przyobleczenia się w pełną zbroję Bożą”, by wytrwać i ostać się w „zły dzień”.

Paweł przywołuje obraz rzymskiego żołnierza, a elementom jego uzbrojenia przypisuje prawdy odnoszące się do relacji i więzi z Bogiem: „Stańcie więc i przepaszcie wasze biodra prawdą, załóżcie pancerz sprawiedliwości, a na nogi włóżcie gotowość głoszenia dobrej nowiny pokoju. Zawsze miejcie tarczę wiary, dzięki której będziecie mogli gasić wszelkie ogniste pociski Złego. Przyjmijcie też hełm zbawienia oraz miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. Przy każdej okazji módlcie się w Duchu…”.

Taki – militarny – obraz chrześcijańskiego życia nie ma na celu wywołanie w nas poczucia strachu przed wrogiem, lecz, jak rozumiem, ma wzbudzić w nas świadomość, że nasze ziemskie pielgrzymowanie to wciąż realia wrogiego otoczenia naznaczonego „chciwością, samolubstwem, arogancją, pychą, bluźnierstwem, niewdzięcznością, bezbożnością, próżnością i umiłowaniem przyjemności bardziej niż Boga”.

Obyśmy mogli, u kresu naszych dniu, powiedzieć za apostołem: „Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na koniec odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który owego dnia wręczy mi Pan, sprawiedliwy Sędzia”.

niedziela, 8 marca 2020

WOŁANIE O WOLNOŚĆ

Kadr z filmu pt. „Amistad” w reż. Stevena Spielberga
Jednym z bohaterów filmu pt. „Amistad” jest Cinqué – przywódca buntu skierowanego przeciwko załodze niewolniczego statku „La Amistad”. Cinqué – sądzony, wraz z pozostałymi Afrykanami, przez amerykański wymiar sprawiedliwości – wypowiada, a właściwie wykrzykuje w desperacji, słowa: „Dajcie nam wolność!”. 

To wołanie o wolność rozbrzmiewało na przestrzeni dziejów i odnosiło się do wielu różnych, często odmiennych, sytuacji. Pełen desperacji krzyk domagający się wolności rozbrzmiewał w starożytnym świecie, w którym niewolnictwo stanowiło ważny element życia społecznego, a stosunek ludzi wolnych do niewolników był nacechowany wyższością i nieskrywaną pogardą. Wolności domagały się narody ciemiężone przez tyranów, despotów i pełnych okrucieństwa władców. O wolność walczyli ci, którzy podlegali różnym formom dyskryminacji – ludzie, którym odmawiano pełnego udziału w życiu społecznym czy politycznym. Hasło „za naszą i waszą wolność” znamy dobrze z historii Polski.

Niewolnictwo to nie tylko relikt przeszłości. Istnieje współczesne niewolnictwo, które ma różne oblicza: niewolnicza praca dzieci, niewolnictwo seksualne, przymuszanie do żebractwa lub wyzysk w miejscu pracy. Wołanie o wolność pozostaje aktualnym krzykiem naszego pokolenia. Jest jeszcze jeden wymiar niewolnictwa, bywa że pomijany i lekceważony. Mówił o nim Jezus do tych, którzy uwierzyli w Niego: „Ręczę i zapewniam, każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu”. Ten rodzaj zniewolenia – niewoli w grzechu – często trudno nam dostrzec. Jednak z Bożej perspektywy jest to najpoważniejszy problem z jakim potrzebujemy się zmierzyć. Wszak rzeczywistość grzechu wpływa destrukcyjnie na pojedynczych ludzi, jak i całe społeczeństwa. Dlatego wołanie „Daj nam wolność!” jest wciąż aktualną potrzebą. Adresatem tego wołania powinien być Pan Jezus Chrystus. On przynosi wolność tym, którzy są świadomi pęt nakładanych przez grzech. Sam przez wiele lat pozostawałem niewolnikiem nienawiści i nieprzebaczenia karmionego poczuciem krzywdy i zranienia. I w tym niewolniczym stanie znalazłem, odczytaną na kartach Ewangelii Jana, obietnicę: „Jeśli więc Syn was wyzwoli, będziecie naprawdę wolni”.

Niewola grzechu przybiera różne formy. Paweł z Tarsu, w Liście do Rzymian, pisał o „chciwości, niegodziwości, zazdrości, chęci mordu, niezgodzie, podstępie, złośliwości, plotkarstwie, oszczerstwie”. Akcentując powszechność niewoli grzechu wspominał o „ludziach zuchwałych, zarozumiałych, promujących samych siebie, wynajdujących zło, nieposłusznych rodzicom, nierozumnych, niesumiennych, nieczułych i bezlitosnych”. Niewola grzechu jest straszna i niesie ze sobą tragiczne konsekwencje. Jednak jest ratunek i wyzwolenie, które dane zostało ludziom w dziele Jezusa Chrystusa – przez Jego śmierć i zmartwychwstanie. Jest wolność w Chrystusie! Wolność do kochania Boga i bliźniego. Wolność do przebaczenia, hojności, wrażliwości, prawdomówności czy też błogosławienia innych – w tym wrogów.

Kocham wolność i wciąż jej potrzebuję. Dlatego kieruję swój wzrok na dawcę wolności – Pana Jezusa Chrystusa. W Nim odnajduję ratunek z pęt grzechu i prawdziwą wolność. Mając nadzieję w Chrystusie, chcę mówić za Pawłem z Tarsu: „grzech nade mną panował nie będzie, gdyż jestem pod łaską”. Dziękuję Bogu za wielki dar wolności!

środa, 19 lutego 2020

EWANGELIA

Kiedy przyglądamy się rozprzestrzenianiu Ewangelii (dobrej nowiny o ratunku w Chrystusie), którego opis znajdziemy na kartach Dziejów Apostolskich, nie znajdziemy tam zasadniczo prób „naprawiania” ludzi w oparciu o listę nakazów i zakazów: „Nie bierz, nie próbuj, nie dotykaj”.

Oczywiście w pismach apostolskich znajdziemy wiele cennych wskazówek dotyczących jakości życia właściwej tym, którzy nazywają się chrześcijanami. Jednak to nie moralne życie stoi u podstaw chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo nie ma przecież monopolu na moralność.

W apostolskim głoszeniu Ewangelii pojawia się, nade wszystko, wezwanie do wiary, czyli ufności okazywanej Bogu, a w centrum tej wiary znajduje się osoba i dzieło Jezusa Chrystusa. Życie chrześcijańskie nie zaczyna się od „robię/ czynię”, ale od „wierzę”. Kiedy Paweł z Tarsu przypomina korynckiej wspólnocie Ewangelię dzięki której „dostępują zbawienia”, akcentuje właśnie prawdę o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa: „Przekazałem wam bowiem na początku to, co i ja przejąłem, że zgodnie z Pismem Chrystus umarł za nasze grzechy, że został pogrzebany i trzeciego dnia wskrzeszony z martwych, zgodnie z Pismem”. Dzieło Chrystusa – Jego śmierć i zmartwychwstanie – mają związek z naszą, ludzką, grzesznością i brakiem, po naszej stronie, jakichkolwiek argumentów na zyskanie przychylności w oczach Boga. Ewangelia nie wzywa nas do tego, abyśmy wzmogli nasze starania i wytężyli siły, by sprostać Bożym wymaganiom i w konsekwencji usłyszeć od Boga: „Postarałeś się wreszcie! Brawo! Zyskałeś Moją przychylność”. Ewangelia nie wzywa nas do podnoszenia poprzeczki odnośnie moralności i etycznych standardów w różnych dziedzinach życia. Chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z takim podejściem.

Ewangelia wzywa nas do złożenia ufności w osobie Jezusa Chrystusa. Nowotestamentowe określenie „w Chrystusie”, to nie jakaś zgrabna figura słowna, ale fundamentalna rzeczywistość dotycząca chrześcijan – tych, którzy usłyszeli i uwierzyli przesłaniu Ewangelii. Chrześcijańskie życie zaczyna się od wiary i jest kontynuowane w oparciu o wiarę, że oto Bóg „w Chrystusie wybrał nas, przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni (…) przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa Chrystusa stali się Jego synami (…) i istnieli dla uwielbienia Jego chwały”.

W swoim pożegnalnym liście kierowanym do przyjaciela, współpracownika i „umiłowanego dziecka” – Tymoteusza – Paweł zawarł takie słowa: „Pamiętaj o Jezusie Chrystusie, potomku Dawida, który został wskrzeszony z martwych zgodnie z moją Ewangelią”. Pamiętać o Jezusie Chrystusie – umarłym i zmartwychwstałym – wierzyć w Niego i trwać w Nim. Oto istota chrześcijaństwa.

środa, 12 lutego 2020

MAŁŻEŃSTWO

„Bądźcie sobie wzajemnie poddani…”. Tym stwierdzeniem rozpoczyna się dłuższy fragment Listu do Efezjan, w którym Paweł opisuje wzajemne relacje zachodzące w rodzinie, a szczególnie w małżeństwie. Zaraz potem pojawiają się słowa: „żony niech będą poddane mężom jak Panu”.

Zdaje się, że dla wielu te słowa bywają bulwersujące. Jak to? Żony mają być poddane mężowi? Czy kryje się w tym stwierdzeniu jakaś forma niewolniczej zależności żon od mężów? Czy oznaczają one dyskryminację żon i wyznaczają im podrzędną, niższą i gorszą pozycję w małżeństwie?

Zalecenie Pawła dotyczące małżeństwa, podobnie jak wiele innych wskazań odnoszących się do życia i budowania relacji społecznych, umieszczone jest w kontekście zbawczego dzieła Chrystusa. Wszelkie zależności i wszelakie więzi powinny wynikać z relacji jaką człowiek posiada z Bogiem, na mocy Jego dzieła pojednania, odkupienia i przebaczenia. Opowieść o życiu w małżeństwie i rodzinie należy odczytywać w ścisłej łączności z błogosławieństwem wynikającym naszego „bycia w Chrystusie” (to wciąż powtarzające się stwierdzenie Listu do Efezjan).

Małżeństwo należy widzieć i rozumieć przez pryzmat relacji, jaka zachodzi pomiędzy Chrystusem i Kościołem, a opis tej więzi Paweł rozpoczyna od słów: „Kościół jest poddany Chrystusowi we wszystkim”. Pewnie w tym miejscu wielu oczekiwałoby listy żądań jakie Chrystus stawia uległemu Mu Kościołowi. Jednak niczego takiego nie znajdziemy w tym fragmencie. Zaraz po tym „bulwersującym” stwierdzeniu o byciu uległym pojawia się cały katalog dzieł i aktywności Chrystusa wobec Kościoła, których celem jest uczynienie go „chwalebnym, bez skazy i zmarszczki (…) świętym i nieskalanym”. Co wyczytujemy z Listu do Efezjan? Dowiadujemy się, że „Chrystus umiłował swój Kościół i wydał za niego samego siebie” oraz go „karmi i pielęgnuje”. W tej relacji pomiędzy Kościołem a Chrystusem, Zbawiciel pozostaje aktywnie zaangażowany, by nieść Oblubienicy błogosławieństwo i działać dla jej dobra. Jego poświecenie i oddanie Kościołowi jest bezgraniczne, ofiarne i pełne pasji. Cała Jego uwaga skierowana jest, by uczynić Kościół takim, do czego jest on powołany. Tak, by sprowadzić na niego chwałę niebiańskiego piękna.

Uległość Kościoła, jak się zdaje, powinna być rozumiana jako gotowość do przyjęcia wszystkiego co w swojej mądrości Chrystus przeznaczył dla Kościoła, by ten cieszył się pełnią Bożego błogosławieństwa i wypełnił przynależną mu rolę w dziele zbawienia. To Chrystus jest dawcą, a Kościół pozostaje biorcą i zostaje zaproszony, by uczestniczyć „we wszelkim duchowym dobrodziejstwie nieba”. Taki obraz uległości Kościoła wobec Chrystusa przełożony jest na relację pomiędzy mężem i żoną. Paweł pisze: „żony niech będą poddane mężom jak Panu” i formułuje zalecenia względem mężów trzykrotnie wzywając, by „miłowali swoje żony, tak jak Chrystus umiłował swój Kościół”.

W określeniu „uległość” nie kryje się żadna forma dyskryminacji i poniżenia żon. Można to stwierdzenie odczytać jako wezwanie, by żony poddały się ofiarnej i twórczej miłości męża. Żony, wzorując się na zaangażowaniu mężczyzny, mają odpowiedzieć miłością na jego miłość, łagodnością na jego łagodność, odwagą w codziennym życiu w reakcji na jego odwagę i czerpać spełnienie z tej niezwykłej bliskości jaką daje małżeństwo.

I jeszcze jedna myśl. Małżeństwo ma wielki cel wyznaczony mu przez Boga. Jest nim opowiadanie i demonstrowanie więzi jaka zachodzi pomiędzy Chrystusem a Kościołem. Małżeństwo to widzialna ilustracja tego, czym jest pełna pasji i oddania miłość Chrystusa wobec Kościoła. To wielka rzecz! Małżeństwo to zdecydowanie wielka sprawa.

środa, 29 stycznia 2020

JAK ŻYĆ?

Moralność i prawość stanowią nieodłączne elementy chrześcijańskiego życia. W tekstach nowotestamentowych autorów możemy znaleźć wiele praktycznych wskazówek dotyczących właściwego, zgodnego z Bożą wolą, postępowania. Listy Pawła, Piotra, Jakuba czy Jana skrywają odpowiedź na wciąż aktualne pytanie: „Jak żyć?”. 

Jednym z takich tekstów jest czwarty rozdział Listu do Efezjan, autorstwa Pawła z Tarsu. Znajdują się tam takie stwierdzenia: „Odrzućcie kłamstwo i mówcie prawdę, każdy ze swoim bliźnim (…) Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem (…) Kto kradnie, niech kraść przestanie, a raczej niech się trudzi, wypracowując własnymi rękami dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu (…) Wszelka gorycz i gwałt, i gniew, i krzyk, i oszczerstwo niech będą usunięte spośród was”. U podstaw takiego postępowania leży Ewangelia – Dobra Nowina o zbawieniu w Chrystusie. Pawłowi nie chodzi o zwykłe moralizatorstwo, ale o wypuklenie prawdy, która „jest w Chrystusie”. Efezjanie „usłyszeli o Chrystusie”, „nauczyli się Chrystusa” i poddali się przemieniającej mocy Ewangelii. Doświadczywszy Bożego przebaczenia uczą się przebaczać. Poznawszy hojność Boga, uczą się hojności w udzielaniu dóbr potrzebującym. Przyjąwszy Boże błogosławieństwo są wezwani, by nie złorzeczyć lecz błogosławić innych. Poddając się troskliwości i łagodności Chrystusa, uczą się okazywać łagodność i serdeczność „jedni drugim”. Takiego doświadczenia Ewangelii o Jezusie Chrystusie, które skutkuje przemienionym życiem pożądam dla siebie. Kiedy Chrystus i Ewangelia są w centrum wszystko inne jest na właściwym miejscu.

środa, 15 stycznia 2020

JEDNOŚĆ W RÓŻNORODNOŚCI

Jedność
Jedno
Jeden x4
Jednej
Jedna

W pierwszych wersetach czwartego rozdziału Listu do Efezjan Paweł wielokrotnie wspomina o jedności wiary chrześcijan. W praktykowaniu tej jedności, wedle słów Pawła, pomaga właściwa teologia, której treścią pozostaje „Jeden Duch, jeden Pan, Jeden Bóg i Ojciec, jedna wiara i jeden chrzest”.

A jednocześnie w tej jedności jest miejsce na różnorodność darów i powołania, bo nie wszyscy jesteśmy uzdolnieni do tego samego. Wszak „On sam (Chrystus) ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami”.

Jedność pośród różnorodności Bożego powołania i obdarowania jest błogosławieństwem przewidzianym przez Boga dla Kościoła. Jako chrześcijanie uczymy się funkcjonowania w jedności z innymi, powołanymi przez Boga, a także uczymy się przyjmować odmienność służb i darów, których Bóg w swojej mądrości udzielił Kościołowi. To trudne i niełatwe wyzwanie, z pewnością na całe życie, ale warto je podjąć.

czwartek, 9 stycznia 2020

TRAFNA REFLEKSJA

„Jednym z powodów mojej wiary w nowotestamentowy zapis o zmartwychwstaniu Pana Jezusa jest fakt, ze Ewangelia Mateusza odnotowuje trzy słowa, które opisują spotkanie zmartwychwstałego Pana z uczniami w Galilei: «Lecz niektórzy powątpiewali». Może paść pytanie: «Jak to jest możliwe, że informacja o ich wątpliwościach jest w stanie budować czyjąś wiarę?». Ona po prostu dowodzi, że autor niczego nie zataił. Gdyby Mateusz próbował nakarmić mnie teologicznymi nonsensami, zataiłby wzmiankę o tym, że ktoś powątpiewał w Jezusa i Jego zmartwychwstanie, a tym bardziej, że chodziło o osobę z grona Jego naśladowców. Fakt, że ewangelista szczerze i otwarcie odnotowuje to powątpiewanie w swoim sprawozdaniu, świadczy o tym, iż nie ma nic do ukrycia, nie musi zachowywać niczego w tajemnicy. Takiemu człowiekowi mogę zaufać, gdyż on mówi prawdę”. - Dale Raplh Davis

BOGACTWO

Niewyczerpalne
Nieprzebrane
Obfite
Przepastne
Przeogromne

Takimi określeniami Paweł z Tarsu opisuje bogactwo w Chrystusie, które pozostaje treścią Ewangelii - Dobrej Nowiny o zbawieniu. Jednak docenienie tego bogactwa wymaga zrozumienia naszego – człowieczego – położenia względem Boga. A zdaje się, że nie wygląda to zbyt dobrze, przynajmniej z Bożej perspektywy... Zwracając się do efeskich chrześcijan, apostoł Paweł, dość jednoznacznie scharakteryzował ich przeszłe życie: „byliście umarli z powodu przestępstw i grzechów”, „nie mający nadziei ani Boga na tym świecie”… I właśnie w tę biedę ludzkiego doświadczenia wkracza Bóg „bogaty w miłosierdzie”, by „ukazać bezmiar bogactwa swojej łaski”.

Duchowe bankructwo to dramat ludzkiej egzystencji. Uwięzieni w diabelskich sidłach wydajemy owoce adekwatne dla naszej grzesznej natury. Nienawiść. Wrogość. Chciwość. Perwersja. Egoizm. Lęk. Wyniosłość. Próżność…To nie życie, ale agonia. Ale nie wszyscy ją rozpoznają. Brzydotę grzechu pudrujemy tak, aby odnieść wrażenie, że wszystko jest w porządku. Pod zgrabnie wykonanym makijażem skrywa się ohyda naszego „podstępnego i zepsutego serca”. I oto nad tym dramatem ludzkiej biedy rozbrzmiewa poselstwo o „niezgłębionym bogactwie Chrystusa”, który umarł i zmartwychwstał!

Kto może czerpać z tego bogactwa? – Wszyscy „wybrani w Nim przed założeniem świata”.
Jak po nie sięgnąć? – Przez wiarę.
Dlaczego Bóg nim obdarza? – Ponieważ jest dobry, łaskawy i bogaty w miłosierdzie.
Czym skutkuje udział w tych bogactwach? – Uwielbieniem „Jego majestatu” i dziękczynieniem zanoszonym Bogu oraz prośbą, byśmy „poznali miłość Chrystusa, która przewyższa wiedzę, i zostali napełnieni całą pełnią Boga”.

Czasami bywają dni, kiedy mój podziw dla Bożego dzieła, w tym tego dokonanego w moim nędznym i grzesznym życiu, jest nieco większy niż zwykle. Dziś ten podziw dla Boga udzielił mi się za sprawą pierwszych trzech rozdziałów Listu do Efezjan.

sobota, 4 stycznia 2020

2020 ROKIEM WYZWAŃ

Jedna z gazet („Gazeta Bankowa”) prognozuje, że rok 2020 będzie rokiem gospodarczych wyzwań. Dla mnie rok 2020 będzie nade wszystko rokiem wyzwań w wymiarze duchowym. Z mojej obserwacji wynika, że niektórzy spośród tych deklarujących się jako niechrześcijanie nie tyle odrzucają Boga, co raczej swoje wyobrażenia o Nim. Podobnie wielu określających się mianem chrześcijan nie tyle wierzy w Boga, co raczej w swoje wyobrażenie o Nim. Dlatego uważam, że w naszej, polskiej, rzeczywistości potrzebujemy resetu od religijności ukształtowanej wielowiekową tradycją, w której wszak obecne są słowa takie jak „Bóg”, „Jezus”, „grzech”, „zbawienie” itp. jednak okryte są one płaszczem ludzkich wyobrażeń i tradycji, często niemających potwierdzenia w źródle jakim jest tekst biblijny i działaniu Ducha Świętego.

Kiedyś Pan Jezus konfrontując religijnych przywódców Izraela wypowiedział takie słowa: „Błądzicie, gdyż nie znacie Pism ani mocy Bożej”. Te słowa biorę sobie do serca. Uznaję, że ten rodzaj „błądzenia” dotyczy także i mnie. Wciąż potrzebuję szukać i zabiegać o prawdę Bożego objawienia, trwając w Jego Słowie i szukając Jego działania (mocy). Cenię biblijną edukację i tęsknię za przejawami obecności Boga. W jednym i drugim jest ułomy, potrzebuję się uczyć, wzrastać i dojrzewać.

Paweł z Tarsu tak opisał swoją służbę, której istotą było reprezentowanie Boga pośród jemu współczesnych: „Tak więc, co do spraw Bożych, mam się czym szczycić w Chrystusie Jezusie. I choć nie odważę się mówić o czym innym, mogę powiedzieć o tym, czego Chrystus dokonał przeze mnie, by doprowadzić pogan do posłuszeństwa, słowem albo czynem, w mocy znaków i cudów oraz w mocy Ducha Bożego. W ten właśnie sposób rozgłosiłem Chrystusową dobrą nowinę począwszy od Jerozolimy i jej okolic aż po Illirię”.

Jakże potrzebujemy w Polsce, w moim najgłębszym przekonaniu, świadectwa o Chrystusie opartego na „słowie i czynie, wśród znaków i cudów oraz w mocy Ducha Bożego”. Za tym tęsknię i tego wypatruję w 2020 roku.